2026/07/24

Obyczajowość i godność lechicka a Facebookowe pułapki i manieryzmy

   
    Facebook w istocie powstał w celu zwiększenia kontroli nad ludźmi i biorobotami (bo jedni i drudzy tworzą dziś społeczeństwa w zróżnicowanych proporcjach). Wydawałoby się, że jest to narzędzie równie perfidne, co doskonałe: monitoruje, portretuje, archiwizuje, koduje gusta i wybory, koduje normy i wyznaczniki etyczne ("bądź odpowiedzialny za siebie i innych: szczep się"), koduje strach, bierność, patologiczne wzorce, nawet mentalne kody - "bądź sceptyczny, prześmiewczy, nonszalancki, nowoczesny, zachodni"... Ale jak wszelkie inne środki mające tłumić nam wiarę, odwagę, świadomość i wolę, zawiódł i Facebook, bo Odrodzenia Lachów i transformacji Ziemi nic zatrzymać nie może.
    Proces trwa i nikt, kto jest świadomy przyczyn i skutków, nie powie, że tego nie widzi, może jedynie frustrować się tempem przeobrażenia. Tempo po prawdzie ma swoje powody - każda zmiana to rodzaj energetycznej eksplozji, wir zmiennych częstotliwości; to trochę jak z wynurzaniem się nurków z głębiny - zbyt duża prędkość będzie nie do wytrzymania dla struktury stanowiącej całość człowieka. Proces trwa, czy go nazwiemy Lechickim Odrodzeniem, czy upadkiem Matrixa, czy wymianą świata starego na nowy czy transformacją Ziemi, trwa i jest przesądzony. A Facebook został przez nas, patriotów, przekuty na jeden z mocniejszych silników tego przeobrażenia - jeśli nie najmocniejszy.
    Facebook jest bowiem dziś fenomenem - to numer jeden w komunikacji między patriotami/Wojownikami Światła/Strażnikami Prawdy pod względem i zasięgu, i dynamiki przekazu informacji. I nie tylko informacji jako takiej - także spontanicznie (na krótko albo trwale) tworzonych więzi między ludźmi świadomymi, co ma znaczenie tak samo istotne jak wiedza - otucha, inspiracja, wsparcie psychiczne.
    Mimo to przyszło nam wszystkim zmierzyć się na forach Facebooka (i innych) z licznymi wyzwaniami i pułapkami, co z jednej strony utrudnia dostęp do informacji i zachowanie bezcennej równowagi... a z drugiej przyspiesza kolejne ważne rozpoznanie: kto swój, kto z tamtych, i co czyni faktyczny kodeks Lacha, postawę Słowianina. Zanurzmy się zatem w tej oceanicznej głębinie Facebooka i przyjrzyjmy z uwagą zarówno pułapkom kradnącym naszą uwagę i energię, jak i dziwacznym, obcym naszej silnie duchowej obyczajowości manieryzmom.

    Ustalmy na początek jedno żelazne prawidło w kwestii tego, co definitywnie odróżnia Słowian od Chazarów w komunikacji publicznej - jest to językowa kindersztuba. Ze swego rdzenia jako Ariowie traktowaliśmy Słowo jako świętość - nośnik wibracji przekazywany drugiemu człowiekowi. Oznacza to zatem, że cokolwiek wypowiadaliśmy, to zawsze odpowiedzialnie, z wyważeniem, taktem i życzliwością, aby nie naruszyć niczyjej równowagi, a wręcz harmonizować każdego, kto nas słucha. To nie był jakiś rytuał zastrzeżony dla szamanów i uzdrowicieli, lecz codzienna i naturalna "maniera" każdego jednego Lechity niezależnie od jego rzemiosła i roli w społeczności. Taka zdrowa praktyka trwała całe tysiąclecia i choć metodycznie degradowano ją poprzez resety i traumy wojenne, to tak naprawdę w pełni utraciliśmy ją zupełnie niedawno. Wystarczy obejrzeć film przedwojenny, aby dostrzec kolosalną różnicę. Proces opanowywania wytwórni filmowych przez zainstalowanych w Polsce Chazarów zaowocował metodyczną brutalizacją, seksualizacją i wulgaryzacją przekazu. Dobitnym świadectwem upadłości jest współczesna polska komedia (i kabaret), która powinna pozostać rozrywką dla całej rodziny, ale w przeciwieństwie do filmów sprzed kilkudziesięciu lat trudno nie "nadziać się" podczas seansu na wulgaryzmy i seksualizmy. Totalna patologia. 

    W całej potężnie rozbudowanej strategii antylechickiej Chazarów zawiera się i operacja "schamiania" naszego Narodu. Po co? Bo obniża się tym samym wibracja, równowaga, godność i bezcenna serdeczność oraz życzliwość, a obie te cechy wiązały nas łańcuchem jedności i przetrwania we wszelkich okresach niedoli. Jeśli wulgarność języka staje się powszechna, Chazarom tym łatwiej ukryć się na forach patriotów i poprzez szyderstwa i wyzwiska mącić, sabotować poczucie jedności i projekty wolnościowe. Niektórzy tak się przyzwyczaili do wulgarności i przeklinania, że traktują to jak normę w międzyludzkiej komunikacji. Pamiętam wpis przy okazji wspomnień z obrony Wybrzeża w roku 1939 - w przytaczanych wspomnieniach jeden z polskich marynarzy zareagował emocjonalnym, ale pozbawionym wulgarności okrzykiem po wybuchu, na co ktoś wpisał w komentarzu: "Nie wierzę, na pewno zawołał "o, k...!'. Otóż nie - tak kodują nas w kółko kręcone polskie filmy policyjne, gangsterskie... i już właściwie wszelkie inne, z tymi komediami łącznie.

    Facebook roi się od trolli chazarskich niczym ocean od rekinów - zrozumiałe, skoro jest obecnie największym komunikatorem między patriotami czy mówiąc inaczej ludźmi oczekującymi prawdy i sprawiedliwości. Chazarów rozpoznać łatwo - bo reagują jak podrażnione skorpiony na wszelkie wzmianki o Lechii, o sfabrykowanym upadku mocnej gospodarki PRL, o Gierku (który chytrze z nimi poczynał) czy o wszelkich aferach (w istocie antynarodowym sabotażu ze strony zdegenerowanej struktury administracyjnej). Kontrują wtedy argumentami oficjalnej (choć już skompromitowanej) narracji albo szydzą, pieczętują wypowiedzi prześmiewczymi emotikonami, nierzadko lżą w sposób prostacki, zwłaszcza z kont awatarowych. Z takimi kontami dyskusja będzie tylko utratą spokoju energii i czasu. Trolle znają prawdę, ale z racji swej nieetycznej misji będą z rozmysłem przeciągać wymianę ciosów. Jest naturalnie sporo kont jawnych, na których równie łatwo Chazarów rozpoznać, jeśli nie z wizerunku, to z poglądów, zresztą nawet otwarcie gardzący lechickim dziedzictwem "polscy obywatele" zwykle trzymają swój tryb językowy: ironii, szyderstwa, pogardy, wulgarności. W ich energii wszelka empatyczność i takt mają poziomy zerowe.

    Co robić? Wobec jawnych adwersarzy demonstracja patriotyzmu, dumy i godności Lacha ma sens; to jest nasza ziemia, to my jesteśmy jedynym jej prawowitym Gospodarzem, nie śpimy, nie błądzimy, już wiemy, już konstruujemy. Nie ma co jednak rozciągać dyskusji, szczególnie gdy emitowana jest toksyczna energia. Równowaga ma teraz wagę złota, a odbieranie jej nam to cel strategiczny. Jeśli chcemy czyścić sobie pole, odcinać wszelkie interakcje z toksycznymi i bezdusznymi ludźmi, to Facebook daje znakomite narzędzie zablokowania każdego jednego profilu. Oboje z Dobromiłą w ciągu kilku lat zablokowaliśmy z tysiąc kont, z którymi nie było nam po drodze z takich czy innych względów. Równie konsekwentnie stosowaliśmy tę zasadę na naszych grupach, zwłaszcza po frapujących obserwacjach na wielu patriotycznych forach, gdzie administracja była bierna wobec chamstwa i obrażania członków. Prowadzenie grupy nie jest tylko otwieraniem dostępu do wiedzy, to także konsolidacja narodowego szeregu, gromady, a zatem i powinność ochrony równowagi i godności tych członków. Banowanie jest narzędziem, które czyści tor działania energetycznie, jeśli jednak zdaje się to komuś zbyt fatygujące, pozostaje po prostu ignorować wszelkie zaczepne wpisy przy okazji własnych publikacji.

    I tu przy tej okazji apelujemy do wszystkich Rodaków, patriotów, na forach nieocenionych grup, które nieoczekiwanie zaczęły generować silny wkład w świadomość narodową i poczucie jedności, takich jak grupy skupione na Przedwojniu, starych fotografiach, historiach polskich Rodów, PRL-u i innych z pierwotnego założenia "niepolitycznych". Obserwujemy takie grupy i jak inni Rodacy poszerzamy swoją orientację nie tylko w liczebności lechickich Rodów i ich dziejach, ale i w nadzwyczajnych potencjałach nas, Polaków. To odkrywanie zdaje się nie mieć końca, ale też jest nie w smak Chazarom, stąd taki gęsty trollizm na forach i wpisy pełne kpin, judzenia i podważania. Ignorować. Ale to z żelazną konsekwencją. Tak naprawdę jest oczywistym, co w danej kwestii czułby i napisał ktoś rzeczywiście kochający Kraj i czujący więź z Rodakami. Przykład: wpis o treści "Wbrew zakłamanym przekazom Polskie Wojsko, mimo potężnego sabotażu, powstrzymałoby Wehrmacht w 1939 roku, do 16 września demolując jego zasoby sprzętu i paliwa. Uderzenie Sowietów i wyprowadzenie setek tysięcy żołnierzy z wybitnymi dowódcami z Kraju uratowało Hitlera". Reakcja Chazara: prześmiewanie, kpiny, zniewagi. Reakcja Lacha: refleksja, analiza, pytanie merytoryczne "Na czym opierasz takie przekonanie?". Trolli po prostu ignorujmy, bo cisza ich zgładzi, szybko i doszczętnie. Jeśli kogoś ubodzie toksyczny wpis trolla, po prostu zablokować, oczyścić pole.

    Facebook pozwala dziś odszukać się nam wszystkim, Lachom z Krwi i Kości, podeprzeć się wzajemne, zewrzeć szyki. Innych nie potrzebujemy. My nie potrzebujemy uczyć się kindersztuby ani kodeksu honorowego. My to mamy w sobie, trzeba tylko zrzucić z siebie ów obcy nalot, chazarskie kody. 

    Trzymajmy się naszej naturalnej i zdrowej, równoważącej obyczajowości, nazwijmy to Kodeksu Lacha: traktujmy się z szacunkiem i z wyrozumiałością. Ponieważ cała transformacja zaczyna teraz się kulminować, co oznacza rosnący chaos, wzajemna życzliwość będzie mieć znaczenie tarczy. W tym celu warto przefiltrować wszystko, co poprzez Facebook podrzucili nam Chazarowie jako normy. Jednym z większych dziwactw jest na tym portalu opcja "użytkownik jest z...". W przeciwieństwie do oznaczania w poście tu nawet możemy nie otrzymać powiadomienia o tym, że "bierzemy w czymś udział", a nie wiedząc o tym oczywiście nie zareagujemy. Tym samym wielu ludzi, nierzadko ze stanowczymi zasadami, "wspiera" czyjeś inicjatywy i poglądy. To wyjątkowo osobliwa praktyka, zdecydowanie nieelegancka, niesłowiańska, żeby nie zapytać o zgodę przed tego rodzaju "współpracą".

    Ta specyficzna opcja "[użytkownik] jest z..." czyni kolejne dziwactwo przy okazji zaproszeń do znajomych. Na przykład otrzymujemy zaproszenie z profilu pana X., a na jego osi czasu nie ma po nim śladu, za to roi się od użytkownika Y, który "jest z A, B, C, D, E..." i tak dalej. Takiego zaproszenia nie przyjmujemy, bo nie wiemy nawet, kto je wysłał, czy profil służy inwigilacji, czy łączeniu patriotów.

    Innym zwracającym uwagę manieryzmem jest nieodróżnianie publicznego forum grupy tematycznej od prywatnego profilu użytkownika. Zaznaczmy tu od razu, że ktoś, kto przyjmuje nasze zaproszenie do znajomych "w ciemno", bo nasz charakter określa mu tylko zawartość profilu, daje nam kredyt zaufania. I z tym bywa już potem różnie. Mieliśmy ostatnio przypadek z Dobromiłą, kiedy po zaakceptowaniu przez nas zaproszenia do znajomych jego autor prawie natychmiast napisał pogardliwy komentarz pod naszym postem na temat egregora katolicyzmu i opuszczaniu go metodą Suwerena. Nawet na forum ogólnym zamieszczanie komentarzy pouczających, mentorskich, opatrzonych etykietą "ja wiem - a ty błądzisz we mgle" jest nietaktowne i zdecydowanie chazarskie w swej naturze. Na profilu osobistym, na profilu kogoś, kto jako znajomy (nawet jeśli tylko internetowo) tym bardziej. Wypada tu zachować możliwie pogodną, jeśli nie pojednawczą formę krytyki, jeśli już ktoś nie potrafi w ogóle jej sobie odpuścić. Ale kłopoty z podstawami słowiańskiej komunikacji (nie wspominając o życzliwości i zdystansowaniu jako czynnikach naturalnych) to jedno, a zapasy z własnym ego "wyżej świadomego" i kodami to drugie. Kody wszyscy nadal jakieś mamy, nawet jeśli "wyżej oświeconym", skrzętnym do pouczania słowami wyższości i drwiny (komunikacja chazarska!) wydaje się inaczej.

    Wiedza nie jest wieżą, którą ostatecznie się zdobywa. Nasza orientacja i świadomość wciąż i wciąż będą rosnąć, a liczby weryfikacji i "skoków na wyższy poziom Wedy" nawet nie ma co przewidywać, co zresztą jest fascynujące. To po prostu droga nieskończona jako samo istnienie...

    Rozpatrywanie zaproszeń do znajomych nie jest czynnością łatwą z dwóch kolizyjnych wobec siebie powodów. Pierwszy to pozytywne podejście do takiego zaproszenia, bo przecież wypada założyć, że wynika albo z chęci czerpania z naszej wiedzy, albo z intencji wymiany wiedzą lub współdziałania, albo zwyczajnie po ludzku z poczucia wspólnego szlaku w tych wymagających latach transformacji i Odrodzenia Lechickiego. Drugi powód stworzyło doświadczenie. A ściślej: rozpoznanie strategii chazarskiej. Zaproszenia podsyłają zatem pozorowani patrioci lub w ogóle awatarowe konta, czyli "trolle z misją" - inwigilacji lub szydzenia. Od kilku lat nie przyjmujemy kont anonimowych, choć wiele weryfikacji jest żmudnych. Bo zdarzają się niełatwe do oceny profile wysiane mądrymi przekazami, patriotycznymi grafikami, apelami dla wspomożenia zwierząt czy zdjęciami rodzimej Przyrody, co daje wrażenie "to nasi" - ale i tu bywa różnie. Pora na anonimowość w ramach samoochrony już minęła. Uważam, że ten etap jest już definitywnie za nami, i przy tak licznym już hufcu Lachów świadomych swego dziedzictwa i praw, dalsze publikacje zza maski budzą słuszną rezerwę. Jeśli ktoś przyjmuje do znajomych człowieka bez twarzy, oczywiście podejmuje własną decyzję i własne ryzyko interakcji.

    Jeśli o nas chodzi, to przy bardzo wysokiej ilości publikacji, zwłaszcza w latach 2018-2022, blokowaliśmy mnóstwo trolli jak z karabinu maszynowego, nawet jeśli ich wulgarne, pogardliwe, kłamliwe, antylechickie wpisy widywaliśmy na forach i profilach zupełnie okazyjnie. Ot, profilaktyka, czyszczenie swego przedpola. To niczym przyczółek do oczyszczenia przestrzeni ojczystej - bo takie rzeczywiście nastąpi. Nie będzie w Lechistanie miejsca dla oszustów, rabusiów, zabójców ludzi i Przyrody, chazarskich skorpionów i satanistów. Prawdziwym rajem jest życie w otoczeniu szczerych i życzliwych dusz - dziś trudne do wyobrażenia.

    Z przyjmowanymi zaproszeniami mieliśmy i inne pułapki. Zdarzało się przyjąć kogoś, kto na swojej osi czasu widocznej dla wszystkich miał zupełnie przyzwoitą zawartość (reszta była ukryta), a po kilku miesiącach "znajomości" odkrywaliśmy na takim profilu satanistyczne przekazy i modły do Baala.

    Na końcu listy osobliwości wymienimy rzecz najbardziej frapującą. Jest to zaskakująco żywotna i wciąż skuteczna pułapka na patriotów: oskarżenie tego czy innego działacza o "zadaniowość" - wyemitowana w obieg z konta anonimowego. Z awatara. Widzieliśmy efektywność takiej "bomby głębinowej" tudzież "torpedy" nabierającej prędkości i zbierającej żniwa nie raz, nawet jeśli autorem był człowiek-widmo, a oskarżonym odsłonięty i bardzo zaawansowany w sprawach narodowych działacz. Niewątpliwie takich kretów skierowanych do zmanipulowania Lwów powstałych z kolan jest wielu, ale przecież nie wszyscy. Jest też oczywistym, że strategia chazarska oparta na judzeniu i mąceniu (żeby zblokować jedność/pospolite ruszenie możliwie długo) będzie z takiego narzędzia korzystać. Dopóki działa. Warto zmiarkować entuzjazm wobec wszystkiego, co wychodzi spod masek - to po prostu przyzwoitość ludzka, słowiańska, aby w sądzeniu mieć pewność. 

    Wszystko powyższe wpłynęło na dość twarde reguły weryfikacji, jakie dziś stosujemy. To z kolei oznacza, że z pewnością zdarza nam się nie przyjąć zaproszenia od jakichś pięknych i wrażliwych dusz, bo na ich profilach, mimo manifestu świadomości słowiańskiej brakuje przekonujących zdjęć i przekonujących wpisów krewnych i przyjaciół. Jak rzekłem, to pora na grę z otwartą przyłbicą, tym bardziej, że aktualny rok zdeterminował demaskowanie (się) Chazarów. Skoro już nie wytrzymali i naprężyli się w swych bezprawnych, absurdalnych roszczeniach, niech ujrzą i naszą siłę. Nie siłę mięśni i oręża, ale odważnej i godnej postawy Gospodarza i Suwerena. Lach to Lew.
    Każdy ma swoje kryteria doboru znajomych i w ogóle co do interakcji z ludźmi w Sieci, dokładnie jak w życiu. Rodak pozostający w egregorze religijnym nie jest przez nas odrzucany z marszu, o ile jego profil nie wygląda jak "burza potępieńczych boskich grzmotów". Religijność jest kodem, lecz nie wyklucza ani odważnego patrioty, ani serdecznego człowieka. Zdecydowanie nie przyjmujemy do znajomych ludzi, którzy przenoszą kody chazarskiej komunikacji (i degradacji wobec godności Słowianina), zatem pornografii, seksualizmów i golizn, wulgarnych i szyderczych żartów i komentarzy, satanizmu i pogardy wobec Przyrody, w tym zwierząt (myśliwym "dziękujemy") i wszelkich rodzimych wartości. 

    Tak wygląda sprawa osobliwości i pułapek, jakie zaobserwowaliśmy na Facebooku poprzez lata działalności patriotyczno-lechickiej. Jest oczywistym, że "co człowiek, to pogląd"; własne kryteria, preferencje i metody. Jakość komunikacji jako świętości słowiańskiej nie dotyczy naturalnie tylko Facebooka. Dotyczy to wszelkich forów, sal, auli, ulic, przedziałów kolejowych, domów... Facebook stał się jednak czymś kuriozalnym i choć sam jego początkowy fenomen i angielska nazwa niejednego odrzucały (nas także), przejdzie do historii jako "czołg przejęty na wrogu". Takt i szacunek dla Rodaków na Facebooku są zatem ważne. Życzliwość definiuje nas Lachów od zawsze tak samo jak bitność i oddanie wolności. Mimo to nawet wyrozumiałość ma swoje granice, czujność i samoochrona to istotna warta dla spokoju i równowagi - a te cechy, powtórzmy, są decydujące wobec "horyzontu zdarzeń". Wspieramy się - Lach do Lacha. 

    Za wszelką okazywaną nam serdeczność i wsparcie na forum Facebooka z całej duszy dziękujemy. Cała naprzód, ramię w ramię!

    Z błogosławieństwem, Czcibor i Dobromiła 

     O sabotażu i identyfikowaniu Chazarów pisaliśmy między innymi w artykułach:

  -  Oczyszczanie forów, stowarzyszeń, partii i przestrzeni lechickich z chazarskiego sabotażu - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2020/01/oczyszczanie-forow-stowarzyszen-partii.html 

    -  Lechickie Odrodzenie, a manipulacje chazarskie. Jak odróżnić Lacha od Chazara? - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2021/01/lechickie-odrodzenie-manipulacje.html  

    -  Komunikacja między Lechitami - 4 kroki dla uzdrowienia Przestrzeni Ojczystej - https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2021/11/komunikacja-miedzy-lechitami-4-kroki.html


2026/06/07

Prawo Matki wobec ataku demonicznego

 

 
    Wielu z nas uczono, że nie wolno ingerować w pole energetyczne innej istoty bez jej wyraźnej zgody. Mówiono nam o lekcjach duszy i spłacie karmy. Jednak istnieje w kosmosie prawo nadrzędne, o którym system chce, abyśmy zapomnieli. Jest to Prawo Krwi i Ciała. Prawo Miłości matki do dziecka. ❤️
    Jako matki jesteśmy portalami, przez które dusze schodzą do tego wymiaru. Nasza więź z dzieckiem nie kończy się w momencie przecięcia pępowiny (de facto ona jest znacznie starsza niż dany moment wcielenia...). Ta energetyczna nić jest wieczystym łączem komunikacyjnym między duszami. Jeśli Wasze dziecko niezależnie od tego, czy ma 5, 15 czy 40 lat, wpada w sidła niskich wibracji, macie pełne, naturalne prawo do interwencji.
    Często sygnały są subtelne, na przykład nagła zmiana zachowania, agresja, odcięcie od bliskich, finansowe zatory czy depresja. Jeśli czujecie, że Wasze dziecko jest atakowane lub podpięte, macie prawo je chronić; zawsze o tym pamiętajcie!
    Piszę to jako kobieta, sensytywna-matka, która od dziecka widzi i czuje byty, z którymi większość ludzi nie chce mieć do czynienia. Chcę Wam przekazać wiedzę, której ciemne siły próbują nas pozbawić. Sama doświadczyłam takiej sytuacji, kiedy jedno z naszych starszych dzieci zostało zaatakowane.
    Kilka lat temu jeden z naszych starszych synów przechodził przez bardzo trudny czas. Niskie wibracje otoczenia sprawiły, że stał się podatny na ataki i ostatecznie podczepił się do niego obcy byt. Pamiętam ten dzień, gdy zadzwoniłam do niego. Rozmawialiśmy, ale w tle jego głosu, usłyszałam coś, co zmroziło mi krew: „Jestem tu”. Powiedziało to COŚ. Nie mogłam wydusić z siebie więcej ani słowa. Mimo swojego doświadczenia w tamtym momencie wpadłam w panikę. W końcu nie chodziło o kogoś obcego, komu trzeba pomóc, a o nasze dziecko.
    Serce biło mi jak oszalałe, a w głowie kołatało jedno pytanie: Co ja mam zrobić? Jak mu pomóc?
    ​Wtedy, w tej największej ciemności, jaką poczułam wokół niego, usłyszałam wewnętrzny głos:
    ​„Działaj! On jest krwią z Twojej krwi i ciałem z Twego ciała! Jest krwią z Twojej krwi! "
    Ten moment był jak przebudzenie lwicy. Cały strach zniknął w jednej sekundzie. Zacisnęłam pięści i wykrzyczałam z głębi serca: Nigdy go nie oddam! Jest moim dzieckiem! Jest częścią mnie samej!
    Napisałam własną afirmację, w której deklarowałam całkowitą suwerenność mojego syna i moją opiekę nad nim. Powtarzałam ją z wiarą każdego dnia. Pamiętajmy: słowa mają Moc stwarzania rzeczywistości i tak miało się stać również w tym przypadku.
    Nie poprzestałam na tym. Paliłam świece, programując ich ogień na spalenie każdej obcej struktury w polu naszego dziecka. Ogień to żywioł oczyszczenia. Zawsze wspiera takie rytuały.
    Położyłam też na zdjęciu syna Krzyż Jerozolimski. To potężny emiter, który działał jak tarcza ochronna w miejscu, gdzie fizycznie mnie nie było (jak mówi nasz młodszy syn, krzyż jerozolimski emituje dźwięk OM). Codziennie wysyłałam mu słowa miłości i wsparcia. Miłość matki jest dla bytów astralnych energią nie do zniesienia; parzy je jak ogień i zmusza do odwrotu. Takie istoty nie mają uczuć wyższych, dlatego emitowanie ich wokół celu, który sobie obrały, jest dla nich destrukcyjne.
    Dzięki połączeniu tych działań i mojej absolutnej odmowie oddania syna w łapy ciemności, został on uwolniony. Dziś wiem, że każda z nas ma tę samą MOC.
    Drogie Mamy, jeśli widzicie, że COŚ próbuje przejąć Wasze dziecko, walczcie! Nie bójcie się tej ingerencji. Wasza Krew płynąca w żyłach Waszych Dzieci, to łącze, którego nie da się zerwać. Wasz głos ma MOC wyrzucania bytów z pola Dziecka.     Wasza miłość nie ma granic. To uderzenie niweczące siły wroga. Wykorzystajcie to!
    Z miłością i błogosławieństwem Dobromiła i Czcibor 💫❤️💫

Wobec chaosu bastionem jest utrzymanie pozycji w "kręgu swoich" i osobistej godności


 
    Żyjemy w czasach, które przyszłe pokolenia nazwą być może „Wielkim Odarciem z Zasłony Mroku ”. To, co przez dekady, a nawet stulecia, działo się w mroku luksusowych posiadłości, prywatnych wysp i za kulisami wielkiej polityki, dziś wypływa na powierzchnię z siłą, której nie da się już zatrzymać💪 . Jesteśmy świadkami globalnego procesu, w którym najgłębszy mrok zostaje wystawiony na działanie światła świadomości naszych dusz.
    Obserwując to co dzieje się na świecie nie sposób nie dostrzec powtarzającego się schematu. W momentach, gdy opinia publiczna zbliża się do jądra największej ciemności, gdy fakty dotyczące systemowej pedofilii, handlu ludźmi czy rytualnych nadużyć na najwyższych szczeblach władzy stają się zbyt ewidentne (przypadki Epsteina czy mroczne kulisy przemysłu rozrywkowego) system natychmiast uruchamia protokół awaryjny. Nagle, w ciągu jednej nocy, uwaga świata zostaje przekierowana na widmo wojny, kryzysy, czy konflikty na Bliskim Wschodzie. To nie przypadek. Demony wiedzą, że człowiek żyjący w lęku o własne przetrwanie przestaje zadawać pytania o etykę, duchowość i prawdę. Strach blokuje wyższe ośrodki świadomości, sprowadzając ludzkość do poziomu instynktów przetrwania i ochrony rodziny.
    Przypominamy, demony i istoty niskich wibracji nie potrafią same kreować energii, muszą ją kraść. Najczystszym paliwem dla tego systemu jest cierpienie, niewinność i lęk. Rytuały, gwałty i przemoc, które wychodzą na jaw, To celowe działania mające na celu wygenerowanie gęstej energii , która karmi tę pasożytniczą matrycę.😔
    Zrozumienie tego faktu jest bolesne, ale konieczne, aby się uwolnić. Tylko widząc pełny obraz, możemy przestać być nieświadomymi dawcami energii dla systemu, który nas więzi.
    Równolegle do struktur politycznych i rozrywkowych działają systemy religijne. Choć często są one ubrane w szaty i słowa miłości i zbawienia, wiele z nich opiera się na tym samym fundamencie lęku przed karą i zewnętrznym autorytecie. Religie, to kajdany dla duszy. Dzielą ludzi na „wybranych” i „potępionych”, straszą końcem świata i wymuszają posłuszeństwo. Są jak kolejne macki tej samej okrutnej ośmiornicy.
    Każdy system, który mówi nam, że Bóg jest na zewnątrz i że musimy się go bać, odcina nas od naszej suwerennej, wewnętrznej Iskry Źródła.💫 To duchowa klatka, która ma zapobiec pełnej aktywacji ludzkiego potencjału. A jest on ogromny.
    Tak więc kochani, mimo prób zamiatania pod dywan, masa krytyczna została przekroczona. Świadomość rozlewa się po planecie jak woda, której nie da się zatrzymać rękami. 🙂 Każda istota , która odmawia udziału w stworzonym przez ciemne energie - nazwijmy to "teatrze lęku" - każda matka i ojciec, który chroni swoje dzieci przed niskimi wibracjami, każda dusza, która ogłasza swoją suwerenność, jest gwoździem do trumny starego systemu.
    Naszą najpotężniejszą bronią nie jest walka na ich poziomie, lecz odmowa karmienia systemu swoją uwagą i lękiem. Kiedy stajemy w swojej Mocy, uznajemy swoje gwiezdne pochodzenie i suwerenną wolę, stajemy się dla istot cienia nieuchwytni. Róbmy wszystko co w naszej Mocy, by podnosić swoje wibracje i nie dawać się wciągać w manipulacje strachem wszechobecnym w mediach.
    ​Czas cienia dobiega końca.! Tak, ale nadal wszystko zależy od nas. To walka o dusze, to walka o naszą Moc! Bądźmy jednością, a pokonamy wroga tej Ziemi. Jesteśmy światłem Źródła, jesteśmy kwiatem życia! Stało się, stało się, stało się!
 
    Z błogosławieństwem Dobromiła i Czcibor 💫

Matrix uderza w strukturę Rodu

 

    Jakkolwiek poruszaliśmy ten temat we wcześniejszych artykułach oraz naszych książkach, dopełniamy Wedę i wkład procesowej energii poniższą publikacją - jako że dotyczy podstawowej struktury twórczej nas, ludzi. Ariów, Istot Źródła. 

 

    W dzisiejszym świecie toczy się cicha, niewidzialna wojna. Jej front nie przebiega na granicach naszych państw, lecz przez środek naszych domów, sypialni, serc i połączenia dusz. Celem tej operacji jest degradacja Rodziny, jedynej komórki, która posiada naturalną odporność na manipulację demonów Matrixa. Kiedy Ród jest silny, jego członkowie są nie do złamania. Dlatego system musiał stworzyć mechanizmy, które go rozbiją od środka.
    Oto jak wygląda nowoczesne niewolnictwo...
    Wszystko zaczyna się od ekonomicznego szantażu. Wynagrodzenia za pracę, czego sami też doświadczamy, są celowo utrzymywane na poziomie, który ledwie pozwala na przeżycie. Media w tym czasie bombardują nas wizją „godnego życia”, które można kupić tylko na kredyt. Kredyt to nie tylko pieniądze, to pętla na szyi naszej suwerenności.😔
    Rodzina która zaciągająca dług w banku, staje się zakładnikiem systemu. Wtedy zaczyna się strach przed utratą dachu nad głową, który zmusza oboje Rodziców do morderczej pracy, często na trzy zmiany. By tylko zarobić na spłatę rat długu. W tym momencie dom przestaje być sanktuarium, a staje się jedynie noclegownią dla wyczerpanych trybików demonicznej maszyny.
    System wie, że skoro złapał nas w ten sposób w sieć, pociąga za sznurki jeszcze mocniej.
​​    Kolejnym uderzeniem jest kodowanie kobiet na nowoczesny feminizm, który pod płaszczykiem ich wyzwolenia kradnie im ich największą MOC: subtelność, czucie i godność. System wmówił kobiecie, że opieka nad ogniskiem domowym to więzienie, a praca w korporacji to wolność. Kobiety są zmuszane do porzucania niemowląt w żłobkach i szybkiego powrotu do produktywności, bo mąż nie jest już w stanie udźwignąć ciężaru narzuconych długów.
    Zamiast Matki tworzącej mir domowy, Królowej, która jest kompresem dla własnych Dzieci, otrzymujemy kobietę-żołnierza, która w walce o przetrwanie traci kontakt ze swoją intuicją. Gdy znika czucie kobiety, znika tarcza ochronna nad Dziećmi, pamiętajmy o tym!
    ​Co dzieje się zatem z Dzieckiem w takim układzie? Zostaje oddane na wychowanie instytucjom. Żłobki, przedszkola i szkoły to nie tylko edukacja, to obozy formatowania systemowego myślenia, kolejni niewolnicy. A co po powrocie do domu? Zamiast ciepłego obiadu i rozmowy z mamą, Dziecko zastaje pusty dom i ekran komputera dla zabicia czasu spędzanego w samotności. Gry video stają się "cyfrową nianią", która koduje w młodych umysłach agresję i odcina od realnego czucia. Dzieci stają się biorobotami od najmłodszych lat.
    Młodzież pozostawiona bez nadzoru, pozbawiona wzorca ojca-obrońcy i matki-pocieszycielki, szuka akceptacji w używkach i destrukcyjnych grupach rówieśników. Przecież znamy tysiące takich przypadków 😔
    Zamiast szukać kontaktu z zapracowanymi Rodzicami, nastolatki gubią swoją duchową otwartość w szponach materii i sztucznej inteligencji.
    Dla Rodzin, które tak jak nasza starają się zachować jak najwięcej wzorców Źródła, trwanie w tym systemie nie jest łatwe. Istoty zarządzające Matrixem, gdy widzą, że Ród się budzi, zdejmuje kody i wychodzi z oblężenia, robią wszystko, by go zniszczyć. Ponieważ nie potrafią rozbić siły miłości i wzajemnego wsparcia, uderzają w finanse.
    ​Czy warto więc walczyć z tak potężnym wrogiem, który zaciskając pętlę na naszej szyi i odbierając nam pieniądze, pozbawia nas możliwości życia na godnym poziomie?
​Tak, zdecydowanie warto!
    Ten świat upada, rozsypuje się na naszych oczach. Cóż pozostanie, jeśli nawet w Rodach panować będzie chaos, brak szacunku i miłości? Co się stanie, kiedy Dzieci całkowicie odwrócą się od Rodziców, ślepo idąc w stronę martwej materii? Nie pozwólmy na to!
    Mówi się, że wielka pobudka zacznie się od kobiet, od ich powrotu do połączenia ze Źródłem i głębokiego czucia Matki Ziemi. W końcu to my jesteśmy strażniczkami częstotliwości. Mimo że tak wiele z nas nadal pozostaje odartych z godności i poczucia moralności, nie widząc własnej niewoli, czas odzyskać nasze miejsce.
    Czas powrócić do źródłowej konstrukcji Rodu.
    Odbudowa Rodu to jedyna droga, by w rozpadającym się świecie zachować to, co naprawdę żywe. To, co naprawdę pochodzi od Źródła. Walczmy o nasze Rody, one są największą wartością ❤️
    Z miłością i błogosławieństwem dla Was, Dobromiła i Czcibor
 

2026/05/24

Lachowie a Smoki, część pierwsza: Kiedy wojna zastąpiła przymierze

 

    Obecny proces ma wiele gałęzi przywracania Wedy; można go porównać do drzewa, choćby do Dębu który odrasta coraz bardziej i mocniej rozgałęziony, coraz bardziej stabilny, coraz bardziej emitujący światło naszej Lachów Mocy. Za jedną z gałęzi można uznać ujawnienia, za inną choćby własne wewnętrzne procesy. A te oznaczają także odkrywanie prawdy o drodze własnej duszy. Oboje z Dobromiłą jesteśmy ostrożni i weryfikujący szczególnie wobec istot, które badają nasze pola, w tym inkarnacje. Jakkolwiek wielu ludzi deklaruje taką usługę, ostrożność jest istotna, żeby mieć na przykład pewność co do tego, że kanał informacji, na który się otwieramy, jest nie tylko otwarty na czystych intencjach, ale też chroniony od podczepień i ingerencji. Jako odbudowujący się Ród Lechicki w subtelnych kwestiach odzyskiwania osobistych  rodowych informacji zawierzyliśmy Dorocie i Adrianie, a niniejszy przekaz dotyczący Smoków powstał w oparciu o sesję tych świetlistych dusz z naszym pięcioletnim Milanem. Warto przyjąć, że tak zwane legendy nie są metaforą przemycającą drobiny prawdy, lecz kodowaną informacją, zatem bardziej prawdą, dosłownością, niż baśnią i fantazją. 

    Milan przyszedł do nas, aby uzyskać, jak sam powiedział, naukę potrzebną do jego pracy dla Lechistanu i Ziemi. Tak jak i my oboje, wrócił tu, żeby domknąć cykl, rozproszyć resztki ciemności i matrixowych instalacji, i dołożyć swoją pracą do Równowagi. Jedno z wcieleń Milana przypadło na Chiny, w czasie, gdy Ariowie czynili tam Straż i rozprowadzali wiedzę (w tym sztuki walki) konieczną dla odparcia Anunnakich. To wcielenie przypadło na kres tego czasu, gdy przymierze Smoków i Ludzi było już niestety przeszłością, a zamiast niego toczyła się niszcząca wojna. Zanim ona wybuchła, między Smokami a Ludźmi panowało istotne, choć niepisane przymierze: obie strony żyły w poszanowaniu, zajmując się swoimi naturalnymi rytuałami dla równowagi częstotliwości nie tylko Chin, ale całej Ziemi. Smoki nikomu nie kojarzyły się z drapieżnymi kolosami, lecz z potężnymi istotami tak samo ze względu na rozmiar, jak i piękno i rzeczywisty ujmujący majestat. Niektórzy z nas to urzeczenie widokiem Smoków zachowali w komórkowej pamięci do dziś i zdarza im się czuć poruszenie wobec ilustracji lub filmowych scen ze Smokami. 

    Smoki pierwotne (duchowe), zwane przez Słowian Żmijami, przybyły na Ziemię z Liry, Syriusza A czy Plejad. Ich praca była nie mniej ujmująca i majestatyczna od wyglądu: wachlując wielkimi skrzydłami latały wzdłuż linii geomantycznych Ziemi, stabilizując całe pole planety. Jednocześnie były Strażnikami Przyrody i eteru, więc dla ludzi ich obecność, w tym bliskie sąsiedztwo, była błogosławieństwem. Smoki miały postać na pół fizyczną, na pół eteryczną, a na ich głowach znajdowały się kryształy. Dzięki swej strukturze nie miały potrzeby fizycznego odżywiania, wystarczał im eter. 

    Dla Anunnakich, którzy w planach inwazji zawarli pakt z Draco (i podlegającymi im Reptilianami) nieformalne, ale nadzwyczaj potężne przymierze Smoków z Ludźmi stanowiło główną przeszkodę na wdrożenie skutecznego podboju. Anunnaki zesłali między ludzi agenta, który metodycznie kodował w nich rezerwę, nieufność, a ostatecznie strach przed Smokami ("ich atak jest tylko kwestią czasu"), i w końcu nastąpiło dramatyczne w skutkach zmasowane i bezlitosne uderzenie ludzi na ich gniazda. Zniszczono przy tym smocze jaja, co powiększyło wstrząs. Toczące się walki zamieniły Smoki z Bio-Generatorów Pola Morfogenetycznego, istot eterycznych i anielsko łagodnych w zdesperowanych drapieżników. Zmiana wibracji zniszczyła ich kryształy i zagęściła strukturę ciała, co część z nich zmusiła do ukrycia się w głębokich pieczarach i węzłach energetycznych Ziemi (gdzie są do dziś), a część, pod wpływem fizycznego głodu, gniewu i narzuconego przez Archontów wirusa dominacji, dała się wciągnąć w pole bitwy. W sukurs przyszły tym pierwotnym Żmijom przyszły drakońskie Smoki, esencjonalnie agresywne. To one wyparły w niepamięć zaszczytną rolę Żmijów, budując po wieki kod smoczego okrucieństwa i kanibalizmu.

    Milan w czasie tej wojny pełnił w Azji rolę Korektora Częstotliwości, był  wojownikiem w pełni aryjskiego potencjału (fizyczno-energetycznego) imieniem Zor. Nie walczył ze Smokami mieczem ani lancą, lecz w konieczny wyrafinowany sposób, operując Słowem Mocy, rytuałami i technikami energetycznymi. Dlaczego? Smoki to potężne, wielowymiarowe istoty. Ich świadomość nie jest punktowa jak ludzka – przypomina rozłożyste drzewo lub sieć, która swoimi "gałęziami" (skrzydłami świadomości) potrafi zarządzać całymi regionami geomantycznymi. Konfrontacja ze Smokiem to zatem nie tylko konfrontacja z silnym i wielkim potworem, ale z autonomicznym węzłem Mocy i baterią dział zarazem. To właśnie sprawiło, że w polu walki Żmije były nie do przejścia dla Archontów i zdecydowali się oni na typowy dla oderwanych od Źródła istot akt diabolicznej strategii: skłócenie sojuszników i rozbicie nierozbijalnego. Podczas wielkiej infiltracji, Archonci użyli wirusa umysłu (kodu dominacji i głodu energetycznego). Wirus ten infekował poszczególne "pasma" lub "gałęzie" świadomości Smoka. Zainfekowany Smok zaczynał zachowywać się jak tyran – zamiast filtrować eter i zasilać ziemię, zaczynał pobierać energię z ludzi, stając się "potworem" z legend.

    Jak radził sobie ze Smokami Milan (Zor)? Posiadał unikalne pasmo częstotliwości, które działało jak laserowy skalpel światła Źródła. Kiedy stawał naprzeciw zainfekowanej istoty, potrafił dokładnie zlokalizować, która część jej wielowymiarowej struktury uległa korupcji. Poprzez dekret woli i projekcję energii, „odcinał” (izolował) to zainfekowane pasmo świadomości, nie niszcząc samej esencji (duszy) Smoka. Była to operacja ratunkowa – bolesna dla istoty, bo drastycznie zmniejszała jej zasięg i Moc (często wiązało się to z utratą kryształu-rdzenia), ale ratowała jej duszę przed całkowitym upadkiem w mrok. W owym czasie oboje stanowiliśmy już z Milanem synchroniczny zespół operacyjny jako rdzeniowa Rodzina. Milan działał pod naszą osłoną w paśmie wysokiego ryzyka. 

    Jednak tym sposobem pokonał jednego z najpotężniejszych Żmijów, który przeszedł na stronę Archontów. Odebrał mu zdolność manipulowania ludzką wolą. Ta "nienawistna energia", która podążała za Milanem, to stary dług częstotliwości – byt ten uważał, że Zor odebrał mu "boskie prawo" do władania. Wywołało to w Smoku tak silną nienawiść, że jako smocza forma energii ścigał Milana aż do tej pory, usiłując przebić się do jego wymiaru. Tę sprawę załatwiliśmy jako Ród dzięki wsparciu Adriany i Doroty i niniejszym artykułem wyrażamy im wdzięczność. Milan po sesji zyskał na spokoju, radości i werwie godnej lechickiego junaka. I takich tylko junaków życzymy wszystkim Lechickim Rodzicom. 

    Z błogosławieństwem, 

    Czcibor i Dobromiła  

     W drugiej części: kim był Smok Wawelski, co łączyło go z Krakiem i kto stał za jego likwidacją...