Facebook w istocie powstał w celu zwiększenia kontroli nad ludźmi i biorobotami (bo jedni i drudzy tworzą dziś społeczeństwa w zróżnicowanych proporcjach). Wydawałoby się, że jest to narzędzie równie perfidne, co doskonałe: monitoruje, portretuje, archiwizuje, koduje gusta i wybory, koduje normy i wyznaczniki etyczne ("bądź odpowiedzialny za siebie i innych: szczep się"), koduje strach, bierność, patologiczne wzorce, nawet mentalne kody - "bądź sceptyczny, prześmiewczy, nonszalancki, nowoczesny, zachodni"... Ale jak wszelkie inne środki mające tłumić nam wiarę, odwagę, świadomość i wolę, zawiódł i Facebook, bo Odrodzenia Lachów i transformacji Ziemi nic zatrzymać nie może.
Proces trwa i nikt, kto jest świadomy przyczyn i skutków, nie powie, że tego nie widzi, może jedynie frustrować się tempem przeobrażenia. Tempo po prawdzie ma swoje powody - każda zmiana to rodzaj energetycznej eksplozji, wir zmiennych częstotliwości; to trochę jak z wynurzaniem się nurków z głębiny - zbyt duża prędkość będzie nie do wytrzymania dla struktury stanowiącej całość człowieka. Proces trwa, czy go nazwiemy Lechickim Odrodzeniem, czy upadkiem Matrixa, czy wymianą świata starego na nowy czy transformacją Ziemi, trwa i jest przesądzony. A Facebook został przez nas, patriotów, przekuty na jeden z mocniejszych silników tego przeobrażenia - jeśli nie najmocniejszy.
Facebook jest bowiem dziś fenomenem - to numer jeden w komunikacji między patriotami/Wojownikami Światła/Strażnikami Prawdy pod względem i zasięgu, i dynamiki przekazu informacji. I nie tylko informacji jako takiej - także spontanicznie (na krótko albo trwale) tworzonych więzi między ludźmi świadomymi, co ma znaczenie tak samo istotne jak wiedza - otucha, inspiracja, wsparcie psychiczne.
Mimo to przyszło nam wszystkim zmierzyć się na forach Facebooka (i innych) z licznymi wyzwaniami i pułapkami, co z jednej strony utrudnia dostęp do informacji i zachowanie bezcennej równowagi... a z drugiej przyspiesza kolejne ważne rozpoznanie: kto swój, kto z tamtych, i co czyni faktyczny kodeks Lacha, postawę Słowianina. Zanurzmy się zatem w tej oceanicznej głębinie Facebooka i przyjrzyjmy z uwagą zarówno pułapkom kradnącym naszą uwagę i energię, jak i dziwacznym, obcym naszej silnie duchowej obyczajowości manieryzmom.
Ustalmy na początek jedno żelazne prawidło w kwestii tego, co definitywnie odróżnia Słowian od Chazarów w komunikacji publicznej - jest to językowa kindersztuba. Ze swego rdzenia jako Ariowie traktowaliśmy Słowo jako świętość - nośnik wibracji przekazywany drugiemu człowiekowi. Oznacza to zatem, że cokolwiek wypowiadaliśmy, to zawsze odpowiedzialnie, z wyważeniem, taktem i życzliwością, aby nie naruszyć niczyjej równowagi, a wręcz harmonizować każdego, kto nas słucha. To nie był jakiś rytuał zastrzeżony dla szamanów i uzdrowicieli, lecz codzienna i naturalna "maniera" każdego jednego Lechity niezależnie od jego rzemiosła i roli w społeczności. Taka zdrowa praktyka trwała całe tysiąclecia i choć metodycznie degradowano ją poprzez resety i traumy wojenne, to tak naprawdę w pełni utraciliśmy ją zupełnie niedawno. Wystarczy obejrzeć film przedwojenny, aby dostrzec kolosalną różnicę. Proces opanowywania wytwórni filmowych przez zainstalowanych w Polsce Chazarów zaowocował metodyczną brutalizacją, seksualizacją i wulgaryzacją przekazu. Dobitnym świadectwem upadłości jest współczesna polska komedia (i kabaret), która powinna pozostać rozrywką dla całej rodziny, ale w przeciwieństwie do filmów sprzed kilkudziesięciu lat trudno nie "nadziać się" podczas seansu na wulgaryzmy i seksualizmy. Totalna patologia.
W całej potężnie rozbudowanej strategii antylechickiej Chazarów zawiera się i operacja "schamiania" naszego Narodu. Po co? Bo obniża się tym samym wibracja, równowaga, godność i bezcenna serdeczność oraz życzliwość, a obie te cechy wiązały nas łańcuchem jedności i przetrwania we wszelkich okresach niedoli. Jeśli wulgarność języka staje się powszechna, Chazarom tym łatwiej ukryć się na forach patriotów i poprzez szyderstwa i wyzwiska mącić, sabotować poczucie jedności i projekty wolnościowe. Niektórzy tak się przyzwyczaili do wulgarności i przeklinania, że traktują to jak normę w międzyludzkiej komunikacji. Pamiętam wpis przy okazji wspomnień z obrony Wybrzeża w roku 1939 - w przytaczanych wspomnieniach jeden z polskich marynarzy zareagował emocjonalnym, ale pozbawionym wulgarności okrzykiem po wybuchu, na co ktoś wpisał w komentarzu: "Nie wierzę, na pewno zawołał "o, k...!'. Otóż nie - tak kodują nas w kółko kręcone polskie filmy policyjne, gangsterskie... i już właściwie wszelkie inne, z tymi komediami łącznie.
Facebook roi się od trolli chazarskich niczym ocean od rekinów - zrozumiałe, skoro jest obecnie największym komunikatorem między patriotami czy mówiąc inaczej ludźmi oczekującymi prawdy i sprawiedliwości. Chazarów rozpoznać łatwo - bo reagują jak podrażnione skorpiony na wszelkie wzmianki o Lechii, o sfabrykowanym upadku mocnej gospodarki PRL, o Gierku (który chytrze z nimi poczynał) czy o wszelkich aferach (w istocie antynarodowym sabotażu ze strony zdegenerowanej struktury administracyjnej). Kontrują wtedy argumentami oficjalnej (choć już skompromitowanej) narracji albo szydzą, pieczętują wypowiedzi prześmiewczymi emotikonami, nierzadko lżą w sposób prostacki, zwłaszcza z kont awatarowych. Z takimi kontami dyskusja będzie tylko utratą spokoju energii i czasu. Trolle znają prawdę, ale z racji swej nieetycznej misji będą z rozmysłem przeciągać wymianę ciosów. Jest naturalnie sporo kont jawnych, na których równie łatwo Chazarów rozpoznać, jeśli nie z wizerunku, to z poglądów, zresztą nawet otwarcie gardzący lechickim dziedzictwem "polscy obywatele" zwykle trzymają swój tryb językowy: ironii, szyderstwa, pogardy, wulgarności. W ich energii wszelka empatyczność i takt mają poziomy zerowe.
Co robić? Wobec jawnych adwersarzy demonstracja patriotyzmu, dumy i godności Lacha ma sens; to jest nasza ziemia, to my jesteśmy jedynym jej prawowitym Gospodarzem, nie śpimy, nie błądzimy, już wiemy, już konstruujemy. Nie ma co jednak rozciągać dyskusji, szczególnie gdy emitowana jest toksyczna energia. Równowaga ma teraz wagę złota, a odbieranie jej nam to cel strategiczny. Jeśli chcemy czyścić sobie pole, odcinać wszelkie interakcje z toksycznymi i bezdusznymi ludźmi, to Facebook daje znakomite narzędzie zablokowania każdego jednego profilu. Oboje z Dobromiłą w ciągu kilku lat zablokowaliśmy z tysiąc kont, z którymi nie było nam po drodze z takich czy innych względów. Równie konsekwentnie stosowaliśmy tę zasadę na naszych grupach, zwłaszcza po frapujących obserwacjach na wielu patriotycznych forach, gdzie administracja była bierna wobec chamstwa i obrażania członków. Prowadzenie grupy nie jest tylko otwieraniem dostępu do wiedzy, to także konsolidacja narodowego szeregu, gromady, a zatem i powinność ochrony równowagi i godności tych członków. Banowanie jest narzędziem, które czyści tor działania energetycznie, jeśli jednak zdaje się to komuś zbyt fatygujące, pozostaje po prostu ignorować wszelkie zaczepne wpisy przy okazji własnych publikacji.
I tu przy tej okazji apelujemy do wszystkich Rodaków, patriotów, na forach nieocenionych grup, które nieoczekiwanie zaczęły generować silny wkład w świadomość narodową i poczucie jedności, takich jak grupy skupione na Przedwojniu, starych fotografiach, historiach polskich Rodów, PRL-u i innych z pierwotnego założenia "niepolitycznych". Obserwujemy takie grupy i jak inni Rodacy poszerzamy swoją orientację nie tylko w liczebności lechickich Rodów i ich dziejach, ale i w nadzwyczajnych potencjałach nas, Polaków. To odkrywanie zdaje się nie mieć końca, ale też jest nie w smak Chazarom, stąd taki gęsty trollizm na forach i wpisy pełne kpin, judzenia i podważania. Ignorować. Ale to z żelazną konsekwencją. Tak naprawdę jest oczywistym, co w danej kwestii czułby i napisał ktoś rzeczywiście kochający Kraj i czujący więź z Rodakami. Przykład: wpis o treści "Wbrew zakłamanym przekazom Polskie Wojsko, mimo potężnego sabotażu, powstrzymałoby Wehrmacht w 1939 roku, do 16 września demolując jego zasoby sprzętu i paliwa. Uderzenie Sowietów i wyprowadzenie setek tysięcy żołnierzy z wybitnymi dowódcami z Kraju uratowało Hitlera". Reakcja Chazara: prześmiewanie, kpiny, zniewagi. Reakcja Lacha: refleksja, analiza, pytanie merytoryczne "Na czym opierasz takie przekonanie?". Trolli po prostu ignorujmy, bo cisza ich zgładzi, szybko i doszczętnie. Jeśli kogoś ubodzie toksyczny wpis trolla, po prostu zablokować, oczyścić pole.
Facebook pozwala dziś odszukać się nam wszystkim, Lachom z Krwi i Kości, podeprzeć się wzajemne, zewrzeć szyki. Innych nie potrzebujemy. My nie potrzebujemy uczyć się kindersztuby ani kodeksu honorowego. My to mamy w sobie, trzeba tylko zrzucić z siebie ów obcy nalot, chazarskie kody.
Trzymajmy się naszej naturalnej i zdrowej, równoważącej obyczajowości, nazwijmy to Kodeksu Lacha: traktujmy się z szacunkiem i z wyrozumiałością. Ponieważ cała transformacja zaczyna teraz się kulminować, co oznacza rosnący chaos, wzajemna życzliwość będzie mieć znaczenie tarczy. W tym celu warto przefiltrować wszystko, co poprzez Facebook podrzucili nam Chazarowie jako normy. Jednym z większych dziwactw jest na tym portalu opcja "użytkownik jest z...". W przeciwieństwie do oznaczania w poście tu nawet możemy nie otrzymać powiadomienia o tym, że "bierzemy w czymś udział", a nie wiedząc o tym oczywiście nie zareagujemy. Tym samym wielu ludzi, nierzadko ze stanowczymi zasadami, "wspiera" czyjeś inicjatywy i poglądy. To wyjątkowo osobliwa praktyka, zdecydowanie nieelegancka, niesłowiańska, żeby nie zapytać o zgodę przed tego rodzaju "współpracą".
Ta specyficzna opcja "[użytkownik] jest z..." czyni kolejne dziwactwo przy okazji zaproszeń do znajomych. Na przykład otrzymujemy zaproszenie z profilu pana X., a na jego osi czasu nie ma po nim śladu, za to roi się od użytkownika Y, który "jest z A, B, C, D, E..." i tak dalej. Takiego zaproszenia nie przyjmujemy, bo nie wiemy nawet, kto je wysłał, czy profil służy inwigilacji, czy łączeniu patriotów.
Innym zwracającym uwagę manieryzmem jest nieodróżnianie publicznego forum grupy tematycznej od prywatnego profilu użytkownika. Zaznaczmy tu od razu, że ktoś, kto przyjmuje nasze zaproszenie do znajomych "w ciemno", bo nasz charakter określa mu tylko zawartość profilu, daje nam kredyt zaufania. I z tym bywa już potem różnie. Mieliśmy ostatnio przypadek z Dobromiłą, kiedy po zaakceptowaniu przez nas zaproszenia do znajomych jego autor prawie natychmiast napisał pogardliwy komentarz pod naszym postem na temat egregora katolicyzmu i opuszczaniu go metodą Suwerena. Nawet na forum ogólnym zamieszczanie komentarzy pouczających, mentorskich, opatrzonych etykietą "ja wiem - a ty błądzisz we mgle" jest nietaktowne i zdecydowanie chazarskie w swej naturze. Na profilu osobistym, na profilu kogoś, kto jako znajomy (nawet jeśli tylko internetowo) tym bardziej. Wypada tu zachować możliwie pogodną, jeśli nie pojednawczą formę krytyki, jeśli już ktoś nie potrafi w ogóle jej sobie odpuścić. Ale kłopoty z podstawami słowiańskiej komunikacji (nie wspominając o życzliwości i zdystansowaniu jako czynnikach naturalnych) to jedno, a zapasy z własnym ego "wyżej świadomego" i kodami to drugie. Kody wszyscy nadal jakieś mamy, nawet jeśli "wyżej oświeconym", skrzętnym do pouczania słowami wyższości i drwiny (komunikacja chazarska!) wydaje się inaczej.
Wiedza nie jest wieżą, którą ostatecznie się zdobywa. Nasza orientacja i świadomość wciąż i wciąż będą rosnąć, a liczby weryfikacji i "skoków na wyższy poziom Wedy" nawet nie ma co przewidywać, co zresztą jest fascynujące. To po prostu droga nieskończona jako samo istnienie...
Rozpatrywanie zaproszeń do znajomych nie jest czynnością łatwą z dwóch kolizyjnych wobec siebie powodów. Pierwszy to pozytywne podejście do takiego zaproszenia, bo przecież wypada założyć, że wynika albo z chęci czerpania z naszej wiedzy, albo z intencji wymiany wiedzą lub współdziałania, albo zwyczajnie po ludzku z poczucia wspólnego szlaku w tych wymagających latach transformacji i Odrodzenia Lechickiego. Drugi powód stworzyło doświadczenie. A ściślej: rozpoznanie strategii chazarskiej. Zaproszenia podsyłają zatem pozorowani patrioci lub w ogóle awatarowe konta, czyli "trolle z misją" - inwigilacji lub szydzenia. Od kilku lat nie przyjmujemy kont anonimowych, choć wiele weryfikacji jest żmudnych. Bo zdarzają się niełatwe do oceny profile wysiane mądrymi przekazami, patriotycznymi grafikami, apelami dla wspomożenia zwierząt czy zdjęciami rodzimej Przyrody, co daje wrażenie "to nasi" - ale i tu bywa różnie. Pora na anonimowość w ramach samoochrony już minęła. Uważam, że ten etap jest już definitywnie za nami, i przy tak licznym już hufcu Lachów świadomych swego dziedzictwa i praw, dalsze publikacje zza maski budzą słuszną rezerwę. Jeśli ktoś przyjmuje do znajomych człowieka bez twarzy, oczywiście podejmuje własną decyzję i własne ryzyko interakcji.
Jeśli o nas chodzi, to przy bardzo wysokiej ilości publikacji, zwłaszcza w latach 2018-2022, blokowaliśmy mnóstwo trolli jak z karabinu maszynowego, nawet jeśli ich wulgarne, pogardliwe, kłamliwe, antylechickie wpisy widywaliśmy na forach i profilach zupełnie okazyjnie. Ot, profilaktyka, czyszczenie swego przedpola. To niczym przyczółek do oczyszczenia przestrzeni ojczystej - bo takie rzeczywiście nastąpi. Nie będzie w Lechistanie miejsca dla oszustów, rabusiów, zabójców ludzi i Przyrody, chazarskich skorpionów i satanistów. Prawdziwym rajem jest życie w otoczeniu szczerych i życzliwych dusz - dziś trudne do wyobrażenia.
Z przyjmowanymi zaproszeniami mieliśmy i inne pułapki. Zdarzało się przyjąć kogoś, kto na swojej osi czasu widocznej dla wszystkich miał zupełnie przyzwoitą zawartość (reszta była ukryta), a po kilku miesiącach "znajomości" odkrywaliśmy na takim profilu satanistyczne przekazy i modły do Baala.
Na końcu listy osobliwości wymienimy rzecz najbardziej frapującą. Jest to zaskakująco żywotna i wciąż skuteczna pułapka na patriotów: oskarżenie tego czy innego działacza o "zadaniowość" - wyemitowana w obieg z konta anonimowego. Z awatara. Widzieliśmy efektywność takiej "bomby głębinowej" tudzież "torpedy" nabierającej prędkości i zbierającej żniwa nie raz, nawet jeśli autorem był człowiek-widmo, a oskarżonym odsłonięty i bardzo zaawansowany w sprawach narodowych działacz. Niewątpliwie takich kretów skierowanych do zmanipulowania Lwów powstałych z kolan jest wielu, ale przecież nie wszyscy. Jest też oczywistym, że strategia chazarska oparta na judzeniu i mąceniu (żeby zblokować jedność/pospolite ruszenie możliwie długo) będzie z takiego narzędzia korzystać. Dopóki działa. Warto zmiarkować entuzjazm wobec wszystkiego, co wychodzi spod masek - to po prostu przyzwoitość ludzka, słowiańska, aby w sądzeniu mieć pewność.
Wszystko powyższe wpłynęło na dość twarde reguły weryfikacji, jakie dziś stosujemy. To z kolei oznacza, że z pewnością zdarza nam się nie przyjąć zaproszenia od jakichś pięknych i wrażliwych dusz, bo na ich profilach, mimo manifestu świadomości słowiańskiej brakuje przekonujących zdjęć i przekonujących wpisów krewnych i przyjaciół. Jak rzekłem, to pora na grę z otwartą przyłbicą, tym bardziej, że aktualny rok zdeterminował demaskowanie (się) Chazarów. Skoro już nie wytrzymali i naprężyli się w swych bezprawnych, absurdalnych roszczeniach, niech ujrzą i naszą siłę. Nie siłę mięśni i oręża, ale odważnej i godnej postawy Gospodarza i Suwerena. Lach to Lew.
Każdy ma swoje kryteria doboru znajomych i w ogóle co do interakcji z ludźmi w Sieci, dokładnie jak w życiu. Rodak pozostający w egregorze religijnym nie jest przez nas odrzucany z marszu, o ile jego profil nie wygląda jak "burza potępieńczych boskich grzmotów". Religijność jest kodem, lecz nie wyklucza ani odważnego patrioty, ani serdecznego człowieka. Zdecydowanie nie przyjmujemy do znajomych ludzi, którzy przenoszą kody chazarskiej komunikacji (i degradacji wobec godności Słowianina), zatem pornografii, seksualizmów i golizn, wulgarnych i szyderczych żartów i komentarzy, satanizmu i pogardy wobec Przyrody, w tym zwierząt (myśliwym "dziękujemy") i wszelkich rodzimych wartości.
Tak wygląda sprawa osobliwości i pułapek, jakie zaobserwowaliśmy na Facebooku poprzez lata działalności patriotyczno-lechickiej. Jest oczywistym, że "co człowiek, to pogląd"; własne kryteria, preferencje i metody. Jakość komunikacji jako świętości słowiańskiej nie dotyczy naturalnie tylko Facebooka. Dotyczy to wszelkich forów, sal, auli, ulic, przedziałów kolejowych, domów... Facebook stał się jednak czymś kuriozalnym i choć sam jego początkowy fenomen i angielska nazwa niejednego odrzucały (nas także), przejdzie do historii jako "czołg przejęty na wrogu". Takt i szacunek dla Rodaków na Facebooku są zatem ważne. Życzliwość definiuje nas Lachów od zawsze tak samo jak bitność i oddanie wolności. Mimo to nawet wyrozumiałość ma swoje granice, czujność i samoochrona to istotna warta dla spokoju i równowagi - a te cechy, powtórzmy, są decydujące wobec "horyzontu zdarzeń". Wspieramy się - Lach do Lacha.
Za wszelką okazywaną nam serdeczność i wsparcie na forum Facebooka z całej duszy dziękujemy. Cała naprzód, ramię w ramię!
Z błogosławieństwem, Czcibor i Dobromiła
O sabotażu i identyfikowaniu Chazarów pisaliśmy między innymi w artykułach:
- Oczyszczanie forów, stowarzyszeń, partii i przestrzeni lechickich z chazarskiego sabotażu - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2020/01/oczyszczanie-forow-stowarzyszen-partii.html
- Lechickie Odrodzenie, a manipulacje chazarskie. Jak odróżnić Lacha od Chazara? - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2021/01/lechickie-odrodzenie-manipulacje.html
- Komunikacja między Lechitami - 4 kroki dla uzdrowienia Przestrzeni Ojczystej - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2021/11/komunikacja-miedzy-lechitami-4-kroki.html




