2018/09/16

Tatuaż jako nośnik energii... nie zawsze uświadomionej i kontrolowanej



     Żyjemy w czasie, w którym tatuaż jako element wzbogacenia ''krajobrazu społecznego'', wzmocnienia osobistego poczucia siły, oryginalności i wartości - osiągnął apogeum, wierzchołek tendencji.
     Uważam, że moda - czy też po prostu potrzeba - na tatuowanie ciała za chwilę zacznie przemijać, a forpocztą tego będą ludzie szczególnie kontrolujący rozwój ducha i wiedzy, w tym pracujący nad świadomością Lechici. Nie znaczy to, że nie dostrzegam wielu Lechitów noszących tatuaże, i że odmawiam im potencjału kreacji, w tym do rozwoju osobistych mocy czy wpływu na wyzwolenie Ojczyzny. Z tatuażem czy bez niego - można piąć się w górę pod każdym względem i szerzyć znakomity wpływ na otoczenie, które wciąż pozostaje rozlanym szeroko morzem zatopionych w śnie Braci i Sióstr.
     Z tatuażem jest jednak tak jak z wszystkim, co naniósł w nasze obyczaje, a nawet, niestety, w ''potrzeby'', matrix (to jest system wartościowania, zapotrzebowania i spełniania spreparowany tysiącletnimi modyfikacjami przez kooperację ras pozaziemskich i nikczemnie im usłużnych lokalnych rodów). Jest tak zatem i ze spożywaniem cukru i mięsa, ze słuchaniem muzyki niesprzyjającej wibracjom i harmonii komórkowej, i tak dalej - wszystkie te matrixowe dary mogą tylko minimalnie, a nawet wcale szkodzić ludziom, którzy je kontrolują.
     Jak kontrolować takie rzeczy? Przede wszystkim... świadomością. Świadomość człowieka to zmora okupujących planetę nieprzyjaciół i rabusiów; dlatego dołożyli wszelkich starań i najwymyślniejszych technologii, aby tę świadomość zagłuszyć, rozmyć, maksymalnie osłabić. 
     Dopuszczam myśl, że nawet przy trzymaniu się bardzo zdrowej diety, ziół i przyrody - wszystko to zasila naszą ewolucję, podnosi wibracje i chroni przed ludobójczymi atakami systemu - właśnie świadomość jest największą, najważniejszą tarczą człowieka przeciw wszelkiej szkodzie.
     Świadomość to cudowne narzędzie odnajdowania drogi i ocalenia.
     Działa ona w taki sposób, jakby torowała drogę do wszelkich dóbr - do łącza z Przyrodą, z Wyższą Jaźnią, do zdrowia - bo pewien jestem, że im bardziej czysta i poszerzona jest nasza świadomość spraw, tym większa stymulacja komórek ciała do samouzdrawiania i samoochrony.
     Co zatem robić, by tarcza nam rosła i jaśniała? Myśleć. Rozważać. Zgłębiać wiedzę. Zatapiać się w ciszy. W zieleni. Przytulać bliskich. Przytulać zwierzęta. Kibicować owadom. Wspierać Przyrodę.
     Roznosić wokół życzliwość.
     Pragnąć.
     Koncentrować się i relaksować się naprzemiennie...
     Pragnąc żyć w szczęśliwej lechickiej przestrzeni i skupiając na tym pragnienia, generujemy moc sprawczą, poszerzamy świadomość, a ta - prowadzi nas do celu.
     Oczywiście jest całkowicie korzystnym, aby taki proces, drogę do spełnienia, wspierała przewaga czynników korzystnie działających nad niekorzystnymi. Zatem ktoś, kto nie je mięsa w istocie obciążonego mutacją DNA i chorobotwórczymi składnikami, kto żyje przy lesie, a nie przy parkingach, kto chodzi boso i pije zioła - będzie miał i szybciej, i łatwiej. A w każdym razie nie będzie musiał generować dodatkowej energii na zneutralizowanie czynników niekoniecznie dobrych.
     Takich jak tatuaż choćby.


     Nie jestem zwolennikiem tatuowania Słowian. Nie tylko dlatego, że jest to obyczaj niesłowiański zupełnie, obcy kulturowo, rasowo. Przede wszystkim - i jest to moje zdanie, którego nie narzucam Braciom i Siostrom - uważam rasę aryjską, w tym naród lechicki, za bosko wręcz piękną, idealną w proporcjach i urodzie. Ciało słowiańskiej kobiety pozostaje czymś, co nieskończenie urzeka mnie geniuszem i szczodrością Stwórcy. Nie widzę potrzeby pokrywania ciała tatuażami, a nawet - przy rosnącej ich liczbie i rozmiarach, zaczynam gubić to, co podziwiam - proporcje i kształty kobiety. A jest to przecież cudowny akt stworzenia, prawdziwy i może największy z wręczonych nam mężczyznom darów, które inspirują i radują.
     Tatuaż jest jednak czymś więcej niż ozdobą, która oddaje nasze wierzenia, uczucia albo stan psychiczny czy duchowy na... dany moment (ale co dalej?). To jest wszczepiona w ciało cząstka, która zaczyna mieć wpływ na umysł i duchowość. Dlatego warto nie tylko rozważyć, czy taką cząstkę chcemy sobie sprawić - ale i jaką...
     Tatuaż jako moda zapewne został mocno zintensyfikowany staraniami masonerii. Pamiętajmy, że manewry społecznymi i jednostkowymi gustami i satysfakcjami (!) to ulubiony i podstawowy mecz, jaki masoni grają. W rzeczy samej nie ma żadnej mody i tendencji w życiu społeczeństw większości krajów, której by masoni i ich potężni mocodawcy nie spreparowali.
     Jeśli komuś wydaje się to nieprawdopodobne, to powiem tak: pomyśl, Bracie i Siostro, jak bardzo zbliżasz się do celu, jak bardzo rozwijasz swoją umiejętność - jeśli poświęcasz jej energię z najpotężniejszych sprawczych generatorów: marzeń, pragnień, tęsknot, mobilizacji, wytrwałości, koncentracji?... Masoni i iluminaci całą swoją energię poświęcają na osłabienie i zniewolenie ludzkości. Ich mocodawcy, Obcy, i shybrydowane przez nich rasy, robią to od tysięcy lat. Przy nieograniczonej technologii.
     Bruce Lee zasypiał myśląc o doskonaleniu umiejętności i z takimi samymi myślami siadał do śniadania. Skoncentrowana na celu energia czyni wielkie przemiany i efekty.
     Tatuaż jako wszczepiona cząstka może wpływać mniej lub bardziej na kroki człowieka, jego osobowość i postawy, a jakie tatuaże widzimy wokół? Nawet iście demoniczne, także agresywne, mroczne, faszystowskie.
     Nie każdy człowiek z mrocznym tatuażem jest kimś pogrążonym w cieniu - jest natomiast zagadką, na ile taki wzór wpływa na jego choćby podświadomość. A gdyby w miejscu czaszki czy diabła miał energetyczny symbol słowiański? Albo nic po prostu?
      Dobierając wzór tatuażu należy postępować ostrożnie, kierując się tak świadomością, jak intuicją.



     Całkiem niedawno tatuaże kojarzyły się w Europie i Ameryce z przestępcami i degeneratami. Dziś kojarzą się z kimś modnym, energetycznym, charyzmatycznym, interesującym. Tak moda jak owe skojarzenia zostały naniesione z jakichś powodów.
     Nic, co się obecnie rozpowszechnia jako zjawisko społeczne, podchodzące pod ''modę, trend generacji/epoki'', nie jest czymś, co nie powstało jako element taktyczny w kampanii ostatecznego spętania ludzkich świadomości w powrozy. Za takimi rozmaitymi tendencjami, modami stoją korporacje chemiczne, farmaceutyczne i inne. A kto stoi za korporacjami? Jakie wartości?
     Tatuaż jest zresztą na razie tworem z chemikaliów. Ma zatem kiepski wpływ na krew i organizm. Krew to boska substancja, która może decydować nie tylko o zdrowiu organicznym, ale także o sile ducha i kondycji umysłu. O krwi możemy dowiedzieć się jeszcze wielu niezwykłych rzeczy... i warto mieć do niej szacunek.
     Naszą powinnością na dziś jest uświadamiać młodzież lechicką - czym jest moda na tatuaż, czym może być jego energia, i pohamować ich pęd do decyzji zbyt pochopnej. 
     Jak napisałem wyżej, wielu Lechitów ozdabia swoje ciała motywami ściśle związanymi ze słowiańską kulturą. Te tatuaże rzeczywiście mogą pozytywnie stymulować ich mentalność i wytrwałość w postępowaniu. Inni mają tatuaże patriotyczne, jeszcze inni rodzinne - jako wyraz wdzięczności i oddania swoim bliskim. W takich tatuażach nie kryją się ładunki destruktywnej energii i jest to dla mnie oczywiste. Co więcej, szanuję wybór i demonstrowanie takiego właśnie tatuażu - lechickiego - przez moich rodaków - ponieważ jest to akt odważnego serca, rękawica rzucona w oczy wrogów. Noszenie tatuaży słowiańskich jest częścią kampanii Odrodzenia Lechickiego, jako popularyzacja odkopywanej wiedzy i stymulowanie powstawania Narodu ze snu. 
     Dlatego spodziewam się, że jakaś część moich rodaków (ale niezbyt duża) nie będzie żałować swoich decyzji, wielu jeszcze w najbliższej przyszłości wybierze sobie tatuaż jako swoiste wzmocnienie psychiczne i energetyczne. Zmieni się niewątpliwie tendencja - coraz rzadsze będą cokolwiek nonsensowne tatuaże z literami azjatyckimi (!) czy celebrytami (!), coraz częstsze mające ów sens - powiązane z naszą Ojczyzną i jej tradycjami.
     Generalnie jednak - spodziewam się rosnącego dynamizmu zanikania tej mody... a raczej potrzeby. Wybudzani, uwalniający się z matrixa Słowianie nie będą czuli potrzeby znakowania ciał ani w celu ich przyozdobienia, ani podkreślenia swej oryginalności, ani tym bardziej dla pokazania, że utożsamiają się z kimś lub z czymś... Całkiem sporo Polaków usunie tatuaże - nie z powodu jakiegoś wstydu, ale raczej w impulsie uwalniania się. Dzięki technologii i podnoszeniu osobistych mocy nie będzie to kłopotliwe.
     Tatuowanie nie będzie piętnowane, lecz zaniknie w naturalny sposób... z braku potrzeby... I pełnego objęcia się istoty ludzkiej z naturalnością. Dziś rodząca się generacja lechicka po tatuaże po prostu nie sięgnie.
     Niepowtarzalność i charakterność, i talenty, i poczucie siły, i spełnienie - wszystko to będzie po prostu wyrażane i osiągane myślą, spojrzeniem, słowem i czynem. Piękne ciała słowiańskie będą ozdabiane jedynie czymś niosącym jednocześnie zasilenie - szczególnie odzieżą. Przywrócimy bowiem dane obyczaje noszenia takich ubrań, które będą niezwykle podkreślały urodę naszej rasy, unikalność i zdrowomyślenie jej kultury, i zarazem podnosiły poziom energetyczny (zatem zdrowie i potencjały). Nie będzie tu zatem niczego z mody zachodniej, która - oczywiście zaprojektowana przez masonerię - miała sabotować zdrowie i moralność społeczeństw, co gołym okiem widać. Odzież taka, co niestety jeszcze nie jest powszechnie zauważalne, nie tylko seksualizuje umysły, ale zwyczajnie rabuje ciała ludzi z gracji i promienności.
    Prawdziwe szczęście i spełnienie daje uroda uwolnionej duszy - blask takiej duszy przenika całe ciało i czyni cud upiększenia.
    Jakkolwiek niejeden mój lechicki Brat będzie mieć inne zdanie w kwestii tatuażu, szanuję jego wybór. Gdzie kilku Lachów - tam kilka zdań. I to jest słuszne. Różnica zdań w mentalności wolnych Lechitów może oznaczać łomot tarcz... i nic ponadto. A już niedługo i tego łomotu nie będzie, kiedy wymiana myśli będzie niekonfliktowa zupełnie, za to mocno nasycona prawdziwą, uwolnioną życzliwością.
     Wszyscy jesteśmy Braćmi i Siostrami trafionymi włóczniami wroga. Wyciąganie włóczni z ciała jest trudne, z duszy - jeszcze trudniejsze. A jednak i to nam się powiedzie. Jesteśmy niezwykłym Narodem, kroczącym wytrwale i nieodwracalnie, nawet z najwyższym obciążeniem, pod najgęstszym deszczem włóczni - do jednego celu. Do wolności.
     Sława!
     Czcibor

2018/09/15

Babie Lato


W sobotnie wrześniowe popołudnie jesienna Marzenna zobaczyła swój cień na piaszczystej leśnej ścieżce. Czy to już jesień? - zapytała. Nie... To Babie Lato utkane z przędzy delikatnych jesiennych promyków słońca. Lato, które dojrzało i nie przypomina już rozbrykanego dziecka na plaży. Lato, które potrafi powiedzieć "nie" i odejść cicho z wiatrem za tańczącym listkiem...
To Babie Lato ma smak ciepłej szarlotki z kruszonką i zapach liści orzecha. Lato łaskawe jak kompot śliwkowy z gruszkami i rosa o poranku...
Tkaczka sieci Babiego Lata jest cierpliwa, bo wie, że nic nie przemija naprawdę.
Nić przędna pająków unosi się w powietrzu w pogodne ciepłe dni... Polska Złota Jesień. Czy Wy też już czujecie jej cichy szelest?
Zostawiam kilka zdjęć na pamiątkę lata, aby ogrzać nimi Dom. Ciało jest moim domem, a Ziemia jest moją Matką.












Maszka














2018/09/09

Fora słowiańskie i warsztaty duchowe jako generatory pobudki i... sabotażu


     Jako obudzony Lechita z entuzjazmem odkrywam liczne, coraz liczniejsze fora i grupy tematyczne (lechickie, słowiańskie, patriotyczne) na Facebooku. Jakiś czas temu wstąpiłem do kilku z nich, aby czerpać wiedzę, energię lechickiej wspólnoty, i dawać coś od siebie. 
     Grupy słowiańskie są oczywistym cierniem w oku wrogów Ojczyzny, którzy kontrolują nas poprzez Facebook i coraz bardziej otwarcie i arogancko manipulują wolnością słowa (świętością Lechitów jak mało która). Znikają komentarze (jedni je widzą, inni nie), przybywa banów za urojone przewinienia (za wolność słowa, otwarty umysł i miłość do kraju po prostu)... 
     Facebook jest mimo wszystko bezradny, ponieważ odcięcie jednej głowy lechickiego smoka powoduje wyrośnięcie kilku kolejnych... Jak w bajce. Prawda jest taka, że im większy napór (zuchwały i absurdalnie uzasadniany) czyni się na mających we krwi aryjskiej wolność Lechitów - tym większe ich zdumienie, przecieranie oczu i trzeźwienie.
     I powstawanie do walki.
     Matrix zatem wywołał z góry beznadziejną dla siebie wojnę. I coraz więcej ludzi na usługach matrixa zdaje sobie z tego sprawę, stąd rosnące sfrustrowanie, złość i agresja w poczynaniach choćby Chazarów (czy sterowanych przez nich polskich sił parlamentarnych, żałośnie zniewolonych, kupionych i zkukiełkowanych).
Matrix nie może wygrać z rasą strażników planety. A taką jesteśmy my, Słowianie, obok braci w rozumieniu praw życia i Natury Indian.
     Tę wojnę wygramy i jest ona na wykończeniu.
     Gdyby nawet system zamknął wszelkie fora i blogi, nie mogłoby to zatrzymać uruchomionej fali energetycznej, która rozchodzi się coraz mocniej i szerzej. To nie Chazarów i iluminatów wspierają prawa i procesy kosmiczne, ale nas. To nie my odchodzimy w cienie starego świata, lecz oni. My tworzymy nowy. To świat słonecznych brzegów i zielonych przestrzeni. 
     Możemy zatem już świętować zwycięstwo i odrodzenie Ojczyzny, wolnej, prawdziwej, słowiańskiej, chroniącej prawa Życia - mimo że pracy nad tym jest jeszcze sporo.
     I zresztą nad sobą samym, bo ilu z nas, Lechitów, powie, że są już naprawdę wolni od nałożonych programów, blokad, kontrolników, czakr?
     Temat czakr jest jednym z bardziej drażliwych, obok postaci Jezusa - bo jeśli mówimy o tak zwanej grupie ''obudzonych'' ludzi, to część (większa jeszcze) nadal wierzy, że czakry to centra mocy i przy ich stymulacji tylko mogą tych mocy dodać, a nawet zdolności paranormalnych. Natomiast część - przede wszystkich typowo ''lechicka'' (nazywam umownie, ale jak myślę, jasno oddaję sprawę), coraz częściej uznaje czakry za nałożone kajdany, łańcuchy dla niewolników dla ich uporządkowania i rabowania. Ja też do nich należę - uważam, że czakry montowane w duszę człowieka podczas wchodzenia w ciało natychmiast osłabiają wszelkie jego potencjały, w tym świadomościowe. Człowiek bez czakr nie dalby się zmanipulować i kontrolować tak łatwo, tak masowo. Całe koło inkarnacji jest kontrolowane przez archontów, okupantów spoza planety. Ale - i ten etap procesy kosmiczne zamykają.
     Zamyka je też podnosząca się świadomość Słowian, ponieważ poszerzająca się świadomość zasila coraz mocniej przydane im cechy: dumę, odwagę i niezależność.
     Jesteśmy lwami w sercu, Bracia i Siostry, i w sercach szukajmy swych sił. Tam archonci nie zainstalują niczego. I tam zaczyna się nasze zwycięstwo.
     Kwestią problemu wiary w okupację pozaziemskich ras zajmę się w osobnym artykule, istotne jest, że nie jest ona konieczna do podjęcia kroków do samowyzwolenia. Aby oczyścić siebie i Dom Narodu, wystarczy zadbać o serce (w każdym tego określenia znaczeniu), pracować nad sobą, zasilać się, łączyć z Przyrodą i wspierać w odrodzeniu rodaków. Procesy dzieją się tak czy inaczej, po prostu wejdźmy w nie niczym w rzekę, zgodnie z nurtem, bez napinania umysłu. Działajmy na miarę sił, środków i możliwości - tak, aby dawało to ulgę, inspirację, satysfakcję, a nigdy przeładowanie i frustrację.
     Liczne fora i grupy słowiańskie czynią znakomitą robotę dla ogólnej pobudki; większa część Polaków, nawet jeśli jeszcze z rezerwą traktująca ''lechickie teorie'', wie już, że coś w tym wszystkim nie gra, że historia nasza kryje dużo więcej niż to się podaje w betonarniach akademickich i matrixowych mediach. I to jest znakomite osiągnięcie, efekt szarży prawdziwych zawadiaków w rodzaju Bieszka czy Szydłowskiego. Bo trzeba być zawadiaką i lwem, aby z najlepszą choćby lancą zaszarżować na betonowe cytadele sfałszowanej historii.
     I właśnie to jest znamienne, że na takich ludzi, ludzi, którzy poderwali do odważnego, dumnego i wolnego myślenia już setki tysięcy zwatykanizowanych dotąd rodaków, na niektórych forach słowiańskich prowadzi się zajadłą wręcz nagonkę. Zarzuty są nie tylko haniebne z racji zasług tych pionierów Odrodzenia i rękawicy rzuconej akademikom - zarzuty są absurdalne. Na przykład Bieszkowi ten i ów wypomina nieścisłości historyczne, co więcej generuje je w agresywnym tonie i niedorzecznie wyolbrzymia. Niedorzecznie - bo na tle iście tytanicznej i przełomowej pracy Bieszka i innych mu podobnych badaczy, odchylenia są po prostu banalne.
     Czy zresztą nieścisłości można uniknąć, jeśli przez tysiące lat na zmanipulowanie naszej niezwyklej historii i na zmącenie naszych umysłów, i na obniżenie poczucia wartości. wrogowie wyłożyli ogromne środki? Dlatego za haniebne uważam takie kopniaki, bo wkład pionierów w pobudkę narodową jest wielkim czynem - a nie jakimś kiksem do prostackiego piętnowania. Przygotujmy się na to, że weryfikowanie historii naszej Ojczyzny i słowiańskiej rasy zabierze dziesięciolecia. I niech temu towarzyszy entuzjazm, życzliwość i wdzięczność, ponieważ jest to piękne dzieło łączące rodaków niczym krewniaków przy wznoszeniu domu. Nie pozwólmy nieprzyjaciołom i sabotażystom kazić naszych pięknych dusz i wschodzących w nich słońc.
     Jeśli ktoś zapyta - jak odróżnić prawdziwego z serca Lechitę od trolla zasadzonego w grupie, odpowiem: poznasz go mój Bracie, i Siostro moja, po tym co jest największą obok odwagi cnotą Słowianina. Po życzliwości. 
Nikt bowiem z życzliwym słowiańskim sercem, i duszą oddaną Ojczyźnie, nie będzie się kwapił do zajadłych napaści na badaczy historii naszych przodków. Tym bardziej, że nienawistną i oszczerczą walkę prowadzi z nimi cały beton akademicki. 
     W rzeczy samej niezwykle prosto jest odróżnić takiego trolla w grupie Lechitów (i w grupie każdej narodowej, patriotycznej, doktora Czerniaka, Jerzego Zięby, Jabłonowskiego...). Człowiek taki nie będzie bowiem miał cech aryjskiej duszy: życzliwości i odwagi. Będzie jątrzył i skłócał, bo po to go w brać słowiańską wprowadzono. A ponieważ opłacony sabotażysta nie ma też naszej lechickiej odwagi, prawie zawsze będzie pisać z konta anonimowego, ozdobionego ujmującą grafiką słowiańską.
     Obecność takich trolli sprawia, że warto rozważyć pozostanie w takiej grupie tematycznej, a przynajmniej dokonać uważnej ich selekcji. Wszędzie bowiem, gdzie jesteśmy, odbywa się wymiana energetyczna, nawet jeśli jest to lokum internetowe. Osoby nieżyczliwe, jątrzące, niskowibrujące, mają zły wpływ na aurę i energetykę tych dobrych i życzliwych (a co za tym idzie, zazwyczaj bardziej sensytywnych). Czy jest sens, by się narażać w czasie, kiedy koncentracja na formie ciała i ducha wobec odpierania czynników depopulacji oraz dostrajania do transformacji planety, jest bardzo ważna? Na to pytanie należy sobie odpowiedzieć zgodnie z odczuciami. Wszyscy musimy szanować swoją pulę energii, która każdego dnia jest potrzebna do pracy, dla rodziny, dla dbania o siebie, dla ćwiczeń, pogłębiania wiedzy i świadomości, mierzenia się z urzędami matrixa... Każdy z nas Lechitów powinien wspierać Odrodzenie tak, jak czuje, że jest mu najdogodniej - czy to na forum tematycznym, czy na blogu, czy rozmowami w pracy, autobusie... Istotne jest, aby mieć poczucie, że własna energia nie rozchodzi się zanadto.
     To, co piszę o działalności trolli i zanieczyszczaniu aury w grupach patriotycznych, nie oznacza, że działanie tam widzę jako bezowocne. Jest to przecież i pogłębianie wiedzy, i poznawanie sobie bliskich rodaków, i walka o zmiany w Ojczyźnie - a walka obrabowanym z wolności Lechitom wychodzi doskonale. Warto tylko być czujnym, opanowanym na tyle, by nie pozwolić się wciągnąć manipulantom w ich grę, polegającą na sianiu niesnasek i poróżnień. 
     Rozmaite pułapki czyhają także na tak zwanych warsztatach duchowych. Jest ich całe mnóstwo i dobrze jest sobie zadać pytanie w kontemplacji, na przykład podczas bosęgi w lesie czy na trawisku, czy naprawdę jest nam taki czy inny warsztat potrzebny? Do czego właściwie?
     Na warsztaty jeżdżą ludzie z rozmaitymi intencjami, za niektórymi podążają tam reptylianie. Zawsze jest ryzyko podczepienia takiego intruza, otrzymania kontrolnika, zmanipulowanej informacji czy choćby wejścia w zagęszczenie zanieczyszczonych aur. Niektóre warsztaty nadal nie są wolne od modelującej umysł teorii czakr i historii wielkich cywilizacji, w których... ani słowa o Słowianach. Nie zaszkodzi zatem wyciszyć się i zapytać swej Wyższej Jaźni, czy na pewno warto się na taki warsztat wybrać.
     Ja też zaczytywałem się w książkach New Age. Wtedy nie podejrzewałem, że ruch ten spreparowali iluminaci, by kontrolować część ludzkości skłonną do poszerzania swej wiedzy i świadomości. Wierzyłem w dobro czakr i medytowałem nad nimi. Ale już wtedy zwróciłem uwagę, że w książkach tych (i później van Helsinga, ''łowcy iluminatów''), nie było nic o Słowianach, gdy zasługi innych ras podkreślano. Coś mi w tym nie grało.
     Pomyślmy nad czakrami. Skąd ta idea? Z jakiej religii? Czy jeśli jest to nawet religia z podstawami wartości Ariów, to czy mogła uniknąć zmanipulowania jako jedyna?
     Czy jeśli odrzucimy założenie, że Ziemię okupują Obcy (jakie mamy podstawy, aby ją odrzucić?) i to, że to oni wygenerowali zakłócenia i zło, to dlaczego mielibyśmy założyć, że rasa chazarska albo inna nie majstrowała przy każdej religii w czasie jej powstawania?
     Do czego jest nam potrzebna religia?
     Chcę powiedzieć wam, że nastał nowy czas. To czas boskiej wolności Słowian i innych ras. Nie potrzebujemy ani autorytetów, ani religii (jedna błyskawicznie zastępuje drugą i zobaczymy sporo ciekawych modyfikacji). Potrzebujemy wyzwolenia. Wyzwolone serce jest odważne i kocha pięknie. Wolny umysł jest odważny i bada prawdziwy świat.
     Słowianin nie potrzebuje do tego nikogo jako nauczyciela - lecz tylko własnych pragnień i odwagi. Kiedy zatem zamiast na warsztat duchowy - udasz się do cichej, zielonej kniei, szukając mocy i odpowiedzi, może się okazać, że zyskałeś więcej...
     Prawda jest bowiem taka, że odchodząc od autorytetów, szkół duchowych i systemów religijnych, nie tylko nie oddalamy się od Stwórcy - ale właśnie go odnajdujemy. Odnajdując siebie samego - spotykasz Stwórcę. To spotkanie zmienia twoje życie. 
     Jeszcze prawdziwiej jest rzec, że jako iskierki boskiego życia, bez względu na kroki i decyzje, nigdy od niego nie odchodzimy. Stwórca dał nam odwagę, dumę i miłość, a splecenie tych cnót wyzwala i uszczęśliwia.
     Jest wyjątkowo wspaniałą nowiną to, że kiedy z odwagą sięgniemy po siebie samego w samotni wolnej od zakłóceń, zrozumiemy, że nigdy wcześniej nie byliśmy tak odważni, samodzielni, kreatywni i szczęśliwi samemu. I także to, że kiedy zaczniemy dzielić nową jakość emocji i wartości z nam podobnymi ludźmi, zrozumiemy, że nigdy dotąd nie byliśmy aż tak bardzo z kimś razem, współdzielący i współodczuwający. Dopiero teraz oba te stany zgłębimy, osiągając harmonię boskiej istoty. 
     I nawet, jeśli różne sprawy nie pozwalają tobie dzielić się wiedzą z ludźmi na forach - bądź ufny, że wpływasz na swoje otoczenie. Poza wpływami kosmosu, czy też, nazwijmy to, niepowstrzymanym biegiem spraw Boskiej Kreacji (co musi oznaczać cykliczność, a zatem przemijanie wszelkich systemów i struktur, nawet wyrachowanego matrixa), jest jeszcze coś. Jest to wymiana ładunków elektrycznych między umysłami ludzi, w bliższym i dalszym otoczeniu. Kiedy więc pracujemy nad swoją świadomością, zmieniamy algorytmy przestrzeni i wpływamy na myślenie ludzi wokół. To cudowny mechanizm życia we wspólnocie.
     Lechickie Odrodzenie dzieje się - i nie zatrzyma tego nic. Życzę wam odwagi, wolności i miłości.
     Lechito! Wstań odważny.
     Czcibor


2018/09/02

Bałtycki generator Słowian

 


     Witam wszystkich Gości po letniej pauzie. Wybaczcie dłuższe milczenie, wynikłe z silnej potrzeby odcięcia się ciałem i duchem od spraw matrixowych w celu odetchnięcia, regeneracji, cieszenia się Naturą... Ale oto już wracamy do walki o nasz wspólny lechicki Dom. ☺
     W okresie jesienno-zimowym będziemy pisać między innymi: 
     - o tym, że Lechici narodem wyjątkowym i wybranym
     - o tym, kim był Bruce Lee
     - o pojednaniu z Rosjanami
     - o gimnastyce starożytnych Słowianek
     - o obu kinowych Dywizjonach
     - o tym, jak wygląda dramatyczny problem zmanipulowanych Lechitów z życzliwością
     - o Edmundzie Niziurskim
     - o matrixowo-westernizujących mediach typu RMF FM
     - o pułapkach duchowych warsztatów
     - o aurze Polaków Przedwojnia
     - o tatuażach
     - o odrodzeniu Lechii Dębowej...
     Aby zaś pożegnać lato, które wyjątkowo i nie przypadkiem zasiliło nas Lechów i nasze osobiste, i narodowe procesy złotą energią, dziś napiszę krótko i z humorem o moich wczasach na  niezrównanym w urodzie i zasilaniu wybrzeżu bałtyckim, które to wczasy były nie tylko radosne, ale i epickie...
   
 
 

     Aby nie wywołać nastroszenia brwi u właścicieli pensjonatu, w którym regularnie bywam z Kompanią, zmieniam nazwę i pensjonatu, i miejscowości... 😉
     Pod koniec sierpnia, zwyczajowo i chwacko ufni w stabilne piękno słowiańskiej pogody, zajechaliśmy kolejny raz do ulubionego Dorszewa. Z zewnątrz pensjonat ''Rybitwa'' (inspiracja Wakacjami Mikołajka, a jakże 😉 ) nie był zmieniony w niczym - ta sama przyjemna zielona elewacja z dodatkami klinkieru. Ale w środku zaszły zmiany, które wraz z Kompanią przyjąłem z zawodem: niestety panuje i w kraju Lechów wszędobylski światowy trend unowocześniania wszystkiego. Samo w sobie nie jest to negatywne, gorzej gdy pęd za pokazaniem, że ''gospodarz czuwa i nie został w XX wieku'', powoduje przerost formy nad treścią i utratę klimatu. Znikły zatem w ''Rybitwie'' wieloletnio cieszące oczy zielone, smurzasto malowane ściany i stylowe mosiężne lampy. W zamian za to pojawiła się surowizna białych ścian i białych, prostokątnych lampek, co gorsza na fotokomórkę. Nie wątpię, że jest to oszczędnościowa forma oświetlenia, ale okazała się rozbrajająco zawodną, a całość nie dawała w ogóle atmosfery morskiego pensjonatu, lecz sterylnej kliniki... co spotykam w wielu polskich mieszkaniach i czego nie preferuję.
     O gustach się niby nie dyskutuje, więc... Więc tylko dodam, że aby ugotować strawę na kolację na piecu korytarzowym, musiałem mieć asystenta, który maszerując po pięć kroków w tę i we w tę utrzymywał lampy w zapaleniu. 😃 Później podpowiedziano nam, aby zapalić małą żarówkę pod okapem, ale i tak fotokomórki sprawiały cowieczorowy kłopot: zapalały się z opóźnieniem do siedmiu kroków, a gasły przy przystanięciu. No a wiecie... siedem kroków w ciemności to Swaróg tylko wie, gdzie może zaprowadzić! 😄
     Jako Kompania ciesząca się prostymi, naturalnymi rzeczami - a zatem oderwaniem  od matrixa i wtopieniem w Przyrodę - cieszyliśmy się... prostymi, naturalnymi rzeczami. ☺ To jest: dobrym acz niekoniecznie najzdrowszym jedzeniem, plażowaniem, kąpielami w morzu, akupresurą stóp na szyszkach, nieskończoną i przez najznamienitszych rachmistrzów nieogarniętą liczbą spacerów brzegowych, no i - wieczorną gimnastyką (aby ciało słowiańskie w formie zachować). Zresztą w ramach tej formy graliśmy w piłkę wodną i rzucaliśmy ringo, co zawsze osobliwie fascynuje. ;)
     Nie tylko Natura dostarczała nam codziennie pozytywnych odczuć i niespodzianek. Zastanawialiśmy się, czy w kurortowej aptece tudzież drogerii dostaniemy antysystemową pastę do zębów bez fluoru. Okazało się, że nawet był takich wybór. ☺
     Jako całoroczny kawosz, zazwyczaj robię sobie przerwę z kofeiną na czas urlopu, jednak nie mogłem sobie odmówić rarytasu wyjątkowego smaku - mrożonej kawy w okolicznościach plażowych. 😎 Kawa mrożona była rzeczywiście mrożona - jakieś 80% okazało się bryłą. 😜 Było i zabawnie, i pysznie.
     Wczasy umiliły mnie i Kompanii dwie lektury - jedną jest niesłychanie morsko-wakacyjnie atmosferyczna książka... tak jest: Wakacje Mikołajka 😉 - i tę rekomenduję jako część wyposażenia plażowego w komplecie z kocem, parawanem, olejkiem kokosowym (a nie jakimś parabenochemikaliusem) i dmuchaną orką. Druga książka umilała wieczory, a było nią O czym szumią drzewa Petera Wohllebena.
     Nic naturalnie nie przebije samej kąpieli w morzu, która to kąpiel jest orzeźwiająca, oczyszczająca, odmładzająca, ujędrniająca, a nawet, rzekłbym, sławianizująca. 😉😃
     Branie się za bary z falami nie może się znudzić, jest w tym jakaś ukryta specyficzna energia, która Swaróg pewnie wie (no przecież że nie Crom), co robi w tym czasie z duszą człowieka...  Ochoczo też trenowaliśmy nowatorską technikę ''Jupi'', myślę że całkiem podejrzaną psychiatrycznie dla widzów, a polegającą na jednoczesnym okrzyku ''Jupi!'' i wyskoku w wodę ''na Supermana'', co często narażało odsłonięte żebra na cios wodny. 😄
     Kwestia kąpieli w morzu przy bardzo mocnych i wysokich falach jest specyficzna. Nie ograniczałbym jej tylko do rozwagi, która każe albo w ogóle jej sobie odmówić, albo trzymać się brzegu blisko i kontrolować przemieszczenie (które jest spore i nieustające). Myślę, że to także rzecz... świadomości. Takiej, która określa cele i zabezpieczenie swego życia. Która oddaje szacunek Stwórcy i Naturze, i pozwala sięgnąć po łącze dające idealne wyczucie momentu i możliwości... Ale w takich sprawach każdy decyduje sam, na miarę swego potencjału i odczuć.



     Unikalną była z kolei kąpiel w morzu o zachodzie słońca - przy wejściu tuż przed, i wyjściu tuż po tym zachodzie. Doznania i frajda specjalnego rodzaju, i ożywcze i radosne jak świat dziecka, który kiedyś jakoś odpłynął...
     ...ale który łapiemy chytrze z powrotem. ☺
     O zachodzie słońca na plażę wstępowali coraz liczniejsi fani puszczania płonących lampionów, których nieco bez politowania określiliśmy z Kompanią jako ''Polskę grillową''. Tak umownie, nie wulgarnie acz dobitnie, rozumiemy specyficzną polską grupę społeczną, skupioną na uciechach w rodzaju barbecue, Liga Mistrzów czy owe lampiony właśnie, ale na czystości i bezpieczeństwie Przyrody jakoś nie za bardzo. A to jest właśnie to - czysta i bezpieczna Przyroda, i całe jej Życie - do czego bije wdzięczne i troskliwe serce Lechity. Pisałem już jednak o rozjeżdżaniu się ludzi, w tym Polaków w dwa odrębne światy, i to jest też tego częścią...
     Nie popieramy lampionów, których podniebny urok jest wieczorami niepodważalny, ale które niosą ryzyko zaśmiecania wód czy pożaru lasu. Oby moda ta minęła szybko, najlepiej przyspieszona działaniem świadomych urzędów...
     Potrzebowałem Bałtyku i jego darów, łącza z tym żywiołem fascynującym i szczodrym, tak samo, jak potrzebowałem ich każdego roku wcześniej. Dzięki temu jestem zasilony i gotowy, by kroczyć z wami, Bracia i Siostry, ku słonecznym brzegom Lechii.
     To były piękne morskie wakacje.
     Ale przecież... napisałem wyżej, że także epickie, prawda?...
     Słowa ''epickie'' nie używam ze śmiertelną powagą, lecz umownie, po prostu w wymieszaniu satysfakcji, humoru i wzruszenia. Było epicko - ponieważ nie zważając na postawy i reakcje ludzkie, ewakuowałem osę z autobusu i przywróciłem jej kwiaty i wolność. A jako Lechita pragnę wolności i przestrzeni dla siebie, Narodu, rekina, tygrysa czy każdego owada. Dla całej żywej planety.
     Było zatem epicko, gdy inny członek Kompanii wyniósł na dłoni osę z dalszych już wód Bałtyku, i zapewniam - wzruszający to widok, gdy owad taki ufnie zaczyna się ruszać w tej ratującej go dłoni człowieka, oczyszczać z wody w drodze do swej wolności... Pomagaliśmy dojść do siebie tej małej istocie na jednym z leżaków do wynajęcia, aż zaintrygowany właściciel wychylił się z budki i zapytał podejrzliwie:
     - Czy mogę spytać, co tu się dzieje?
     Po czym usłyszał być może najdziwniejszą z możliwych dla siebie odpowiedź:
     - Ratujemy owada.
     Było epicko, gdy ktoś z Kompanii uratował biedronkę, a inny ktoś stanął w obronie os zabijanych przez dzieci ''Polaka grillowego''.
     I powiem wam jeszcze - jest niezwykłym i unikalnym odczucie, kiedy w jednej chwili łączy się w człowieku naraz: koncentracja na ratunku małego życia, i wzruszenie z nagle wynikłej i odczuwalnej więzi z tym małym życiem...
     Na drugi dzień po morskiej akcji ratunkowej, akurat deszczowy, przez otwarte okno wleciała nam do pokoju osa. Z dużą przyjemnością udzieliliśmy jej schronienia. Gdy deszcz przestał padać, osa odleciała. A może była to wdzięczna wizyta owada wyłowionego z morza? A któż to wie, wszak w kreacji boskiej wszystko się zdarza...
     To było piękne słowiańskie lato.
     Sława!!!
     Czcibor


   
   Ratowany owad odbiera intencje człowieka. Na chwilę powstaje wyjątkowa i poruszająca więź. Życie wspierające życie jest być może najwspanialszym doświadczeniem boskiej istoty obok miłości.



   Kąpiel w Bałtyku o zachodzie słońca... Doznanie prawie nie do opisania. 
   

2018/06/23

Lechito! Po lecie 2018 roku możesz być bardziej witalny, mocniejszy i pewniejszy swych potencjałów!

     

     
     Czas działa na korzyść podnoszących głowy Słowian, i na niekorzyść ich wrogów. Letnie przesilenie to kolejny skok w całej serii transformacji, której mieliśmy szczęście doczekać, i w którą możemy wkomponować się z zaangażowaniem równym świadomości.
     Co zaś cieszy serce, nie trzeba wielu żadnych siermiężnych środków, by wesprzeć procesy zachodzące w DNA i świadomości, a zarazem dostroić się do zmian wibracji Ziemi. Moja Siostro, i mój Bracie - oto plan na letnie przesilenie, który sprawi, że jesień powitamy wszyscy z odczuwalnym wzmocnieniem:

     - przyjmowanie krzemu. Rzecz bardzo konieczna wobec powszechnego obecnie niedoboru tego pierwiastka i jego zapotrzebowaniu przy przebudowie ciała. Suplementacja krzemem nie tylko podpiera przechodzenie struktury ciała z węglowej w krzemową, ale wzmacnia serce, stawy, kości, mięśnie i witalność. Krzem jest jak wschodzące w głębinach organizmu słońce - wpływajcie na bliskich i rodaków, niech krzemowa suplementacja ogarnie całą ziemię Lechów.
     Przez kilka lat spożywałem ziemię okrzemkową Diatomit, a od zeszłego roku piję napary ze skrzypu polnego (naszego wielkiego słowiańskiego dobrodziejstwa). Skrzyp należy gotować około 20 minut i pić 1-2 kubki dziennie, i... częstować bliskich i gości, niech się Lechici łączą w łańcuchu wsparcia i wzmocnienia.

     - bosochodzenie, bosęga, kontakt z Matką Ziemią. Niesłychanie cenne, prawdziwe, ważne zawsze - a dziś bardziej niż kiedykolwiek. Dziś bowiem planeta przeobraża się, a skoro tak, to wszystko przeobraża się wraz z nią. Chodzenie boso po gruncie, trawie, plaży, kamieniach, ziemi podeszczowej, rozkopanej - sprawi, że wyciągniemy wielkie korzyści z letniego przesilenia, pozostaniemy w łączu z Ziemią i będziemy mocniejsi jesienią.
     Szerzej o korzyściach z chodzenia boso tutaj:
https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2018/04/chodzenie-boso-jako-najbardziej.html

     - wyciszanie umysłu i regenerowanie ciała w izolacji od skupisk ludzkich. Ponieważ narasta rozdźwięk między ludźmi świadomymi, a wciąż tkwiącymi w snach matrixowych, obie te grupy przechodzą inaczej procesy. Należy liczyć się z tym, że w miejscach tłocznych takich jak centra handlowe czy rozrywkowe, i w innych, będziemy mieli kontakt z mieszankami aur i emocji o różnym charakterze i wpływie. Obecnie jest korzystne ograniczyć takie momenty i szukać maksymalnie wielu okazji do wtapiania się w Przyrodę, której działanie jest bezcenne. Praca nad sobą, w tym zdejmowanie oprogramowań, nie jest naturalnie łatwe nawet dla osób świadomych spraw, dlatego każda chwila nad jeziorem czy w lesie będzie mocno odczuwalnym ulżeniem i zasileniem fizycznym i psychicznym.

     Lechici, korzystajmy z tego, co daje lato. Plaże, łąki i lasy czekają na nas. Przyroda to najlepszy sojusznik, który nigdy nie odwraca się plecami od człowieka.
     Sława!

     Czcibor


























Krzemu, krzemu!...