2018/11/08

Lechia Dębowa



     Nasza Ojczyzna miała kiedyś dwie armie. Jedną stanowili najbitniejsi z ludzi, Lechici, drugą - niezliczone dęby. Zapędy wrogów, z Rzymem na czele, tłumiły powszechnie znane męstwo i krzepa lechickich wojowników. Jeśli w sukurs takim cechom szło niezwyczajne poczucie więzi słowiańskich rodów, a za nią mobilizacja wieńczona potężną w liczbę i oręż armią, brak zapału nieprzyjaciół jest zrozumiały. Ilu jednak z nich zdawało sobie sprawę, jaki wpływ na cnoty, jasność umysłu i witalność Lechów i siłę ich wojsk, miały hufce dębowe, między którymi żyli oni ze swymi szczęśliwymi rodzinami? Zapewne tylko wtajemniczeni rozdający karty, które zwykle określamy ciemnymi siłami.
     Ponieważ przypadek nie istnieje, nie przypadkiem aryjski naród osiadł w dębowym sercu Europy. To tu własnie mieli nasi przodkowie czerpać natchnienie do kreacji i spełnienia dla swych dusz. Tu mieli żyć w pełni sił i zdrowia, z adekwatnym wpływem na los kontynentu i całej planety, jako że taką rolę jako strażnicy Ziemi wraz z Indianami Słowianie przyjęli.
     Lechici żyli z dębami w objęciu. Do dębów szli zakochani po wsparcie dla swej wspólnej misji tworzenia, do dębów szli ranni po uleczenie, starsi po zasilenie, poszukujący po inspirację.
     Przed wyprawą i bitwą wojownicy Lechii naszej Dębowej udawali się pod dęby, by zasiąść pod nimi dla użyczenia siły i poczucia mocy. Woj idący ku walce spod dębu, jeśli nawet miał ulec ciałem, był niepokonany duszą. 
     Intuicja kierowała nasze Siostry i naszych Braci pod konary i nad korzenie, z których spływało wyciszenie, natchnienie i odprężenie. Wdzięczność i jasność były tym, z czym wracali do domów.
     Dąb był sojusznikiem Lechity.
     Dąb był przyjacielem lechickiej rodziny.

 

     Kraj tak wypełniony mocą i harmonią, chroniony przez wojsko ludzkie i wojsko dębowe, nie może zostać pokonany. Aby załamać równowagę Lechii i odebrać jej strażniczą rolę, czy wreszcie skutecznie pobić militarnie, trzeba było wyrachowanej strategii długo rozłożonej w czasie. Przeciwnik, któremu Słowianie natchnienie Wedami i przyjaźnią Przyrody stali na drodze do objęcia świata mrokiem, pojął, że demontowanie potęgi Lechii wymaga uderzenia we wszystkie jej generatory: w tradycje, świadomość kosmicznych praw, kobietę i jej moc boskiego łącza i owo bezcenne przymierze z dębami i całym życiem Przyrody. Sukces najeźdźców nie był ani szybki, ani łatwy, ale w końcu nastąpił, gdyż czyste i życzliwe dusze nie mogą zostać pobite mieczem, lecz manipulacją i truciem umysłu już tak.
     Dziś, po wielu wiekach, z mocy dębów czerpią bardzo nieliczni Słowianie, a dla samych drzew tych, dumnych, szczodrych, mocnych, nastały czasy ciężkie. Nie przypadkiem obca władza sterująca dziś losami Ojczyzny wydała wyrok na drzewostanie lechickim. Drzew w tym dębów tak koniecznych, pożytecznych, ubywa jak nigdy dotąd. I tak mało jeszcze lechickiego ruszenia, by bronić tych przyjaciół leśnych...
     Szczęśliwie kończy się i ten czas holokaustu na Przyrodzie, a wkrótce obudzony Naród zabroni dalszego niszczenia. Zbliża się czas odrodzonej Lechii, w której gęsto będzie od lasów, w tym hufców dębowych. Gdy wrócą dęby, wróci harmonia w umysły Narodu, wróci też harmonia w Przyrodę, której brak dębów dziś skutkuje zaburzeniami. Obsadzenie siedlisk ludzkich i sadów zakończy wiele kłopotu ze szkodnikami i plagami, które dziś, zamiast właściwie natchnąć urzędników i naukowców, pchają ich do poparcia wyrębu...
     A to wyrąb właśnie odbiera harmonię całej Naturze i jednym z efektów tego są choćby masowe ataki kleszczy. A przecież odstraszyć Słowianina od lasu, miejsca, gdzie ciało i dusza zdrowieją, gdzie umysł doczekuje odpowiedzi, to mocno go rozbroić. I o tym wiedzą ci, którym Lechickie Odrodzenie jest rosnącą zmorą.
     Wstajemy, Bracia i Siostry, bo czas nam odbudować dom i oczyścić ojczyste przestrzenie. Czas nam też odwdzięczyć się za piękną i wierną przyjaźń dębową, z której Naród nasz zaczerpnął więcej mądrości, i światła w duchu, i woli swego przetrwania, nim dziś się to wielu zdaje...
     Czas, by każdy z nas, każdy jeden zrodzony Lechita posadził choćby jeden tylko dąb. Niech każdy przyjmie sobie to zadanie, a szybko dębowe lasy zostaną odbudowane i znów będziemy czerpać z ich mocy. Jeśli nawet przyjąć, że mamy na to całe życie, spójrzmy, ile milionów dębów przybędzie w krótkim czasie naszym ziemiom... Hufce dębowe zaczną uzdrawiać Przyrodę, i jej niebo, i powietrze, i nas samych - bo tego nam trzeba w Odrodzeniu. Czy wracając do dębów zyskamy więcej pewności i więcej światła na ścieżkach do ukochanych a wciąż oddalonych dusz, do siebie samego? Tak. Czy dęby na nas czekają? Tak. Nigdy nie przestały.
     Wiosną zwołajmy wspólnie pospolite ruszenie - aby zacząć pierwsze dęby (lub inne drzewa) sadzić tam, gdzie wskaże nam serce.
        Dęby to lwy zielonych borów, to strażnicy równowagi małego i wielkiego świata,  to mosty do objęć Stwórcy. Powrót puszcz dębowych to nie tylko powrót harmonii do naszego wspólnego z nimi Domu. To jest powrót do więzi miedzy nami, a dębami. 
     Właśnie tego nam trzeba... Bo naprawdę mocni, bezpieczni, zdrowi i radośni będziemy właśnie w tym odzyskanym Domu: w naszej Lechii Dębowej.

     Wstajemy, Lechici! 
     Czcibor



A teraz wejdź, Lechito, między dęby, i przypomnij sobie!...


Znalezione obrazy dla zapytania дуб на картинке


































     Autor pięknych słowiańskich ballad, inspirujących do czynu i generujących nową rzeczywistość przestrzeni Lechii: Cezary VEDAMIR Stawski
     

Męskość. Wielkie zagubienie. Rambo odchodzi czyli gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?

     W d... Tak mam ochotę odpowiedzieć, kiedy po raz kolejny słyszę jojczenie trzydziestoletnich singielek twierdzących, że wszyscy, wartościowi, godni uwagi mężczyźni:
     A. Wyginęli.
     B. Są już zajęci.
     C. Nigdy nie istnieli.
     Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że im jesteśmy starsze, tym bardziej „wybór” się kurczy. Wiem,że trzydziesto- czy czterdziestolatce trudniej jest poznać wolnego faceta w swoim wieku niż studentce, no bo wiadomo, życie towarzyskie zwalnia, imprez jakby mniej, a większość interesujących, potencjalnych partnerów została już jakiś czas temu zaobrączkowana. Ja to wszystko naprawdę rozumiem.
     Czego nie rozumiem, to fakt, że ci wolni, fajni, zabawni faceci wciąż są na wyciągnięcie ręki, a tak wiele kobiet ich nie dostrzega... Tylu ciekawych z własnymi pasjami, oczytanych, zabawnych, aktywnych, często po rozwodach, których życie mocno doświadczyło... dzięki czemu wiedzą, czego chcą i szukają kobiety, z którą będą mogli stworzyć dojrzały związek.
     I tak się zastanawiam, w czym tkwi problem? Może wcale nie w tych nieszczęsnych chłopach, których non-stop usiłujemy zaprogramować zgodnie z własnymi potrzebami i wymaganiami, a w nas samych?
     Narzekamy między sobą nieustannie, że nie ma już szans na znalezienie porządnego faceta, ale czy aby na pewno nie przyczyniamy się do wymierania tego gatunku?
     Od zarania dziejów to właśnie mężczyźni, uosabiani z odwagą, męstwem oraz siłą, zdobywali pożywienie, troszcząc się w ten sposób o dobry byt swojej rodziny. To właśnie sprawiło, że zostali oni okrzyknięci mianem „głowy rodziny”. W czasie kiedy mężczyźni udawali się na łowy, delikatne, słabe i podporządkowane mężczyznom kobiety, dbały o dom, opiekowały się dziećmi oraz z utęsknieniem wypatrywały przez okno swojego wybranka.
     Tak ukazywane są role obu płci w kanonie dawnych epok...
     Dziś jakby role się odwracały... Coraz więcej kobiet, które szczęście i radość czerpią z pracy, pragną zaspokajać swoje ambicje i piąć się w górę w życiu zawodowym. Na pierwszy plan wysuwa się kariera, a nie dom i rodzina. W takich przypadkach to mężczyźni zostają w domu, sprzątają, piorą, prasują, uczą się cerować, szyć na maszynie, opiekują i wychowują dzieci stając się hmm…🤔„kogutami domowymi”?       Kto wie, czy to określenie za niedługo nie wejdzie w obieg i czy za jakiś czas nie dojdzie do tego, że to mężczyzn nazywać będziemy… gosposiami domowymi - zdaje się, że właśnie w tym kierunku zmierzamy NISZCZĄC WSZYSTKIE MĘSKIE CECHY!
     Jedną z ważniejszych jest :
     ODPOWIEDZIALNOŚĆ - dawniej mężczyzna „brał” sobie kobietę pod opiekę, tak samo jak pod opiekę bierze się dziecko. Był za nią odpowiedzialny.
     Dziś kobiety chcą być odpowiedzialne same za siebie, co rodzi rywalizację między dwoma płciami. Dorzuciły sobie obowiązków na własne życzenie. Nauczyły mężczyzn, że nie muszą być za nas odpowiedzialni, bo same sobie świetnie radzą i będą dążyć do całkowitego przejęcia tej właśnie cechy.
Dla mnie osobiście naturalną kobiecą cechą jest chęć posiadania silnego oparcia w mężczyźnie i to jest nasza odpowiedzialność. Znaleźć to silne ramię.
     STANOWCZOŚĆ – czy cenicie/ceniłyście u swoich partnerów stanowczość? W zasadzie, to dlaczego kobieta nie może być stanowcza? Kto będzie ustalał czy stanowczość ma być kobieca czy męska? Kobiety też chcą być stanowcze. Niestety tym samym automatycznie nie doceniają tej cechy u mężczyzn tylko ją tłamszą. Wolą wziąć sprawy w swoje ręce. Jednak czy stanowczość jest faktycznie naturalną kobiecą cechą? Przecież my, kobiety chcemy wszystkiego na raz, tu i teraz. To mężczyzna racjonalizuje, podczas kiedy kobieta wiecznie analizuje. Stąd naturalną kobiecą cechą jest potrzeba znajdywania tej stanowczości u partnera, chłopaka, męża. Nie bójmy się tego i nie wyrzekajmy.
     OPARCIE- zamiast doceniać ich każdy najmniejszy wysiłek, kobiety wolą pokazać same na co je stać. W takim układzie dlaczego mężczyzna ma się starać? Skoro i tak nie zostanie doceniony tylko co najmniej skrytykowany? Co w tym wypadku ja sama uznaję za kobiece? Nie wstydzić się szukać oparcia w mężczyźnie i pozwolić mu tym oparciem być. W przypadku kobiety, słabość jest raczej naturalną cechą, więc po co mamy się jej wyzbywać?
     UCZCIWOŚĆ– Kobiety same wybierają sobie złych mężczyzn, ponieważ to ich pociąga. Mnie tacy ludzie nigdy specjalnie nie interesowali... taki wewnętrzy głos do mnie przemawiał...Może dlatego potrafię na palcach jednej ręki wyliczyć facetów, którzy zagadali do mnie na imprezie 🙂 Wyszło mi na zdrowie, bo nie miałam bliższej styczności z takimi panami. Ale wracając do tematu, zanim ktoś uzna, że się przechwalam 😉 No bo co to niby za atrakcja, taki facet co pracuje, wieczorami czyta książki, w weekendy odwiedza babcię, a w niedzielę zalega na kanapie? Nudaaaaaa ,albo jeszcze gorzej.... Kobiety uzależniły się od dreszczyku emocji i lubią czuć się upodlone, ale to nie jest kobiece. Co więc według mnie jest? Bycie uczciwą wobec samej siebie, a przy okazji wobec innych.
     ZARADNOŚĆ – kobiety same są zaradne i potrafią o siebie zadbać, więc po co im zaradny mężczyzna? Same pracują, gotują, sprzątają, wychowują dzieci. Trafiłam na komentarze innych pań w internecie na temat różnych gwiazd. Chociażby taka Sara Boruc (żonę tego znanego bramkarza), krytykowana do granic możliwości za to, że utrzymuje ją mąż. Przepraszam bardzo, że spytam, ale nawet jeśli... to co w tym jest złego i takiego strasznego? Skoro kobieta wybrała wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem, co zresztą jest gorszą harówką niż praca na etat w korporacji... to dlaczego odbiera się jej to naturalne prawo? Owszem, są kobiety, które muszą sobie radzić same ze wszystkim... i jednocześnie pracować, ale to wcale nie oznacza, że tak ma to wyglądać. Kobiety, które pracują 24 godziny na dobę nie są szczęśliwe!
     Kobiecość to brak poczucia wstydu, że jest się zależną od mężczyzny.Zdrowa zależność nie jest odebraniem autonomii, jest natomiast przejawem wzajemnej troski o siebie. Chyba zgodzicie się ze mną,że niezwykle miłym uczuciem jest świadomość, że możesz na kogoś liczyć, i ta druga osoba także cię potrzebuje... poczucie, że jest się potrzebnym jest niezwykle ważne.
     INTELIGENCJA – Czy kobieta nie powinna być zatem inteligentna? Owszem powinna-jak najbardziej... przecież jedno drugiego nie wyklucza. W relacjach damsko-męskich kobieca inteligencja powinna jednak objawiać się nieco inaczej niż męska. Tymczasem kobiety zdają się zabijać w mężczyznach najlepsze ich cechy. A mnie się zdaje, że z facetami to jest tak, że trzeba czasem nakarmić ich „ego”. Dać im poczuć, że jest ważny i potrzebny. Przyznać im rację, kiedy wykazał się inteligencją, mądrością, ogładą. Kiedy coś przewidział.
     Kobiece jest docenianie mężczyzny i chwalenie go, aby mógł czuć się dobrze obok nas.
     POMOCNA DŁOŃ – są obowiązki męskie i są obowiązki damskie. Nie ma w tym nic złego, że istnieje taki podział ról. Bez niego kobiety same otwierają sobie drzwi, przenoszą lodówkę, czy dźwigają inne ciężary. Owszem, jest to możliwe, ale żadna z takich kobiet finalnie nie jest szczęśliwa. Bo kobiecą cechą jest wziąć na siebie czasem te nieprzyjemne domowe obowiązki, a facetowi pozwolić rozwijać się przy tych męskich – też nie zawsze dla niego przyjemnych. Nie oznacza to, że chłopiec nie ma pomagać mamie w domu, o nie. Jednak o wiele cenniejsze jest dla syna zabranie go do garażu, przyniesienie drewna do kominka, używanie łopaty, niż odkurzanie, czy ścieranie kurzy.
     TROSKLIWOŚĆ –cecha, która jest zwieńczeniem i dopełnieniem reszty...
     Kolejna cecha wspólna, mająca jednak nieco inny wymiar. Kobiety zatracają się w swojej pracy i wolą robić karierę, te na wysokich stanowiskach w dużych firmach to zdecydowanie w większości zimne i wyrachowane osoby. Może dlatego stwierdziłam, że moje miejsce jest z pewnością gdzie indziej? Kobiety nie chcą być kierowane przez inne kobiety, bo te wyzbywają się swoich wszystkich naturalnych cech i zamieniają swoje serca w kamień, podczas kiedy naturalną kobiecą cechą jest troska o innych. Skoro są zimne jak lód względem siebie to jakie mają być w stosunku do płci przeciwnej? Hmmm?
     No to mamy odpowiedź dlaczego ich nie ma... Kobiety codziennie, coraz bardziej wyrzekają się swojej kobiecości i zrzekają kobiecych praw. Chcą tych męskich, wszystkich, bez wyjątku cech. Nikt nie mówi, że kobiety mają wrócić do domu, do kuchni i siedzieć tam zahukane i zniewolone. Jednak drogie panie, nie bądźmy zdziwione, że znalezienie idealnego mężczyzny graniczy z cudem, skoro same wolimy ewoluować, tylko po to aby stać się samowystarczalnymi, niezastąpionymi a przy okazji nieszczęśliwymi osobami...
     Kobiety przejmujemy męskie role i niepotrzebnie chcemy rządzić! Zupełnie nie zdając sobie sprawy, że o wiele więcej byśmy osiągnęły nie bezpośrednio u władzy, a przy byciu tuż obok władcy.
     Dla wielu mężczyzn, wciąż idealny materiał na żonę stanowi kobieta pasująca do tradycyjnego wzorca, czyli taka, która chętnie zajmie się domem, dziećmi, polubi kuchnię... I to właściwie nie powinno być dla nikogo szokujące, gdyż logicznym się wydaje, że jeżeli chcemy z kimś stworzyć dom-pełen miłości i ciepła to nie należy tego odbierać jako poświęcenie, czy kara...
Od mężczyzny zakładającego rodzinę też wymaga się pewnych rzeczy, które ograniczają jego niezależność.
     Bez względu na to, czy nasz najdroższy jest tradycjonalistą, czy osobą o nieco bardziej nowoczesnych poglądach... często liczy na to, że wybranka serca będzie mocno zaangażowana w związek i dbała czule o partnera.
     Najczęstsze przyczyny rozstania?
     Brak szacunku, zaufania, wsparcia, zrozumienia, brak wspólnego spędzania czasu, tych samych zainteresowań...
     Dzisiaj z tym jest dość spory kłopot, ponieważ kobiety coraz częściej skoncentrowane są na sobie i swoich potrzebach.
     Kiedyś mąż był życiem żony...
     Obecnie wspólna podróż kończy się smutną historią o samotności we dwoje.
     Drogie panie nie zapominajcie!
     Nasi panowie chcą być przewodnikami, opiekunami, prawdziwą głową rodziny.
     To jaki mężczyzna będzie czy też już jest przy waszym boku, to jaką będziecie miały rodzinę, zależy od was - od tego na ile jesteście Kobiece.
     Bądźcie Kobiece, rozwijajcie się.
     W interesie kobiet leży, by przestać walczyć z mężczyznami a zacząć walczyć o NICH!... Bo giną!
     Uporczywe bronienie własnej niezależności wbrew pozorom, dowodzi braku pewności siebie.
                                      ~BĄDŹ KOBIETĄ A JEMU POZWÓL BYĆ MĘŻCZYZNĄ~
     Mężczyźni NIE DAJCIE SIĘ bądźcie męscy, waleczni i odpowiedzialni. Bo kobiece kobiety szukają na tym świecie męskich mężczyzn 🙂
     Ktoś... kiedyś... mądry... powiedział:
     Jeżeli oceniasz kogoś i gasisz jego blask bycia sobą - NAPRAW SIEBIE!
     P.S
     Jeżeli każdy zacznie od siebie, świat stanie się piękniejszy.
     Tego sobie i Wam życzę.
     Złotowłosa

2018/11/04

Żywia - Bogini Życia

Znalezione obrazy dla zapytania Żywia


Listopadowa mgła zasnuła okolice ... wysłaliśmy dobre myśli bliskim, którzy odeszli, posprzątaliśmy zeschnięte liście, zapaliliśmy światełka. I nawet, gdy przez chwilę powiało melancholią, zwróciliśmy się znowu ku Życiu, ku Bogini Mateczce.
A czas był to niezwykły... Niby-Dziady - cóż w tej tradcji dziwnego, przecież ożywiliśmy wspomnienia! Część przeszłości stała się teraźniejszością na chwilę, dała poczucie wspólnoty więzów krwi i RODU, zdolność przeobrażania i odradzania się na nowo.  

Istotą życia jest ciągła PRZEMIANA. Światło jest ogniem i słońcem, które rozświetla głębię... pozwala dotrzeć do najgłębszych warstw i zakamarków, zajrzeć do korzeni. Z nich wyrasta archetypowe Drzewo Życia, które ma esencję, bowiem żywi je Woda, która ma pamięć... Drzewo daje nam Ogień przemieniający się w Ziemię - obdarza nas całym bogactwem minerałów. Ten cykl nigdy się nie domyka, wiecznie tworzy i rodzi według ustanowionego kosmicznego rytmu. Sprzeniewierzenie się naturalnemu obiegowi przyrody daje wynaturzenia, nieszczęścia i choroby. 
Bogini Matka jest żywicielką wszystkiego co żyje i wie co dla nas najlepsze. Życie składa się z wielu elementów połączonych w jeden organizm. Są to rzeczy materialne, duchowe i mentalne.

"Wszystko, co uważasz za swoje jest po-żywieniem (Obrazy, Mysli i Emocje), wszystko, co wchłaniasz i przeistaczasz w swoją indywidualność..." cyt. Diolosa Menla Polska 

JESTEŚ, bo o to chodzi... aby ŻYĆ, nie martwić się (bo martwi też się nie martwią) nie zajmować się rzeczami, które się nie wydarzyły, nie zapobiegać chorobom, które się nie pojawiły... to zaburzenie naturalnej harmonii! Nie opierać się biegowi rzeczy, nie tworzyć zastojów... pozwolić płynąć wszystkiemu z nurtem życia. PUSZCZAĆ... stawać się wolnym z potrzeby serca, czerpać inspirację, korzystać z intuicji. Omijać przeszkody, pomagać w potrzebie. Być zawsze i wszędzie sobą, nie zmieniać swojej natury. NIE MA POWODU, ABY PRZESTAĆ CZYNIĆ DOBRO, aby porzucać MIŁOŚĆ, KTÓRA ŻYJE W TOBIE!

NIE MA POWODU BYĆ OSOBĄ RELIGIJNĄ ANI  DUCHOWĄ, BO ŻYCIE W SWEJ ISTOCIE JEST WOLNE OD TYCH DEFINICJI. NIE TRZEBA BYĆ GURU, FILOZOFEM, ANI POLITYKIEM BY ROZUMIEĆ ŻYCIE.

Wystarczy brać i dawać z siebie, tak jak czynią to drzewa.  
Wzrastać, patrzeć w niebo i zapuszczać korzenie.
RÓWNOWAGA.

Wieczne Drzewo Kosmiczne


Podobny obraz


Maszka



2018/10/07

Seksualizacja jako najpotężniejsza broń przeciw Słowianom



     Wszelkie kampanie są projektami. Kampania wojenna, reklamowa czy jakakolwiek inna ma tylko jeden cel: masowy i ostateczny podbój. Z dynamizmem tych kampanii bywa różnie - zmanipulowany przez iluminatów i amerykańską Chazarię Hitler wbił się z armią w terytoria rosyjskie jak rakietą... Z czasem jednak rakieta ta straciła impet, skuteczność, aż wygasła.
     Kampania seksualizacji światowych społeczeństw jest zdecydowanie akcją nabierającą rozpędu. Była planowana, modyfikowana (względem efektów i okoliczności) i wdrażana od wielu dziesięcioleci w sposób zasadniczo skryty i podstępny (feminizm czy ''rewolucja seksualna'' to projekty iluminackie). Jednak dziś jest frapująco, można rzec: niedorzecznie i zuchwale jaskrawą.
     Każdy świadomy człowiek widzi, że znajdujemy się w istnym i nieomal beznadziejnym oblężeniu dochodzących narzędzi seksualizacji. 
     Iluminaci to przyboczna gwardia odessanych z duchowości serca wykonawców instrukcji ras pozaziemskich. Dokonują zatem wyrachowanej i sukcesywnej inwazji na wielu polach przeciw tym wszystkim narodom, do których uda im się utorować swoje wpływy. Technologia sprawiła, że zasięg ich działań bardzo się powiększył - choć właśnie dotarli do krańca swoich możliwości.
     Kraniec ten nie wynika z braku postępu technologicznego, bo ten jest nieskończony tak samo jako nieskończona jest ewolucja duszy i całego kosmicznego życia. Ten kres wyznaczają procesy kosmiczne i wynikły z nich moment pobudki ludzkości.
     Odrodzenie wolnej ludzkości jest nie do zatrzymania. Proces ten, jak każdy inny, można tylko wytężonymi działaniami spowolnić i to iluminaci i masoneria rzeczywiście z determinacją robią. Dlatego mimo lawiny wydarzeń i ujawnień, które powinny w kilka miesięcy wybudzić ludzi z zaklęć matrixa i oderwać ich od fałszerzy politycznych, religijnych, ekonomicznych, od deprawujących i niszczących ich potencjały mediów, czynności, dźwięków, pokarmów - większość Ziemian i naszych Braci i Sióstr wciąż śpi. Jest to wyjątkowo fatalny sen, ponieważ uśpiony człowiek nie tylko nie ma dostępu do wiedzy (ani potrzeby jej posiadania), ale też nie wykonuje działań samoobronnych.
     Odrodzenie odbywa się zatem w sporym spowolnieniu, zważywszy uderzające już patologie i zuchwalstwa ich promotorów. W rzeczy samej Ziemia na pewien czas rozdziela się na dwa światy - świat wybudzonych i świat przymocowanych do matrixa. Pierwsi świadomi ludzie w zasadzie czuli, że coś nie bardzo gra z regułami świata i szukali wiedzy i prawdy dzięki własnym impulsom i wysiłkom. Kolejna część korzystała z utorowanych przez nich ścieżek. Ostatnią grupą, która opuści matrix, będą ludzie szczególnie i dość brutalnie wstrząśnięci kolejnymi ujawnieniami, które podchodzą pod bramy naszej rzeczywistości.
     Jednak nie wszyscy otworzą oczy i zakończą oni życie z uporczywym wspieraniem watykańskiego generatora i innych podobnie szkodliwych, bo rabujących moc życia i wolnej kreacji i poznawania.
     Człowiek dumny i świadomy nie poddaje się nigdy. Aby osłabić jego siłę bojową i dumę, która ze swej natury pcha do walki z siłami zniewalania - ogłupia się go. Chemikalia w jedzeniu i wodzie ogłupiają. Chemikalia i pasożyty z nieba (chemtrails) osłabiają ciało i umysł. Karmiona fluorem szyszynka degraduje się, a jest wszak generatorem mocy i świadomości. Media i telewizja kruszą indywidualizm i osobiste kodeksy etyczne, programując niewrażliwość na niemoralne i nieżyczliwe postawy oraz szkodliwe nawyki. Opanowane przez masonerię media konstruują społeczną wspólnotę nieczułej ludzkości. Zdominowane przez takie wspólnoty narody nie mogą być zdolne do żadnych wolnych manewrów. I to jest ten cel.
     Inwazja na wolną ludzkość trwa od dawna i jest coraz mocniej rozgałęziona, dlatego mimo obecnego przełomu i rosnącego oporu, pochłonie jeszcze mnóstwo ofiar.
     Światło inspiracji w wyzwalaniu i tworzeniu nowych reguł życia, pisanych nie z wyrachowania, lecz z serca, poniosą Słowianie, w tym najmocniejsi duchem i ciałem Lechici. Jeśli ktoś spyta, dlaczego Lechitów tak bardzo nie znoszą ciemne siły i wprowadzane przez nie agresywne, wrogie rządy Anglii, Izraela czy Stanów Zjednoczonych, to jednym z powodów jest właśnie ten: my, synowie i córki Lechów, mamy nieusuwalny z dusz zapis o wolności i życzliwości. Zawsze staniemy do walki o wolność przeciw jej wrogom, i zawsze okażemy życzliwość tym, którzy wolności pragną. Oni to wiedzą.
     Właśnie wstajemy w coraz większym i mocniejszym szeregu Odrodzenia, który poniesie zmiany na całą planetę. To wiedzą także.
     Jeśli wszystko teraz tak jaskrawo się kumuluje - czy demoralizujące przekazy, czy usilne wmuszanie szczepień i lekarstw, czy chemtrails - wynika to z wściekłości i desperacji naszych wrogów. Świadomych, że czas im się kurczy i że prastare wielkie plany unicestwienia potencjału słowiańskiej duszy zawiodły.
     Aby odeprzeć wroga ostatecznie i nabrać ku temu pełnej wyzwolonej mocy, my, Słowianie, musimy zmierzyć się z najgroźniejszą bronią, z potężnym działem, które wytoczył cyniczny wróg - z seksualizacją.
     Seksualizacja umysłu jest groźniejsza niż militarne inwazje, ekonomiczne niewolnictwo czy nawet zniszczenie zdrowia wielkiej części Narodu. Nawet bowiem wykrwawiony wojną i jej egzekucjami Naród, pomniejszony, okupowany jawnie lub tajnie, schorowany i upodlony biedą - nie traci swej dumy i zdolności buntu, przeobrażeń i rozwoju. Ilu by Lechitów nie padło w spiskach i bitwach - wciąż trwamy jako dumny, świadomy swej rangi i wartości wielki Naród. Owszem, tę naszą dumę poderżnięto, a świadomość wielkiej historii i roli pogrzebano - lecz właśnie teraz budzące się dusze wymykają się z kajdan matrixa i wracają do źródeł. Dla anihilowania tych cnót z Narodu i rasy trzeba czegoś więcej, broni bardziej wyrachowanej: wtłoczenia w społeczeństwo kultowego konsumpcjonizmu i seksualizacji.
     Seksualizacja to wielkie wyzwanie dla nas wszystkich, ponieważ jej efekt jest masowy, a skutki nieomal nieodwracalne. Im młodsze generacje są poddawane temu procesowi, tym szybciej ulegają.
Iluminaci mieli chłodną i niezbitą pewność, że seksualizowane społeczeństwa będą gubić wszystkie niewygodne dla ich planów cechy. Już samo rozbicie zasad telegonii powoduje osłabienie kobiety, jej dzieci i Rodu. Potencjały potomstwa będą osłabione, jeśli w matrycy energetycznej im przeznaczonej wymiesza się materiał DNA i energetyczne przekazy dusz kilku mężczyzn.       
     Mieszanie etniczne działa jeszcze mocniej na niekorzyść Rodu i rasy, stąd coraz bardziej wysilone zabiegi masonerii, by wprogramować białym społeczeństwom taki samobój. Dekady promowania takiego modelu rodziny poprzez seriale sugerujące, że ciemnoskóry mężczyzna jest szczególnie atrakcyjny przyniosło efekt, który daje dziś żyzny podkład pod zmasowane kroki, istną kampanię reklamową etnicznego pomieszania.
     Jak bardzo uśpionym trzeba być, by w takiej kampanii promocyjnej nie widzieć przynajmniej czegoś dziwnego, skoro nie groźnego?...
     Jestem przeciwny sprowadzaniu migrantów na lechickie ziemie i poddawaniu lechickich Rodom sugestiom mieszania rasowego. Dzieci takich par będą słabsze duchem i ciałem, ich zdolność kreacji i osobiste moce skarlałe. Tym bardziej musi taka degeneracja dotyczyć dumy i poczucia tożsamości rasowej, rodowej, a nawet osobistej. Nie ma najmniejszych przypadków w modach i obyczajach popieranych przez masonów - oni doskonale wiedzą, co robią.
     Co ponadto oznacza dla narodów ''wyzwolenie seksualne''? Przede wszystkim nie ma tu żadnego wyzwolenia, ale przeciwnie - wprowadzenie omamionych (medialnym zaklinaniem i chemicznym, mutowanym pokarmem) ludzi w matnię. Młodzież wprogramowana w konsumpcję i uciechy nie spożytkuje zbyt wiele energii ani w pracę nad powiększaniem swych osobistych mocy, ani nie zaangażuje się w protesty przeciw wycinaniu lasów, łagodnym karom za ciężkie przestępstwa i tak dalej... Zabraknie jej ku temu motywacji, sił i świadomości spraw.
     Jakie będzie osobiste poczucie wartości, mocy i dumy kobiety, która poddana została seksualizacji mając dziesięć czy dwanaście lat, albowiem nie miała żadnych szans filtrowania przekazów reklam albo teledysków? Jak bardzo może decydować świadomie mając potem szesnaście albo dwadzieścia lat? Po tym długotrwałym, wsączanym podstępnie programowaniu?
     Nawet jeśli wewnętrzny potencjał pozwoli części Polek wyzwolić się z programu seksualizacji i przejść w tor świadomego decydowania, mogą pozostać szkodliwe skutki energetyczne, zdrowotne, mentalne i genetyczne.
     Atak na czystość rasy to najzupełniej wyrachowany ruch, którego destruktywne skutki są coraz bardziej widoczne, a bezbronność ofiar powszechna.
     Jak napisałem wyżej, trwająca bardzo długo kampania nabrała absurdalnie bezczelnego i lekceważonego jeszcze przez społeczeństwo rozmachu. Kiedy się na tym świadomie skoncentrować, widać jak bardzo są te działania rozpięte, i niestety także nad naszymi lechickimi dziećmi, z oczywistą premedytacją. Ochrona dzieci jest szczególnym wyzwaniem dla świadomych rodziców, ponieważ nawet wyrzucenie telewizora i kontrola komputera nie tworzą pełnego zabezpieczenia. Dziecko nadal edukuje się w skonstruowanej przez masonów szkole i podlega wpływom rówieśników i programów. Seksualizacja wibruje wszędzie, nawet na ulicy - na bannerach i w łączącym umysły ludzi polu elektrycznym. Jednak każdy ruch ochronny jest pożyteczny, a sama idea masowych i narzucających wspólne programowanie szkół zostanie w wolnej słowiańskiej Lechii zdemontowana.
     Kino i telewizja strzelają od lat w serca i umysły widzów jak karabiny maszynowe. Seans 50 twarzy Greya może nieodwracalnie zmienić mentalność mężczyzny, a tym bardziej kobiety. To bowiem kobieta jest pomostem między mężczyzną, a Stwórcą i poprzez czystość jej serca konstruuje się inspiracja i duchowa siła mężczyzny.
     Nie ma przypadku w ruchach iluminatów - serce kobiety jest najważniejszą tarczą spośród obranych za cel, gdy otwierają ogień w swoich kampaniach. Ponieważ do samego serca nie mogą się wkraść, i nie zdołają nigdy, manipulują nim pośrednio, poprzez liczne programy umysłu, takie jak promowanie feminizmu, aborcji, rozwiązłości i mieszania etnicznego jako ''wolności, która się kobietom należy''. Iluminaci wykorzystują wszelką posiadaną wiedzę, także tę, że kobiety jako istoty wrażliwsze, szlachetniejsze i bardziej szczodre od mężczyzn, uszczęśliwia wręczanie darów, w tym siebie...
     Działania poprzez filmy i programy rozrywkowe już masonerii nie wystarczają. Atak seksualny na duchowość człowieka występuje już wszędzie. Osobiście zaobserwowałem w ostatnim czasie przekazy seksualizujące, które jeszcze kilka lat temu były nie do pomyślenia:
     - w jednej z reklam w kinie, dotyczącej butów CCC
     - w grze komputerowej w klimacie fantasy (opcja: ubierz bohaterkę, ubraną w stringi i przybierającą pozy uwodzicielskie)
     - w kabaretach polskich, które najwyraźniej przestają sobie radzić z konceptami na rozbawienie widza, gdy nie sięgać do intymnych spraw.
     W każdym z tych przypadków autorzy przekazu wiedzą, że wśród odbiorców będą dzieci. Ignorują to.
     Ignorują z powodu braku odpowiedzialności, świadomości, albo niehonorowego poddania się narzuconym sugestiom/instrukcjom. Jest bowiem oczywiste, że niemożliwe jest odseparować dzieci i nastolatki od wszelkich szkodliwych przekazów, nawet jeśli są one formalnie oznaczone wiekowym ograniczeniem. Zresztą i w tym całym ograniczaniu zakradł się już przemyślny sabotaż: filmy ze scenami przemocy i seksu kiedyś były dozwolone od lat 21, potem 18, dziś jest to już 16 lat, ale nawet w filmach rzekomo dozwolonych dla młodszych coraz częściej przemyca się seksualizujące przekazy. Ludzi pozwalającym na takie normy i szkodliwe przekazy należy czym prędzej odsunąć od funkcji, wszelkie szkodliwe filmy zwyczajnie odrzucić, a stacje zamknąć. Takie kroki wykona wolny lechicki rząd i nie będzie w tym żadnej cenzury rozumianej negatywnie, ani ataku na ''wolność artystyczną'' (slogan wykreowany przez masonów). Przeciwnie - będzie to jeden z wielu ważnych kroków do uzdrowienia i wolności właśnie. Każdy wyzwolony i odzyskujący wiedzę i dumę Słowianin zrozumie to bardzo szybko.
     Seksualizujące sceny i generujące ten proces wulgarne teksty są dziś montowane nawet w filmach, które powinny być wolne od nich z przyczyn logicznych: komediach, wojennych i innych. Ale nie są. Umysły producentów, scenarzystów i reżyserów zostały już tak zmanipulowane, że kontrolujący Hollywood i inne ośrodki filmowe iluminaci nie muszą już stać nad nimi z instrukcjami. Cała machina filmowa długotrwale, ale w rosnącym przyspieszeniu, odkrawa od widzów kolejne warstwy wrażliwości i smaku, w zamian seksualizując.
     Atak nie przychodzi tylko z ekranów. Opór społeczny jest na jeszcze mizerny, dlatego nie widać masowych protestów wobec coraz bardziej zdziczałych i deprawujących ofert księgarni. Nieświadomy spraw (a zatem pułapki) rodzic może zatem kupić swemu dziecku książkę niemieckiej autorki, w której roi się od wyrazistych rysunków narządów rozrodczych krowy i innych zwierząt. Autorka jest edukatorką seksualną, to jest funkcjonariuszem zaangażowanym w masońską kampanię seksualizacji, tym gorzej że dzieci. Jaki jest cel takiej książki? Takiego obrazowania? Takiej wiedzy dla dzieci, skoro nawet dorośli jej nie chcą, wyjąwszy weterynarzy?
     Skupianie dzieci na kwestiach seksualnych nie wnosi niczego pożytecznego i na nic nie ''przygotowuje'', jak mamią lewacy i masoni, a tylko zakłóca właściwy rozwój mentalny dziecka i jego proces wartościowania. To tylko krok do ograbiania z osobistej dumy i rozwagi, a pchający w iluzorycznie przyjemne niewolnictwo mentalne i fizyczne. Jednocześnie czyni takiego człowieka mniej pewnym swych mocy i znaczenia, a zatem tym bardziej podatnym na ustępstwa i kapitulacje. 
     Z takich to powodów jestem przeciwnikiem szkolnej edukacji seksualnej, czego na wolnych ziemiach słowiańskich nie było nigdy, a co dokumentnie generuje tylko patologie. Wystarczy obserwować rzeczywistość, a manipulowane sondaże i badania naukowe odrzucić jak zgniłe owoce - aby ujrzeć, że im więcej tego seksualnego poradnictwa i wychowania, tym gorzej z młodzieżą... i jej rodzicami. Czemu służą natrętne, wręcz obsesyjnie wszędobylskie porady seksualne w prasie, TV, na portalach typu Wirtualna Polska czy na blogach celebrytów lub tak zwanych fachowców? Mówiąc wprost służą dwóm podstawowym celom: seksualizacji i okradaniu zakochanych ludzi z wolnego eksplorowania miłosnej sfery. Ewolucja i poznawanie to proces trochę wspólny... ale osobisty zdecydowanie bardziej. Stwórca uwolnił cząsteczki swej świadomości, aby poznawały zależności życia w sposób wolny. Nie zaś na drodze nakładanych wspólnych programów, co jest oczywistym hamulcem (mimo że nie blokuje ewolucji jako takiej).
     Tak zwani fachowcy nie są fachowcami w ogóle. Są szkodnikami, acz tak samo ofiarami procesu, który sami wspierają. Nie znają się jednak na rzeczy wcale, ponieważ nie biorą pod uwagę tego, że każda dusza jest inna, inny jest jej zbiór doświadczeń, inne potrzeby w sferze intymnej miłości. Nie mają pojęcia, że są żołnierzami w iluminackiej kampanii przeciw szczęśliwym Rodom i wolnej ludzkości. Są generatorami matrixa i seksualizacji.
     Uczynienie z miłosnej namiętności technicznego, odduchowionego współzawodnictwa nie tylko wszczepiło w wiele osób i ich związki lęk, stres i pozbawiło swobody niewymuszonego poznawania. To prawdziwe wyrwanie dusz z objęć Stwórcy, i odcięcie ich od szczególnej mocy, spływającej na pary objęte miłością poprzez ich serca. Nasi przodkowie mieli tego świadomość i łączyli się w pary bardzo odpowiedzialnie. Brali przy tym pod uwagę nie tylko wzajemne dopasowanie duchowe, ale dobro dziecka i całego Rodu. Ponieważ stały za nimi mądre i życzliwe rodziny, a oni sami mogli sczytywać siebie bardzo mocną intuicją i czystym sercem - tworzyli trwałe, mocne, szczęśliwe rodziny bardzo długo. Pierwsze zaburzenia wniosła religia katolicka, a dziś tak zwana westernizacja sprawia, że rodzina trwale, odpowiedzialnie i szczęśliwie związana jest unikatem.
     Namiętność Słowian była niezwykła, ponieważ niezwykłe jest bogactwo emocjonalne i duchowe naszej rasy. Jednocześnie miłość była nieodłączna z harmonią i odpowiedzialnością. Aby naszych przodków od tego oderwać, Kościół musiał się prawdziwie zmitrężyć, tworząc między innymi kłamliwe wersje Nocy Kupały. Smutnym jest fakt, że do dziś pokutuje obraz Lechitów zatopionych w nocnej orgii, co więcej wersję tę utrwalają jeszcze niektórzy ''obudzeni Lechici'' na forach. A przecież orgia i rozpusta seksualna totalnie przeczy wszystkim wymierzonym wyżej cechom naszych przodków, i ewidentnie jest nielogiczna wobec zasad Wad, w tym wspomnianej telegonii. Czasem wystarczy po prostu się zastanowić... Dawni Słowianie byli dumni i rozważni, mając uwadze nie tylko swoje zdrowie, ale przede wszystkim zdrowie i potencjał potomstwa. Miłość ich była jednak wyjątkowo silna także z innego powodu... Zakochani ludzie wręczają sobie przecudowny dar, owoc nieomal niepojętej w doskonałości kreacji Stwórcy: dar ciała. Dar ciała czynił miłującym się kobiecie i mężczyźnie największą podporę miłości - wdzięczność. Jaką dziś może mieć siłę ta podpora, jeśli dar ciała kobieta wręczyła kilku mężczyznom, a nie tylko swojemu mężowi? Jak dużą wdzięczność może mieć mężczyzna obdarowany ciałem kobiety, jeśli żyje otoczony mrowiem łatwo dostępnych takich darów? Unikalność i wyjątkowość czynią radosne obdarowanie. Jaka podpora - taka miłość. 
     Jest w tym oczywiste wyrachowanie ciemnych sił - że dary miłości zostały rozmyte i utraciły wiele ze swej inspirującej wyjątkowości. 
     Uważam seksualizację za najgroźniejszy atak wymierzony w nas, Lechitów nie tylko dlatego, że rujnuje ów dorobek Wed - ale dlatego też, że jest to atak nieomal niewidzialny, i dlatego też skuteczniejszy niż wszystkie inne. Widzę, ilu moich świadomych lechickich korzeni, a nawet wracających do Wed Braci i Sióstr, nie jest nawet zorientowanych, że są pod skutecznym ostrzałem... Obserwuję na forach lechickich, słowiańskich wciąż zamieszczane zdjęcia Słowianek pięknych - lecz obnażonych lub przynajmniej kusząco, erotycznie pozujących. Nieświadomie to robiąc - wspieramy kampanię masonów, wierząc, że z nimi walczymy. Piękno kobiety lechickiej niech inspiruje i uskrzydla cały hufiec Lachów, lecz jej energia seksualna powinna być uwalniana tylko między nią, a jej mężczyzną. I tego musimy się na nowo nauczyć. 
     Każdy zamieszczany przekaz generujący marzenia i energię seksualną - podtrzymuje ostrzał Laszek, Lechitów i ich Lasząt. Które chronić nam trzeba dziś bardziej niż kiedykolwiek.
     Wszystkie obecne patologie społeczne są strategicznie wypracowanymi osiągnięciami iluminatów, masonów i Chazarów.
     Pierwszy polski wolny słowiański rząd powinien natychmiast zakończyć wszelkie antynarodowe działania, narzucone przez obce siły, w tym szkolną edukację seksualną oraz seksualizujące przekazy medialne. 
     Na razie opór społeczeństwa jest taki, jaka jego świadomość i pula czasu i energii. Toniemy w seksualizacji, która krzywdzi lechickie dzieci. Budzimy się jednak i są tego oznaki, i inspirujące przykłady. W jednej ze szkół na Pomorzu rodzice nie dopuścili, by jakiś zainfekowany unijną tolerancją ''edukator'' zasiał wykładem szkodliwe ziarna w umysłach ich dzieci. Do tego właśnie, Bracia i Siostry, musimy powstać. Do oporu. Do osłony naszych dzieci. One są Odrodzeniem, Lechią Dębów i Wolnych Ludzi. Kiedy widzisz szkodliwy przekaz w mediach, w grach, na bannerach, w szkołach - reaguj. Broń. Stój mocno i pewnie. 
     My, Bracia Lechici, chrońmy także kobiety nasze. Seksualizacja jest z premedytacją wymierzona przeciwko nim, gdyż tylko tak można Słowianki, najwspanialsze kobiety tej planety, obrabować ze świadomości, dumy i mocy, A my właśnie tego potrzebujemy, aby mieć siły i inspirację - dumnych, mocnych, promiennych Laszek. To dzięki nim żyjemy prawdziwie.
     Wstajemy, Lechici!
     Czcibor



    Aby ukazać prawdziwe piękno i aurę słowiańskich kobiet, nie trzeba zdjęć z odsłoniętymi dekoltami ani tym bardziej czymś więcej...










Wszystko, czego chcą i potrzebują nasze dzieci, to...




...wolność swego doświadczania w poznawania świata...





...poznawanie granic swoich możliwości i poszerzanie ich...





...doświadczanie miłości duszą...





...wzmacnianie swej odwagi i życzliwości jako słowiańskich cnót przy stałym wsparciu bliskich...




...i rozwijanie swej świadomości rodzinnej.

2018/09/25

Ę daje energiĘ i sławĘ


     Odrodzenie jest czymś pięknym, wznoszącym, wyzwalającym - to jak sięgać po nowe odzienie, najwygodniejsze, najlżejsze z możliwych. Jak wynurzyć się z mętnych głębin i otworzyć oczy na wschodzące słońce. Taki proces obejmuje wszystko, co stanowi o nas, Lechitach, i naszej ziemi, i mocy naszego Narodu. Zatem także nasz niezwykły polski, lechicki, słowiański język.
     Polski język jest fascynujący, nie tylko ze względu na brzmienie i bogactwo wyrażeń oddających emocje, odczucia i opisy, ale też z powodu ilości dźwięków. Niespotykany zasób dźwięków sprawia, że Lechici są w stanie opanować wszystkie języki świata.
     Ponieważ język Narodu zawiera kody działające na świadomość i wzmacniające potencjały, jest naturalnym, że wróg, który Naród obiera za cel podboju i rzucenia na kolana, a w tym celu niszczy wszystko - zabiera się i za język.
     Mowa Narodu to jego wibracje i pamięć. To żywa ścieżka, która nieprzerwanie wiedzie od przodków ku kolejnym generacjom, nawet jeśli musi lawirować między lejami bomb, depopulacyjnymi wojnami, upadkami kultury i niepodległości czy degradującymi okupacjami. To w języku jest kod przetrwania, szczególnie gdy długie działania przeciwników osłabiają mocniejsze zdolności kodowania i trwania, takie jak intuicja czy sczytywanie wiedzy z nadświadomości.
     Najeźdźcy, którzy obrali Lechitów za cel, nie wydarli im mowy, mimo prób, ale udało im się ją uszkodzić. Mowa dzisiejszych cór i synów Lechowych jest mocno obrabowana z energetyzujących i harmonizujących słów. Za to mamy wmontowane obce słowa, nad których częścią można się zastanawiać, czy ich nośnik energetyczny jest aby dla nas korzystny. Co i tak nie zmienia tego, że są słowami obcymi.
     O ile jakaś ilość zapożyczeń nie czyni większej szkody, a może nawet być uznana za zjawisko urocze jako element życia w planetarnej wspólnocie, to większa ilość ma już charakter niejako inwazyjny i nie jestem tego zwolennikiem. Nie widzę zresztą żadnego uzasadnienia dla angielskich napisów na polskiej żywności i napojach czy innych produktach w sklepach na ziemi lechickiej. Dobry zwyczaj gościa to zgłębiać podstawy języka i obyczajów narodu, którego ziemie się wizytuje. Tymczasem nie mam zamiaru popierać anglizacji niczego, co dotyczy naszej Ojczyzny.
     Mimo że nasz język poddano obróbce - nie tylko poprzez działania obcych ale i nasze zapewne, a wszystko to można uznać za przy filozoficznej tendencji ''ewolucję historyczno-okolicznościową'', to konieczne jest popracować nad nim, by odzyskał czystość brzmienia i wysokie wibracje.
     Kiedy ogląda się filmy przedwojenne, to słychać jeszcze przepiękny, prawdziwy słowiański akcent i śpiewne brzmienie naszego języka. Te cechy przepadły nieomal zupełnie, a było to tak niedawno... Wynikałoby z tego, że każda duża narodowa hekatomba czyni destrukcję nie tylko na gospodarce, mocy i duchu Narodu - ale i na tym także jego dobru, jakim jest język.
     Osobiście uważam, że filmy przedwojenne powinny być emitowane w szkołach ze względu na dużą i cenną wartość edukacyjno-świadomościową. Ta wartość nie dotyczy to tylko akcentu, śpiewności, energii idącej z języka, ale i samej aury tamtych ludzi, naszych Braci i Sióstr sprzed progu kolejnej hekatomby.
     Patrzenie na nich i słuchanie ich porusza moje serce. Nasza ścieżka językowa, i dziejowa, i sercowa właśnie, przeszła od nich przez ten wojenny kataklizm jak przez wszystkie wcześniejsze.
     Wciąż stoimy na niej.
     A raczej kroczymy - bo podjęliśmy marsz w procesie Odrodzenia.
     Co możemy zrobić z naszym ciągle pięknym, niepowtarzalnym, a zanieczyszczonym językiem?
     Uzdrowić go. Odzyskać w pełni blasku i mocy jak wszystkie inne dobra, nad którymi straciliśmy kontrolę. Wielki proces kosmiczny to struktura małych podwórek. Każdy, kto z czystą intencją i entuzjazmem podejmie się pracy nad naprawą języka Narodu, wzmocni realnie ten proces.
     W naszym języku funkcjonuje zręczny i skrótowy slang kolejnej generacji młodzieży lechickiej. Nie jest to już jednak slang uroczych łobuzów z powieści Edmunda Niziurskiego, ale twór angielsko-internetowy, bardzo już odpadły od słowiańszczyzny.
     Język Lechitów dotknęła niechlujność. Niechlujność ta jest tak powszechna i dynamiczna, że zdaje się być entuzjastycznie zaprowadzaną modą, czy wręcz modyfikacją...
     Z naszego języka znika magiczna i niezwykle dźwięczna, wibrująca, urzekająca zgłoska ę. Coraz rzadziej słyszy się, że ktoś mówi tę. Na przykład zamiast podaj mi tę szklankę, usłyszymy podaj mi tą szklankę. To zdaje się niebywałe, ale od kilku lat przyłapuję na tym już piosenkarzy, polotyków, redaktorów telewizyjnych... Kiedyś głos z ekranu należał jeszcze do armii broniącej poprawności narodowego języka. Dziś jest zazwyczaj przeciwnie. W rzeczy samej o telewizji można powiedzieć coraz mniej dobrych słów. Potężnieje jej działanie sabotażowe.
     Co znamienne, nawet jeśli ktoś nie powie , ale , to często w formie już wypaczonej - energetyczne zamienia się te. Tak jak w tom. Jest to tak powszechne, że działa na wszystkich i sam musiałem zacząć się kontrolować i podjąć pracę, by mnie ten nurt coraz silniejszy nie porwał.
     Najgorsze jest jednak prawie zupełnie już niebronione schamienie i zwulgaryzowanie języka naszej Lechii. Przez usta ludzi, i przez portale sieciowe, codziennie płyną dowcipy i memy, i prawie zawsze ''moc humoru'' wzmacnia (?) w nich wulgarne słowo. Zwróciliście na to uwagę?
     Czy rzeczywiście musimy akcentować dowcip w ten sposób? Bo już nie byłby śmieszny?
     I widzę, ilu fajnych, nawet, rzekłbym, świetnych ludzi, przekazuje te zanieczyszczone żarty dalej, nawet nie pomyślawszy o tym, że gdzieś na drodze odbiorcą będzie wrażliwy człowiek, delikatna kobieta albo dziecko. To zjawisko wdarło się już nawet w kabarety, które niedawno kojarzyły się mi jeszcze z bastionami normalności i moralności. Bo już się nie kojarzą. Niektóre występy kabaretowe, zwłaszcza ''na stojaka'', są w maniakalnym stopniu nafaszerowane wulgarnym i seksualnym językiem, co wykonawcom wystawia marny certyfikat westernizacji umysłu. 
     Wielki skok w fatalnym kierunku zaobserwowałem w przypadku kin i gier na konsole - nagle, w ciągu ledwie kilku lat (!) skończyło się filtrowanie tłumaczonych tekstów z wulgaryzmów, w tym szczególnie odpychających o charakterze seksualnym. Jeszcze niedawno polscy tłumacze i lektorzy byli jakąś krzepiącą, swojską linią oporu i wtem skończył się opór tej linii. Być może odchodzą ludzie wyszkolenia na przyzwoitej etyce języka w czasach PRL. Zastępująca ich nowa generacja, szczególnie tłumaczy, albo wykonuje konkretne instrukcje deprawowania języka i widza (słuchacza), albo jest już zmielona, znieczulona i zwyczajnie nieświadoma zła, które czyni Narodowi. Ale obarczam tych ludzi odpowiedzialnością za to, co robią - bo jest to generowanie zanieczyszczonych wibracji, i wszyscy wiemy, że powszechnymi odbiorcami tak zwulgaryzowanych produktów są dzieci - i liczę, że się ockną. Tak jak cały oblegany przez środki deprawacji Naród.
     Wszyscy stoimy w tym nurcie zanieczyszczeń, ale nie musimy stać biernie. Możemy stanąć okoniem. W szeregu. Jak w każdej innej lechickiej naszej sprawie.
     Możemy zacząć zwalniać przyjmowanie przekazów i oddawanie ich. Możemy skoncentrować uwagę na słowach dzięki świadomości - najpotężniejszej broni przemian.
     Możemy używać zgłosek i słów polskich starannie, stymulując  ich brzmienie i uwalniając ich energię w algorytmy przestrzeni wokół.
     Zjednoczmy się zatem i na tym polu działań, Bracia i Siostry. Nie przekazujmy treści zanieczyszczonych. Nawet jeśli są zabawne.
     Starannie wymawiajmy nasze cudowne polskie dźwięki. Nawet jeśli to zdziwi świadków.
     Dbajmy o język Lechii jak o jej dobro, którym jest.
     Albowiem kiedy zaczniemy to robić, osłabimy naszych nieprzyjaciół, unicestwiając ich intencje.
     Kiedy zaczniemy to robić, dołożymy masonom, którzy zaprojektowali potężną kampanię obrabowania społeczeństw z wrażliwości na wszelkie patologie i zaburzenia.
     Jednocześnie, przywracając czysty, słowiański, dźwięczny język naszego Narodu, zwiększymy zasilenie dla Odrodzenia i dla tego, co ono oznacza: harmonii umysłu i serc, i życia wszystkich nas we wspólnym lechickim Domu.
     Sława!!
     Czcibor
     Rys. tytułowy: Sylwia Maria Ruszkowska



Aura i wibracje głosów naszych Braci i Sióstr z Przedwojnia. Dziś bardzo rzadko można spotkać Lechitę z tak wibrującym i czysto akcentowanym głosem. Najzupełniej nie ma takich wśród współczesnych polskich celebrytów...



    Jakże smutnym i wymownym jest wymiar straty, jeśli zważyć, że kilkadziesiąt ledwie lat wymiotło z naszego języka śpiewne brzmienie, unikalny akcent i wibracje. 




Jeden z komentarzy pod zamieszczonymi na YT fragmentami filmów przedwojennych: http://prntscr.com/kyqb96

     Im dalej od Watykanu i tak zwanej cywilizacji łacińskiej, tym lepiej z Wedami i akcentem słowiańskiego głosu. Białorusini i Rosjanie wciąż mówią śpiewnie, z ujmującym serce akcentem. Aby przywrócić należyte wibracje lechickiemu językowi, należy uwolnić dusze i oczyścić serca... I może zacząć śpiewać słowiańskie piosenki, a nie zachodni pop.