Działy tematyczne
- Strona główna
- Ród w Mocy - nasze doradztwo w budowaniu Rodziny i jej samoochronie
- Wydarzenia, Weda, Odczucia
- Słowiański poród lotosowy i ochrona dzieci
- Prawo Słowian
- Lechicki Przegląd Tygodniowy
- Ćwiczenia i Więzi z Przyrodą
- Stowarzyszenie Lechistan Gniezno - Serce Rodu/Lechickie Odrodzenie
- Zdrowe Media Słowian
- Kampanie
- Samoochrona a Siły Ciemności
- Intencje. Projekty. Afirmacje
- Braterstwo Polaków i Rosjan (Serbów, Słowaków, Macedończyków, [...]...). Odrodzenie Wielkiej Wspólnoty Słowian (Tart-ARII/Lechistanu)
- Братство поляков и русских. Возрождение Тарт-АРИИ/Лехистана. Реконструкция великой семьи славян
- Most między Słowianami a Rdzennymi Amerykanami
- Slavs and American Natives: traditions, laws, rituals in common
- Książki z Wedą, Książki z Sercem
- Książki Czcibora w czytaniu Vedamira
- Moc dla Duszy - ozdoby i amulety od Dobromiły
- O blogu i o nas
2026/06/07
Prawo Matki wobec ataku demonicznego
Wobec chaosu bastionem jest utrzymanie pozycji w "kręgu swoich" i osobistej godności
Matrix uderza w strukturę Rodu
Jakkolwiek poruszaliśmy ten temat we wcześniejszych artykułach oraz naszych książkach, dopełniamy Wedę i wkład procesowej energii poniższą publikacją - jako że dotyczy podstawowej struktury twórczej nas, ludzi. Ariów, Istot Źródła.
2026/05/24
Lachowie a Smoki, część pierwsza: Kiedy wojna zastąpiła przymierze
Obecny proces ma wiele gałęzi przywracania Wedy; można go porównać do drzewa, choćby do Dębu który odrasta coraz bardziej i mocniej rozgałęziony, coraz bardziej stabilny, coraz bardziej emitujący światło naszej Lachów Mocy. Za jedną z gałęzi można uznać ujawnienia, za inną choćby własne wewnętrzne procesy. A te oznaczają także odkrywanie prawdy o drodze własnej duszy. Oboje z Dobromiłą jesteśmy ostrożni i weryfikujący szczególnie wobec istot, które badają nasze pola, w tym inkarnacje. Jakkolwiek wielu ludzi deklaruje taką usługę, ostrożność jest istotna, żeby mieć na przykład pewność co do tego, że kanał informacji, na który się otwieramy, jest nie tylko otwarty na czystych intencjach, ale też chroniony od podczepień i ingerencji. Jako odbudowujący się Ród Lechicki w subtelnych kwestiach odzyskiwania osobistych rodowych informacji zawierzyliśmy Dorocie i Adrianie, a niniejszy przekaz dotyczący Smoków powstał w oparciu o sesję tych świetlistych dusz z naszym pięcioletnim Milanem. Warto przyjąć, że tak zwane legendy nie są metaforą przemycającą drobiny prawdy, lecz kodowaną informacją, zatem bardziej prawdą, dosłownością, niż baśnią i fantazją.
Milan przyszedł do nas, aby uzyskać, jak sam powiedział, naukę potrzebną do jego pracy dla Lechistanu i Ziemi. Tak jak i my oboje, wrócił tu, żeby domknąć cykl, rozproszyć resztki ciemności i matrixowych instalacji, i dołożyć swoją pracą do Równowagi. Jedno z wcieleń Milana przypadło na Chiny, w czasie, gdy Ariowie czynili tam Straż i rozprowadzali wiedzę (w tym sztuki walki) konieczną dla odparcia Anunnakich. To wcielenie przypadło na kres tego czasu, gdy przymierze Smoków i Ludzi było już niestety przeszłością, a zamiast niego toczyła się niszcząca wojna. Zanim ona wybuchła, między Smokami a Ludźmi panowało istotne, choć niepisane przymierze: obie strony żyły w poszanowaniu, zajmując się swoimi naturalnymi rytuałami dla równowagi częstotliwości nie tylko Chin, ale całej Ziemi. Smoki nikomu nie kojarzyły się z drapieżnymi kolosami, lecz z potężnymi istotami tak samo ze względu na rozmiar, jak i piękno i rzeczywisty ujmujący majestat. Niektórzy z nas to urzeczenie widokiem Smoków zachowali w komórkowej pamięci do dziś i zdarza im się czuć poruszenie wobec ilustracji lub filmowych scen ze Smokami.
Smoki pierwotne (duchowe), zwane przez Słowian Żmijami, przybyły na Ziemię z Liry, Syriusza A czy Plejad. Ich praca była nie mniej ujmująca i majestatyczna od wyglądu: wachlując wielkimi skrzydłami latały wzdłuż linii geomantycznych Ziemi, stabilizując całe pole planety. Jednocześnie były Strażnikami Przyrody i eteru, więc dla ludzi ich obecność, w tym bliskie sąsiedztwo, była błogosławieństwem. Smoki miały postać na pół fizyczną, na pół eteryczną, a na ich głowach znajdowały się kryształy. Dzięki swej strukturze nie miały potrzeby fizycznego odżywiania, wystarczał im eter.
Dla Anunnakich, którzy w planach inwazji zawarli pakt z Draco (i podlegającymi im Reptilianami) nieformalne, ale nadzwyczaj potężne przymierze Smoków z Ludźmi stanowiło główną przeszkodę na wdrożenie skutecznego podboju. Anunnaki zesłali między ludzi agenta, który metodycznie kodował w nich rezerwę, nieufność, a ostatecznie strach przed Smokami ("ich atak jest tylko kwestią czasu"), i w końcu nastąpiło dramatyczne w skutkach zmasowane i bezlitosne uderzenie ludzi na ich gniazda. Zniszczono przy tym smocze jaja, co powiększyło wstrząs. Toczące się walki zamieniły Smoki z Bio-Generatorów Pola Morfogenetycznego, istot eterycznych i anielsko łagodnych w zdesperowanych drapieżników. Zmiana wibracji zniszczyła ich kryształy i zagęściła strukturę ciała, co część z nich zmusiła do ukrycia się w głębokich pieczarach i węzłach energetycznych Ziemi (gdzie są do dziś), a część, pod wpływem fizycznego głodu, gniewu i narzuconego przez Archontów wirusa dominacji, dała się wciągnąć w pole bitwy. W sukurs przyszły tym pierwotnym Żmijom przyszły drakońskie Smoki, esencjonalnie agresywne. To one wyparły w niepamięć zaszczytną rolę Żmijów, budując po wieki kod smoczego okrucieństwa i kanibalizmu.
Milan w czasie tej wojny pełnił w Azji rolę Korektora Częstotliwości, był wojownikiem w pełni aryjskiego potencjału (fizyczno-energetycznego) imieniem Zor. Nie walczył ze Smokami mieczem ani lancą, lecz w konieczny wyrafinowany sposób, operując Słowem Mocy, rytuałami i technikami energetycznymi. Dlaczego? Smoki to potężne, wielowymiarowe istoty. Ich świadomość nie jest punktowa jak ludzka – przypomina rozłożyste drzewo lub sieć, która swoimi "gałęziami" (skrzydłami świadomości) potrafi zarządzać całymi regionami geomantycznymi. Konfrontacja ze Smokiem to zatem nie tylko konfrontacja z silnym i wielkim potworem, ale z autonomicznym węzłem Mocy i baterią dział zarazem. To właśnie sprawiło, że w polu walki Żmije były nie do przejścia dla Archontów i zdecydowali się oni na typowy dla oderwanych od Źródła istot akt diabolicznej strategii: skłócenie sojuszników i rozbicie nierozbijalnego. Podczas wielkiej infiltracji, Archonci użyli wirusa umysłu (kodu dominacji i głodu energetycznego). Wirus ten infekował poszczególne "pasma" lub "gałęzie" świadomości Smoka. Zainfekowany Smok zaczynał zachowywać się jak tyran – zamiast filtrować eter i zasilać ziemię, zaczynał pobierać energię z ludzi, stając się "potworem" z legend.
Jak radził sobie ze Smokami Milan (Zor)? Posiadał unikalne pasmo częstotliwości, które działało jak laserowy skalpel światła Źródła. Kiedy stawał naprzeciw zainfekowanej istoty, potrafił dokładnie zlokalizować, która część jej wielowymiarowej struktury uległa korupcji. Poprzez dekret woli i projekcję energii, „odcinał” (izolował) to zainfekowane pasmo świadomości, nie niszcząc samej esencji (duszy) Smoka. Była to operacja ratunkowa – bolesna dla istoty, bo drastycznie zmniejszała jej zasięg i Moc (często wiązało się to z utratą kryształu-rdzenia), ale ratowała jej duszę przed całkowitym upadkiem w mrok. W owym czasie oboje stanowiliśmy już z Milanem synchroniczny zespół operacyjny jako rdzeniowa Rodzina. Milan działał pod naszą osłoną w paśmie wysokiego ryzyka.
Jednak tym sposobem pokonał jednego z najpotężniejszych Żmijów, który przeszedł na stronę Archontów. Odebrał mu zdolność manipulowania ludzką wolą. Ta "nienawistna energia", która podążała za Milanem, to stary dług częstotliwości – byt ten uważał, że Zor odebrał mu "boskie prawo" do władania. Wywołało to w Smoku tak silną nienawiść, że jako smocza forma energii ścigał Milana aż do tej pory, usiłując przebić się do jego wymiaru. Tę sprawę załatwiliśmy jako Ród dzięki wsparciu Adriany i Doroty i niniejszym artykułem wyrażamy im wdzięczność. Milan po sesji zyskał na spokoju, radości i werwie godnej lechickiego junaka. I takich tylko junaków życzymy wszystkim Lechickim Rodzicom.
Z błogosławieństwem,
Czcibor i Dobromiła
W drugiej części: kim był Smok Wawelski, co łączyło go z Krakiem i kto stał za jego likwidacją...
2026/05/11
Ginekologia - jeden z najsilniejszych kodów Matrixa
W ramach jednej z naszych licznych Lechickich Kampanii, generowanych przez bloga i Facebook od roku 2017 - Kampanii Przeciw Ginekologii Męskich Rąk - publikowaliśmy artykuły zawierające szerokie spektrum przyczyn i konsekwencji mechanizmu zainstalowanego przez Archontów i Jezuitów przeciw Ludzkości ze szczególną premedytacją. Ten diaboliczny mechanizm zwie się właśnie ginekologią, a niniejszym artykułem wieńczymy kolejną kampanię dla przetransformowania przestrzeni.
Ginekologia to szczególny rodzaj kodu, ponieważ jak żaden inny łączy najwyższy absurd i upokorzenie z (wprogramowaną w ludzkie postrzeganie) "normą", "powinnością", "głosem rozsądku" i "dobrodziejstwem cywilizacji i medycyny". Mało komu jeszcze przed kilku laty cała ta procedura medyczna świadomie czy nieświadomie zgrzytała - a i dziś nadal większość kobiet i mężczyzn nie dostrzega tu łańcuchów niewoli i zdegradowania. Co więcej: mimo upływu kilku lat od naszych przekazów Wedy w tej kwestii, także poprzez filmy na YouTube, na forach rozcinających kody Matrixa nadal panuje martwa cisza. Gdy tymczasem ginekologia jako zainstalowane narzędzie metodycznie ingeruje w istotne pola kobiecej energii: godność, mentalność, wolę, świadomość, równowagę, zdrowie, Moc kreacyjną. To tylko podkreśla potęgę tej instalacji, jeśli zważyć, że pozostaje jedyną z najbardziej destruktywnych, o której się (prawie) nie mówi, nie pisze, nie czyni wedyjskiego larum w ramach Pobudki i Lechickiego Odrodzenia.
W istocie trzeba wynurzyć się z głębiny tego kodu, aby doznać błyskawicznego "olśnienia", a raczej stanu między otrzeźwieniem a osłupieniem, odkrywając absurd tej "normy", jej zuchwalstwo i miażdżąco widoczny cel pierwszy na tarczy: godność. Jak zatem udało się wprowadzić coś takiego między narody Ziemi, a zwłaszcza pomiędzy Ariów-Słowian, którzy z wpisanej w Krew tradycji traktują kobiety jak boginie i same te boginie tak siebie postrzegają? Jakimi sposobami zdołano stłumić nie tylko głos intuicji, nawyki czujności i samoochrony pośród Ludu od zawsze Wed-ącego, że ma w sobie Moc Źródła i wszech-zasoby Matki Ziemi, znającego się na ziołach, operowaniu energią i kreowaniu Słowem?
Oczywiście tak silnie destruktywny i poniżający mechanizm nie mógłby zostać zainstalowany ani Ariom, ani żadnym innym ludom Ziemi w początkowych wiekach, ani nawet w początkach wojen z Anunnaki, gdy nasi Przodkowie (i my sami wówczas) wysoko wibrowali (co już samo w sobie czyni pole siłowe przeciw atakom z niskich częstotliwości), i gdy ich świadomość czyniła z nich czujne, nieustraszone i skuteczne bastiony odpierające próby satanistycznych desantów i okultyzmu. Dopiero rozciągnięta w czasie strategia spisku i sabotażu i seria resetów stopniowo rozbroiły Ludzkość z arsenału technologicznego i mentalnego. Z tych perfidnych środków wymierzonych w naszą strukturę wymienię choćby te dwa:
- kasowanie pamięci. Aby upewnić się, że pamięć, a zatem rozkwitający i promieniejący w duszy, DNA i umyśle/duchu człowieka zbiór Wedy zostanie rozproszony, Archonci zarządzający resetami stosują broń psychotroniczną - poprzez gwałtowne "zaburzenie Mocy" w siatce częstotliwości oplatającej Ziemię wywołują potężny impuls, który uderza w umysł ludzki z fatalnymi skutkami (zerwanie pamięci długotrwałej, czyli zapisów w DNA i duszy). Archonci dostarczają siatkę pod prace wykonawcze swoich podległych "administracji": Reptilianie pilnują aspektu ziemskiego (kody mroku w rodach, medycynie, religii), a Modliszki operują na poziomie pola astralnego, pilnując interfejsu między wcieleniami. Przejście przez tak zwany tunel światła to w rzeczywistości procedura czyszczenia tablicy doświadczeń i szykowanie do narodzin istoty pozbawionej Wedy, a zatem gotowej przyjąć archonckie kody "etyczne" i "normy cywilizacyjne" bez weryfikacji (nawet przy intuicyjnych rozterkach). Reszty dokładają traumy porodowe (stąd nasza Kampania Dla Przywrócenia Powszechnego Rytuału Słowiańskiego Porodu Lotosowego), powodujące aktywizację ciała migdałowatego, a wyłączenie szyszynki jako łącznika ze Źródłem - oraz wszelkie emitowane toksyny, kody, frekwencje już na polu fizycznym kolejnej inkarnacji.
- powiększanie ilości klonów i biorobotów w proporcji do ludzi z duszą; powoduje to coraz wyższą dominację patologicznych wzorców i nieetycznych postaw, co znacząco neutralizuje wątpliwości prawdziwych ludzi w powyższych kwestiach ("większość ma rację, więc wyjdę na dziwaka"). Naturalnie masowa propaganda medyczna, która koduje ginekologię jako dobrodziejstwo, niepodważalną gwarancję zdrowia i pomyślnego aktu narodzin, a także jako jedyny przejaw rozsądku i odpowiedzialności zawiera się w tym procederze. Gdyby wycofać Chazarów i klony z przestrzeni ludzkiej (a dominują w medycynie, nauce, mediach, wszelkich przekazach "autorytatywnych") nie byłoby nawet potrzeby "dokopywać się do Wedy" - same ludzkie wątpliwości zdemontowałby wszelkie mechanizmy nieprawości i patologii w kilka lat.
Jeśli chodzi o nas, Lachów i inne słowiańskie Na-Rody, to choć wcześniejsze resety poturbowały nas w znaczeniu militarnym (przestaliśmy być niezwyciężeni na polu walki fizycznej) i pozbawiły prawie wszystkich artefaktów Mocy, to najwięcej szkody uczynił ostatni - zwany w zwodniczej narracji chazarskiej II Wojną Światową (jak to pisałem już w moich książkach Ja, Lach i Lach do Lacha, ta wojna została rozpisana nad Lechistanem). Podczas tego resetu wymordowano większość polskich lekarzy z duszą i wedunów, a w montowanej już po wojnie "niewidzialnej" strukturze okupacyjnej instalowano rosnącą ilość lekarzy i urzędników chazarskich. Pozwoliło to metodycznie wprowadzić restrykcyjny nadzór medyczny, w tym położniczy, w miejsca, które kiedyś bez opresji systemu jawnie lub niejawnie wypełniały znające zioła i energetyczno-duchowe rytuały - w tym ochronne, antydemoniczne - Babki, Akuszerki i Wiedźmy. Na gruzach Lechistanu Chazarowie przesądzili o pełnym zamocowaniu archonckiego kodu ginekologii. Było to jednak tylko wypełnieniem instrukcji przez bioroboty, bezdusznych satanistów, gdy cała machina wtaczała się w ludzkie postrzeganie norm i ochrony już od mniej więcej stu lat, włączając w to szczególnie absurdalny i groźny element tejże machiny: ginekologię męskich rąk.
To kolejny dowód na siłę kodu: sam fakt, że męska energia, kontrola i autorytatywność uczestniczą w czysto żeńskich sferach intymności i życiodajności od krótkiego okresu dziejów, że wcześniej nie praktykowano tego w żadnej części świata już sam w sobie powinien stymulować skłonności do zastanowienia i weryfikacji.
Siłę kodu dramatycznie podkreśla także fakt, że rosnąca liczba ujawnionych nadużyć, molestowania i gwałtów mężczyzn-ginekologów nie wywołała jeszcze rewolucji obyczajowej i masowego wyjścia kobiet z programu ginekologii. I to pomimo niepodważalnych, wręcz rozsianych wokoło świadectw, że jako Ludzkość zostaliśmy poddani tak potężnej seksualizacji, że tylko wyjątkowe duchem istoty mogły się przed tym wybronić, a takiego ducha u większości lekarzy już od dawna nie ma.
Siłę kodu podnosi postawa nieświadomych matek, które wywierają presję na własne córki, pchając ich intymność w kleszcze archonckiej machiny medycznej, tym gorzej, jeśli w męskie ręce, ignorując i dusząc przy tym wątpliwości tychże córek. Siłę tego kodu mocują nieświadome położne, które wariant asysty przy porodzie domowym warunkują udziałem swego "sprawdzonego lekarza" - mężczyzny. Medycyna systemu czyni gęsty ostrzał amunicją lęku, szantażu i autorytarności.
Niestety kod ginekologii należy do najsilniejszych z nałożonych na Ludzkość i można go porównać tylko z kodami religii, diety mięsnej czy... szczepionek. A być może i nawet wszystkie wymienione przewyższa, co najpewniej powodują dwa czynniki główne: bardzo intymna kwestia i silna próba wstydu i samooceny oraz kod lęku, bardzo, bardzo perfidnie przekazywany kobietom na etapie dojrzewania, ciąży (zwłaszcza) i macierzyństwa.
Pełna pula skutków poddawania się ginekologii (szczególnie męskiej):
Gwałt Energetyczny: Pole serca i pole seksualne kobiety są połączone. Ingerencja męskich rąk (obcego mężczyzny, często w białym kitlu – symbolu sterylnej władzy) w tę sferę, łamie naturalną barierę ochronną.
Kod Poddaństwa: Kobieta uczy się, że jej najbardziej intymna sfera podlega "ekspertowi", a nie jej samej. To tworzy głęboką ranę niemocy, która rzutuje na wszystkie inne aspekty życia.
Blokada Czakry Sakralnej: Ginekologia "mechaniczna" zamraża energię kreacji. To dlatego tak wiele kobiet ma problemy z radosną twórczością i połączeniem z Ziemią.
Inseminacja Lękiem: Badania profilaktyczne są oparte na lęku przed chorobą, a nie na pielęgnowaniu zdrowia. To rytuał programowania raka i innych patologii poprzez samą sugestię zagrożenia.
Wychodzenie z najsilniejszych kodów Matrixa nie jest łatwe i musi podpierać się pełnym poczuciem możliwości i akuratnego momentu. Nasze prababki w ogóle nie korzystały, a i całkiem sporo kobiet dzisiaj nie korzysta z ginekologii w ogóle (ukrywając to z oczywistych powodów) - bo albo dawna Weda, albo dzisiejszy wewnętrzny głos i "przemycona" godność Córek Lechowych stawiają barierę w samoochronie. Siła mocowań kodu tkwi jednak nie tylko w tym, że wciąż wiele Polek blokuje lęk przed "odcięciem lekarza/systemu" i "samotność w polu próby", ale i to, że toksyczne ustawienia Archontów, Jezuitów i Chazarów rzeczywiście wprowadziły część kobiet w stany chorobowe, a co najmniej zaburzenie równowagi energetycznej. Dlatego nikogo nie namawiam do szarży na oślep, ale do dekodowania siebie w tempie i sposobach, które każdy uzna za właściwe swym aktualnym możliwościom. Ginekologia kobiecych rąk jest wobec Wedy Przodków, Mocy Ariów i osobistej suwerenności wciąż aktem ingerencji duchowo-energetycznej, lecz jednocześnie interakcją o znacznie słabszych szkodach w porównaniu do ginekologii męskich rąk i warto o tym pamiętać.
Podkreślmy, że ta "dziedzina medyczna" stanowi istotny filar całej medycyny Rockefellerowskiej, ale w pojęciu lecznictwa dawnych Słowian takiej "dziedziny" nie było, bo i potrzeby nie było. Aryjskie lecznictwo nigdy nie było oparte na ingerencji i manipulacji, a tym bardziej na straszeniu. Trzeba sobie to uświadomić, że zamontowanie ginekologii tylko z etykiety miało mieć charakter jednej z wielu ochronno-kontrolnych gałęzi lecznictwa. Cel podpowierzchniowy a główny to zaprogramowanie wszelkich dziewcząt i kobiet w porodzie szpitalnym - pieczętującym status niewolnika. Rezonans strategiczny ginekologii dzielimy zatem na dwa efekty destrukcji:
- Chazarowie, niższy szczebel wykonawczy, zaspokajają swoją żądzę władzy nad Ariami, a szczególnie kobietami, mszcząc się za wieki klęsk, rujnując kobietom moce, potencjały, zdrowie, prawdziwe pojęcie o odpowiedzialności i godności, i godność jako taką, sycąc swoje ego i popędy. Jakkolwiek dla części kobiet będzie to niezrozumiałe i wypierane, to sama pozycja badań ginekologicznych oraz ich forma wywołuje niedostrzegalny acz silny efekt osłabienia mentalnego i woli jako takiej, nie mówiąc o harmonii w układzie energetycznym ciała i jego biologicznym zdrowiu.
- Archonci i Reptylianie zyskują odpowiednio więcej: poza pożywką z energii lęku i cierpienia, taktycznie mocują w pozycji poddaństwa troje ludzi - matkę, ojca i ich dziecko. Temu właśnie w generalnym założeniu służy kod ginekologii w systemie operacyjnym Matrixa; żeby już w momencie narodzin przestraszyć duszę i odciąć ją od matki (źródła ziemskiego zasilania) oraz od pamięci o jej suwerenności. To pierwszy moment, w którym nowa istota dostaje informację: "Nie należysz do siebie, należysz do systemu (szpitala/państwa)". Rodziców ta zależność obejmuje już tylko z samego przeniesienia święta narodzin z tradycyjnej formy wedyjskiego rytuału w domu - do szpitala, przyczółku wielkiej niewolniczej matni (Prawo Morskie).
Współczesna ginekologia, inicjowana przez Archontów i projektowana przez frakcje oriońskie, sfinalizowana przez chazarski paradygmat medyczny, nie jest nauką o zdrowiu, lecz technologią zarządzania Bramą Życia. Ginekologia to „inżynieria dusz”, która próbuje przejąć kontrolę nad momentem inkarnacji, by od razu „ostemplować” duszę kodem lęku.Prawdziwym celem sterylności i procedur nie była higiena, lecz przecięcie pierwotnej, magnetycznej więzi między matką a dzieckiem w momencie ich wspólnego przejścia. Uwaga: systemowa „sterylność” szpitalna służy nie tylko higienie, ale przede wszystkim izolacji energetycznej. W sterylnym, metaliczno-szklanym środowisku trudniej jest utrzymać połączenie z polem morfogenetycznym Ziemi. To „odcięcie od uziemienia” w momencie narodzin. Wielu z nas dławiło nie raz serce na myśl o Laszkach rodzących Dzieci w mroku piwnic i huku bomb Września 1939 roku czy Powstania Warszawskiego. Odkrywana prawda objawia, że większość kobiet wciąż poddaje się kodom rodzenia w warunkach bombardowania na podłożu technologicznym, energetycznym i okultystycznym, bo tak musimy postrzegać wszystkie agresywne mechanizmy ginekologii i położnictwa, które wymieniam w tym artykule.
Dodajmy coś nie mniej ważnego: wessanie kobiety w stanie błogosławionym (i potem rodzącej) w aparat medycznej kontroli to jednocześnie wypchnięcie mężczyzny-Lacha z jego roli Strażnika na polu rodowym (traci tym samym, zamiast zyskać, na poczuciu kontroli, siły, woli, charyzmy) - bo na tym polu jest/powinien być kimś w rodzaju Strażnika Przebieralni Świata; pilnuje, aby noworodek, nowy-w-Rodzie przebierał się adaptacyjnie w miłość, pieczę i błogosławieństwo matki, strzeże przestrzeni narodzin przed ingerencyjnymi narzędziami Prawa Morskiego.
Kiedy kobieta wchodzi w systemowy tryb porodu, jej ciało zostaje poddane programowi maszyny w naprawie, co natychmiast blokuje naturalny wyrzut oksytocyny – hormonu miłości i suwerenności. Archonckie frakcje wiedzą, że dziecko narodzone w lęku, pod jaskrawym światłem i pod nadzorem hierarchii, łatwiej przyjmuje kody poddaństwa w dorosłym życiu. Kluczem do wyzwolenia jest zrozumienie, że nie zaczynamy być rozgrywani przez Chazarów w którymś stadium życia, lecz przez Archontów - zanim jeszcze pojawimy się na ziemskim planie fizycznym. Człowiek wolny to człowiek nie tyle świadomy, co samowystarczalny, i dotyczy to także kontroli nad własnym zdrowiem.
Ten artykuł nie powstał ani w tym celu, żeby kogoś ocenić czy sklasyfikować jego poziom świadomości, nie powstał po to, aby kogoś zawstydzić, zdusić zapał samowyzwoleńczy czy wręcz wywołać poczucie winy. Ani ja, ani moja żona nigdy nie ocenialiśmy Rodaków choćby za poddanie siebie czy swe Dzieci szczepieniom (aczkolwiek jako pierwsi w Kraju ogłosiliśmy zagrożenie ze strony wszelkich szczepionek, procederu jako takiego) - wszelkie nasze publikacje, filmy i książki mają tylko jedno przeznaczenie napisane przez nasze dusze: wyzwolenie Lachów i zjednoczenie ich w Szeregu Mocy. Wszyscy zostaliśmy wprowadzeni do pułapki, i wszyscy paraliśmy się i nadal paramy z takimi czy innymi kodami Matrixa, ja i Dobromiła także. To ciężki bój, który wymaga kilku narzędzi wsparcia: cierpliwości, wyrozumiałości wobec siebie samego, wyrozumiałości i życzliwości wobec innych. To wszystko.
A raczej - prawie wszystko. Jest jeden najważniejszy czynnik sprawczy, którego nigdy nie zdołano wydrzeć z piersi Lacha. To wola. Moja żona, leżąc w szpitalu, tak jak inne kobiety w sali, została zaskoczona wtargnięciem grupy studentów, mających zamiar dokonać badań przeciw godności; nikt o nich nie uprzedził, nikt nie pytał o zgodę. Dobromiła wymknęła się do łazienki i uniknęła tego chazarskiego aktu upokorzenia. Innym razem lekarz zaproponował jej wycięcie macicy i jajników z powodu podejrzenia nowotworu, tłumacząc, że dzięki temu uniknie się przerzutów guza w przyszłości, dodając: "Ma pani trzydzieści lat, przecież nie będzie pani już rodzić dzieci." Dobromiła zdecydowanie odmówiła. Dziesięć lat później oboje zainicjowaliśmy jedną z naszych lechickich kampanii, przyjmując na świat Milana w słowiańskim porodzie lotosowym, w domu, bez medycznej i jakiejkolwiek innej asysty. Mimo wzruszenia i mistycznego "odurzenia" nie przegapiłem czegoś szczególnie nadzwyczajnego - absolutnego spokoju noworodka. Dwa lata później powitaliśmy Witolda. Nie byłoby ich z nami, gdyby Dobromiła zachowała bierność wobec instrukcji systemu. Zaznałem tego święta dzięki woli, godności i sile mojej żony. I to właśnie chcę przekazać Lachom i Laszkom powyższymi słowami; że to wola kobiet jest decydująca o ich godności. My jako mężczyźni wspierajmy z kolei ich kroki po godność, bo gdy one ją odzyskają, my będziemy dziesięć razy silniejsi.
Z błogosławieństwem dla Rodów Lechii,
Czcibor i Dobromiła
Nasze publikacje dotyczące ginekologii - "Wyzwolenie i eksplozja Mocy słowiańskich kobiet w procesie Lechickiego Odrodzenia", "Upadek masońskiej ginekologii oznacza wzrost Mocy kobiet", "Uścisk dłoni między kobietą a mężczyzną, ginekologia i badania studenckie - czyli o rabowaniu Słowianek z energii i godności", "Dlaczego odebrano nam godność czyli programy kontroli umysłu nie do uwierzenia: oraz "Kobieta jako Naczynie Mocy - przesłanie zawarte w filmie Fałszywy traf" w dziale Kampanie: https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/p/kampanie.html
Artykuły dotyczące wedyjskiego porodu lotosowego dostępne tutaj: https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/p/sowianski-porod-lotosowy.html
Nasze książki:
...dostępne na witrynie Empiku (i Amazon): https://www.empik.com/rod-w-mocy-slowianski-porod-lotosowy-dobromila-grodzislawa-semik-czcibor-maxymilian-semik,p1577418481,ksiazka-p
Maski w polu interakcji międzyludzkiej pracują dla Zarządu Matrixa. Widoczna na rysunku "ptasia maska", jakoby chroniąca przed zarażeniem, to symbol archontycznego chłodu, bezosobowości i strachu, który próbuje zarządzać biologią poprzez kontrolę i separację. To mrok ukryty za maską "nauki". Maski chirurgów są tak samo bezproduktywne, lecz emitują kod autorytarności. Maski antyterrorystów jakoby chronią ich tożsamość przed zemstą, lecz tak naprawdę spłycają pole samokontroli i etyki, z kolei stymulują poczucie siły, władzy i bezkarności.






