2021/10/13

Szacunek dla Żołnierza Planetarnego

    Ziemia jest już prawie całkowicie oczyszczona z satanistycznych jaskiń, gdzie uprowadzone Dzieci poddawano rytuałom, których umysł większości ludzi nadal nie potrafi dopuścić. Walki jednak toczą się dalej - w naturalnych i sztucznie wykopanych tunelach i podziemiach, które pod naszym światem stanowią drugi świat. 

    Każda wojna jest straszna, ponieważ krzywdzi i żołnierzy, i ich Rody, i Narody, a tak naprawdę nawet nigdy nie była projektem człowieka. Ta wojna - wojna podziemna o uratowanie setek tysięcy naszych Dzieci - jest nareszcie projektem Ludzkości. Niestety - nie jest ani trochę mniej straszna od pozostałych.

    Niecierpliwie czekamy na wyzwolenie - to prawda. Ale w tym wyczekiwaniu można wysyłać intencje i błogosławieństwo prawdziwym żołnierzom naszej Ziemi. Oni nie czekają, wyszli w pole, mając do stracenia wszystko. Czy na pewno zdajemy sobie sprawę, jaki wzięli na siebie  ciężar? Z czym przyszło im się zmierzyć? 

    Szkolenie to czas nie tylko na przystosowanie do zdolności, siły i terenu wroga. To także niezbędny czas adaptacji dla Istoty Ludzkiej, która ze swej boskiej natury nie znosi niszczyć, kaleczyć i odbierać życia. W tym przypadku akurat z tym prawdopodobnie nie było dylematu w ogóle. Ale był inny, wcale nie łatwiejszy. Żołnierzom powiedziano, co ich czeka:

    - W środku ujrzycie najgorsze sceny waszego życia, a może i wszystkich poprzednich żyć. Ujrzycie tysiące Dzieci po torturach, jakie zadać mogły tylko bestie. Wiele ciał będzie okaleczonych, objedzonych, wyssanych z krwi, rozerwanych, porozcinanych. Nawet pośród żywych Dzieci ujrzycie paraliżujący poziom kalectwa. Wiele z nich umrze wam na rękach, zanim zdążycie wyjść z tunelu. Przez cały czas, nawet walcząc, możecie słyszeć jęki, płacz, wycie Dzieci, albo całkowitą ciszę, co jest równie straszne. Kiedy tam zejdziecie, zatoniecie w takiej głębi cierpienia, że część z was może już nigdy z niej nie wypłynąć. Możecie stracić wszystko. Dlatego każdy może w spokoju sumienia wycofać się teraz. Na tę wojnę zabieramy tylko ochotników.

    - W środku zmierzycie się wrogiem, z jakim nigdy nie walczyliście - a możliwe, że nikt nigdy dotąd nie walczył. Staniecie na wprost najgorszych drapieżców przeciw Dzieciom: porywaczy, gwałcicieli, kanibali, satanistów. Mogą na was czekać Obcy i istoty demoniczne, dziesięć razy silniejsze od was, i mające zdolność czarnej magii, mogące wejść wam do głowy i wyświetlić wasze najgorsze koszmary. Możecie stracić wszystko. Dlatego każdy może w spokoju sumienia wycofać się teraz. Na tę wojnę zabieramy tylko ochotników. 

    Kiedy zaś Żołnierze Planetarni byli gotowi do walki, dowódcy powiedzieli:

    - Musicie wiedzieć, że dla wielu Dzieci, które tam znajdziecie, może to być ostatnia chwila życia i ostatnia szansa, aby poczuć objęcia ojcowskie. Ostatnia, aby po niewoli w ciemności pośród diabłów zaznali czegoś boskiego. Nieście zatem je wszystkie jak ich ojcowie. 


    Operacja oczyszczania tuneli zakończy się w tym, lub w przyszłym roku. Biorą w niej udział żołnierze z wielu krajów świata, którym przyszło nie raz walczyć przeciw sobie. Teraz walczą ramię w ramię, a pośród nich walczą także Polacy. Niezależnie, jak bardzo doskonałe było ich szkolenie, i ile czasu mieli na adaptację, wiemy, biorąc pod uwagę wszystko - że było jej i tak za mało. Czekając na wolność naszą i naszych Dzieci, wyślijmy tym prawdziwym heroicznym Wojownikom, i tym, po których oni poszli, najlepsze intencje i błogosławieństwo.

    Żołnierzom, Którzy Zeszli Do Tuneli.

    Czcibor i Dobromiła

    Ilustracja ze strony https://weeklymindsketch.blogspot.com/

2021/10/11

Projekt nauczania Dzieci na zasadach słowiańskich

     W ciągu kilku-kilkunastu lat nauczanie w przestrzeni polskiej przejdzie całkowite przeobrażenie, a nowy jego charakter sprawi, że szkoły w Wolnym Lechistanie będą mieć zupełnie inny program - nie-program - dla uczniów. Może być on zbieżny z naszą wizją, opartą o obyczaje i świętości Przodków:


     -  4-5 godzin nauki dziennie. Pierwsze zajęcia nie mogą zaczynać się w trybie rygoru: zbyt wczesną porą (sen to podpora energii i zdrowia), a ostatnie kończyć zbyt późno. Wypychanie Dzieci do szkół z łóżek to akt restrykcji i patologii. Pierwszym prawem wszelkich decyzji Narodu i jego urzędów (dopóki takowe będą istnieć) staje się  nieodwracalnie ochrona dzieci i Rodzin. Każdy projekt zatem opiera się o taki wyjściowy priorytet jako o świętość ojczystą. Uczniowie nie są już przeciążani w czasie nauką, a teoretyczne zajęcia mają szybsze przerwy na poprawę krążenia poprzez ruch, bosegę oraz ćwiczenia oddechowe.

     - więcej zajęć sportowych, w tym gimnastyka słowiańska, ćwiczenia energetyczne, oddechowe i medytacyjne.

     - interakcja z Przyrodą, w tym nauka pobierania energii, uzdrawiania i zasilania funkcji organizmu energią drzew, wpajanie miłości i obowiązku/przywileju ochrony/współistnienia ze zwierzętami i roślinami.

     - nauczanie dzieci tylko przedmiotów zaakceptowanych przez nie same i ich Rodziców, jako współgrających z ich intuicją, potrzebą chwili i ujawnionymi zdolnościami. Dotyczy to także języków obcych, na których ciąży wmanipulowana presja "nowoczesności, światowości i dobrej pracy". Lach ma naturalną powinność opanowania tylko języka rodzimego, a znajomość lub nieznajomość obcych języków nie ma żadnego wpływu na status społeczny i finansowy. Jest to jedynie kwestia indywidualnych skłonności i pragnień.

     - nauczanie dzieci przedmiotów całkowicie oczyszczonych z manipulacji i kłamstw oraz uzupełnienie ich o pełne wartości (na przykład fizyka kwantowa/mechanika kwantowa i pola torsyjne, kreacja, wizualizacja, materializacja).

     - nauczanie od energiach, świętej geometrii, metodach samoochrony.

     - nauczanie telegonii jako wedyjskich zasad zachowania czystości i siły rasowej i zapewnienia potomstwu pełni potencjału biologicznego i duchowego. Jednocześnie wpajany jest szacunek - i pielęgnowana wrodzona życzliwość - do wszelkich innych ras, narodów, gatunków jako współmieszkańców wspólnego Domu, Ziemi, stanowiących cudowną, różnorodną, boską kompozycję fizycznej i energetycznej Pełni.

     - nauczanie rodzimej mitologii, i sukcesywnie odkrywanej, prawdziwej historii Narodu Lechickiego i Wolnej Słowiańszczyzny, obejmującej starożytność i resety, i sukcesywnie ujawniane artefakty. Ponadto obce mitologie są już wycofane z programu nauczania i używane tylko po części jako przykład porównawczy wobec rodzimej mitologii (na przykład jasność i harmonia mitologii i świata Słowian przeciw mroczności i prawom obcej cywilizacji widocznych w mitologii i świecie starożytnych Egipcjan). Samo przyswajanie mitologii ma charakter filtrowania w celu wydobycia informacji w niej zakodowanej.

     - nauczanie o ewolucji Ludzkości i rasach pozaziemskich, oraz wszelkich siłach Światła i Ciemności mających udział w tej ewolucji.

     - całkowity brak religii i modelowania zachowań seksualnych i konstrukcyjnych w tworzeniu związku, małżeństwa, Rodziny. Za wpojenie swym Dzieciom zasad budowania więzi, intymnych relacji i konstruowania odpowiedzialnej Rodziny i wychowywania w miłości potomstwa, odpowiedzialni są Rodzice - a nie system i jego szkoły, psychologowie, pedagodzy, seksuolodzy i inni tak zwani fachowcy, co w gruncie rzeczy stanowiło rozkręcającą się machinę, odbierającą ludziom Prawo Wolnej Woli, odpowiedzialność za swe czyny, odwagę samorealizacji i weryfikacji rzeczywistych praw Życia.

     - brak ocen, nagród i świadectw jako czynników dzielących klasę i sprzecznych z wartościami Słowian (jedność, życzliwość, współpraca). Radością generowaną przez program szkolny jest już tylko radość z samego rozwijania wyobraźni, wiedzy i zdolności oraz wspólnego w tym uczestniczenia z innymi uczniami i nauczycielami.

     - brak zadań domowych i przynoszenia do szkoły przedmiotów związanych z nauką - w ochronie poziomu zdrowia i energii, sprężystości kręgosłupa oraz czasu rodzinnego Dzieci.

       - samodzielne projekty i kreowanie. Uczniowie ćwiczą zmysł tworzenia nawet przy zadaniu zaprojektowania domu czy ogrodu (i wszelkich innych), bez podsuwania/sugerowania rozwiązań i tak zwanych autorytetów. Ingerencja nauczyciela jest zminimalizowana do niezbędnej rady i sugestii. W ten sposób program zamiast gasić radość i odwagę indywidualnego tworzenia - podsyca je w każdym lechickim Dziecku.

     Tak zreformowana szkoła w naszej Ojczyźnie jest nie tylko możliwa, ale stanowi naturalne następstwo wyzwolenia. W Wolnym Kraju wszystkich uszczęśliwia radość Dzieci: radość z poczucia życia, poczucia rozwoju, poczucia bezpieczeństwa, poczucia troski i życzliwości z wszech stron. 
     Wychowanie do życia w rodzinie i projekty grożące seksualizacją zostaną wycofane. Ci, którzy piszą o "ciemnogrodzie", nie pojmują właściwie tego słowa, gdyż ciemnogród sprowadził na ziemie Słowian właśnie skryty okupant, wytrącając nam z rąk nasze naturalne prawa i przywileje. Jedno z nich dotyczy prawa Rodu do kształtowania swych Dzieci według własnych ustalonych wartości i czystości duchowej - co jest obecnie zanieczyszczone seksualizacją.
     
     Jednak to nie wszystko w kwestii reform szkolnictwa: wolna ewolucja Słowian poprowadzi sferę nauczania do stadium finałowego, które będzie oznaczać całkowitą wolność dusz zrodzonych w naszej Ojczyźnie i skupionych na nieograniczonym radosnym rozwoju i nabywaniu pełnej Mocy, w tym zdolności ponadzmysłowych. Edukacja będzie utrzymana w harmonijnym balansie między przyswajaniem technologii, a rozwijaniem zdolności manualnych i rękodzieła - to ostatnie bowiem rezonuje z fenomenalną doskonałością ciała Istoty Boskiej (człowieka).
     Finałowe stadium w Lechistanie oznacza całkowitą kasacją żłobków, przedszkoli i szkół, jako wygenerowanych systemowo instytucji. Funkcjonowały one wobec patologii przeciążenia Rodziców godzinami pracy i ograniczały ich wpływ na rozwój potomstwa i napełnianie go poczuciem miłości i ochrony. Rozwinięte zdolności intuicji i poziom wibracji i Mocy sprawi, że każde Dziecko zostanie skierowane odgórnie do przypisanego sobie nauczyciela - albo będzie nabywać Wedy we własnym domu. Mogą też funkcjonować specjalistyczne uczelnie na wedyjskich zasadach dla młodzieży szukającej umiejętności (i samospełnienia) odmiennych od przekazanych przez Ród czy osobistego nauczyciela.
     Należy podkreślić, że nowe prawa nauczania oznaczają całkowite uwolnienie Dzieci i ich Rodziców od presji finansowej, co do tej pory stanowiło patologiczne piętno przy wybieraniu szkoły lub specjalizacji (często nierezonującej z duszą ucznia). Nikt więcej nie powie swemu Dziecku, że jego wybór jest niedobry, bo nie przyniesie profitu. Stanie się to dzięki wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu podstawowego i gwarancji zdrowego domu i zdrowego wyżywienia dla wszystkich. Każdy Ród będzie zasobny w środki finansowe, niezależnie od tego, jakie umiejętności i wiedzę posiądą jego członkowie, ani od tego, czy, ile czasu i w jakim zawodzie będą pracować.
     Uczeń nowych czasów nie jest programowany w dosłownym sensie - a taki tryb zapewnia porządek masońsko-babiloński. Uczeń wolny od systemu rozwija się zgodnie ze swą intuicją i pragnieniem, przy czym nikt nigdy nie oceni ani tego efektów, ani samych wyborów. Nauczanie programowe ewolucyjnie przejdzie w nauczanie intuicyjne. Dzieci wolne od zamykania w żłobkach, przedszkolach i szkołach, zyskają na czasie do samodzielnej obserwacji Przyrody i przyswajania praw Życia, jednocześnie poszerzając swoje zdolności kreacji. Co zaś istotne: pewne umiejętności Laszęta będą rozwijać całkowicie samodzielnie, czytając z serca, pamięci DNA i Przestrzeni - na przykład komunikację z drzewami, minerałami czy zwierzętami. Takie Dzieci będą błogosławieństwem i radością nie tylko Rodziców, ale nas wszystkich, całego wolnego, mocnego Narodu. Czego wszystkim życzymy.

     PRAWA WOLNYCH LACHÓW DOTYCZĄCE EDUKACJI: 
     
     1. Szkoła/nauczyciel domowy uczą dziecko tylko tego, czego ono samo pragnie i na co zgodę wyrażają jego Rodzice.
     2. Uczeń nie ma obowiązku przyswajania i zapamiętywania żadnego z przekazów szkolnych. 
     3. Wszystkie przekazy szkolne są jedynie dobrowolnym wsparciem i uzupełnieniem nauk dawanych Dzieciom w domu przez ich Rodziny. 
    4. Poziom wykształcenia i specjalizacje nie warunkują w żaden sposób finansowego i społecznego statusu, ponieważ życie w bogactwie i wolności gwarantuje prawo naturalne Wolnych Istot Narodu Lechickiego.

    5. Dziecko w dowolnym momencie może zgłosić potrzebę opuszczenia szkoły, aby znaleźć się pod opieką Rodziców. Należy pamiętać, że jego upodobanie do szkoły i nauki na jej zasadach może kompletnie rezonować tylko jednoczesnym brakiem rygoru (sztywno ustalonej separacji z Rodziną) i niezachwianym poczuciem pieczy ze strony Dzieci.  

     Ważna uwaga: jako ludziom przymocowanym do skojarzeń z nauczaniem systemowym (opresyjnym) może się nam zdawać, że jeśli szkoła będzie mieć tryb nauczania łagodnego, dobrowolnego i pozbawionego oceny - to uczniowie zmienią się w obiboków niezainteresowanych światem. Otóż tak nie jest: Dzieci mają naturalną skłonność sprawdzania swoich możliwości, poprawiania umiejętności, ciekawość i chłonność wiedzy, oraz pasję badania świata. Wystarczy tylko nie gasić ich zapału i wiary w siebie presją i oceną.

    Jeśli nasz projekt w jakiś sposób zasili inne i wkomponuje się w nowe nauczanie Dzieci w Polsce, będzie to tylko zaszczytem i radością. Darz Bór Rodom Lechickim i Rodzinom całej uwalnianej planety - 

    Czcibor i Dobromiła 

    PROJEKT NAUCZANIA DZIECI NA ZASADACH SŁOWIAŃSKICH spisaliśmy w roku 2020, zawierając go w artykule Upadek szkolnictwa babilońsko-masońskiego, a reformy nauczania według wartości i praw słowiańskich https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2020/09/upadek-szkolnictwa-babilonsko.html

 

Rodzice uczą podstaw i praw Życia: empatii, życzliwości, opiekuńczości, współdziałania, szacunku, otwartości i odwagi prób. Szkoła jest uzupełnieniem - wspierającym rozwój talentów Dzieci i ich potencjału pracy wspólnej. 

Małe grupy, empatyczni i odpowiedzialni nauczyciele, łącze z Przyrodą i minimalne ingerencje w radosne, intuicyjne projekty Dzieci - to bliska przyszłość edukacji słowiańskiej: 

 

2021/10/10

Co dobrego dał nam Covid-19?


     Co dał złego - to już wiemy nieomal wszyscy. Nawet wierzący w pandemię i posłuszni magistratom ludzie widzą krzywdy i straty zaznane przez innych. Jeśli chodzi o nas, czyli wszystkich podważających hologram Covid-19 i nie mających złudzeń co do intencji rządu i klik światowych, to można tu zrobić podział na trzy grupy: tych, którzy widzą tylko rosnące straty i rezygnację, i patrzą na finał z pesymizmem,  tych, którzy nie widzą korzyści z powodu fałszywej pandemii i restrykcji, ale jednak liczą na ostateczny upadek bandytów i wyzwolenie, i wreszcie tych, którzy nie tylko są pewni wyzwolenia, ale też widzą wiele korzyści wynikających nie tylko z szerzonego kłamstwa, ale nawet z szykan i ucisku. To ostatnie to po prostu inna perspektywa spojrzenia na Kłamstwo-Covid-19 - jak na transformację, a może po prostu jak na rozrusznik transformacji naszego świata.

    Czy rzeczywiście, widząc powszechne upodlenie poprzez ograniczenie naszych praw, i omamienie Narodu, można mówić o zyskach? Można, co więcej widać je wokoło i każdego dnia ich pula rośnie. Co zatem dobrego dał nam ten fantastycznie zaprojektowany Covid-19?

    - wprowadził w umysły kobiet i ich mężów alternatywę porodu domowego. Dotąd taki poród uchodził u nas, przynajmniej od czasów ostatniej wojny, za fanaberię, dziwactwo i ryzyko. Wszak medycyna rozkłada parasol ochronny... Intencje, które kierują Rodzicami, przenoszącymi rytuał porodu ze szpitala do domu, są różne - może to być obawa przed obłędem restrykcji systemowej medycyny (na przykład oddzielanie od męża, separowanie noworodka) czy, jeszcze bardziej świadome: aby uchronić Dziecko przed traumami energii szpitala, ingerencji obcych rąk i mechaniki ich działania, i wreszcie - przed uszkodzeniami szczepionkowymi. Intencje nie są tak ważne, jak sam efekt zasilony pandemią: poród domowy wrócił do świadomości ludzi budujących Rodziny i Rody, co rok rośnie w liczby i tak już zostanie: tylko wzrost aż do całkowitego wycofania świętego rytuału porodu ze szpitali. 

    - obnażył do reszty intencje polityków, lekarzy i księży. Odsłonili się oni w większości jako bezduszne podpory okupantów, kiedy zaczęli popierać proceder szczepień przeciw Covid-19. Biorąc jednak pod uwagę sprawowane przez nich funkcje, wpływ na społeczeństwo, i ludobójczy charakter preparatu udającego szczepionki, już samo asekuracyjne milczenie w tej sprawie jest haniebne. Żaden Lechita oddany prawom Narodu, i samemu Narodowi, i własnemu prawemu sercu - tym bardziej mając szansę wpływu na decyzję jakiejś liczby Rodaków - nie zmilczałby w takiej i podobnych sprawach. I dlatego - gdy wspomniane figury Matrixa milczały, albo namawiały do posłusznej autodestrukcji, patrioci i uczciwi ludzie przemówili. W tym nieliczni lekarze, księża, radni, urzędnicy - i będą mieli tę białą kartę zapisaną w naszej pamięci tak samo, jak wrogowie życia i wolności czarną. 

    - wprowadził w ruch proces kompromitacji, bezużyteczności, szkodliwości i ostatecznie nieodwracalnego rozpadu instytucji kościelnych, medycznych i politycznych, z przyczyn podanych wyżej. Naród Lechicki ewoluuje tym samym w utraconą formę funkcjonowania, opartą na zdrowym wiecu lokalnym i krajowym. Dynamiczne uwalnianie się Lechitów z okultystycznej religii katolickiej jest zbieżne z tym, że tak zwany koronawirus zrzuca maski z twarzy ludzi udających Słowian i sojuszników słowiańskich Rodzin i Dzieci. To nie przypadek, bo w taśmociągu konsekwencji pandemii przypadków nie ma w ogóle.

     - wprowadził w umysły Polaków pierwsze dla większości z nich zalążki weryfikacji nie tylko szczepionek na Covid-19 - ale szczepionek w ogóle. Oznacza to koniec bezkrytycznego przyjmowania tak leków i kuracji, jak zaleceń urzędowych i nakazów politycznych. Jest to jedna z najmocniejszych konsekwencji rozciągniętej operacji pandemicznej, ponieważ końcową stacją rozkręconych wpadek, ujawnień i weryfikacji będzie wycofanie Dzieci przez polskich Rodziców z wszelkich procedur szczepionkowych. To koniec szczepień w ogóle - a początek sprowadzania do Lechistanu i na całą planetę Dzieci z pełnym potencjałem genetycznym, biologicznym, duchowym i energetycznym. 

     - uruchomił proces rozdzielania się Lechitów z Chazarami odkrytymi i zakrytymi (farbowanymi na Lechitów). Posłuszeństwo większości Narodu przyjmującego maseczki oraz inne upokorzenia zasiliło zuchwalstwo Chazarów tak samo, jak instrukcje od tych, którym służą. Jednocześnie mnóstwo Lachów z dziada pradziada zrzuciło z siebie naloty religijne, prozachodnie, systemowe i zaczęło sięgać do Wed i do serca, odzyskując krok po kroku poczucie wartości i tożsamości rodzimych. Ich liczba tylko rośnie i rosnąć będzie aż do osiągnięcia energetycznego i faktycznego dominium na ziemi ojczystej. Chazarowie nie zostaną zneutralizowani w walkach ulicznych, ale pod nieznośną presją rosnącej wolnej woli, świadomości, Mocy i kreatywności Lechitów, pod presją zewnętrznych narodów, koalicji militarnej, i wreszcie pod rosnącą w przyspieszeniu presją wibracji i energii procesowych. 

    - skompromitował media i celebrytów. Dzięki pandemii Naród ujrzał dziennikarzy i celebrytów (artystów telewizyjnych) tymi, którymi są: cynicznymi najemnikami systemu, przekazującymi fałsz, obłudę, głupotę, deprawację, seksualizację, wulgaryzację i wzór poddaństwa. Ujrzeliśmy pełne spektrum antynarodowej roli mediów, co - oczywiście że nie przypadkiem - zbiega się z coraz powszechniej przez nas zauważanym obniżeniem poziomu moralnego, w tym godności, samoochrony i szacunku do samych siebie ze strony Dzieci i młodzieży. To jednocześnie definitywny proces gnilny telewizji i kina znanych z dotychczasowej formy. Zastępujące te satanistyczne narzędzia wolne media będą czyste, zdrowe, w stu procentach pozbawione jakiegokolwiek szkodliwego przekazu.

     - obnażył szkolny system babilońsko-masoński jako mechaniczną, bezduszną wychowalnię jednostek jednoliconych w mentalnych - zatem i faktycznych niewolników. Obnażył szkoły i akademie jako miejsca generujące upokorzenia, traumy, blokowanie intuicyjnego rozwoju mądrości i odwagi wolnej kreatywności. A także - kompletne odcięcie nauczycieli od duchowości, troskliwości i odpowiedzialności ich odpowiedników sprzed setek lat na ziemiach Słowian. Tym samym Covid rozkręcił w Przestrzeni pierwsze stadium projektowe nowego rodzaju nauczania, zgodnego z Wedami i wolną wolą Istot Boskich.

     - pozwolił ujrzeć policję tym, czym jest: strażą zamkową. Policja jest tylko przetransformowana w nowe szaty, jednak z założenia to straż zamkowa, która ma na celu chronić lokalne i centralne ośrodki władzy, utrzymując ludność w ustalonych granicach zachowań i przywilejów. Aby przygotować tę formację na przyjmowanie rozkazów pacyfikacji, ostatnimi laty przyspieszono wymianę szeregów: weszło w nie więcej hybryd, bandytów i farbowanych na Lacha lisów. Dlatego przybyło wzmianek o upokarzaniu, gnębieniu czy zabijaniu aresztantów. Jednak i policji nie ominie wielka zmiana i oczyszczanie. Większość funkcjonariuszy czuje rosnący dyskomfort i nie przyjmie przygotowanych rozkazów radykalnych. Przyszłe reformy lechickie całkowicie przeobrażą policję, która nie będzie się kojarzyć ze strażą zamkową, tylko z Jedi, ze względu na cały pakiet (stopniowo, rok, po roku) cech, których nabiorą funkcjonariusze: odejście od mundurów systemowych, mających negatywne działania mentalne, szkolenie fizyczne i duchowe, empatia, intuicja, i priorytetowa świadomość tego, że jako formacja służą ochronie Narodu i mogą dowolnie ignorować polecenia sprzeczne z ich postrzeganiem sprawiedliwości i z dobrem Rodaków. 

    - wykreował podziały między ludźmi, wcześniej nie do pomyślenia. U ludzi oddanych wolności wzmocnił odwagę, determinację, wolną wolę i zasilił w nich ich znakomite cechy: oddanie ziemi, Rodzinie, Przyrodzie, samoochronie. U ludzi biernych i posłusznych wzmocnił podatność na zniewolenie, a co za tym idzie bojaźń, rezygnację z praw i potrzeby samoochrony, tym samym wystawiając Dzieci i Rodziny na ciosy systemu. Tym rozdzieleniem Covid-19 zmienił rozstawienie figur na szachownicy także w relacjach międzyludzkich, nawet utworzonych z przyjaźni lub miłości. Nawet przyjaźnie i znajomości trwające dziesięciolecia z nagła wygasły, kiedy postrzeganie rzeczywistości i podjęte decyzje wykopały głębokie rowy między dotąd rozumiejącymi się ludźmi. Równie nagle objawiły się nowe przyjaźnie, gromady, hufce, a nawet związki dusz rezonujących tak samo, czujących to samo, zmierzających do tego samego celu: wolnego życia w dobrostanie. 

    - uruchomił nowy poziom ludzkiej kreatywności i projektowania. Z chwilą, gdy pojęliśmy, że nie można liczyć na dobroć, uczciwość, wsparcie, honor i rozum władz i wszelkich instytucji (w tym edukacyjnych i kościelnych) - a mówiąc wprost: zrozumieliśmy, że możemy oczekiwać tylko kłamstw, rabunku i ciosów - zabraliśmy się (coraz więcej i więcej ludzi, grup, stowarzyszeń) do wyszukiwania wszelkich środków obrony i do projektów nowej, zdrowej, wolnej Ojczyzny, w której nienaruszalna będzie wolność człowieka i Narodu, w której dostępna będzie darmowa energia i wysokie zapomogi, prawo będzie nie babilońskie i morskie, lecz słowiańskie i boskie, w której każdy uczyni gest dla dobra każdego, powszechny dobrostan będzie postrzegany jako warunek spełnienia każdego z nas, gdzie ochrona i radość Dzieci będą traktowane jako priorytet - przez każdego.

     -... sumując wszystko: wcisnął czerwony guzik do przemiany Ziemi w nową planetę. 

    Niewątpliwie wielu z nas dostrzega i inne zaskakujące korzyści z powodu Covid-19. Ale teraz musimy podkreślić ważną rzecz: ta publikacja nie powstała po to, aby zdenerwować kogokolwiek "obroną" stanu fałszywej pandemii, a ni tym bardziej "obroną" lucyferian, którzy na grozie i cierpieniu czynią swoją ostatnią wieczerzę. Nie - mamy wszyscy niezachwianą pewność, że tak nasz, jak inne narody, poniosły straty, że w wielu domach jest rozpacz, że szczepienia krzywdzą wiele Dzieci i ich Rodziców, że arogancja obcego rządu zaciska lechickie pięści. Nigdy nie ani tego statusu, ani innych związanych z inwazją, okupacją i depopulacją nie nazwiemy dobrodziejstwem. Nigdy nie przyjmiemy i nie uznamy żadnych "ewolucyjnie" uzasadnionych metod niszczenia i zabijania ludzi.

    Jednak wymienione korzyści są świadectwem czegoś, co stoi ponad planami wrogów Wolnej Ludzkości: procesu uzdrawiania świata i wznoszenia przynależnych mu istot na wyższy poziom. Wymienione skutki są dla satanistów ubocznymi - dla nas dowodem, że siły boskiej, a zatem i siły duszy ludzkiej nic nie przemoże, jeśli tylko dokona wyboru swoją wolą i sercem. 

    Nieustannie będziemy wspierać wszystkich na tyle, na ile będzie to możliwe. Niech słowiańskie Rody się odbudowują i w zdrowiu i świadomości kreują swój dobrostan.

    Czcibor i Dobromiła

2021/10/09

Archiwum Wystąpień Przeciw Narodowi i Ludzkości. Lechici i Jedi


    Program Telemost - Siła Wolnych Medium Razem na kanale YT Ziggy'ego z Teksasu z 7 października pokazał kolejne stadia projektów narodowych, w które generalnie wszyscy - patrioci świadomi i odrzucający niewolę i destrukcję - jesteśmy zaangażowani. Janusz Zagórski przedstawił swoje wizje dotyczące przetransformowania władzy i administracji systemowych w odpowiedniki ludowe - to jest władzę Narodu nad Narodem, że tak to ujmiemy. Odniósł się przy okazji do rycerzy Jedi i sposobów sprawowania pieczy przez nich - dyskretnie, poza jupiterami - nad legalnym i formalnym narodowym zarządem spraw krajowych. Jest to bardzo trafne porównanie, sami wielokrotnie porównywaliśmy pewne funkcje i zdolności u naszych Przodków: wołchwów i wiedźm - do Jedi. Jakkolwiek samo pojęcie Jedi znamy z kina, to warto być gotowym na ujawnienie, że dokładne odpowiedniki takich sił, mocnych i dobrodusznych, istnieją we wszechświecie i działają w identycznych intencjach. Takie Jedi stworzymy na Ziemi Lechów (każdy kraj planety je stworzy), co wywoła kompletnie inny stan życia, na wyższym, dotąd brany za fantastyczny poziomie. 

    Samo Archiwum, zwane przez niektórych projektodawców Archiwum Zbrodni (Przeciw Narodowi, Ludzkości) nie jest pomysłem nowym - wielu z nas wzywało do gromadzenia dokumentowania aktów represji systemu na forach lechickich, narodowych, duchowych, niezależnie od tego zajmują się tym liczne pojedyncze osoby oraz grupy - ale dzięki koncepcji i energii twórczej Janusza Zagórskiego może to zostać sfinalizowane jako jedno sprężone centrum zgromadzonej dokumentacji. Z gromadzeniem dokumentacji nie będzie problemu, ponieważ nadaje się do tego wszystko, co łamie wolność, godność i działa na szkodę dobrostanu, zdrowia i życia: screeny, dokumenty, kopie, zdjęcia, nagrania - choćby zaznanego poniżenia przez policję, szpital, urząd. Może to być mandat za brak maseczki albo poświadczenie o wyrzuceniu z pociągu z takiego jak wyżej powodu, ale także namowy urzędników, polityków, włodarzy miast (na profilach internetowych) do szczepień typu covidowego, gardasilem i innych, presja i groźby położników dla zaszczepienia noworodków, odrzucenie przez lekarza i tak dalej. 

     Nie nazwalibyśmy tego Archiwum Zbrodni Przeciw Narodowi i Ludzkości, ponieważ zawartość to bardzo szerokie spektrum o rozłożonej skali szkodliwości. Może Archiwum Wystąpień Przeciw Narodowi i Ludzkości brzmiałoby bardziej adekwatnie, a poszczególne działy miałyby już ściśle określony charakter. W każdym razie jest duża szansa, że powiadomienie urzędnika, lekarza, funkcjonariusza i tak dalej - że jego postawa restrykcyjna wobec nas może być zarejestrowana w Archiwum (Wystąpień...) - wygasi niejedną sytuację konfliktową i zapobiegnie dalszym szykanom czy wręcz karom instytucjonalnym.

    Z naszej strony chcemy podkreślić, że Archiwum Wystąpień Przeciw Narodowi i Ludzkości nie musi być w ogóle spożytkowane na linii zemsty (jak zresztą zaznaczył Janusz Zagórski) - ale choćby w celu archiwizacji (Wedy) dla potomnych oraz słusznych domagań odszkodowań za straty osobiste i rodowe (straty osobiste są zawsze stratami Rodu). Albowiem tak samo przeobrażenie niewolniczego systemu w wolny Kraj wiecowy może mieć charakter gwałtowny lub względnie łagodny, tak same rozliczenia trudno do końca przewidzieć jako oczywiste w swoim charakterze. Gdzieś przebiega granica między ustaleniem winy między urzędem (który można pozwać o odszkodowanie), a obarczeniem winą konkretnego urzędnika (policjanta, lekarza, kolejarza, sprzedawcę). Gdzieś między tymi potencjalnymi sprawcami krzywdy i straty biegną granice między zaprogramowanymi i podczepionymi Rodakami, a hybrydami, i wreszcie chazarskimi obywatelami Lechistanu. Czas i przestrzeń będą to rozstrzygać, a my poza słusznością roszczeń pamiętajmy o czujności i opanowaniu. Priorytetem jest harmonizowanie przestrzeni Ojczyzny (i świata), a nie stymulowanie chaosu energii agresywnych i wojennych.

    Nasze koncepcje dotyczące Archiwum zawarliśmy dwukrotnie w komentarzu pod materiałem filmowym Ziggy'ego, i YouTube za każdym razem je usunął w kilka sekund. Z kolei nasz komentarz o treści złożonej po prostu z pozdrowień pozostał nienaruszony. To samo zaobserwowaliśmy tydzień wcześniej na kanale Zygfryda Ciupki. Wniosek nasuwa się sam: na profilach skupionych na projektach wyzwoleńczych i transformacyjnych czuwają opłaceni ludzie, którzy błyskawicznie reagują. Wymazują treści konstruktywne, ignorując przekazy serdeczności. W związku z tym ten artykuł prześlemy tak Ziggy'emu, jak Januszowi Zagórskiemu, aby nasze propozycje - i kogokolwiek z zaangażowanych patriotów - mogły być wzięte przez nich pod uwagę. Także zachęcamy, by wszelkie wizje, propozycje, poprawki, koncepty zamieścić w komentarzu, ale nie na forum FB, lecz na blogu Lechickie Odrodzenie, co daje większą gwarancję ochrony przekazu - albo mailując bezpośrednio do wyżej wymienionych osób. Każda wizja powiększa spektrum naszego wspólnego konstruowania Wolnego Kraju.

    I po raz kolejny, kolejny to napiszemy: wolność jest już blisko. 

    Darz Bór!

    Czcibor i Dobromiła

 

    O wiecowym charakterze władzy narodowej Lechitów pisaliśmy w artykule Słowiański wiec jako jedyna gwarancja wolnego i szczęśliwego Narodu https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2018/04/sowianski-wiec-jako-jedyna-gwarancja.html

 

Telemost. Archiwum Narodowe. E-Parlament. Rada Jedi. Czyli słowiańskie projektowanie i kreowanie.

Inicjatywa powstania takich audycji, to wspólne wysiłki NTV Janusza Zagórskiego, kanału Andy Choinski, kanału PranaManaCHi Agnieszki Stalkoper i kanału Ziggy Texas.

2021/10/07

Dobromiła: moje konfrontacje z siłami ciemności

 


    Kilka słów wstępu...

    Dobromiła spisała swoją historię nie tylko dlatego, aby przekazać,ile znaczy dla odparcia demonicznych bytów siła wolnej woli Istoty Boskiej, i ile znaczy siła dwóch połączonych dusz, i wreszcie - ile znaczy siła Rodziny. Mamy nadzieję, że pokrzepi to tych Rodaków, którym mogło się zdawać, że są samotni w takich doświadczeniach. Ponieważ przekaz mojej Żony jest pełny i oddaje wszystko w kwestii starcia między człowiekiem, a diabłem, dopiszę tylko od siebie kilka zdań. Warto wiedzieć, że wszelkie środki ochrony, takie jak zioła, amulety, sól, czerwona nić, symbole w rodzaju rodzińca, afirmacje, wolna wola i tak dalej - dają pożytek nie tylko w odpieraniu rzeczywistych demonów, ale też uroków, złorzeczeń i negatywnych energii emitowanych ku nam przez ludzi

    Oczywiście nie jest korzystne skupiać myśli na takich zagrożeniach, by ich nie kreować sobie w życiu - lepiej afirmować pieczę nad Rodziną i dobrostan niż walkę ze złem. To jest: lepiej afirmować treść pozytywną, niż stan zagrożenia. Użyte słowa i wizualizacje są kluczowe: zasilają to, co wyrażają dosłownie obrazem i częstotliwością. 

    Być może nadal część naszych Rodaków nie ma pełnej świadomości tego, że widoczne, plastyczne niczym w kinowych horrorach, manifestacje i ataki demonów czy samego Szatana to jedynie mały ułamek ich działań przeciw ludziom. Większość to skryte, zwyczajnie niewykrywalne, tak przebiegłe jak cierpliwe osaczanie upatrzonych ofiar podsyłanymi pokusami i myślokształtami. I wiele złości, zemsty, kłótni, upokorzeń, chorób, depresji, rozstań czy sięgań po autodestrukcyjne środki i nawyki, to nie efekty ułomności ludzkiej natury, tylko właśnie praca ciemnych sił. Bo ich cele zasadniczo są dwa: rozbijanie Rodzin i przejmowanie dusz. Tym samym cele te wymierzone są przeciw Stwórcy. I o to tu chodzi...

    Jako ojciec odkryłem cudowną cnotę, którą mógł mnie obdarować tylko sam Stwórca. Choć mam respekt przed siłami zła, choć nigdy nie poszedłbym w nocy na cmentarz, a idąc w ciemności mam oczy dookoła głowy - to mając za plecami Dzieci i Żonę, a przed sobą zagrożenie - natychmiast zmieniam się w Lwa. Kategoria przeciwnika nie ma znaczenia.

    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mają tak wszyscy ojcowie tego świata. I czyż nie jest to kolejny dobry powód, aby wyściskać Stwórcę? Jeśli tylko da nam kiedykolwiek taką okazję...  :)

    Zapraszam do historii mojej Wiedźmy.

    Czcibor 

 

     MOJE KONFRONTACJE Z SIŁAMI CIEMNOŚCI

    Masz w sobie światło i jesteś ostatnim ogniwem w swoim Rodzie, które może przerwać jego karmę. Powinnaś się chronić. Pamiętaj, jeśli widzisz ciemność, to miej świadomość, że ona widzi ciebie.
    To słowa, które zawsze będę miała w sercu. Wypowiedziała je kobieta bardzo mi bliska duchowo. Kobieta, która pomogła mi wejść w świat duchowości i uświadomiła mi, jaką mam Moc. To ona przekazała mi pierwsze techniki samoochrony, i to ona podkreśliła mi ich znacznie, i wagę regularnego, codziennego ich praktykowania.
    Zacznę jednak od początku. Często tak jest, że z jakichś powodów Dzieci z otwartym trzecim okiem rodzą się w Rodzinach zupełnie na to niegotowych, lub co gorsza takich, które usilnie starają się zgasić światło duszy takiego Dziecka. Tak niestety było ze mną. Przyszłam na świat wśród krewnych, którzy od samego początku traktowali mnie z nienawiścią i brakiem akceptacji. Byłam jedyną dziewczynką w Rodzinie, od strony mojego ojca. Moja ciotka i babcia (matka mojego ojca) nie mogły znieść tego, że moja mama, osoba bardzo sensytywna, urodziła córkę. Jak tylko sięgam pamięcią, moja mama była zawsze moją tarczą. Zawsze stała przy moim boku, zawsze mnie wspierała i nigdy nie bagatelizowała tego, co było mi dane zobaczyć. A pierwsze kontakty z istotami niecielesnymi miałam już jako dziecko. Pamiętam ten pierwszy raz i moja mama też go wspomina.
 
 
    Tej nocy obudziłam się z krzykiem, miałam może z cztery, pięć lat. Za uchylonymi drzwiami w moim pokoju stała czarna, wysoka postać w kapeluszu. Nie miała twarzy - a jednak wyraźnie czułam, że patrzy na mnie, ukrywając się w mroku. Ta sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, wszystkie te noce już do rana mama spędziła w moim łóżku. Bałam się, a to coś ewidentnie karmiło się moim strachem. Po jakimś czasie sytuacje, w których byłam nękana przez mroczne byty przeniosły się w moje sny. Jako kilkuletnie dziecko miałam wciąż powtarzający się sen. Przed moimi oczami stawała przerażająca kobieta o demonicznej twarzy i zza pleców wyciągała jakiś kwadratowy materiał, na którym były dziwne znaki. Dziś wiem, że były to runy. Wtedy nie miałam o tym pojęcia. Patrzyła mi prosto w oczy i warczała jak zwierzę. Oczywiście wybudzałam się płacząc i bałam zasnąć. Czasem jak tylko zamknęłam oczy, sen powracał. 
    W wieku dziewięciu lat przystąpiłam do tzw ''komunii świętej". Każdy świadomy człowiek wie o tym, że sakramenty to blokady. Tak też to zadziałało u mnie: przytępiło sensytywność i przestałam dostrzegać nietypowe zjawiska i istoty. Na kilka lat. Po tym czasie zaczęłam mieć sytuacje, w których potrafiłam opuścić ciało. Patrzyłam wtedy na siebie śpiącą w łóżku, unosząc się pod sufitem. Zaczęły mnie też odwiedzać osoby zmarłe, które znałam. Najczęściej w dniu swojego pogrzebu (mam tak po dziś dzień).
    Jako że w rodzinie uchodziłam za ''dziwaka'', nikomu o tym nie mówiłam. Nikomu, poza moją mamą. Wiedziałam bowiem, że i ona ma wizyty gości z tak zwanej drugiej strony. Do dziś pamiętam, jak przyszedł się ze mną pożegnać kolega, który zmarł, kiedy mielibyśmy oboje po osiemnaście lat. Odwiedził mnie we śnie. Jako, że zmarł z powodu guza w mózgu, odprowadzając Go w mroku ku światłu, zapytałam, czy nadal boli go głowa. Odpowiedział, że nie i że będzie za nami tęsknić (mając zapewne na myśli grupę naszych znajomych).
W pewnym momencie dotarliśmy do oświetlonych barierek. Uniósł je lekko i przeszedł pod nimi na drugą stronę. Nie myśląc długo, chciałam wykonać ten sam ruch. Na co On szybko zareagował i stanowczo mnie zatrzymał. Powiedział, że dalej mi nie wolno iść i mam wracać, bo to nie mój czas. Wtedy w mgnieniu oka znalazłam się w swoim ciele. A na ręce nadal czułam uścisk Jego dłoni. 
    Pamiętam też ze swojego życia sytuacje, w których budziłam się z braku powietrza, ponieważ przy moim łóżku stała wysoka czarna postać zaciskająca dłonie na mojej szyi. Którejś nocy, jedna z takich istot chciała skrzywdzić - zabić moje nowonarodzone Dziecko (siły zła robiły wiele, żeby obniżyć moje wibracje, żeby skutecznie zgasić moją duszę). Tej nocy byłam poza ciałem. Widziałam z góry całe mieszkanie i łóżko, w którym spałam z Dzieckiem. Obok niego stał cień. Ciemniejszy niż najczarniejsza czerń. Pochylał się. Tuż nad naszymi głowami wisiała półka. A na niej stały bardzo ciężkie albumy, klasery w twardych okładkach. Każdy z nich ważył tyle, że byłoby mi ciężko utrzymać go w jednej ręce. W tym momencie ta istota sprawiła, że jeden z tych albumów zaczął spadać. To co stało się dalej, zrozumiałam dopiero po chwili. Ocknęłam się, kiedy już wróciłam do ciała. To "coś'' zniknęło. A album, który ponad wszelką wątpliwość powinien spaść na głowę mojego Dziecka, leżał na końcu kanapy. Tam gdzie znajdowały się moje stopy. 
    Co się zatem stało? To ja uratowałam syna. Odepchnęłam album z całej siły, dlatego znalazłam go półtora metra od miejsca, gdzie powinien był spaść. Roztrzęsiona wtuliłam się w swoje maleństwo i płacząc zasnęłam. To wszystko były lata, gdzie nie potrafiłam się chronić. Gdzie takie ataki zdarzały się często. Trzy z takich sytuacji zapamiętam na zawsze. Podczas dwóch z nich, byłam zaatakowana fizycznie. Mieszkałam w domu, do którego przywarło coś demonicznego. Na korytarzu widywałam czarne postaci. W nocy słychać było warczenie i zapach siarki rozciągający się po całym domu. Budziłam się w nocy słysząc szepty, lub za sprawą poruszających się energicznie w niezrozumiałym kierunku dzwonków wietrznych. Tam też, coś z impetem ściągało ze mnie kołdrę, chwytając przy tym moją stopę w kostce. Uciekłam stamtąd, dosłownie uciekłam do domu Rodziców. Z tego, co mi wiadomo, kolejne dwie Rodziny, które kupiły ten dom, rozpadły się. Nie wiem, czy dziś jest on w czyimś posiadaniu. Niemniej jednak to co tam było, jest w nim nadal. 
    Kilka lat po tym wydarzeniu, wykryto u mnie guz jajnika. Natychmiast zostałam skierowana na onkologię. Tam w ramach ''ryzyka przerzutów'' zaproponowano mi usunięcie macicy i jajników. Oczywiście odmówiłam. Gdyby nie to, dziś nie mielibyśmy Milanka. Przerażające, do czego są zdolni lekarze. No i jaką presję strachu potrafią wywołać w kobiecie, że ta decyduje się na sugerowany przez nich krok autodestrukcji...
 

 

    Jednak nie o tym chcę pisać. Mianowicie, pierwszej nocy, którą spędziłam w szpitalu zostałam brutalnie zaatakowana przez ducha pacjentki. Jako że była to onkologia, myślę, że umarła na tym oddziale. Obudził mnie hałas otwieranych drzwi. Leniwie otworzyłam oczy i w nogach łóżka zobaczyłam postać. Miała szpitalną koszulę, rozpuszczone ciemne włosy, które lekko opadały na ramiona. Jej twarz była sina, blada i mimo młodego wieku bardzo zmęczona. Stała tak bez ruchu, do momentu, aż nie zorientowała się, że ją widzę. Wtedy krzycząc przeraźliwie ruszyła w moją stronę. Zaczęła pięściami okładać mnie po głowie i twarzy. A ja w desperacji zasłaniałam się, ile tylko mogłam. W chwili, gdy odwróciłam od niej wzrok i zamknęłam oczy, odsunęła się do miejsca w którym stała pierwotnie. Rano obudziłam się z zadrapaniami na przedramionach i ogromnym bólem w sercu. Myślę że zaatakowała mnie z rozpaczy. Ja żyłam, ona nie. Nie chciała, żeby ktokolwiek oglądał ją w tym stanie, w jakim się znalazła przez chorobę. Od tamtego czasu minęło kilka lat, zanim po raz kolejny musiałam mierzyć się z paranormalnymi rzeczami w moim życiu. W między czasie doszło do sytuacji, w której uświadomiłam sobie, że nigdy więcej nie podzielę się tym co widzę czy czuję, z moją Rodziną (od strony mojego ojca).
    Otóż mąż mojej cioci zmarł kilka lat wcześniej. Ona po jakimś czasie zaczęła się spotykać z pewnym mężczyzną (o czym ja nie wiedziałam), na co zareagował mój zmarły wuj. Zobaczyłam go we śnie. Siedział przy stole i płakał. Podeszłam do Niego i zapytałam dlaczego jest taki smutny. Przecież Jego synowie są już dorośli, układają sobie życie, są szczęśliwi... Na co On pokręcił głową i odpowiedział, że nie o to chodzi, że zwyczajnie nie jest w stanie znieść widoku swojej żony z innym mężczyzną w ich wspólnym domu. Po tych słowach zniknął. Uznałam, że moim obowiązkiem jest powiedzieć o tym Jego żonie. Spotkałyśmy się na uroczystości rodzinnej. Byli na niej moi bracia, babcia od strony ojca, ciocia i jej synowie. Opowiedziałam im z przejęciem i łzami w oczach całą sytuację. A w ramach podziękowania wyśmiano mnie, nazywając psychicznie chorą i rozmawiającą z duchami idiotką. To była ostatnia próba rozmowy na takie tematy z Rodziną. Byłam załamana, czułam się skopana emocjonalnie. Na taki stan mojej psychiki tylko czekały negatywne byty. One żywią się bólem i strachem. Wtedy byłam naprawdę zagubiona. Pojawiły się myślokształty samobójcze i zaczęła się walka o moją duszę. Działałam jak automat. Praca, Dzieci, praca, Dzieci, dom i tak bez celu, wciąż zadając sobie pytanie: po co ja właściwie żyję? Kto normalny czuje z taką precyzją energię każdej istoty? Kto normalny rozmawia z duchami? Kto normalny przytula drzewa, czując ich wibracje? Myślałam: Boże, ja nie należę do tego świata, on we mnie wszystko zabija.
    Wtedy nagle zupełnie znikąd pojawił się w moim życiu anioł. Anioł, który był jasnowłosą kobietą. Moją przewodniczką, która krok po kroku pozwoliła mi zrozumieć, kim jestem, co potrafię i przede wszystkim: jak mam się chronić. Po dziś dzień jestem Jej wdzięczna i błogosławię Jej każdego dnia. Mam nadzieję w duchu, że kiedyś to przeczyta. To dzięki Niej odnalazłam w sobie siłę, by zerwać kontakt z toksyczną Rodziną. To Ona nauczyła mnie używać wahadła i samoleczenia. Pokazała jak mogę kontrolować swoją przestrzeń, sprawdzając, czy nie dostał się w nią jakiś niskowibrujący byt. To cytat Jej słów rozpoczyna ten artykuł. Trochę to trwało, ale w końcu podniosłam swoje wibracje na tyle, że zaczęłam działać samodzielnie. Oczyściłam matrycę z poprzednich związków, zrobiłam odcięcia od ludzi, którzy mnie zranili. Stałam się pewną siebie i swoich zdolności wiedźmą. Wtedy, którejś nocy, przyśnił mi się dom moich ukochanych dziadków,  Rodziców mojej mamy (moja babcia jest moim opiekunem Rodowym). Otworzyłam drzwi do ich domu i stanęłam w progu pokoju. Poczułam się, jakby czas się zatrzymał na okresie mojego dzieciństwa. Wszystko tam było takie jasne, tonęło w promieniach słońca. Dziadek był pszczelarzem, dlatego wokół czuć było zapach miodu. W piecu paliły się, strzelając głośno, drwa. Dziadek nie zauważył mnie stojącej w drzwiach i jak zwykle zgniatał orzechy, po czym układał je w sobie tylko znany sposób. Babcia zerwała się na równe nogi i podeszła do mnie, pytając: Co ty tu robisz dziecko? Odpowiedziałam: Tęsknię za Wami. Wtedy Ona przytuliła mnie z całych sił i powiedziała: Jestem z Ciebie taka dumna! Zza jej pleców zobaczyłam dziadka wpatrującego się w nas obie. Po jego policzkach płynęły łzy. Pokiwał znacząco głową, jakby na potwierdzenie słów babci. Wtedy się obudziłam. Płakałam tak, że ciężko mi było się uspokoić. Tak bardzo potrzebowałam usłyszeć te słowa. Tak wiele one dla mnie znaczyły z Jej ust. Od tamtej chwili wszystko w moim życiu zaczęło się stopniowo układać. Ciemne siły wykonały jeszcze jeden atak fizyczny, czułam, że powodowany wściekłością za utratę łupu, który był już dzieloną skórą na niedźwiedziu - mojej duszy. Pewnego dnia zajmowałam się Dzieckiem mojej koleżanki. Zabrałam wtedy ze sobą moją siedmioletnią córkę Laurę. W pewnym momencie poczułam nagły ból: silne pieczenie pod obojczykiem. Mimo że bluzka nie została uszkodzona, na skórze pod nią ujrzałam trzy krwawe zadrapania. Trzy - charakterystyczne dla demonów, zawsze są trójpalczaste i zawsze zostawiają taki ślad. Poleciłam Laurze pilnować koleżanki i skupiłam się na ochronnych afirmacjach. To wystarczyło. Nigdy więcej nie zostałam w taki silny sposób zaatakowana. 
    Jednak wściekłość demonów skupiła się też na tej, która mnie wsparła, one potraktowały ją jako osobę, która ukradła im coś ustalonego już za ich własność. Wkrótce zadzwoniła do mnie i powiedziała, że na jakiś czas musimy przerwać kontakt (nie mamy go do dziś), ponieważ skupiła się na niej tak wściekła agresja, że aby ją odeprzeć, musi się odizolować w ochronnym miejscu. Jej słowa pamiętam do dziś:
    - Nie wiem, co to jest za energia, która próbuje ciebie osaczyć, ale dostała się do mnie, żeby się zemścić za to, że ci pomagam. Od tej chwili poradzisz sobie sama, tylko musisz w siebie uwierzyć. 
    Mimo początkowego strachu musiałam się zmobilizować, choćby dla Dzieci. Wiedziałam już, że od lat trwała walka o moją duszę, wiedziałam też, że wcześniejsze myśli samobójcze były podsyłanymi przez demony myślokształtami. A te zawsze mają dostęp do nas wszystkich, kiedy lęk obniża wibracje. Wiedziałam jednak i to, że moje pierwsze stosowane techniki działały, pozostawało więc tylko udoskonalić je, uczynić codziennym rytuałem i pozbyć się strachu, który ma własności przyciągania negatywnych istot. I tak to poszło. 
     Brakowało mi tylko mojego wojownika, który sprawiłby, że poczułabym się bezpieczna w pełni. Napisałam więc afirmację. Miała ona na celu postawić na mojej drodze mężczyznę. Świadomego, godnego i u którego boku poczuję się wyjątkowa. Moja dusza powiedziała mi, że mam być cierpliwa. Ponieważ On jest, jest blisko. Mój mąż przyszedł do mnie we śnie. Stał na drugim końcu mostu, po którym musiałam przejść, by trafić w Jego objęcia. Most ten znajdował się nad rwącą, brudną rzeką. Kiedy tylko na niego weszłam, zarwał się, a ja zaczęłam tonąć. Nagle poczułam, jak ktoś chwyta moją dłoń i jednym ruchem wyciąga mnie z zimnej otchłani. To był On. Wtuliłam się w Niego, a energię jego ciała czułam jeszcze po przebudzeniu. Znamienny sen.  
    W tamtym czasie działałam bardzo aktywnie jako administrator kilku grup słowiańskich na Facebooku. W jednej z nich natknęłam się na profil mojego męża. Spojrzałam na Jego zdjęcie, w Jego oczy, i moja dusza oszalała. Wiedziałam że Go znam, chociaż nie miałam pojęcia skąd. Wiedziałam, że Go kocham chociaż było to irracjonalne. Takie były odczucia duszy, natomiast racjonalnie działający mózg mówił mi, że ten mężczyzna ubrany w podkoszulkę i stojący na tle sprzętu z siłowni jest tanim ochroniarzem z dyskoteki i powinnam dać sobie z Nim spokój - po dziś dzień śmiejemy się z tego jak odebrałam to zdjęcie oboje (przepraszam Cię, Kochanie Moje).
    W związku jednak z tym, co czułam całą swoją duszą, postanowiłam zadać Jej pytanie, kim On dla mnie jest?Dlaczego czuję to co czuję? Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Zostało mi pokazane nasze poprzednie wcielenie. Pamiętam każdy detal z tej wizji. Żyliśmy w Japonii. Schodziłam po schodach w stronę ogrodu, który tonął w różnych odcieniach różowych kwiatów kwitnących wiśni. Przy czymś co przypominało fontannę stał mężczyzna. Nie widziałam Jego twarzy. Kiedy podeszłam bliżej odwrócił się i przytulił mnie mocno. Wtedy moja dusza została wyrwana z ciała kobiety, którą byłam w tamtym wcieleniu i unosząc się w powietrzu zobaczyłam, jak ciała tych dwojga będąc wtulone w siebie zamieniają się w symbol yin - yang. Tutaj wizja się zerwała. 
    Co szczególnie poruszające w tym wszystkim, i co dowodzi mistycznej więzi między mną, a córką, mimo że nigdy jej o tej wizji spotkania w japońskim ogrodzie nie powiedziałam, ona jakiś czas później ją narysowała. Na rysunku, który mi przyniosła, ujrzałam moje spotkanie z Czciborem pośród różowych kwiatów. 
    Nie mogłam tej informacji zostawić tylko dla siebie. Powiedziałam o tym Czciborowi. Dalej wszytko potoczyło się szybko. Nasze dusze poznały się natychmiast. Energia między nami była i jest nieporównywalna z żadną inną, jaka towarzyszyła naszym poprzednim związkom. Dużo mogłabym o tym napisać, ale nie to jest celem. Musiałam wspomnieć o Nas, abyście zrozumieli jak ogromne znaczenie ma fakt, że jest się w związku z odpowiednią świetlistą duszą. Wiele osób nam bliskich mówi, że bije od nas światło. Więc jeśli tak jest i widzą je postronni ludzie, jest to naszą bronią i tarczą. Nigdy nie czułam się bardziej bezpieczna niż u boku swojego męża. Nigdy nie czułam się bardziej kochana niż u boku mojego męża. A siła jaką mamy będąc razem niepokoi ciemne siły.
 

    Ostatnia próba zastraszenia mnie przez siły demoniczne miała miejsce trzy lata temu. To był ciężki czas dla nas obojga, ponieważ moja ukochana mama dostała zawał serca. Stan był bardzo poważny. wprowadzono Ją w śpiączkę farmakologiczną i nie było pewności, czy kiedykolwiek się obudzi. To spowodowało, że wpadłam w złość. Powiedziałam sobie, że nie oddam jej "im" (zawały serca są często powodem podczepienia). Usiedliśmy z Czciborem i zrobiliśmy dla mamy silną afirmację przesyłając Jej światło wspomagające Jej połączenie z samym Źródłem. Cały ten "zabieg" nie był na rękę siłom ciemności. Dlatego Tamtej nocy przyszedł do mnie demon. Dokładnie pamiętam wszystko, co mi pokazał. Zacznę od początku. Zobaczyłam ciemny pokój w którym oświetlone stało tylko jedno krzesło. Na tymże krześle siedziało dziecko. Mogło mieć z dwa może trzy lata. Zaraz za jego plecami stał dziwny osobnik. Wysoki ciemny i wyglądający nieco jak marionetka podczepiona pod wyżej wspomniane dziecko. Pomyślałam, że to Coś go chroni - pilnuje. Postanowiłam podejść bliżej i przyjrzeć się niemowlęciu. Kiedy przekroczyłam linię światła padającego tylko wokół krzesła twarz dziecka zmieniła swoje rysy. Stała się demoniczna, zdeformowana, a jego oczy kipiały nienawiścią i mrokiem. Patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić. Nagle podniósł dłoń. Palce miał długie i zakończone pazurami. Oczywiście nie miał pięciu palców, a trzy. Pogroził mi, złowieszczo warcząc przy tym. Po czym złapał mnie za lewy nadgarstek i zaczął ciągnąć z całych sił w mrok. Krzyczałam i krzyczałam, wołając imię męża. A co się później okazało, Czcibor w tym czasie starał się mnie obudzić. Nie mógł jednak tego zrobić. W końcu przytulił mnie mówiąc Kocham Cię, jestem tu. Wtedy dopiero zapłakana otworzyłam oczy. 
    Uspokoiłam się w ramionach męża. Z jeszcze większą siłą powtórzyliśmy ochronę dla mamy. To co do mnie przyszło chciało mnie wystraszyć, zablokować na pomoc jej. Nie miało jednak szans, ponieważ byliśmy razem. Nie ma nic silniejszego niż miłość i wolna wola.
    Moja mama prędko wróciła do zdrowia i wspiera nas całym sercem, a ja nie czuję już strachu. Po tym wydarzeniu odwiedziła mnie jeszcze jedna osoba. Był to brat mojego męża. Nie mieliśmy okazji poznać się za Jego życia, a wiedziałam jak bardzo Czcibor Go kochał. Mamy w domu kilka przedmiotów, które należały do Oskara. Często brałam je do ręki i zamykałam w dłoni, chcąc poczuć ich energię. Którejś nocy kiedy już mieszkaliśmy razem i meblowaliśmy nowe mieszkanie, odwiedził mnie Oskar. Wszedł do mieszkania i z pokerowym wyrazem twarzy zaglądał w każde pomieszczenie. Ja natomiast niecierpliwie chodząc za Nim czekałam na jedno Jego słowo. Tak wiele serca włożyłam w wystrój naszego domu. Tak bardzo chciałam, żeby Czcibor czuł się tutaj wreszcie szczęśliwy. Dlatego na opinii Jego brata bardzo mi zależało. No i chciałam, żeby powiedział mi czy cieszy się, że to ja jestem u boku Czcibora. Oskar jednak zachował tajemniczy wyraz twarzy, do momentu, aż nie weszliśmy do salonu. Tam natychmiast skierował się w stronę półki, na której leżała Jego papierośnica (ta którą to ja chwytałam w dłonie celem wyczucia energii). Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i chwycił tę papierośnicę dokładnie tak, jak ja robiłam to wielokrotnie. To uświadomiło mi, że widział jak to robię ponieważ jest z nami. Wtedy On wyjął z kieszeni spodni zdjęcie i podał mi je do ręki. Na zdjęciu był On przechodzący przez barierki, jak na granicy. Dokładnie to samo widziałam lata wcześniej żegnając mojego kolegę. Myślę, że to jest symbol mówiący o tym, że dusza idzie gdzieś dalej, że przekracza nowy etap. Kiedy podniosłam wzrok, Oskar zniknął. Niemniej jednak odwiedza nas czasem. Słyszę jak siada na wiklinowym fotelu, kiedy bawię się z synem (wytykam mu wtedy żartobliwie, że mnie straszy). A wokół fotela czuć zapach papierosów (Oskar za życia palił). Wiem, że to co potrafię jest darem. W czym każdego dnia utwierdza mnie mój ukochany mąż.
     I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o rozdział Ja i atakujące mnie siły demoniczne. Jako podtytuł można by dodać, że robiły to usilnie, od pierwszych lat mego życia, i że najwyraźniej ich celem było zastraszyć mnie i powstrzymać w rozwoju, a najwyraźniej też zabić (doprowadzić do samobójstwa) i przejąć duszę. Teraz zaś mogę dodać inny rozdział: Ataki demoniczne, a siła Rodziny. Trzeba tu bowiem uzupełnić, że intencjonalna agresja demonów, Szaraków, gadów to jedno, a trafianie w nawiedzone miejsca, domy, czy interakcje z duchami przechodzącymi przez mieszkanie - to drugie.
    Ostatnio rzeczy paranormalne dotknęły nas oboje w lipcu tego roku, kiedy wyjechaliśmy na wakacje. Wynajęliśmy piękny domek nad morzem. Sypialnie znajdowały się na piętrze, dlatego, kiedy Milan był śpiący, szłam usypiać Go do góry. Czasem zdarzało mi się przysnąć. Czcibor w tym czasie oglądał z Laurą jakiś program w telewizji, albo jadł późny posiłek czytając książkę. Tak właśnie było drugiej nocy. Siedząc w kuchni na parterze, usłyszał koło północy łoskot ciężkich kroków na górze, a nawet na schodach. Pewnych dźwięków nie da się zepchnąć na banalne przyczyny, takie jak wiewiórki biegające po dachu, czy szyszki spadające z sosen otaczających domek. Tak było i w tej chwili - kroki nie tylko że były ciężkie i gwałtowne, wręcz dudniące; one brzmiały, jakby ktoś biegał dynamicznie, z pasją, po budynku, w nagle urywanych sekwencjach. To nie wszystko - do tego wrażenie doszło nagłe uczucie niepokoju; Czcibor chciał rozstrzygnąć, czy źródłem hałasu jesteśmy my - czy jakiś intruz - i szybko wbiegł na górę.
    Na górze jednak nikogo nie znalazł, a my spaliśmy. Jednak Czcibora przeszło silne odczucie obcej obecności, agresywnej. W tym momencie obudziłam się całkowicie wytrącona z równowagi. To co weszło na górę, pokazało mi się we śnie. Było wielkie, pokryte sierścią i starało się wpełzać na łóżko w którym spaliśmy. Wyrwałam się z tego snu na czas - bo już czułam na stopach demoniczny byt. Oczywiście był to sen - niesen, co więcej, powtórzył się dwa razy z rzędu (Czcibor zjawił się już po powtórce). Mając zbieżne odczucia natychmiast przystąpiliśmy do usuwania intruza i otaczania domku pierścieniem zabezpieczeń. Czyniliśmy to nade wszystko afirmacjami i stanowczymi poleceniami odstąpienia - bazującymi na energii serca i wolnej woli. Wola człowieka dużo znaczy - nie warto, by uczucie strachu kazało zapomnieć, że się ją ma, a tym samym - nie wyraża głośno i zdecydowanie. Obecność Dziecka podwaja siły i determinację. A determinacja to niedoceniana broń Istoty Boskiej - wiele znaczy, wiele czyni
    Dla oczyszczenia i zamknięcia "bazy" zapaliliśmy w oknach i na wychodzącym w mroczny las tarasie afirmowane kadzidełka. Tu muszę wspomnieć, że oboje jednocześnie mieliśmy myśl, że TO przyszło z lasu. Na drugi dzień kupiliśmy sól i otoczyliśmy domek klasycznymi "liniami obronnymi". Co wieczór robiliśmy już rytuały obronne, aczkolwiek nigdy więcej napaść się nie powtórzyła. Z kolei idąc w las za dnia, odkryliśmy niereklamowaną atrakcję, bardzo blisko pensjonatu: cmentarz. 
    I tak też bywa, że cmentarze bywają blisko domów, osiedli, a przecież nie raz i nie dwa jakieś krążące po nich zagubione (i bywa że agresywne albo przynajmniej sfrustrowane) dusze przyczepią się do napotkanych ludzi i pójdą za nimi, nawet do domu. My mieszkamy w bloku - to już samo w sobie wymaga dyscypliny w trzech kwestiach: ochronie przed natężonym promieniowaniem nadajników i urządzeń, zabezpieczaniu przed mieszaniną ludzkich energii oraz przed wizytą, a przynajmniej agresją przechodzących duchów. Co więcej, nasze osiedle graniczy ze szpitalem psychiatrycznym, a nawet z jego kostnicą. To już dodatek extra do mobilizacji w samoochronie...
    Ponieważ dbamy o to, mieliśmy tylko dwa incydenty. Raz Milan dostrzegł COŚ w narożniku łazienki pod sufitem. Ponieważ to dostrzegł i się wpatrywał - też został dostrzeżony. Nagle się rozpłakał wyraźnie wystraszony. Podjęliśmy błyskawicznie działania wypraszania niechcianej i niekoniecznie życzliwej energii z mieszkania. Podziałało natychmiast, a Milan, który pamiętał jeszcze jakiś czas o tym i spoglądał w to miejsce - niczego już nie ujrzał.
    Pewnego wieczoru szklane drzwiczki od szafki w salonie zaczęły silnie drżeć. Nic nie mogło tego wywołać, ani jakieś użycie wiertarki przez sąsiada, ani inna przyczyna zewnętrzna (nic nigdy tego nie spowodowało zresztą) - wszędzie wokoło panowała kompletna cisza. Tylko szkło silnie wibrowało. Towarzyszyło temu specyficzne uczucie interakcji z nieznaną energią. Dodam, że nocą obudził nas łoskot jakichś spadających na stolik przedmiotów, jakby z sufitu spadały piłki. Niczego nie znaleźliśmy. Czcibor podszedł do szafy i afirmował z serca coś w rodzaju "to jest nasza przestrzeń, usuwam poza nią wszelkie obce istoty i energie, taka jest moja wola" - po tych afirmacjach drżenie szyb z nagła minęło. 
    Po takich manifestacjach zawsze oczyszczamy całe mieszkanie dymem z białej szałwii i afirmacjami, zresztą jest dobrze robić to regularnie co tydzień czy dwa, zważywszy obecne procesy i istne łowy ciemnych energii za wczepieniem w ciało człowieka. Do tego wszystkiego możemy dodać z humorem , że Milan nie raz i nie dwa widział kogoś i się do niego śmiał, ale z całą pewnością nie byli to szkodliwie nastawieni intruzi. Ani jakoś bardzo nieurodziwi. :)
    Trzeba dodać coś jeszcze. Silny związek i silny Ród nigdy nie były i nadal nie są na rękę tym ciemnym siłom, które zeszły na naszą planetę w drapieżnych celach. I nie trzeba być takim małżeństwem, które jak Warrenowie rozsławieni filmem Obecność, przez całe życie ścierali się wspólnie, serce w serce, z demonami czy gniewnymi duszami opuszczonych ludzi. Wystarczy, że siłą uczucia, wzajemną, więc podwójną, działa się dla dobra innych, niesie Słowo, wspiera prawdę lub wolność innych, czy choćby własną. To już drażni tamtych. Tuż przed naszą swaćbą mieliśmy natężenie negatywnych przejawów, które miały na celu stopić nasz entuzjazm i obniżyć wibracje (zatem i siłę samego rytuału ślubnego). Obojgu w jednym czasie przyśnił nam się straszny sen, i oboje wybudziliśmy się z niego w tym samym momencie, równocześnie. 
    Jest istotą rzeczy, jak mi wyraźnie zaznaczyła Wiedźma, która w krytycznym momencie zjawiła się w moim życiu, aby samoochronę i pozytywne afirmacje praktykować codziennie. Nawet - a raczej zwłaszcza - gdy jesteśmy w niżu energetycznym. Bo wtedy są dziury w tarczy. 
    Jest oczywiście coś mocniejszego od afirmacji i amuletów: miłość tworząca ying-yang, lojalne wsparcie, porozumienie dusz, i mobilizacja dla Dzieci. To jest największą siłą Rodziny. 
    Nigdy, ale to nigdy nie ignorujmy tego, co powiedzą nam Dzieci, zwłaszcza wystraszone. Bo może być to rozpaczliwe szukanie wsparcia wobec prawdziwego i strasznego zagrożenia - a nie owoc wyobraźni. Dzieci mogą poradzić sobie z traumami - pod warunkiem, że nigdy nie opuści ich niezachwiana pewność, że nie są zostawione same sobie, że Rodzice są z nimi zawsze.  
    Zaufajcie Waszej intuicji. Niech Was prowadzi. 
     
    I jeszcze coś... Moje Dzieci przyśniły mi się jeszcze przed ich poczęciem. Dlatego wiedziałam wcześniej, że będą mi dane, że niejako "są w drodze". Tak stało się i tym razem... Więc korzystając z okazji chcę Wam ogłosić, że jestem Wiedźmą w stanie błogosławionym. :)

    Dobromiła