2019/10/11

Konfederaci i Lechici


 

 Przed wyborczą niedzielą daje się zauważyć, że wielu naszych Rodaków nadal tkwi w rozterkach. Na kogo głosować? Czy w ogóle głosować?
     Jest inaczej niż przedtem, gdy przyjmowanie obietnic wyborczych było powszechne. Dziś mnóstwo z nas wie, że kiełbasa wyborcza okaże się tym samym powyborczym rarytasem, co zawsze: niestrawnym suchym kijem.
     U osób szczególnie świadomych sytuacji (w Polsce albo też i na całej planecie) dylemat ten jest bardziej sprecyzowany: iść na wybory i poprzeć jedyną siłę dającą nadzieję, czy nie iść wcale i odciąć się od systemu.
     Oba wyjścia są racjonalne i świadczą o osobistej wolności umysłu i duszy tak decydującej osoby.
     Co daje odcięcie od systemu? Niewątpliwie separowanie mentalne i energetyczne od Matrixa i jego oszustw. Ludzie odporni lub odpięci od kontroli umysłu po prostu widzą, że mija kolejne dziesięciolecie tego samego mechanizmu: podczas kampanii wyborczej każda partia przyjmuje postawę oburzonej-zdeterminowanej niedostatkiem Polaków formacji i ogłasza rewolucyjny, stanowczy wręcz program gospodarczy.
     Kolejny w ciągu lat.
     Nigdy nie są realizowane - utrzymanie względnego standardu życia - niegodnego wolnych ludzi i bogatych w zasobne ziemie Słowian - kosztuje nas coraz więcej czasu, energii, wyrzeczeń, zdrowia i strat na polu więzi rodowych.
     Świadomi ludzie widzą, że oszustwo wyborcze trwa; niezmiennie oferowane są obietnice bogactwa - tyle że mimo  coraz dłuższego członkostwa w Unii Europejskiej pozostajemy przy zarobkach pół-niewolników.


     Jeszcze bardziej świadomi ludzie widzą natomiast, że w istocie dzięki rządzącym partiom systemu coś się zmieniło: jest obce wojsko na utrzymaniu, GMO, trutki w żywności i lekach, represje szczepionkowe, chemtrails, wyrzynanie zwierząt, trzód, puszcz i parków, LGTB i homoparady, wreszcie seksualizacja dzieci i handel nimi.
     Ludzie dostrzegający te procedery i patologie wiedzą, że żyją w kraju okupowanym i rabowanym ze swego niebywałego potencjału, przy jednoczesnej coraz zuchwalej odkrywanej depopulacji. Co więcej, nie mają wątpliwości, że wyniki wyborów będą sfałszowane i nawet przy wierze w zamierzenia konfederatów, udział w wyborach uważają za stracony czas, może za upokorzenie.
     Poszerzone spektrum spojrzenia (raczej sercem niż rozumem) sprawia jednak także i to, że tacy Polacy, Lechici, którzy wstali z kolan (i nigdy do nich nie wrócą) wiedzą także, że cały ten system jest w agonii. Dlatego, z wszystkich tych wymienionych przyczyn, nie chcąc "zasilać" dławiących się silników, decydują nie poprzeć nawet Konfederacji.
     Jest to uzasadnione stanowisko i równie dobre jak każde inne przyjęte przez wolną, wyciszoną duszę świadomą spraw.
     Jest także wielka liczba Lachów i Laszek, która jest zdecydowana albo rozważa poparcie swoim głosem Konfederacji - właściwie z tych samych powodów, które podają ci, którzy na wybory nie zamierzają iść. Ta grupa jest tak samo świadoma okupacyjnej i represyjnej formy systemu, mimo że nie każdy uznaje to za Matrix (bardziej za targowicę). Tacy nasi Rodacy wyjdą w niedzielę z domu, żeby poprzeć jedyną jawiącą się patriotycznie i perspektywicznie siłę, i właśnie po to, by zademonstrować wrogom, że nie śpią, nie uginają się w kolanach, nie kapitulują i nie przyjmują niewoli. Jest to charakterystyczny dla wojowniczych i niezłomnych aryjskich dusz.
      Osobiście zauważam, ilu z kolei moich Braci i Sióstr tkwi dokładnie na rozdrożu tych dwóch opcji wyboru. Ponieważ wyżej właściwie przedstawiłem pożytek zignorowania wyborów - ochrona mentalna i energetyczna poprzez odrzucenie funkcji zasilających system -  teraz przekażę walory drugiej możliwości, zgodne z tym, co czuję.
     Czytając komentarze negujące szanse czy nawet intencje pronarodowe Konfederacji, zauważyłem, że nie wszyscy biorą możliwość siania dezinformacji. Jest to przecież wyjątkowo popularna broń Chazarii, stosowana od zawsze i wciąż jeszcze skuteczna. Zamęt, niezgoda, niewiara, rozchwianie szeregu (Lechitów) - to są pociski naszych wrogów.
     Należy każdą zatem fatalną opinię o konfederatach przyjąć ostrożnie - bo utrata zapału to największy nieprzyjaciel obrońcy wolności.



     Tak, prawdą jest, że Konfederacja jest niestabilną i zaiste nieprzewidywalną mieszaniną. Że jest przeszyta ludźmi podstawionymi lub co najmniej niejasnymi w intencjach czy DNA, a także - niewątpliwie - w znacznej ilości niezorientowanymi, jak poważne i złowrogie siły kontrolują ich Ojczyznę (od wieków).  Jednakże w tych samych szeregach stanęli najprawdziwsi Polacy, Lachy, Sarmaci z krwi i kości. Świadomi, dumni, wojowniczy, zdeterminowani, oddani Ojczyźnie.
     A gdzie indziej mieliby pójść? W którym szeregu stanąć?
     Programy i działania pozostałych partii to hologramy i iluzje, zaprojektowane na utrzymanie coraz bardziej zdegenerowanej mentalnie i biologicznie masy ludzkiej. 
     Przeciwnicy Konfederacji piszą, że to partia stracona albo w ogóle podstawiona jak Koń Trojański (podpucha, pułapka systemu). Że nawet jeśli są w niej najzacniejsi patrioci, to będą kontrolowani, sterowani i przerabiani. Że nie mają szans zmienić niczego.
     Czy rzeczywiście?
     Przecież system pada. Matrix dogorywa. Przyczynia się do tego proces tak szeroki, że niepowstrzymany. Rośnie lista ujawnień kompromitujących nienaruszalne dotąd struktury społeczeństwa i cywilizacji (fałszywej, wkręconej, niewolniczej i zabójczej). Schodzą z przestrzeni potężne energie, które stymulują rozwój świadomości - mimo natężonego prania umysłów i ich kontroli). Lada moment upadnie Kościół, bankowość i urzędy/organizacje, które dla społeczeństwa były dotąd wręcz ostoją trwania w jakimś "sensownym i zabezpieczonym trybie życia".
W takich okolicznościach rozpad struktur politycznych i niefunkcjonalnych mechanizmów zarządzania i administracji jest oczywistą konsekwencją.
     Tak, to prawda - trzeba się liczyć z tym, że na konfederatów, tych szczerych Lachów w mieszanym szeregu, będą wywierane naciski, pokusy i manipulacje.
     Trzeba się liczyć z tym wreszcie, że, jak prawdopodobnie wszystkie od dawien dawna wyniki wyborów, i te zostaną sfałszowane.
     Dlaczego zatem warto, mimo tego wszystkiego, co zdaje się beznadzieją, wyjść z domu w niedzielę i oddać głos Konfederacji?
     Właśnie dlatego - żeby zgruchotać tę beznadzieję, bo to najgorszy wróg wiary i pospolitego ruszenia Narodu.
     Warto dlatego, że upadający system i moce Chazarów się przeliczą: nie okiełznają i nie posterują lechickimi konfederatami tak, jak sobie to zakładają. Energie procesowe, odpinane programy, podnoszone wibracje, nacisk jednoczącego się Narodu i wstrząsające wydarzenia światowe - będą tych konfederatów chronić, uskrzydlać i opancerzać kirysami, by trwali jak husarze na polu walki.
     Wróg nigdy nie doceniał potencjału słowiańskiej duszy, a zwłaszcza polskiej - zakodowanej na wolność za wszelką cenę.
     Opiniotwórcy wojen światowych, nierozumiejący duszy lechickiej, mogą nas stawiać jako ludzi porywczych, bohaterskich, ale zbyt szachujących najwyższą wartością, jaką jest życie. I tu tkwi błąd niezrozumienia: dla Lechity najwyższą wartością jest życie w wolności.
     Nigdy nie przestaliśmy o takie walczyć, a teraz, w mgłach omamienia i kontroli umysłu, wstają z kolan kolejne szeregi obudzonych Polaków i walczą o wolność najbardziej skutecznym na dziś środkiem: słowem. 
     To rozwściecza Chazarów - tak bardzo, że nie potrafią tego ukryć. 
     W tym wszystkim warto właśnie upatrywać nadziei, a właściwie przesądzonej wiosny wyzwolenia. Nie wszystkich konfederatów da się wymanewrować i zakląć w bezwolne kukły. Wstaną w nich husarze. Na tych husarzy będą wpływać nie tylko ich osobiste procesy pobudkowe, ale także ich Rody - a na nie inne budzące się Rody. Dziś myśl jest bardziej przenikliwym i konstruktywnym ładunkiem, niż kiedykolwiek.
     Słowo tym bardziej.
     Jeśli wybory zostaną sfałszowane, wystarczy klin -  nawet nieliczny, ale zdeterminowany hufiec reformatorów i patriotów wbity w gniazdo systemowego wężowiska. Klin ten zadziała niczym zapalnik i dołoży tak samo do transformacji, jak działania we wszystkich innych sferach zaangażowanych w nich ludzi światła.
     Jeśli wróg myśli, że Konfederacją wciąga nas w pułapkę. W rzeczy samej możemy sprawić, że to on sam w nią wejdzie, przeliczywszy swe możliwości i - jak zawsze - nie doceniwszy mocy polskich charakterów i dusz.
     Pokonajmy go, korzystając z transformacji cywilizacji.
     Ci, którzy piszą o braku szans konfederatów, uśpieniu zakopanych w wygodnictwie i materializmie Rodaków (co istotnie jest problemem narodowym i hamulcem potencjału), nie powinni zapominać o tym, że to nie Polacy są w kotle, lecz ich przeciwnicy.
     Raporty Benjamina Fulforda, człowieka, którego chroni japońskie Bractwo Białego Smoka, i którego boją się Rockefellerowie i Rotschildowie, nie dają ciemnym siłom żadnej nadziei. Iluminackie i masońskie struktury dewastacji i niewoli świata są na ukończeniu. Największa klęska nieuchronnie wisi nad największymi złoczyńcami świata: Chazarami. 
     Są w kotle, ponieważ od wewnątrz zaczyna gnieść ich słowiańskie przebudzenie - z zewnątrz zaś rewolucyjne i reformacyjne ruchy ludzi, którzy postanowili zatrzymać terror (ludzie światła, generałowie armii USA, elity rosyjskie i wiele innych sił).
     Najbliższe lata zmienią świat. Niech zatem duch nasz pozostanie silny, bo musi takim być, żeby w zjednoczeniu uczynić porządki w wyzwolonym Domu.

     Iść na wybory czy nie iść - przecież Matrix tak czy inaczej upadnie?
     Lachu. Zrób, jak ci dyktuje serce. Nikomu nie musisz tłumaczyć niczego, co nakazuje ci własna intuicja.
     Jesteś bogiem swojej własnej ewolucji.
     Czuj. Szukaj w sercu.
     Jeśli zostaniesz w niedzielę w domu, wesprzyj przemiany jak to zwykłeś czynić.
     Jeśli zaś wyjdziesz oddać głos na Konfederację, to wykorzystaj szansę, którą wykreowała nam Przestrzeń, o której od dawna mówi Greg Bradden i wielu innych posłańców. Dziś w myśli i słowie, w życzeniu i pragnieniu, w wyobrażania i działaniu - zawiera się nieosiągalna dotąd siła sprawcza. Moc kreacji osobistej i zbiorowej. 
     Intencja działa niczym zaklęcie i zapisuje algorytm w przestrzeni twojego świata.
     Jesteś bogiem swojej własnej i zbiorowej ewolucji.
     W dzień wyborów miej świadomość, że i ty decydujesz o zmianach Ojczyzny i świata. Idąc oddać głos na konfederatów wypowiadaj i wysyłaj taką intencję:
     NIECH KONFEDERACJA OKAŻE SIĘ CZYNNIKIEM PRZEMIAN.
     NIECH KONFEDERACJA WYPEŁNI SWOJE POLE EWOLUCJI NARODOWEJ I PRZYCZYNI SIĘ DO ROZPADU PARLAMENTU I PRZYSPIESZY DROGĘ OJCZYZNY DO NOWEJ, WOLNEJ, SŁOWIAŃSKIEJ RZECZYWISTOŚCI.
     TAKA JEST WOLA MOJEJ WOLNEJ DUSZY.
     ...lub inną, którą odszukasz w swoim sercu, wolny Rodaku.
     Darz nam bór.
     Czcibor




     Cokolwiek ogłosi komisja wyborcza systemu - zachowajmy spokój, Bracia i Siostry. Najbliższy czas przyniesie zaskakujące i poruszające wydarzenia. Czas mroku się kończy.
     Spokoju szukajmy obejmując Ród i drzewa, obiecującej nowiny u Benjamina Fulforda:
     https://benjaminfulford.net/
     ...Stany Zjednoczone zmierzają w kierunku szerokiej wojny domowej... 125 000 aktów oskarżenia... Wojsko mobilizuje się w obronie Donalda Trumpa... Anomalie na rynkach finansowych wskazują na coś w rodzaju czarnego łabędzia na horyzoncie. Mogą to być oznaki długo oczekiwanej implozji korporacyjnego rządu USA. Może to być także także sygnał do restartu finansowego systemu świata... Bitwa o wyzwolenie planety Ziemia toczy się w bardziej niż kiedykolwiek dramatycznym tempie, kiedy chazarscy handlarze/posiadacze niewolników są atakowani w swoich twierdzach w Polsce, w Turcji, na Ukrainie, w USA, Japonii i gdzie indziej...
    
      
     Wyście na wybory jest niczym wyjściem do bitwy. Tę bitwę wygramy, nawet jeśli nie od razu będzie to widoczne...
    

2019/09/30

Bruce Lee: człowiek, który zmienił planetę

  

     Uczę się raczej rozumieć, niż natychmiast osądzać lub być osądzanym. Nie mogę ślepo podążać za tłumem i akceptować jego podejścia. Nie pozwolę sobie na zwykłą manipulacyjną grę, polegającą na tworzeniu roli.
     Powyższe słowa wypowiedział chiński praktyk sztuk walki Bruce Lee. Ten przekaz oddaje charakter prawdziwego wojownika, który co najmniej na poziomie podświadomym przejrzał system kontrolujący funkcjonowanie świata. Lee kroczył swoimi ścieżkami życia jako człowiek dumny i przenikliwy, z silną potrzebą bycia wolnym i uwalniającym. Całe lata nie tylko nauczał umiejętności walki fizycznej, ale przy tej okazji rozbijał u swoich uczniów i przyjaciół struktury (blokady mentalne), w które wkładał je od dziecka system: bycia bardziej ufnym i poddanym, niż weryfikującym i dumnym (co znaczy: prawdziwie wolnym).
     Od wielu tysięcy lat na Ziemi trwa okupacja obcych ras, której efektem jest uformowany system społeczny, zupełnie nieudany z punktu widzenia wrażliwych, uduchowionych i nieakceptujących wyzysku i krzywdy istot, ale całkiem sprawny i pociągający dla urobionej programowaniem, zanurzonej w materialnych dobrach masie ludzkiej. Bruce Lee dostrzegł to wszystko, tym bardziej dostrzegł, że system dzieli ludzkość i wartościuje w sposób cyniczny, i że programuje ją - każdego żywego człowieka - na ograniczenia fizyczne i duchowe. Nawet, jeśli nie wiedział o istnieniu iluminatów, masonów i demonicznych pozaziemskich sił, to przejrzał ich mechanizmy i zabrał się do dekonstrukcji.
     Lee był zaciekłym, niezłomnym wrogiem ograniczeń do końca swego życia.     
     Jeśli zawsze ograniczasz wszystko, co robisz, fizyczne, czy jakiekolwiek inne, rozszerzy się to na twoja pracę i na twoje życie. Nie ma ograniczeń. Są tylko płaskowyże i nie musisz na nich pozostawać, musisz wyjść poza nie.
     Posiadanie czegokolwiek zaczyna się w umyśle. 
     Rody i rasy kontrolujące ludzkość mają oczywistą przewagę obserwacji. Wynika ona z przewagi technologii i z przewagi włożonej energii w intencje utrzymywania niewolniczych plantacji. Dlatego żaden zrodzony w ludzkim ciele reformator, szczególnie tak dynamiczny i wszędobylski jak Bruce Lee, nigdy nie był przegapiany. Można rzec, że każdy, kto zaczyna szerzyć słowo o wolności i potencjale ludzkości, "prosi się o kłopoty".
     Bruce Lee był jednym z posłańców, których dusze bez względu na cenę, zdecydowały o zaniesieniu światła Ziemianom. Tacy ludzie są likwidowani z dwóch powodów. Pierwszy to oczywiste zagrożenie dla okupantów i iluminatów, którym władzę i zyski zapewnia utrzymanie społeczeństw w kajdanach.
     Posiadanie czegokolwiek zaczyna się w umyśle, dlatego podstawowym warunkiem utrzymania tych kajdan jest kontrola ludzkich umysłów w ignorancji, manipulacji i bojaźni.
Tym to kajdanom Bruce Lee rzucił wyzwanie.
     Nie po to jestem na tym świecie, aby sprostać twoim oczekiwaniom, ani nie po to ty jesteś na tym świecie, aby sprostać moim.
     Jeśli Bóg istnieje, to we wnętrzu. Nie proś Boga o rzeczy, polegaj na nim w swoim własnym rdzeniu.
     Człowiek, żywa istota, kreująca indywidualność, jest zawsze ważniejszy niż jakikolwiek ustalony styl czy system.
     Bruce Lee był pionierem w sferze, którą dziś wspiera liczny hufiec ludzi: przesuwania biologicznych granic ludzkiego ciała. Podkreślał przy tym nieustanne połączenie pracy nad transformacją ciała z umysłem, poprzez weryfikacje, medytacje, afirmacje.
     System programuje ludzi na ograniczenia, a u schyłku swej machiny kłamstw, robi to z jeszcze większą determinacją i zuchwałością. Lekarze i reklamy w mediach programują choroby, niedomagania i starość. Jest to program na starość szybką i niedołężną, gdzie nieodzowny jest codzienny worek osobistych chemicznych wspomagaczy funkcji ciała i umysłu. W dodatku próg wiekowy tych niedomagań jest coraz bardziej obniżany, aby zasiać lęk w większej liczbie odbiorców (przed samodzielnym uzdrawianiem) i wyrugować w nich wiarę w autoregulacyjne siły organizmu.
W gruncie rzeczy farmaceutyczne wspomaganie działa na funkcje biologiczne zupełnie przeciwnie - tylko bowiem kuracje ziołowe i regularne łącze z Przyrodą uzdrawiają i podtrzymują sprawność ciała i ducha.
     Przekaz, z którym Lee szedł przez świat, przez tłum ludzki, gdziekolwiek się pojawił (nie tylko jako żywy człowiek, ale jako aktor na ekranie), był prawdziwą /r/ewolucyjną torpedą: nie ma żadnych ograniczeń, a ty, jako człowiek, masz możliwość, jeśli nie powinność, przesuwania wszelkich głoszonych przeciw tobie granic. Innymi słowy obecność Lee miała na otoczenie silne działanie stymulujące dla wiary w siebie i skłonności do weryfikacji.
     Filmy z Lee miały tak samo szczególny wpływ i magnetyzm: mimo nieszczególnie udanych scenariuszy dawały lekcję ludzkich mocy i stymulację, która poderwały miliony.
Działają tak na wielu ludzi do dziś, jeśli poświecą uwagę postaci tego aktora, jego ekspresji ciała, ruchom, aurze, emanującej energii. Jest to bowiem coś unikalnego, stanowiącego wyjątkowy, intrygujący i motywujacy pokaz ukrytych zdolności ducha i DNA istoty ludzkiej.
     To wszystko tkwi istotnie w ludzkim DNA, które to DNA od wieków jest degenerowane i zakłamywane przez okupantów. Można to porównać do skucia stóp i dłoni potencjalnych buntowników - aby nie byli w stanie sięgnąć po swój pełen potencjał środków.
     To wszystko tkwi w podświadomości wolnych dusz i właśnie nastał wschód słońca dla powszechnego uwolnienia tej wiedzy dla ludzkości.



     Bruce Lee przekazał coś jeszcze: nową jakość treningu, prawdziwą esencję samorozwoju. Dzięki swej życzliwości, cierpliwości, charyzmie i ambicji poderwania tłumów do rozbicia mentalnych kajdan, okazał się doskonałym nauczycielem sztuki walki, szczególnie po wypracowaniu własnego stylu Jeet Kune Do. Styl ten oddawał nie tylko geniusz projektancki mistrza, ale i jego duszę: nie komplikujmy niczego, skoro nie musimy. Jeśli rozwiązanie jest pod ręką, nie szukajmy go za głową. To nie zawiłości, lecz prostota daje więcej uników od pomyłek, straty energii i czasu. Prostota i szczere zaangażowanie wiodą do celu, przy czym istotą sprawy jest raczej droga do tego celu, niż on sam w sobie. W rzeczy samej samorozwój nie ma stacji końcowej, tak jak nie ma jej ewolucja wszechświata. Zwycięzcą jest człowiek, który staje na drodze do celu. Najlepiej - obranego przez samego siebie.
     Zaangażowanie fizyczne i mentalne zdeterminowanie (co musi iść w parze) nie są przy tym mitręgą, zarzynaniem się bez opamiętania w wysiłku, co dziś jest modne w wielu "gimnazjonach" i osobistych piwnicznych siłowniach, lecz staje na instynktownie ustalanej granicy. Spotyka się na niej optymalne wykorzystanie potencjału z zachowaniem harmonii, kontroli wydatkowanej energii i intuicyjnym stawianiem kolejnych kroków.
     Im mniej wysiłku, tym będziesz szybszy i potężniejszy.
     Gdzie leży granica między nadmiernym eksploatowaniem ciała i energii życiowej, a niedestruktywnym poszerzaniem umiejętności? To podpowiada intuicja każdego wojownika i sportowca; przecież każdy człowiek ma swój własny dzień do rozegrania... To także dlatego Lee odrzucał schematy i definicje - gdyż podchodzą one do ludzi jako zbioru. Wszystkie przetestowane style walki uznał on właśnie za sprasowane schematami, skostniałe i tylko w pewnym stopniu naprawdę rozwojowe - podczas gdy rozwój nie powinien mieć ograniczeń żadnych. Jest to do dziś widoczne tak w krajowych jak zagranicznych szkołach sztuk walki, że potrzeba odizolowania się jakiegoś mistrza (to raczej umowne określenie, którego Lee nie popierał) i stworzenia nowej szkoły wedle własnych wizji jest traktowana raczej nieżyczliwie, jak "bunt", albo dwie odrębne szkoły jednego stylu (taekwondo, Wing Tsun) podkreślają w czym są lepsze od siebie nawzajem bez szacunku i skromności. Nawet, kiedy Lee uformował swoje Jeet Kune Do, podkreślał - w przeciwieństwie do innych nauczycieli sztuk walki - że nikt nie powinien zamykać się na reguły Jeet Kune Do, które on proponuje. Ponieważ potrzeby, instynkty, uzdolnienia każdego są inne, każdy powinien zdobyć się na odwagę kreowania własnego Jeet Kune Do.
     Każdy powinien zdobyć się na odwagę swej własnej ewolucji...
     Ciągła rutyna klasycznych bloków i uderzeń pozbawia wrażliwości, upośledza twórczy zmysł.
     Niekonwencjonalny atak, to atak w zerwanym tempie, nieprzechwycony przez klasyczny, rytmiczny blok. Próby obrony lub kontrataku przeciwko takiemu atakowi będą zawsze spóźnione w stosunku do niego.
     Jeśli jakikolwiek styl naucza walki, to możesz być w stanie walczyć zgodnie z założeniami tego stylu - ale nie jest to na pewno najwyższą umiejętnością walki.
     Klasyczne metody i tradycja czynią z umysłu niewolnika - nie jesteś już jednostką, lecz produktem. Twój umysł jest wynikiem tysiąca przeszłych dni.
     Twoja technika musi zawierać ekspresję emocjonalną, emocjonalny ładunek.
     Pojęcia zawężających widzenie i krępujących rozwój nawyków i rutyny nie ograniczał tylko do sfery walki, lecz widział je we wszystkich strukturach warunkujących funkcjonowanie społeczeństwa.
     Książki, nauczyciele, rodzice, społeczeństwo, w którym żyjemy - wszyscy oni mówią nam co myśleć, a nie jak myśleć.
     Po co ci edukacja, nauka czytania i pisania, jeśli i tak będziesz bezwolną maszyną? W końcu wszystko to jest tylko podstawą twojego funkcjonowania.
     Powyższe słowa mają szczególne brzmienie dziś, gdy największy kłopot z uwierzeniem w ogromny trik Matrixa czy zakamuflowanie starożytnej historii Polski mają właśnie osoby wysoko wykształcone, a tym samym zmanierowane i usztywnione w systemowych torach myślenia. 
     Bruce Lee zdawał sobie sprawę, że system maszynowo produkuje oślepionych niewolników.

     
     Mały Smok był najbardziej niekonwencjonalnym i dynamicznym wojownikiem, jaki kiedykolwiek objawił się ludzkości. Szybkość, refleks i moc uderzenia, które zademonstrował światu, można ująć tylko jednym słowem, aby należycie oddawało jego cały unikalny potencjał: eksplozywność.
     Uczeń do Lee:
     - Jak można być tak szybkim?
     - To znaczy jak?
     - Tak szybko kopać?
     - Kop szybciej.



     Lee wiedział, że kluczem do kontroli reakcji ciała jest umiejętność zespolenia go z umysłem, aby osiągnąć najwyższą szybkość działania. Wokół widział liczne przykłady treningu, który ograniczał zaangażowane w niego osoby, zamiast poszerzać ich możliwości.
     Sportowiec, który buduje mięśnie podczas treningu siłowego, powinien być pewien, że jednocześnie odpowiednio pracuje nad szybkością i elastycznością. W walce, bez tych atrybutów, silny człowiek będzie podobny do byka, który ze swą kolosalną siłą bezskutecznie ściga matadora, lub jak ciężka ciężarówka ścigająca królika.
     Cały przekaz od Bruce'a Lee dowodzi, że człowiek to swoiste kosmiczne jestestwo, które musi regularnie poddawać swoje ciało fizyczne ćwiczeniom, jeśli istotnie chce osiągnąć pełnię potencjału.
     Lee był odważny i zdeterminowany w swoim poszerzaniu świadomości i sprawności. Zaufał intuicji i przez większą część życia doskonalił się samotnie. Był na ścieżce samotnego wilka - taka ścieżka prowadzi do mistrzowskiej formy i oświecenia. Trening ciała fizycznego nie jest tylko wyrabianiem muskułów i mocy uderzeń, jest to ponadto szlifowanie odporności, charakteru, dystansu i wreszcie owo odkrywanie siebie - przez to ostatnie zaś odkrywa się szczodrość Źródła.
     Sztuka wymaga pełnego opanowania technik, opracowanych przez odbicie w duszy.  
     Lee nie zamęczał się bez umiaru, był znany z fanatycznego treningu, ale też z niespożytego zasobu sił i energii. Jest to typowe dla osób, które medytują, opanowali techniki oddychania i kontrolują przepływ chi. Z pasją zanurzał się w treningu. Jego cel był zawsze przed nim, nie tracił go z oczu i do końca szedł mu naprzeciw z entuzjazmem. Do końca przekraczał coś, co nazwano granicami, dając pokaz, który po czasie okazał się nieskończonym efektem kuli śnieżnej.
     Utorowanie nowej drogi w rozwoju bojowych zdolności ułatwiły mu niekonwencjonalne style walki, które trenował jako dziecko i nastolatek: Tai Chi i Wing Tsun (gdzie użycie siły nie jest oczywiste przy włączonej płynności, dynamice i energetyce). W swej przenikliwości stwierdził, że podstawą teorii Yin Yang jest to, że nic nie jest tak trwałe, aby nigdy się nie zmienić. Zamiast sprzeciwu jest współpraca... Lee włączył swoją wersję Yin Yang do swoich praktyk sztuk walki, ucząc siebie i innych nie tylko twardości i odporności, ale także łagodności i miękkości. Tak więc Jeet Kune Do nie zostało uformowane tylko z technik boksu, Wing Tsun i szermierki, jak to się zwykło popularyzować - zawarło się w nim równie istotne spoiwo mentalne i energetyczne Yin Yang. 
     Zamiast postrzegać Ying Yang jako przeciwieństwa, Bruce Lee powiedziałby, że wzajemnie się uzupełniają... Wokół Ying Yang dodał dwie strzałki, aby pokazać ciągłe wzajemne oddziaływanie obu części, oraz chińską frazę wokół strzałek, która mówi: "Nie stosować żadnej drogi jako drogi, nie mając ograniczenia za ograniczenie".



     Filozofia taoistyczna jest zasadniczo monistyczna, materię i energię, Yang i Yin, niebo i ziemię, pojmujemy zasadniczo jako dwa współistniejące bieguny jednej niepodzielnej całości. 
     Yin Yang jest kluczem do harmonii wszystkiego i zasada ta wibruje w całym wszechświecie.
     Wątpiący powiedzieli: człowiek nie może latać. Działający powiedzieli: być może, ale spróbujemy. I w końcu szybowali w świetle poranka, podczas gdy niewierzący patrzyli z dołu.
     Ciemne siły zamordowały Bruce'a Lee, ponieważ objawił się on jako reformator o światowym zasięgu, a po zrealizowaniu Wejścia Smoka jego powszechna popularność i wpływ na miliony odbiorców były przesądzone. Nikt, kto budzi uśpione stada, nie uchodzi uwadze ani iluminatów, ani masonów, ani jezuitów, ani żadnych mrocznych rodów i mafii zaangażowanych w struktury niewolnicze ludzkości. Po tym zaś, kiedy rozprawiono się z wojownikiem światła, kazano nam wierzyć, że tego wojownika, który wspiął się na wyżyny sprawności, odporności, który dosłownie emanował swoimi wibracjami na otoczenie, który wzmacniał swoje pole ochronne w medytacji - zabiła tabletka przeciwbólowa. 
     W rzeczy samej z twórcą Jeet Kune Do musiała zmierzyć się potężna siła. Bruce Lee musiał zostać pokonany przez atak energetyczny - bezpośredni lub z dystansu - ponad jego siły i wibracje. W podobny sposób zamordowano w Warszawie Maxa Spiersa, żołnierza iluminatów, który przeszedł na stronę światła. Spiers posiadał znacznie większą od Lee orientację w okupacyjnych strukturach planety i wielokrotnie odpierał ataki na poziomie astralnym, jednak w końcu nie podołał. Tym mniejsze szanse miał Lee...

     System upewnił się, że syn Smoka, Brandon, dusza nie mniej jasna i przenikliwa, nie podąży jego drogą - zamordowano go na planie filmowym w akcie rytualnej zemsty na rodzie.  
     Drugim z powodów, dla których od wieków eliminuje się ludzi takich jak Bruce Lee, John Lennon, Michael Jackson i inni, którzy inspirowali, motywowali i pokrzepiali społeczeństwa, były korzyści z wywołanego ich śmiercią wstrząsu. Okupanci stojący nad ludzkością karmią się stale stymulowaną energią lęku, przerażenia, żalu i rozpaczy (poprzez wojny, terror, przestępczość, medialne straszenie, filmy grozy). Dlatego Ziemia, mimo tak zachwalanego przez akademickie autorytety "rozwoju i ucieczki od Ciemnych Wieków, pozostaje zniewolona i jest niczym innym niż cysterną paliwa zasilającą drapieżne rasy.

     Szkoda, że Bruce Lee, posłaniec wolności, nie doczekał wyzwolenia ludzkości, od którego dzielą nas już chwile. Bez wątpienia zaangażowałby się w to z całą swoją mocą, ponieważ jego osobista ewolucja była zadziwiająco dynamiczna. Cytaty, które ponieśli w przestrzeń jego bliscy, uczniowie i inni zadziwieni obserwatorzy (w tym dziennikarze), dowodzą, że nieomal każdy z nich jest ładunkiem potężnej mocy.
     Łatwo jest krytykować i łamać ducha innych, ale poznawanie siebie trwa całe życie.
     Życie może czasem wymagać niekonwencjonalnego myślenia i metod. Na krawędziach mogą się zdarzyć wspaniałe rzeczy. Pływanie pod prąd konwencjonalnej mądrości nie zawsze jest łatwe, ale może być nagradzające.
     Nie chcę być posiadającym, ani posiadanym. 
     Nie pożądam już "raju". Co ważniejsze, nie boję się już "piekła". 
     Lekarstwo na moje cierpienie miałem w sobie od samego początku, 
     ale go nie wziąłem. 
     Moja dolegliwość pochodziła ze mnie, lecz tego nie dostrzegałem
     - aż do tej chwili. 
     Teraz widzę, że nigdy nie znajdę światła, 
     o ile nie będę niczym świeca, swoim własnym paliwem, 
     czerpiącym z samego siebie.
     Co najmniej na poziomie podświadomym, Lee wiedział, że jest istotą boską, wolną i tak naprawdę niezniszczalną, nieograniczoną, z prawem do wszelkiej dowolnej kreacji. Odkrył, że nikomu nie trzeba poszukiwać tak autorytetu, jak samego Źródła na zewnątrz - ponieważ każdy zawiera wszystko w sobie. Droga życia zdaje się być zewnętrzną... w gruncie rzeczy jest drogą odkrywania swego wnętrza. Kosmos odkrywamy poprzez siebie - swoje odczuwanie i odreagowanie na drodze osobistej ewolucji. Ewolucja ta jest niezmiennie drogą do Źródła.
     Zanim został zamordowany, Bruce Lee zdołał wwiercić ten przekaz w świadomość zbiorową planety. Choć osobiście nie uczestniczy w podrywaniu narodów do wyzwolenia z Matrixa, tak jak wielu innych, współgra z tym zrywem jego potężna i nieusuwalna energia.
     Wszystkie istoty złączone we wspólnej przestrzeni życiowej, komunikują się nie tylko słowem, ale i przekazem podświadomym między umysłami. Wpływ Bruce'a Lee, wojownika o legendarnej charyzmie, i legendarnej energetyce, na otoczenie najbliższe, i ostatecznie najdalsze, pozostaje niezmierzony, tak, jak niezmierzone pozostają efekty działań wszystkich innych posłańców i reformatorów, którzy przemierzyli i nadal przemierzają Ziemię. W głębi serca, każdy, kto czuje, że zyskał cząstkę światła od Lee (czy od kogokolwiek innego), jednocześnie nie odczuwa potrzeby przejmowania się żadną miarą. Liczy się wdzięczność i inspiracja. 
     To, co zwykle myślisz, determinuje to, czym ostatecznie się staniesz.
     Kluczem do nieśmiertelności jest przede wszystkim życie warte zapamiętania. 
     Można z żalem rzec, że Bruce Lee urodził się za szybko, i może dlatego za szybko umarł. Przecież dziś nie byłby samotnikiem w armii "buntowników" i miałby większe szanse przetrwania konfrontacji z ciemnością. Ale można też rzec, że każda dusza reformatora ma swój właściwy czas. Lee dostrzegł całe mechanizmy ograniczeń, w których funkcjonowało społeczeństwo i być może intuicyjnie przewidział burzliwe zakończenie tej niewolniczej rzeczywistości, kiedy wypowiedział jedne ze swych najważniejszych słów. Słów, które są przekazem na dziś, kiedy stanęliśmy na rozstajach starego i nowego świata:
    Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko, co ludzie do ciebie mówią. Prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką. Jeśli słowa mogą cię kontrolować, to znaczy, że wszyscy mogą cię kontrolować. Oddychaj i pozwól sprawom przeminąć.



     Nie jest to, jak pochopnie interpretują niektórzy, wezwanie do bezczynności i obojętności na katastrofy i cierpienia. Przyjęcie umysłem i sercem osobistych i często bolesnych ewolucji,  jak i transformacji całej planety, jako nowych możliwości życia, to przecież zaakceptowanie tego, że odchodzi rzeczywistość destruktywna i oferująca postępującą degenerację. To anihilacja struktur blokujących indywidualność każdej osobnej duszy czy zniewalających  i rabujących ludzkość, i mordujących Przyrodę. Taka akceptacja nie jest jednoznaczna z brakiem empatii i wsparcia potrzebujących. Lee sugerował, inspirując się zapewne i w tym wypadku Yin Yang, aby pożegnać stare i przyjąć nowe. Na pewne procesy nie mamy wpływu o determinującej mocy; utrata spokoju i równowagi może zatem tylko nam zaszkodzić. Spokój i równowaga to nieocenione dobra zawsze, a obecnie tym bardziej...
     Czas okupacji i wyzysku się kończy. I Ojczyzna Lechitów, i cała Ziemia, są na progu wyzwolenia. Tego progu nieomal sięgnął Bruce Lee, człowiek, który rzucił wyzwanie ciemności.  
     Człowiek, który nie odszedł tak, jak tego ciemność oczekiwała. Nie zniknął i nie rozwiał się. Nie stało się tak dlatego, że osiągnął on wysokie stadium sprawności nie tylko dla ciała - tak wysokie, że nazwać ją trzeba zdolnością eksplozywności. Eksplozywną uczynił także energię swych myśli i słów, a skoro tak, to przedostały się one także i do nas...
     Poznaj różnicę między katastrofą, a niedogodnością. Uświadomienie sobie, że jest to tylko niedogodność, że to nie katastrofa, ale po prostu nieprzyjemność, jest częścią wchodzenia w samego siebie, częścią budzenia się.




     Kim był Bruce Lee?
     Był posłańcem dla ludzkości - tak wybrała jego dusza. Co na to wskazuje?
     Pojawił się na świecie u progu transformacji ludzkiej cywilizacji. 
     Działał w różnych punktach Ziemi osobiście lub poprzez uczniów i filmy.
     Był niezwykle przystojny właściwie według ogólnoświatowych kryteriów.
     Ujmował charyzmą, przenikliwą inteligencją i dawał odczuć swoje potężne pole osobistej energii.
     Pokonał nasłanego na niego mistrza sztuk walki i pokonał wyrok medyczny, który miał go wyłączyć z treningu i życia publicznego.
     Przekroczył powszechnie uznawane możliwości fizyczne ciała.
     Przejrzał niewolnicze mechanizmy obwiązujące ludzkość.
     Z najwyższą determinacją i niezłomnością zniósł wszelkie przeszkody na swej drodze i przeniósł przekaz i sprawczą energię wyzwolenia i samorozwoju przez cały świat.
     Bruce Lee jest ciągle z nami i uczestniczy w transformacji planety - poprzez wszystko, co zasiał w naszych sercach.
    

     Duszy Bruce'a Lee dziękuję tym artykułem osobiście, spisawszy go z serca, w którym umocowana jest głęboka wdzięczność. Jego wpływ bowiem na moją pasję treningu ciała, hart ducha i charakter lechickiego wojownika o wolność osobistą i narodową, pozostaje od wielu lat niezmiennie trwały i niezmierzony.
     Czcibor

     Wszystkie słowa podkreślone na bordowo autorstwa Bruce' Lee.
     Cytaty Bruce'a Lee z książki Jeet Kune Do autorstwa Bruce'a Lee i Johna Little, oraz ze strony KEEPINGINSPIRING.ME (114  cytatów Bruce'a Lee, które wzmocnią rozwój osobisty).

     Za pomoc przy zamykaniu artykułu w harmonijną całość dziękuję mojej Oliweczce, dzięki której osiągam prawdziwe Yin Yang.
      
 W elektryzującej scenie z Wejścia Smoka Bruce Lee zademonstrował moc swej siły i energii, możliwej dzięki przełamującej ograniczenia synchronizacji umysłu i ciała: EKSPLOZYWNOŚĆ:


 ...zaś w filmach i na pokazach objawił skuteczność wojownika z wyzwolonym potencjałem:




We wspomnianej powyżej scenie Bruce Lee daje wrogowi swego rodu przekaz surowego, zrodzonego w gniewie wyroku. Życzę moim Rodakom, by taką samą demonstrację dumy, siły i stanowczości objawiali niezmiennie wszystkim wrogom Rodu i Ojczyzny, którzy uporczywie będą zwlekać z odstąpieniem od walki z Lechią.
     

     


Dziś, na granicy światów, przy otwieraniu jedynej właściwej czakry serca, intelekt okazuje się blokadą zbyt mocną dla wielu ludzi edukowanych przez system/Matrix, gdy tymczasem prawdę i jakość odzyskiwanej wolności można zgłębić tylko sercem i intuicją. Bruce Lee wiedział to już w latach 70., gdy mówił: NIE MYŚL. CZUJ. 





    NIE MA GRANIC

2019/06/20

Bitwa słowiańsko-babilońska czyli pożar wszystkich katedr


     Najczarniejszej, najgłębszej ciemności wzrok człowieka nie przebije, rozum także nie - ale serce może. Serce to zaszczepione w każdym z nas źdźbło Stwórcy, umieszczone w świętej przestrzeni duszy ludzkiej (i ciała) i nienaruszalne dla żadnych mrocznych istot.
     To właśnie serce bada świat intuicją i tym, czego brak oczom i rozumowi - odczuwaniem.
Piszę o tym, ponieważ jeśli dziś Naród Lechitów rozpękł się niczym gruda gliny na dwa wciąż bratnio połączone lecz rozsuwające się odłamy - to właśnie z powodu rozdźwięku w badaniu świata.
Dziś rozum, intelekt, analityczność wytrenowana w masońskim systemie edukacji, zawodzą na całej linii. Zwycięża intuicja dusz, które wybierają wolność.
     Dlatego znacznie więcej zajadłości, pychy, arogancji, otępienia na poziomie autodestrukcji występuje u ludzi. którzy trzymają się Matrixa: medycyny chemicznej, w tym szczepień, nauk masońskich akademii czy wreszcie religii.
     U ludzi, którzy weryfikują rzeczywistość, uderzającą cechą jest oczywiście odwaga. To odwaga zadaje pytania i waży odpowiedzi. Zaraz za nią stają duma, czujność, ale i empatia, współodczuwanie, refleksyjność i ufność pokładana w samym sobie - to jest niezwykle dziś istotnym głosie wewnętrznym.
     Osoby te to wojownicy wolności - dla ich samych, dla ich Rodów, i wszystkich, którzy podejdą o wsparcie (ponieważ człowiek świadomy - dziecko nowej ery - nigdy nie odwraca się od potrzebujących). Tym właśnie duma różni się od pychy, cechy silnie przyspawanej do tak wielu lekarzy, kapłanów, dziennikarzy, polityków, finansistów, korporantów - to jest urzędników Matrixa.
     Ta część Lechitów, która dzięki swym duchowym potencjałom i osobistej odwadze stanęła na owej grudzie serca i odczuwania, zyskała bezcenny właśnie na ten dziejowy moment atut: wysoką odporność na wstrząsy.
     Jest to coś, co poza wszelkimi innymi wspomagaczami, przeprowadzi ich bezpiecznie przez rozpadliny pożegnań i bólu do nowego świata.
     Dla tych, którzy od tego świata odgradzają się tarczami intelektu, religii, egoizmu i materialnego kultu, będzie znacznie gorzej - bo stary świat zapada się w postępujących wstrząsach.
     Watykan od dawna zasnuty jest ciemnymi kłębami dymów, jego babilońskie wieże zapadają się nieuchronnie. Widzi to każdy, kto uwolnił się od kontroli umysłu.
     Nie mogło być inaczej. Planeta nie może być naprawiona, a ludzkość uwolniona bez demontażu wież Babilonu. Watykan bowiem to przeniesiony Babilon, szatańskie gniazdo rodów odpowiedzialnych za krwawe rany świata. W tym gnieździe nie ma żadnych ani posłańców od Stwórcy, ani jego nawet przybliżonych reprezentantów. To siedziba cynicznych kuglarzy, którzy sztukę zwodzenia ludów opanowali do mistrzostwa.
     Watykan to wielka planetarna metropolia dyplomatyczna - w istocie - jeśli tak rozumieć układy z obcymi rasami, aby tylko los Ziemian był jeszcze gorszy i bardziej niewolniczy. Żaden chrześcijanin nie ma wpływu na politykę Watykanu, bo jest to ograniczone do masonów, iluminatów, Chazarów, a zwłaszcza do czarnego zakonu jezuitów, których ze względu na szatańskie moce i powiązania z Draco, można porównać do lordów Sith.
     W istocie w wielu filmach nakręconych w Hollywood są klucze do rozszyfrowania układów ustanowionych na naszej okupowanej od tysięcy lat Ziemi.
     Babilończycy służą demonom i okupantom Ziemi.  Jeśli za większością knowań, podżegań, zdrad, targowic, sabotażów, ludobójstw i wojen tej ery stoją Chazarowie, to trzeba zrozumieć, dlaczego są tak pozbawieni skrupułów. Czy rasa pozbawiona ziemi i duchowości, przygotowana w Babilonie do satanistycznej pracy dla zniszczenia porządku planety dla interesów Obcych, może mieć jakiekolwiek skrupuły?
     Chazarów nigdy nie było w Egipcie, ale Biblia, którą spreparowano do mamienia ludzkości, twierdzi co innego. Taką to biblię pełną nieskończenie dokonywanych modyfikacji podarował Babilon Europie i reszcie świata.
     Największym kłamstwem zawartym babilońskiej wersji dziejów świata jest jednak rzekome ukrzyżowanie Jezusa. Tak antyboskie i w gruncie rzeczy antyludzkie zuchwalstwo mogli przedstawić światu tylko Chazarowie. Jak nas przekonuje obecnie rzeczywistość, w swej roszczeniowości, agresji i bezczelności, nie mają wytyczonych żadnych granic, nawet do głębi absurdu.
     Jak mogliśmy tak bezkrytycznie uwierzyć w coś, co totalnie zaprzeczało wszelkim podwalinom bytu Rodu, Narodu, wolnej ludzkości, to jest zasadom ochrony, troski, miłości rodzinnej? Jak można ufać w więzi rodzinne, jeśli sam Bóg jest skłonny wydać na okrutne morderstwo swoje dziecko?
     Czy uznanie takiego Boga jako stwórcy, opiekuna i sędziego wszechrzeczy nie powinno automatycznie, w jednym momencie przytomnej myśli, unicestwić całej wiary w bezpieczeństwo gatunku ludzkiego, w sens rozwoju, pomnażania Rodu, w ŻYCIE?
     Jak można było uwierzyć w to, że Stwórca uśmierciłby umiłowanego, wrażliwego, kochającego ludzkość syna dla owej ludzkości, której ten straszny czyn nie mógł zmienić i nigdy nie zmienił?
     W każdym razie - nie na lepsze. Przekaz krwawej ofiary ma bowiem sens satanistyczny/talmudyczny i tylko takie siły mogą uświęcać podobny akt.
     Wartość dzieciobójstwa i morderstwa, wartość krwawego rytuału - nigdy nie mogła przyjść ze Źródła. Mogła przyjść tylko od tych, którzy oddają cześć jego zaprzeczeniu, to jest Szatanowi, od Chazarów i stojących za nimi pozaziemskich agresywnych ras Draco, Repytylian, a przede wszystkim od Archontów, bo to oni mają władzę nad wszystkimi wymienionymi i żaden Sith by im nie sprostał.
     Żaden wolny duchowo Słowianin nie mógłby przyjąć takiego przekazu - Boga Stwórcy Synobójcy, albowiem każde czyste serce wie, że miłość nie może karmić się cierpieniem, ani nim obdarzać.
     Żaden Słowianin nie zamierzał zatem przyjąć religii katolickiej jako jaskrawo niedorzecznego, smutnego i mrocznego systemu życia i wartości i jest to fakt, którego nie negują nawet historycy akademiccy. Kiedy Babilończycy przyszli do Europy ze swoimi intencjami podboju i zniewolenia, zamaskowanymi w systemie religijnym, kontynent był zdominowany przez Słowian i ich potężne filary wiedzy i mocy.
     Bezczelność Babilończyków nie miała umiaru nigdy; całe postacie, symbole, nawet ubiory, atrybuty, praktycznie wszystko zostało przekopiowane z systemów religijnych i hierarchii kapłańskich Babilonu i Egiptu. Niosąc zatem kopie dysharmonijnych wierzeń, okazując ponure i złowieszcze aury, dodatkowo przynieśli wedyjskiej Europie ów skrajnie zuchwały i niedorzeczny farmazon o uśmierceniu Jezusa.
     Nic dziwnego, że nikt tego dobrowolnie nie chciał przyjąć. Przeczyło to bowiem wszystkiemu, co tworzyło szczęśliwy, sensowny i kreatywny fundament europejskich narodów.
Aby wciągnąć je w religię nonsensu i niewoli, ciemne rody musiały posiłkować się sączeniem jadu, okultyzmem i setkami lat rzezi. Mozolnie i krwawo Watykan osiągnął swój cel, w tym szczególnie istotne strategicznie zwycięstwo: rozbicie, skłócenie i wykrwawienie potęgi Słowian.
     Z resztą, choćby z Indianami, musiało już tylko pójść łatwiej.
     Katolicyzm od początku osadzany był na niedorzecznościach, kłamstwach, złodziejstwie, morderstwach i egzekucjach. Pierwsze kaplice i najważniejsze katedry zostały zbudowane w miejscach mocy spacyfikowanych społeczeństw.
     Babilon wkradł się do Europy i zdemolował wszystko, z czego nie mógł korzystać, lub od czego spodziewał się duchowego odporu, i ukradł/zmodyfikował to, co spożytkować mógł (na przykład słowiańskie obrzędy, święta).
     Dlaczego przez całe ostatnie wieki nie zrodził się powszechny narodowy ruch w celu weryfikacji i odrzucenia katolicyzmu, mimo że Watykan za każdym razem zdradzał Polskę i dokładał do jej krwi i strat?
     Tak bowiem działa religia - każda, choć w różnym stopniu - system ten pozornie chroni oddanych mu ludzi i obiecuje wszelkie nagrody "potem". "Potem, gdy już zasłużysz", a raczej: "potem, gdy Bóg uzna, że zasłużyłeś". Religia to topienie ludzkiego umysłu w kąpieli iluzji, pogróżek i magicznych zaklęć. W ciągu kilku pokoleń każdy nieomal Ród jest tak otumaniony duchem i rozumem, że pobiera już owe "nauki" automatycznie. Siła tej mieszanki jest tak potężna, że dziś, kiedy już wiadomo, że kapłani w Polsce masowo, przy pełnej świadomości i akceptacji kolejnych parlamentów, krzywdzili dzieci, to przecież ani 10 milionów Polaków, ani pięć, ani nawet milion, nie opuścił kościoła raz na zawsze i nie strącił na ziemię tacy wyciągniętej po datek... 
     Bo to jeszcze za mało, by się wybudzić.
     Bo to taka moc babilońskiej czarnej magii...
     Dumni Lechici zgięli się w kolanach i ostatecznie przyjęli religię, ponieważ opór skutkował tym, czym zawsze w przypadku polskiego oporu wobec obcego najazdu i okupacji: egzekucjami i eksterminacją rodzin. Aby przetrwać wobec potwornego omamienia Chrobrego i nadzwyczajnej skuteczności jego konnicy (i jej okrucieństwa), współpracującej z krucjatami babilońskich wojsk,  wiele rodów zeszło z wiarą przodków w podziemie. Najbardziej niezłomnych i dumnych, potrafiących przewidzieć mroczne skutki watykanizacji, wyrżnięto. Z czasem coraz liczniejsze potomstwo ocalałych wchłonęły kody nowej wiary, przebiegle podpartej wesołymi tradycjami powziętymi z pogaństwa. Po kilkuset latach szanse na weryfikacje i odrzucenie karłowatej w istocie wiary były już zerowe: zakodowani rodzice przenosili kody na swe dzieci, a im młodszy jest ich odbiorca, tym mniej podejrzliwy i selektywny... Poza tym w naturze Słowian jest spokojne i radosne życie,  nie przemoc i narażanie krewnych.

     Katolicyzm dokonał katastrofalnej rzeczy - zdemolował Słowian, Straż Planety, w duszy i umyśle, wytrącając im duchowe miecze i tarcze z rąk, i wprowadzając  w stan niewolniczej hipnozy.
     Okultyzm babiloński od początku wspierał ten proces i nadal to robi - podczas mszy świętej, gdy nieświadomi niczego ludzie zgromadzeni pod dachem kościoła poddawani są magicznym praktykom. Wszelkie gesty wykonywane rękoma tak przez kapłana, jak jemu poddanych (trzeba to otwarcie nazwać) są precyzyjnie zaprojektowanymi i oddziałującymi gestami energetycznymi o podłożu okultystycznym. Mają one na celu otwarcie ochronnej aury człowieka i wyciąganie jego energii oraz mentalne utrwalanie zawieszenia w stanie niewolniczym. Te rytuały są przeniesione z Babilonu. Czy komuś naprawdę wydaje się, że jakikolwiek Kościół tego świata przyjął w swój system praktyk przypadkowe ruchy rąk, ot, na zasadzie pierwszej swobodnej myśli kapłana-założyciela?
     Prawda jest taka, że każdy kto wchodzi do kościoła, poddaje się pod działanie praktyk, i to satanistycznych, w żadnym razie boskich.
     Chrzest i bierzmowanie to istotne ceremonie nakładania kajdan na dusze dziecięce.
Towarzyszące katolickim praktykom słowa to tak samo nieprzypadkowe i mocne kody utrwalające omamienie i niewolę: "zaufaj", "przyjmij swój los, a będziesz wynagrodzony", "akceptuj wolę Pana", "bój się Boga", "Bóg kocha tych, którzy się go boją", "moja wina, moja bardzo wielka wina"...
     Aryjskim przodkom na taki widok spłynęłyby łzy po policzkach. Żaden bowiem z nich, widząc nas w tak podłym położeniu, nie śmiałby się i nie szydził. Nie drwiłby z potomnych, którzy utracili najcenniejszy skarb słowiański: wolność. Nasi pradziadowie współczuliby nam szczerze ze swych czystych, wolnych i szczodrych serc.
     Sarmackie miecze spadłyby zapewne na karki babilońskich żandarmów drakońskiej niewoli - na ich szczęście nie mogą oni powstać z prochu - albowiem świadomy Słowianin to człowiek życzliwy dla jasnych dusz, lecz surowy dla mrocznych.
     Katolicyzm to nic innego niż rozbrajanie poddanego mu człowieka z naturalnego mechanizmu weryfikacji i zdrowej postawy samoochronnej. Naród poddany długotrwałemu programowaniu religijnemu staje się ułomny, i tylko swemu wyjątkowemu genotypowi i duchowości może zawdzięczać przetrwanie najwyższych narodowych cnót takich jak szlachetność i duma rasowa.
     Przykładem kalectwa mentalnego jako efektu religii niech będzie to, że patrioci-katolicy niejednokrotnie piszą felietony i opinie o tym, że Polska przetrwanie swych burz dziejowych i kataklizmów wojennych zawdzięcza religijności Narodu to jest katolicyzmowi właśnie - mimo tego, że za każdą okazją Watykan zdradzał Lechitów, układał się z ich najeźdźcami (lub ich organizował), że osadził swe urzędy w Kraju na ruinach wielowiekowej architektury, i mogiłach tysięcy wartościowych Lachów, pomordowanych tylko za to, że w przeciwieństwie do Watykańczyków, mieli w sobie światło i miłość.
     Mimo tego, że targowica katolicka, nie tylko watykańska, ale polska, trwa demonstracyjnie do dziś, bo nie tylko że nikt z tych szubrawych sług Babilonu nie wsparł Narodu w sprawie czynionych na nim ludobójstwa i okupacji, ani w kwestii oszczerstw i roszczeń Izraelitów, to jeszcze kryli zbrodniarzy wobec tysięcy zgwałconych dzieci i kobiet, a także popierali otwarcie ojczystych bram dla migrantów (współpraca z masonerią i jezuitami), jakby mało było na Narodzie ich gwałtów...
A jednak piszą patrioci uważający się za przytomnych w niedoli ojczystej - że dzięki religijności Polaków, trwamy...
     Piszą tak, mimo że tym samym kalają własne dziedzictwo, zaprzeczają całej wartości rasy słowiańskiej, słynnym przecież z najstarszym kronik cnotom przodków - jakby byli oni wszyscy od zarania rzezimieszkami i prostakami, którzy dopiero pod krzyżem ochłonęli z barbarzyństwa i nagle nabrali rycerskości.
     Takie kalectwo niesie umysłowi i postrzeganiu wartości własnego Narodu katolicyzm.
Prawda jest taka, że wszystkie najbardziej lechickie cnoty: odwaga, duma i życzliwość, były nam przydane jako atrybut Straży Planety od samego Źródła, a katolicki terror i okultyzm tylko je okaleczył. Przetrwały w nas jednak na tyle, że jako Naród przeszliśmy swe burze dziejowe i kataklizmy wojenne ORAZ KATOLICYZM, taką to bowiem jesteśmy potężną, szlachetną i umiłowaną w wolności rasą.
     Jesteśmy Lechitami z wolą kreacji wolnego życia i nigdy tak naprawdę żadna najmroczniejsza siła nie mogła nam tej zdolności na dobre zrabować.
     Religie upadają i nic temu nie zapobiegnie. Watykan zapada się w rozpadlinę bez powrotu. Nigdy nie będzie już religii, i nigdy nie będzie niewoli na Matce-Ziemi, wchodzi ona bowiem w nowy etap rzeczywistości i świadomości opartych na wysokich wibracjach przeobrażonego DNA i harmonii między ludźmi a Przyrodą. Wielowiekowy okres okupacji i ingerencji pozaziemskich drapieżców kończy się, co w połączeniu z rozłamem i traconym polem ochronnym iluminatów oznacza rychłą utratę ich wpływów, i wpływów Chazarów.
     Tym samym wkrótce zostanie wyłączony program kontroli umysłów, którym okablowano całą Ziemię.
     Matrix musi odejść, a wraz z nim wszystko, co go tworzy - i niestety, wszystko, co uporczywie się w niego wczepia mimo widocznych wszędzie znaków końca.
     Każdy człowiek może dokonać wyboru, lecz jak rzekłem, gruda lechickiej gliny rozpadła się na dwoje i pozostaje nam zaakceptować wybory znanych nam dusz, jakie by nie były. Jesteśmy w stanie wpływać tylko na tych, którzy będą na to otwarci. Innych można tylko odprowadzić spojrzeniem, w miarę możliwości życzliwym... bo nie obiecam takiego myśliwym czy drwalom mordującym puszcze i parki.
     Sumując ten zamykający się etap ewolucji Lechitów z Kościołem:
     - co nam dała religia katolicka? Nie dała nam niczego - ponieważ wszystkie cnoty, które w walkach z najeźdźcami ery nowożytnej przejawiali Polacy, mieliśmy już wcześniej: męstwo, szlachetność, życzliwość, gościnność, tożsamość i dumę narodową, oddanie Ojczyźnie i gotowość wspierania ciemiężonych narodów.
     Nie dała nam politycznego i biologicznego przetrwania (de facto pracowała na przeciwne skutki) wbrew mitowi skleconemu przez historyków. Nie ma bowiem żadnego dowodu, że Polska niekatolicka nie przetrwałaby w lepszej kondycji, zresztą Wielka Lechia czy Wielka Wspólnota Słowian (niech każdy nazwie, jak mu to w duszy gra), była militarnie nienaruszalna. Z mieczami i krzyżami Babilonu przyszedł jednak trąd duchowy i rozpad Wspólnoty.



     - co nam zabrała religijność? Niestety bardzo dużo. Zdecydowanie uszczupliła podstawowe cnoty lechickie takie jak odwaga i duma (ponieważ przed programowaniem umysłu wizerunkiem groźnego Boga Pana były one w pełni mocy w całym Narodzie). Zdecydowanie odebrała odwagę samodzielnego myślenia i wolność kreacji duszy; przydając za to skłonności do pokory to jest przyjmowania nędznego obrotu sprawy i wyższości obcych kultur. Mimo że zachowaliśmy w niezwykłym stopniu męstwo i szlachetność, to jednak Kościół znacznie zdegradował polski potencjał samoobrony - wyrżnięcie zielarzy, szeptunów, żerców było niczym rozbrojenie potężnej na każdym polu armii fizyczno-mentalnej. Odbiło się to nie tylko na skurczeniu świadomości ogólnej i indywidualnej, czy tak cennej więzi i porozumienia z Przyrodą lecz na najważniejszych rzeczach dla zabezpieczonego trwania Rodów, to jest Narodu w ogóle: ochronie kobiet i dzieci przed skutkami traum wojennych i seksualnych. 
     To żercy usuwali całkowicie skutki energetyczne, biologiczne i duchowe z DNA zgwałconych Słowianek. Kościół nie tylko nie dał Narodowi ich zamienników, ale sam dzięki swoim zdegenerowanym funkcjonariuszom pomnożył krzywdy kobiet i ich rodzin. Bezpośrednim następstwem działań Kościoła jest zatem ciągłość rodowa traum na poziomach duszy i DNA praktycznie wszystkich polskich Rodów.
     Gdyby w Polsce nie zapanował katolicki system wierzeń, Naród nie osiągnąłby nigdy poziomu dzisiejszej degeneracji rodzinnej (społecznej, narodowej): alkoholizmu, braku wychowawczego wpływu rodziców na dzieci, rozwodów, rozpadów, porzuceń, ponieważ Wedy zabezpieczały każdy słowiański Ród i każdy słowiański Naród przed wszelkimi patologiami.
O ile Wedy czyniły każdego Słowianina indywidualnym, odważnym i szczęśliwym kreatorem i zdobywcą, o tyle katolicyzm Słowianina odzierał z indywidualizmu, wykuwając z niego członka spokorniałej rzeszy wyznawców, ufnych w podszyte groźbami przekazy kapłanów.
     Rozbrojenie z odwagi samokreacji  (talenty, potencjał samouzdrawiania, osobiste zdolności parapsychiczne) i z wedyjskich zabezpieczeń Rodu/Narodu uważać można za największą zbrodnię Kościoła wobec Polski. 
     Do tego trzeba dorzucić kłamstwa historyczne, obniżanie rangi Polaków w oczach świata i ich samych, rabowanie ich i stałą, historycznie ciągłą targowicę i wykrwawianie Narodu dla zbrodniczych interesów w preparowanych z wyrachowaniem wojnach.
     Tylko omamiony człowiek nie widzi tych aktów dewastacji na Kraju Lachów i nie dopuszcza w swym rozumowaniu następstw, które te akty przyniosły.
     Religijność nie jest gwarancją przetrwania ani tym bardziej wzmocnieniem walki o wolność - jest zasilaniem energią własnych baterii życiowych osobistego, rodowego i narodowego niewolnictwa. 

     - co czeka Kościół i katolików w ciągu najbliższych lat?  Upadek Kościoła na ziemi Lechów będzie postępował dynamicznie, co osoby odcięte od świadomości serca będą przyjmować z szokiem. Aresztowania kapłanów będą liczne, a świątynie będą pustoszeć, bo jak w każdym procesie, zadziała logiczny mechanizm konsekwencji domina.
     Zostaną ujawnione satanistyczne procedery watykańskie, także z udziałem wywożonych polskich dzieci. Największe oszustwo Kościoła polega na tym, że  mówi o pobożności, a uprawia satanizm. Tak naprawdę nigdy nie było to zamaskowane.


     Zostanie ujawnione, że wężowe gniazdo watykańskie jest największym bastionem mafii i wojennym organizatorem świata.
     Zostanie ujawnione, że Jezus nie został wydany przez Boga-Ojca  na męki i uśmiercony, że był nienaruszalnym posłańcem wedyjskich zasad życia, który działał w strefie największego zła i patologii na Ziemi w tamtym czasie.
     Zostaną ujawnione wszystkie przejęte rabunkiem i przemocą artefakty i księgi ziemskich ras i cywilizacji, w tym kroniki lechickie.
     Polskie kościoły zaczną ziać głuchą i smętną pustką jak groty, kiedy odejdą starsze pokolenia, zbyt słabe dla transformacji. Ubędzie omamionych - część ludzi potrzebuje wstrząsu do wybudzenia - ubędzie wpływów finansowych, ubędzie i kapłanów. Jednych wymiotą procesy, drugich zrezygnowanie lub depresja, jeszcze innych spotka ostracyzm... Wielu jednak zacznie pracować dla społeczeństwa, bo trzeba pamiętać, że odcinanie całego kleru jako zła wcielonego i antynarodowego segmentu społecznego byłoby pochopne. Zawsze pamiętajmy, że księża to też ofiary. To też ludzie poddani masońskiej edukacji (rodzice, szkoły, media, literatura), i wielu ma dobre dusze i intencje, tyle że przypadło im stać się ofiarami praktyk babilońskich, po to, by dalej czynić je na innych.
     Nie dzielmy Rodaków - łączmy ich. Tylko w tym siła pospolitego ruszenia. Jedność.
     Życzliwość zsynchronizowana z czujnością i surowością czyni prawdziwego Lacha - takiego, jaki stał pod polskimi dębami tysiące lat temu. Zatem surowo rozliczmy tych, którzy dokonali zbrodni na Laszętach, nie może tu być zmiłowania. Nie może być zbagatelizowania ciężkich antynarodowych przestępstw.
     Ale tych, co w dobrej intencji dawali nam fałszywe nauki, a będą gorliwi by pracować dla chwały i zdrowia Kraju, przyjmijmy jak Braci i Siostry, bo też nimi właśnie są. To właśnie będzie nawracanie się, o którym tyle razy opowiadali... Ale przecież nawrócić się - to stanąć ponownie na zgubionej we mgle ścieżce. To wrócić w progi swych przodków i objąć z ich duszami.
     Będziemy wiedzieć, komu wybaczyć, ponieważ zyskamy zdolność odczytywania intencji. 
     Niech zatem niewinni poważnych czynów kapłani znajdą nowe zawody na gruzach kościołów i czynią nareszcie misję prawdy i pożytku. Okażmy im w tym życzliwość, jeśli zaś nie będziemy mogli tego zrobić (a nie musimy, bo wybaczanie nie jest obowiązkiem Słowianina), to im przynajmniej nie rzucajmy kłód pod nogi. 




     Jeśli dziś jeszcze nie wszyscy widzą upadek Kościoła i religii, to w ciągu kilku ledwie lat zmieni się to ogromnie. Tak naprawdę nie spłonęła tylko szatańska siedziba Notre-Dame, lecz od dawna płoną wszystkie katedry tego świata. Nie mogło być inaczej - skoro zbudowano je na pożarach świątyń wolnych ludzi.
     Pożary trawią wszystkie kościoły i wszystkie religie - jest to jeden z wielu nieodłącznych procesów transformacji Ziemi, którą przepowiadano od dawna.
     Dzieci polskie będą coraz częściej odciągane od praktyk babilońskich i chronione przez przebudzonych rodziców. W krótkim czasie proporcje się odwrócą: jeśli dziś w szkole tylko kilku uczniów nie posyła się do komunii z woli świadomych (i odważnych po lechicku) rodziców, i uchodzą oni za dziwaków, to potem za dziwaków będą brani ci nieliczni, których rodziny z uporem do obrzędów katolickich skierują... Proces jest nieodwracalny, a jeśli niektórzy nasi Bracia i Siostry będą z desperacją i zaparciem trwać w religijnym amoku mimo rumoru walącego się fałszerstwa, to będzie to efekt ich głębokiego zaczarowania, zagubienia i rozpaczy. Niektórzy pozostaną w tym oporze do końca i tak odejdą. Oszczędźmy im kąśliwości, gdyż świadomy i mocny Słowianin ma obowiązek pozostać życzliwym i roztropnym w ingerencji. Dla wielu Polaków odejście od wiary w katolicki system może być trudne nawet w przypadku otrzeźwienia: ego będzie sprawiać kłopot, jeśli się z fanatyzmem goniło do modlitw dzieci, gromiło ateistów, a teraz wypadałoby przyznać się do zagubienia. Inni mogą mieć zbyt silnie wprogramowany lęk przed samotnym decydowaniem o swojej ewolucji, bez "pasterza-protektora i nadzorcy".
     Nie należy odrzucać takich osób przy odbudowie porządku w Ojczyźnie. Najlepszym środkiem, który przekonuje do naszych wyborów innych, jest nieingerencja, naturalna życzliwość, emanacja znakomitą formą psychiczną i zdrowiem. Na to zwróci uwagę każdy. Ten środek jest znakomity nie tylko przy uwalnianiu z religii, ale też jako zachęta do przejścia z diety mięsnej na wegetariańską. Jest to w istocie zwyczajny słowiański model wpływania na innych ludzi, wynikły z podstawowej cechy rasowej zwanej życzliwością...
     Dziś największą wartością jest zjednoczenie i pospolite ruszenie pogodzonego narodu Lachów. Czy będą w szeregu katolicy, ateiści czy rodzimowiercy, liczy się po prostu szczera miłość do ziemi ojczystej, i szczera życzliwość dla Rodaków
     Możemy osądzać biskupów, lecz nie osądzajmy ich ofiar. Z taktem podajmy im ramię. Razem po lechicki wschód słońca.
     Od początku my, Słowianie, stanęliśmy w polu walki z Babilonem jako lud światła z jądrem ciemności. Właśnie zaczęliśmy wygrywać tę bitwę. 
     Kościół upada teraz. To są ostatnie dzwony Babilonu.
     Człowiek wolny, jako iskra Stwórcy, nie potrzebuje kapłana ani nawet przewodnika. 
     Stajemy się tym, czym nas stworzono naprawdę, a o czym w Biblii nie wspomniano - wolnymi kreatorami Boskiej Przestrzeni.  Właśnie za to kocha nas Stwórca.
     Darz Bór, Bracia i Siostry.
     Czcibor


     Cała historia (i działalność) Chazarów oparta jest na podstępie i kłamstwie. Egipski historyk ujawnia fakty takie jak ten, że nie widział ich nigdy Egipt, a tym bardziej "niewola egipska"
     https://wolna-polska.pl/wiadomosci/pierwsze-zydowskie-klamstwo-fabrykacja-starego-testamentu-o-tym-ze-izraelici-byli-niewolnikami-w-egipcie-2015-03

     Watykan zawsze był wrogiem Lechitów i Słowian i zrobił wszystko, by prawdziwa historia i prawdziwy potencjał naszej rasy pozostały ukryte:
     https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/04/22/poczet-krolow-lechii-kosciol-w-polsce-od-1050-lat-ukrywa-przed-polakami-ze-jestesmy-starozytnym-antycznym-wielkim-imperium/?fbclid=IwAR2OvnI4V5sekyHZDRuJxQRGoa0EMzoesYnD4IZi_0L0j0kGpQha5MnaMTg

     https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/05/25/biskupi-polscy-dlaczego-ukrywacie-przed-polakami-historyczne-fakty-dotyczace-prawdziwych-korzeni-naszego-narodu/?fbclid=IwAR2KrJTCQ-MpUKfc8Q7M5-YbH0MJnrGWp_40r_kNfmlm7cTgJRiGRgIS5Io

     Historia relacji między Watykanem, a Polską, to zdrady i wysysanie ze strony pierwszego, i poświęcenie i heroiczne trwanie drugiego:
     https://cyryl27.wordpress.com/2015/12/06/dlaczego-watykan-tak-nienawidzi-polske-i-polakow/?fbclid=IwAR1DWNCOoCpUVSRMG_ih2eqO64Cn9tOoRdTtXcdawGYyiFkZeuvBzoKKY_E
     
     https://lifeoverprofit.wordpress.com/polityka-watykanu-w-sprawie-polskiej/?fbclid=IwAR0uKQR2thZVLTUah8I8WUB9cniq_drJsMKO51_IxvvCQ_YH8XLj4IDwZgw

     Watykan to żadna chrześcijańska i boska struktura do ratowania ludzkości, lecz szatański system kontrolujący planetę przy pomocy zbrodni i czarnej magii:
     https://boskaenergia.blogspot.com/2017/04/struktura-szatanskiej-wadzy-i.html?m=1&fbclid=IwAR18lOZ4BNKHSGbPnt213M-rd-ZmTp5uY-mtxTVtb42Cl5l1i061SUMAKVs

      Klątwy rzucone na Kraj Lachów z Gniazda Wężowego to de facto zaklęcia babilońskiej czarnej magii, ściśle podtrzymujące niewolniczy los i umysłową niemoc naszego Narodu:
             https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/11/06/klatwy-watykanu-na-polske-do-dzis-nieodwolane/?fbclid=IwAR38ccb-GAU7JmtmlgWEo2_9gd-5fHBHunziEeWLhTm0MNln7NhwMu3zuSY

     Watykan i cały katolicki Kościół kpią z omamionych okultyzmem społeczeństw, ponieważ od początku nieprzerwanie kontrolują je, stosując atrybuty powzięte z Babilonu, Egiptu i satanizmu:
   













     Wiele pisze się o wpływie masonów i iluminatów na stan ludzkości, ale obecny apokaliptyczny porządek świata skonstruowali jezuici...





     Słowianie i wszystkie rasy planety wkraczają w nową erę. W erze tej nie tylko nie będzie niewolniczych systemów politycznych zwanych demokracją, ale też religijnych. Całkowita więź ze Stwórcą, nareszcie w pełni uwolniona poprzez otwarty dostęp do Wyższej Jaźni, nie będzie oznaczać niczego innego, niż wolną, indywidualną, szczęśliwą i bezpieczną drogę własnego doświadczania, kreacji i ewolucji.

2019/06/18

Słowianie wychodzą spod zaklęcia Herba Circumcidetus



 
     Herba znaczy po łacinie trawa, circumcidet - przycinać.
     Jednym z masowo wessanych w słowiańską współczesną obyczajowość otumanień , oprócz religii czy wiary w sojusze z tradycyjnymi (zatem... sprawdzonymi) wrogami jest wyrżnięty z duszy szacunek do Przyrody. Objawia się to między innymi ślepym naśladownictwem zachodnich praktyk strzyżenia traw.
     Nasi przodkowie nie przycinali trawy, bo pomysł tak osobliwy do głowy im nawet nie przyszedł. Widzieli w niej piękno, jeden z przejawów Przyrody, a Przyroda nie jest czymś, co się poprawia, lecz czymś, z czym się współistnieje.
     Przyjęcie tak prostej i oczywistej wartości harmonizuje wszystko. Odejście od niej odbiera równowagę na każdym polu życia człowieka.
     Otępiały, zwesternizowany Słowianin postępuje jakby rzucono na niego zaklęcie Herba Circumcidetus. Nie weryfikuje praktyki strzyżenia traw ani sercem, ani rozumem.
     A tak jedno, jak drugie musiałoby dać jedną odpowiedź: polskie społeczeństwo wpadło w obłęd na punkcie przycinania trawy.
     Tak wygląda trawnik Amerykanina:




     Zaprogramowano nas na amerykański model społeczny tak mocno, że obce nam wzorce piękna i porządku, mimo tysięcy lat własnych słowiańskich tradycji i wartości, przyjmujemy właściwie z błyskawicznym automatyzmem, jako oczywistość.
     Amerykański trawnik podoba się wielu Polakom, ponieważ odbierają go jako... estetyczny, schludny, idealnie równy, proporcjonalny.
     Do tych słów nasuwa mi się szybko kolejne: nijaki...
     Właściwie co znaczy "estetyczny" i dlaczego w Matrixie z estetyczności czyni wysoką wartość. Estetycznie to wyjściowo czysto, ale też skromnie, smętnie, bezbarwnie. Pojęcie tak rozumianej estetyki rozparło się szeroko i architektury, odzieży, motoryzacji... Jeszcze w latach 70. i 80. ubiory, samochody i studia telewizyjne tętniły kolorami. Teraz występuje dominacja zimnych barw i surowej atmosfery.
     Estetyka nie powinna stanowić determinującej wartości, a skoro taką jest, to nie warto się jej trzymać. Czystość i schludność są istotne, jednak nie powinny odbierać w naszym polu życia kolorów i przejawów tak Przyrody, jak ludzkiej kreacji. Nasze dusze rozkwitają w kolorach, nabierają optymizmu w cieple.
     Świadomy Słowianin nie okaże zachwytu trawnikiem Amerykanów i Westów, lecz rodzimym, podpartym szacunkiem i podziwem dla Przyrody.
     Tak wygląda trawnik Słowianina:




     Który trawnik naprawdę nakarmi duszę, przyda optymizmu, humoru, życzliwości dla samego siebie i innych? Zimna estetyka będzie działać adekwatnie na duszę człowieka, być może będzie stymulować dyscyplinę, organizację, porządek, ale nic poza tym. Ukwiecona, barwna łąka doda czegoś więcej: radości życia, inspiracji, chęci działania, a ponadto wesprze procesy zdrowotne ciała i psychiki (na przykład wychodzenie z traum, w tym żałoby).
     Tu zresztą dochodzimy do sedna problemu, który sprawia, że nasi Rodacy schematycznie powtarzają amerykański pomysł na trawnik.Na zdjęciach powyżej mamy oczywiście różne rodzaje trawy - gatunek hodowany pod koszenie i naturalne łąki. W przypadku przycinania trawnika można mówić o surowym, nawet biednym otoczeniu domu - lecz zgodnym ze sztuką i całkiem przyjemnym. Natomiast koszenie łąk to fatalny błąd wynikły z ignorancji.
    Prawda jest taka, że ogromna liczba mieszkańców miast nie odróżnia trawnika od łąki. Większość traw miejskich, które bezmyślnie brane są jako trawniki strzyżone  lub nie - są łąkami, dzikimi trawami, co dalej oznacza: bazami żywotnymi kwiatów, owadów, ptaków, zalążków drzew. Przekaz tej treści powinien być powszechny w polskich przedszkolach i szkołach, oraz w domowych ogniskach (rodowe mądrości i refleksje dla dzieci są nieodzowną częścią edukacji i rozwoju dzieci, co dziś w wielu lechickich domach nawet marginalnie nie występuje...). Mamy zatem narodowe zjawisko dramatycznej nieświadomości na jednym z najważniejszych pól życia. To właśnie dlatego w polskich miastach władze z dumą i entuzjazmem chwalą się w lokalnych mediach z nabycia ciągników koszących. Ciągniki te wprowadzane są zamiast na trawy wokół budynków publicznych, także na tereny parkowe, wokół jezior, osiedli...
Omamieni Lechici nie widzą różnic między trawą, a łąką. Tymczasem są one uderzające:
     - trawnik to specjalne wyhodowana pod zasiew i koszenie trawa, która po przystrzyżeniu pozostaje miękka i zielona, gdy tymczasem łąka/naturalna trawa traci barwy i nie wygląda po podcięciu ani ładnie, ani estetycznie, lecz zwyczajnie martwo
     - wystarczy przejść się boso po strzyżeniu trawnika, by wiedzieć czy jest on nim w istocie - bo staje się miękkim dla stóp dywanem, czy też jest łąką, która kłuje podeszwy ostrymi źdźbłami i która nadaje się do bosęgi i kontemplacji tylko w stanie nienaruszonym przez człowieka
     - pozostawione bez ingerencji łąki stają się zsynchronizowanym szańcem przyrodniczym, ekosystemem, który jest w stanie przetrwać pewien okres suszy bez destrukcji - trawnik może ocalić w takim okresie tylko sztuczne nawadnianie.
     Prawdziwy problem naszego zwesternizowanego Narodu nie leży zatem tyle w samym upodobaniu do przyciętych trawników, ale w pozbawionym weryfikacji, maszynowym cięciu wszystkiego, co się trawą jawi. Tymczasem łąki nie są stworzone do koszenia i się do tego nie nadają!
     Nie tylko, że tracą wtedy piękno, cały urok, ale też znika pole życia i doświadczania dla owadów i ptaków. To zaś powinno być dla Słowian zawsze brane pod uwagę, jako że jesteśmy Strażą Przyrody.
Prawdopodobieństwo uśmiercenia owadów podczas koszenia zwyczajnych trawników jest stosunkowo niskie, w przypadku wolnych traw/łąk bardzo wysokie. Giną całe rodziny owadów, co więcej: niszczone są zalążki drzew. Ani jednym, ani drugim, wprowadzony w trans kosiarz nawet nie pomyśli. Marnotrastwo zalążków drzew jest szczególnie katastrofalne w okolicznościach nasilonej systemowej walki z lasami i parkami, i spadkiem tlenu na obszarze miast. Ratunkiem będzie wpływ świadomych Lechitów na ludzi żyjących w ich lokalnym otoczeniu - przełom w traktowaniu drzewostaniu i obezwładnianiu dewastacyjnych działań władz miejskich musi się zrodzić w lokalnych ogniskach (dopóki Polska jest okupowana) i etapowo ogarnąć całe terytorium Kraju jako Lechicka Rewolucja Ocalenia Rodzimej Przyrody.
     Tak dla cięcia traw, jak drzew, zatrudniani jako kosiarze i ścinacze Polacy są całkowicie pozbawieni świadomości słowiańskiej i empatii dla Przyrody. Tymczasem w wolnej Ojczyźnie do takich zadań należałoby włączać świadomego przyrodnika, który dzięki intuicji i wiedzy ważyłby losy zagrożonych roślin i zwierząt.
     Znikanie łąk z miast to amerykański i zachodnioeuropejski element matrixowego społeczeństwa, który do Polski manewrowanej przez Chazarów i masonów musiał trafić, było to nieuchronne. Ostatnie dwa lata to nasilona planowa rzeź na zwierzętach, parkach i lasach, co nareszcie budzi rosnącą liczbę naszych Braci i Sióstr. Jest to jednak pobudka na bolesnych gruzach.
     Tymczasem miejskie łąki giną, a kiedy wraz z nimi znikają owady, ubywa ptaków. W przestrzeni miejskiej, pod każdym względem bardziej destruktywnej/niezdrowej dla ludzi niż wiejska, jest to strata po prostu dramatyczna. Ptaki bowiem odbierają pole emocjonalne i duchowe ludzi, których mają w zasięgu swoich dźwięków, i poprzez ich dostrojenie uzdrawiają i harmonizują ludzi.
Są wyjątkowo mocnym czynnikiem wyciągającym z depresji. Ubywanie łąk kwietnych, drzew i ptaków z miast musi przekładać się na spadek biologicznej i psychicznej formy dziesiątek tysięcy naszych Rodaków.
     W interesie społeczności miejskiej i całego naszego Narodu jest zatem, aby drzew i łąk kwietnych przybywało - a nie ubywało.
     Ten proces zostanie wkrótce zapoczątkowany, tak jak dzieje się to już w Rosji. W Moskwie poszczególne rady osiedlowe/dzielnicowe poddają kwestie koszenia lokalnych traw pod głosowanie, i choć zwolenników "smutnej estetyki" nadal jest więcej, to jest to istotne pierwsze ogniwo przemiany świadomościowej całego rosyjskiego narodu.
     Podobnie będzie to przebiegać w naszej Ojczyźnie, także dlatego, że zuchwale maksymalizowane wycinki drzewostanu z jednoczesnym promowaniem technologii 5G przyspieszyło trzeźwienie Lachów. Niech cudownym omenem będzie wieść z Białegostoku, gdzie duch słowiańskich przodków zstąpił, by kaganek pioniorów przełomu ponieść na cały Kraj: mieszkańcy i władze tego miasta zdecydowali, że rezygnują z koszenia części traw miejskich, aby stały się one łąkami kwietnymi...
     Lechici wstają...
     Wstań i Ty, i daj przykład Braciom i Siostrom, jak żyć z Przyrodą.
     Dziękuję Ci,
     Czcibor



     Białostocka Jutrzenka...:
     http://www.bialystokonline.pl/wyslali-petycje-do-miasta-lepsze-laki-i-dzikie-trawniki-niz-suche-stepy,artykul,107154,1,1.html

     O stosunku zaczarowanych Lechitów do trawy pisałem rok temu:
     http://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2018/04/westernizacja-umysow-stosunek-lechitow.html


     Amerykanizacja umysłu:




    



Łąka nie ma praw ani wiejskich, ani miejskich. Łąka ma prawa do życia, i jest go pełna...





     Na Ziemi Lechów zaczęła się potężna transformacja. Rosnącą świadomość i moce osobiste, stymulowane w zreformowanych na poziom wedyjski szkołach, oraz w codziennym połączeniu z Przyrodą, sprawią, że nie tylko szacunek do niej powróci jako powszechna cnota narodowa. Ponadto uzyskamy zdolność wejścia w energetyczny i mentalny kontakt z całą żywą strukturą Natury - i z duchem Matki Ziemi.