2021/07/31

W hołdzie serca... Powstańców Warszawy uzbroił aryjski duch umiłowania wolności

 


    Wobec niezmiennego corocznego ścisku serca w chwili połączenia z Powstańcami Warszawy - przypominamy artykuł z VII Lechickiego Przeglądu Tygodniowego...

       Powstanie Warszawskie nie ma sobie równych w skali świata i Powstanie to każdy patriota polski nosi wszczepione w serce, a patrioci z bratnich narodów słowiańskich szczerze hołdują. Gdy spojrzeć na dzieje Lachów, to znajdzie się w nich wiele kuriozalnych w skali planety i kosmosu aktów poświęcenia, męstwa i szlachetności. Po ujawnieniu wymazanych wojen resetowych będzie ich jeszcze więcej, w tym wspólne w przymierzu Lachów i Rosjan, mężne odpieranie satanistycznych napaści na ziemie Słowian.
     Powstanie Warszawskie, osadzone w grobach najlepszych synów i cór Lechistanu, pozostaje żywą wibracją i tęskną pieśnią nas wszystkich, urodzonych kawalerzystów wolności. Okrucieństwo wroga, cynizm tak zwanych sojuszników, i masońską targowicę dowódców, którzy zatwierdzili zagładę najjaśniejszego miasta Europy, i jego duchową elitę aryjskich wojów, wyjaśnialiśmy już między nami Rodakami nie raz, i sprawa jest tu tak jasna, jak mroczna zarazem. Natomiast zupełnie inaczej postrzegamy samych Powstańców, których każdy z nas, Wolnych i dumnych Lachów, umiłował na zawsze i pochował w sercu z najwyższą troską jak nieszczęsnych braci i siostry. Powstanie Warszawy jest gruzowiskiem nie tylko wybitnej architektury, lecz wybitnego ducha pokolenia Przedwojnia, i jego niespożytej Mocy Twórczej - pod tymi gruzami zaległ odnowiony duch Lechów sprzed wieków i zadziwiające zdolności i plany odtworzenia w Europie niezrównanej gospodarki, kultury i siły militarnej.
     I to dlatego - największe skupione siły zła, od Chazarów, przez iluminatów, masonów City of London aż do jezuitów z Watykanu, wydały wyrok na Warszawę takich Ariów, i taki Kraj niebywałego talentu rozkwitania.
     Dlaczego nasi Bracia, Siostry i Dzieci wyszły w bój tak nierówny 1 sierpnia 1944?
      Nie dlatego, że byli naiwni i porywczy, choć cechuje to dobrodusznych Słowian. Wyszli, ponieważ uzbroił ich aryjski duch umiłowania wolności. Każdy Wolny Lach, nawet bez konia, od narodzin po śmierć, szarżuje w swej duszy po wolność. 
     Powstańcy Warszawy wyszli przeciw najeźdźcom, ponieważ byli wojownikami stolicy - a być wojownikiem stolicy, to mieć jej obowiązki. Każdy z nich zatem miał przekonanie, że wyzwalając stolicę, wyzwala całą Ojczyznę. 
     Powstańcy stanęli do walki, ponieważ wolna dusza polska nie poddaje się nigdy. I gdyby takie Powstanie rozruszać w każdym innym polskim mieście, to w krótkiej chwili walczyliby wszyscy ich mieszkańcy, złączeni tym samym niepokornym duchem i czymś, co niezwykle łączy pospolite ruszenie Lachów: entuzjazmem.
     Powstańcy Warszawy stoczyli bój po to, by jego przekaz nigdy nie zginął. I choć przegrali na gruzach tę walkę, przekaz przetrwał w naszych sercach,  tam, gdzie przyjęliśmy ich wszyscy: Lach nigdy nie odda prerii wolności, którą Stwórca zasiał mu w sercu. A skoro tak, to nigdy też nie odda wrogowi swego Domu. 
     Przekaz, tak wyjątkowy i mocny, dotarł też do naszych przeciwników i tkwi w nich do dziś (dlatego przeciw nam mobilizują wszystkie środki): Słowianie stanęli na powierzchni planety, aby gwarantować jej Równowagę, a ich straż frontalna, Lachy, aby pokazać ich uporczywą wobec tej sprawy lojalność i najwyższą bitność i niezłomność. 
     To właśnie było aryjskim wiatrem wolności, który w porywie woli, dumy, odwagi i entuzjazmu wyprowadził warszawiaków na barykady 1 sierpnia. Nigdy nie oddamy tego przekazu.
     Dziś na tę sprawę, mimo żalu i gniewu, spójrzmy jasno i spokojnie. Żadnych powstań, wyburzeń i holokaustów już nie będzie. Duch poległych Warszawiaków nadal nas niesie, podtrzymuje w demonstrowanej woli niepodległości, i niesie - lecz nie do walki już, a naprawy Kraju i przywrócenia praw naszych. 
     Lach do Lacha, siła w nas.

 
     Czcibor i Edyta

     Ilustracja: Obrońca Rodu poległ, a jego syn sięga po miecz i przejmuje obowiązki ochrony bliskich i wolności. Duch wolności jest wszczepiony w duszę aryjską niczym błogosławieństwo Stwórcy. Dlatego w wyzwoleńczych zrywach polskich, i w Powstaniu, nawet dzieci wychodziły w bój z radosnym entuzjazmem i naturalnym poczuciem powinności i samospełnienia. 

    Ilustracja po prawej ze strony Smyk https://www.smyk.com/porady/ksiazki-dla-dzieci-o-powstaniu-warszawskim,10903.html

    O Powstaniu Warszawy pisaliśmy także w artykule Tak, Polacy są wybranym Narodem. Tak, Lechici są wyjątkowym Narodem: https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2019/05/tak-polacy-sa-wybranym-narodem-tak.html 

 

Powstanie Warszawskie zostało przewidziane, sprowokowane i zaprojektowane jako holokaust siły duchowej i kreacyjnej lechickiego trzonu i zarazem satanistyczny rytuał wielkiej mocy traumatyzującej Naród Lechicki. Nie zabiło jednak aryjskiego ducha wolności - bo nie da się anihilować boskiego źdźbła posianego w duszach ludzkich


 

Dziękuję Ci, Warszawo... Komentarze z całego świata pod filmem oddają poruszające słowa szacunku:
 


Na liniach rodowych i narodowych czas nie tworzy granic. Dlatego Dzieci Powstańcze odczują, kiedy w chwili hołdu i kontemplacji przytulimy je do piersi.


2021/07/25

Lechicka Kampania Przeciw Koszeniu Łąk i Traw Miejskich - słupy ogłoszeniowe w sprawie narodowej

 


Gniezno:



Września:



Poznań:



Kołobrzeg:


 

Radzyń Podlaski:


 

    Serdecznie dziękujemy za stałe wsparcie i udział w kampanii Basi Gronio z Radzynia Podlaskiego.

    Czcibor i Edyta

Kampania prowadzona przez blog Lechickie Odrodzenie od roku 2018 i wspierana przez Stowarzyszenie Lechistan Gniezno od roku 2020.

Wzywamy Rodaków do wsparcia Ruszenia w Sprawie Narodowej.


 

2021/07/14

16 Lechicki Przegląd Tygodniowy. Traumatyczny rezonans Narodu po stracie Anny Jantar jest nie do wyliczenia. Wola i siła polskiego ruchu oporu czynią go fenomenem kosmicznej rangi

 

    Zapraszamy do 16 Lechickiego Przeglądu Tygodniowego, w którym wydarzenia omawiamy w duchu słowiańskim i narodowym. Dziś między innymi:

    - jakie ciekawe skutki powoduje dla osobowości i duchowości szczepienie i nieszczepienie?

    - Lechicki Naród wybudził się jak król Theoden

    - z czym mierzą się Laszki jako żony cudzoziemców?

    - zabójcy ptasich rodzin podpisują osobiste listy pożegnalne z Nowym Światem

    - Anna Jantar odbiera rosnącą wdzięczność świadomego Narodu

     - rozdzielenie Rodaków na szczepiących się i nieszczepiących jest trudną lekcją dla wszystkich, jako stadium ewolucji, które przejęło wszystkie wrażliwe dusze. Bierze się to nie tylko z samego kuriozalnego przebiegu operacji Kłamstwo Covid-19 i satanistycznej kampanii szczepionkowej, nie tylko nawet z tego, że prowadzi to do potężnych przemian wszystkiego, co znamy. Trzeba dodać, że mamy przy tym procesie kuriozalne spektrum obserwacji i poznawania. Widać choćby, co czyni przyjęcie, albo odrzucenie tak zwanej szczepionki. Przyjęta czy nie - zmienia nas wszystkich. I to dynamicznie. U wielu zaszczepionych ludzi daje się zauważyć tendencje do wzmocnienia negatywnych cech charakteru: drażliwości, wulgarności, obojętności, chciwości, fałszywości i agresji (która czasem zaskakuje niewidocznym powodem). Ci, którzy nie dali się wprowadzić do zachęcająco otwartych pułapek koncernów i rządów, nabierają pewności siebie, opanowania i charyzmy. To się nie bierze z niczego. Te przemiany to rezonans dusz. Biorąc pod uwagę, że do zmian w osobowości po zaszczepieniu dochodzą także efekty uboczne w rodzaju nagłych zapaści lub dekoncentracji, warto rozważyć, czy można w ręce niektórych zaszczepionych medyków złożyć zdrowie własne lub Dzieci, czy choćby zaufać jakości i rzetelności części usługodawców. Zadziwiające przypadki niekompetencji albo zuchwałego oszustwa mogą się okazać czymś częstszym niż kiedykolwiek wcześniej - oczywiście to tylko stadium procesu, który ostatecznie wiedzie do uzdrowienia całej rzeczywistości. 

    - jeszcze niedawno mogło nam się zdawać, że Lechicki Naród beznadziejnie tkwi jak rohański król Theoden w magicznym otępieniu (co poniekąd jest prawdą), że Niemcy czy Holendrzy wykazują zadziwiająco większą świadomość narodową, bo toczą regularne bitwy uliczne i demonstrują opór. Jednak liczebnie oceniając stan rzeczy, Niemcy tak naprawdę są w tyle (co nie znaczy, że im tego życzymy). Większość z nich pokornie maszeruje kolumnami do punktów szczepień, gdy tymczasem Polacy kolumnami wycofują się z zastawionych pułapek - w tym całe setki tysięcy z ustalonej drugiej dawki satanistycznej szczepionki. Dla mieszanych małżeństw tym samym nastała próba, której trudno było się spodziewać - i jest ona szczególnie trudna dla Laszek, które wyszły za cudzoziemców. Już sentymentalna i sensytywna specyfika aryjskiej duszy sprawia, że niektórym słowiańskim żonom Niemców czy Hiszpanów mogło brakować pewnej subtelnej nici duchowej komunikacji. Teraz jest gorzej - jeśli świadoma kobieta mierzy się z wyborem męża, któremu brakuje aryjskiej determinacji w boskim oddaniu sprawom wolności. Oczywiście bywają i sytuacje odwrotne. Co zaś czynią Lechici, których brak na ulicach w bojowy szyku tak wielu z nas niejednokrotnie wytknęło? Otóż oni, można rzec, nie siodłając opancerzonych koni, właśnie wygrali najważniejszą bitwę swej ziemskiej ewolucji. Oni nie siedzą po prostu biernie w fotelach, tylko pracą nad swoją energetyką i wibracjami, pracą nad siłą organizmu, nad spokojem duszy, nad ochroną swoich Dzieci i Rodów właśnie teraz realnie i dynamicznie zmieniają rzeczywistość. Te silne, świadome i nienaruszalne Rody Lachów, oddanych boskim prawom, zakochanych w Życiu, spragnionych wolnej kreacji i odzyskaniu pełni siły - to nasz nowy Lechistan. Transformacja dzieje się nieustannie i w odpowiednim czasie wielu z nas przyjmie nowe inspirujące funkcje i zadania.

    - doczekaliśmy chwili, w której nareszcie zmierzch starego świata i jego bezdusznych urzędników jest widoczny - zarazem widoczny jest wschód nowego świata, który dla nas oznacza Wolny Lechistan i urzekające przeobrażenia. Najbardziej adekwatnym omenem wymiany światów jest ewidentny paraliż masońsko-chazarskiej kampanii szczepionkowej, którego zresztą wszyscy z niezachwianą pewnością i zrozumiałą niecierpliwością wypatrywaliśmy. Bezradność satanistów i ich bezdusznych sług jest coraz bardziej demonstrowana przez media. Świadomi Polacy, dumni Lechici, zdeterminowani w odkopywaniu wszelkiej prawdy, w ochronie swoich Rodów - stanęli w kamiennych pozach i nie ma siły, która by ich już kiedykolwiek złamała. Fenomenalny, niezłomny opór Lachów, Sarmatów, okazał się niezniszczalnym nawet dla najbardziej perfidnych programów kontroli umysłu, okazał się nieusuwalnym zapisem aryjskich dusz. Zakłopotania i wściekłości rozsiadłym na naszych włościach Chazarom dokładają tysiące Polaków, którzy przejrzeli na oczy po pierwszej dawce szczepionki. Jest to prawdziwy cios dla nich - dla nas zaś kolejny certyfikat pokrzepiającej transformacji. 

    Straszaki w rodzaju odbierania wojaży zagranicznych wojaży czy seansów w kinie, albo i kąpieli w lunaparku, mogą działać jedynie na ludzi zaprogramowanych na czerpanie przyjemności z rozrywek systemowych (proces uzależniania właśnie w tym też celu trwał dziesięciolecia). Świadomi Lechici przyjmują takie represje jako groteskowe występy - dla wolnego człowieka prawdziwą atrakcją jest łącze z Przyrodą i bliskość z Rodziną. A tego - nigdy już nie pozwolimy sobie odebrać.

    Co teraz nastąpi? To, co napiszemy kolejny już raz: wibracje i Moc sprawcza Istot niezdegenerowanych toksycznymi i mutagennymi preparatami jedynie wzrosną, zaś Istotom przeciwnym prawom boskim i tym, którzy im ulegają - będą spadać aż do stadium rozpadu. Nie ma zatem ani potrzeby odlewania armat i nasadzania bagnetów na karabiny, ani wypełniania sobie umysłu zwątpieniem i lękiem. Wygraliśmy. 

    Nie zmienia to jednak tego, że przydane nam boskie cnoty to nie tylko bitność, niezłomność i umiłowanie wolności - to także życzliwość dla Rodaków. Jeśli któryś z nich upadł i wyciąga rękę, chwyćmy ją z Mocą i pomóżmy mu powstać - wszyscy wszak kiedyś wcześniej wstaliśmy z własnych kolan... Cud boskiego stworzenia mówi, że nikt nie jest stracony, dopóki na światło w duszy i pragnie żyć.

    - UEFA nie ukarała ani federacji angielskiej ani piłkarzy, ani kibiców za sabotaż i niegodne zachowanie podczas Euro. Karą w takim przypadku powinno być podstawienie autobusów i rozwiezienie Anglików do domu, gdzie pobyt sprzyja kontemplacji i refleksjom. Do tego jeszcze inne kroki, na przykład wymiana zarządu federacji, albo dyskwalifikacja piłkarzy Albionu na rok czy dwa z rozgrywek międzynarodowych. Sedno nie tkwi jednak w tym, by ktoś rzeczywiście spodziewał się czegoś innego po UEFA. Większość Europejczyków jest już na tyle przebudzona, że pozbawiona złudzeń i nie oczekuje żadnych honorowych, odpowiedzialnych działań ze strony wszelkich kontrolowanych przez masonów, iluminatów, Chazarów i Watykan instytucjach: UEFA, ONZ, UNICEF, czy samego Kościoła. Wszystkim tym fałszywym przybytkom, w tym fabrykom leków i szpitalom, pękły mury i gniją wnętrzności. Nie to jednak jest sednem tego przekazu, ani nawet to, że całe zło i patologia to owoce zakrzywionej edukacji i manipulacji. To, co jest widoczne przy okazji publikacji sieciowej na temat każdej skompromitowanej instytucji, to powszechne komentarze wzburzenia i trzeźwej, surowej oceny. Ludzie już wiedzą. Ktoś, kto wie, ma Wedę - nie oczekuje cudów miłości po kryminalistach i satanistach. Polskie portale WP, Onet, Interia, uporczywie generują antysłowiańskie i antynarodowe treści, seksualizujące, wulgaryzujące, mamiące korzyściami ze szczepień - i zdecydowana większość odbiorców w ostrych, ale i rzeczowych wypowiedziach to odrzuca. Ludzie nie chcą już kłamstw, obietnic polityków, obnażonych aktorów, tłumaczeń Kościoła. To jest koniec. Lechici wstali. 

    I tu pora ujawnić rzecz ważną - powszechnie zasilany stereotyp o polskim hejcie sieciowym jest oszustwem. To opłacany hologram. W rzeczywistości słowa pogardy, szczucia, wyższości, prowokacji zostawia na portalach niewielu naszych Rodaków. Większość zaś to najemny pułk chazarski. Tak się tworzy fałszywe postrzeganie rzeczywistości. Tymczasem u większości Słowian wciąż dominują ich wpisane w dusze cechy: życzliwość, pragnienie życia w zgodzie i spokoju. Kiedy więc, Rodacy, będziecie dostrzegać w komentarzach (coraz rzadziej) głosy tak bardzo sprzeczne z naszym pięknym aryjskim duchem wolności, współdziałania, jedności i wsparcia - zignorujcie je, bo najprawdopodobniej będzie to tylko jedna z prowokacji chazarskiego posiadacza tuzina zapracowanych kont... Lach do Lacha.

    - bandycka i okrutna dewastacja ptasich siedlisk i morderstwa piskląt, wyklutych czy nie, to zjawisko nasilone w ostatnim czasie. Od tego pęka lub płonie ogniem gniewu serce każdego prawego i czystego duszą Lacha. Nie ma żadnych wytłumaczeń na to, co uczynili ludzie bliżsi już bezdusznym biorobotom niż nam; trudno ich nazwać nawet Rodakami. Zdrowy na umyśle i zdrowy w swoim DNA Słowianin nie zabija zwierząt tylko dlatego, że ich domostwa stoją na drodze jego quada. Okrucieństwa i otępienie tak bezgraniczne tylko podkreślają rozpadlinę, która pojawiła się między ludźmi serca, oddanymi wolności (prawdziwy słowiański Wojownik jest oddany wolności Wszystkich Żywych Istot, a nie tylko swej własnej czy Rodziny), a odessanymi z wszelkich boskich cech niszczycieli (empatii, wdzięczności, umiaru, taktu, życzliwości, wspierania). Bez tych cech człowiek jest odcięty nie tylko od Stwórcy, ale od wszelkich darów nieskończonego w hojności Źródła. Rozpadlina nie zostanie już zakopana. Każdy okrutnik podpisuje sobie osobisty list pożegnalny z Nowym Światem - bo go nie ujrzy. Kogo nie sięgnie lechickie ramię prawa - sięgnie kolejny skok wibracji. Na boskim poziomie energii nie uniknie rozpadu nikt, kto złamał prawa Życia. 

    A jak będzie w przyszłości? W miastach powstaną obywatelskie Straże (Ochrony) Przyrody, które zneutralizują ostatnie akty wrogości przeciw zwierzętom i drzewom. Potem będziemy kontemplować zapomnianą przez stulecia harmonię między ludźmi, a Przyrodą. W rzeczy samej osiągnie to stadium świadomego porozumienia...

     - planeta Ziemia przeszła mnóstwo najazdów, ingerencji i spreparowanych kataklizmów przyrodniczych i wojennych (resety). W trakcie tego wszystkiego ludzkość ewoluowała. W trakcie tej ewolucji zjawiały się ze szczodrości boskiej dusze reformatorów i posłańców dobrej nowiny, siły, i inspiracji do wzniesienia. Niektórzy chcieli podnieść ludzkość na wyższy poziom dzięki zadziwiającym projektom technologicznym (Leonardo da Vinci), inni chcieli poszerzyć spektrum możliwości fizycznych i duchowych ludzi ściśniętych przez ograniczenia systemu (Bruce Lee). W rzeczy samej światło wybudzające ludzkość można ponieść na rozmaite sposoby, a jednym z nich jest śpiew. Dekady PRL były amplitudą wzniesień i osłabień Mocy kreacyjnej Narodu Lachów, ale jest to czas dziś przekłamany tak, jak to się czyni z Przedwojniem - aby w pamięci Polaków nie pozostały osiągane wówczas możliwości, wprost niezwykłe skoki kreacji wynikłe z aryjskiego boskiego potencjału. Jeśli przytomnie spojrzeć na Przedwojnie, to widać, że gdyby City of London i gadzi sztab watykańskich jezuitów nie podpisali wyroku na Polskę, stałaby się potęgą technologiczną, kulturową, duchową i bojową w skali planetarnej.  Okupanci planety skupieni na miażdżeniu Słowian przy każdym podniesieniu głowy nie ignorowali żadnych obserwowanych wzniesień. Warszawę zniszczono jako energetyczne i duchowe serce Kraju Lachów. Rzeź powstańcza i rzeź Woli były satanistycznymi rytuałami krwi, w której utopiono kwiaty lechickich kreatorów - resztę zaś Narodu w mrocznych traumach.

    W PRL mimo traum i ucisku, Polacy zdołali się po swojemu zabrać do kreowania zgodnie ze swoją naturą, i na miarę dostępnych możliwości. Lechicka dusza tak ma - jeśli dać jej chwilę wytchnienia, zaczyna kreować. Lata 70 były bardzo obiecującym mimo wszelkich ograniczeń wzniesieniem - Polacy byli bliscy poczuwania się całkiem szczęśliwym Narodem. Ta dekada to czas, gdy w polskiej przestrzeni śpiewała Anna Jantar. Jeśli krótko porównać ją do popularyzowanych obecnie piosenkarek (programowych figur systemu), to wystarczy tyle: co brzmi w jej głosie, a co brzmi w głosach tych dzisiejszych? W radiu słyszymy jak te głosy wibrują roszczeniami, konfliktami, nonszalancją, brakiem harmonii, a przy okazji wiele tekstów koduje odbiorcom odchodzenie od wartości, godności i samoochrony. Większość współczesnych artystów rozdrażnia co najmniej na poziomie podświadomym, kiedy słuchanie Anny Jantar harmonizowało wszystkie poziomy Istoty Ludzkiej.

    W głosie Anny Jantar wchodzi słońce. Po prostu. Anna Jantar miała jeszcze śpiewną wibrację głosu - nawet nie śpiewając - która dziś jest u nas na wymarciu (tymczasem Rosjanie nie dali sobie tego odebrać i dźwięk ich głosu raduje dusze). Jej piosenki niosły Lachów jak wiatr odnowy, przynosiły pokrzepienie, radość, inspirację - ale nie tylko. Głos Anny Jantar był zjawiskiem terapeutycznym na wysokim duchowym poziomie. Ona śpiewała duszą, czego dziś trudno oczekiwać po celebrytach, którzy wyparli czystych duchem artystów i podpisali cyrografy. Tym samym możemy to wreszcie powiedzieć, że Anna Jantar nie tylko umilała czas Rodakom, przynosiła dobry humor i pogodę ducha - ona wzięła istotny udział w rozpuszczaniu wojennych traum Narodu

    Dlatego kiedy ją jako Naród straciliśmy - rezonans szoku i rozpaczy przeszedł przez cały kręgosłup tegoż Narodu. A że każda zbiorowość jest połączona na linii energetycznej i duchowej, nie tylko mentalnej, cios spadł mniej lub bardziej na każdego - nawet jeśli ktoś nie czerpał świadomie ze światła, które niosły piosenki Anny Jantar. Czy Anna Jantar musiała odejść tragicznie i na przełomie dwóch dekad? Czy była to decyzja jej duszy, czy też taktycznie została usunięta z naszej przestrzeni jak John Lennon, Michael Jackson, Bruce Lee i inni, którzy swoją aurą, kreatywnością, Mocą serca i determinacją wrażliwej i szlachetnej duszy zmieniali wibracje otoczenia o coraz większym zasięgu i utrwaleniu? Czy to przypadek, że koniec lat 70. zapowiadał dla niej kuriozalną karierę międzynarodową - i przy tym podnoszenie wibracji wielu miejsc na planecie? Czy to przypadek, że lata 80. zaczęły tracić blask i światło rozkwitu poprzedniej dekady? Czy jest przypadek w tym, że całe lata 80. były ze strony farbowanych na Lacha lisów skoncentrowane na pacyfikowaniu, gnębieniu i odzieraniu Narodu z koloru i motywacji? Przecież ta taktyka wieść mogła tylko do jednego - do przekonania nas, że tylko kultura Zachodu i kontrola Ameryki dadzą nam dobrostan...

    Dlaczego straciliśmy Annę Jantar? Dziś nie mamy pewności, ale wszystko zostanie kiedyś zweryfikowane, wszystko będziemy umieli po prostu sczytać z Wyższej Jaźni. Wiemy na pewno tylko to, że mroczne siły wprowadziły w rzeczywistość Ziemian wiele bezlitosnych, aż niewiarygodnie wyrafinowanych strategii. Jedną z nich stało się rozkochiwanie milionów ludzi w jednej niezwykłej osobie, która stawała się dla nich nieomal niezbędnym gwarantem poczucia stabilności, radości, chęci do życia - a następnie likwidowanie ich. Tym samym okupanci zyskiwali swoją pożywkę - masami uwalnianą energię bólu, cierpienia, strachu. Zostanie ujawnione jeszcze coś - za większością katastrof stał sabotaż wrogów ludzkości, czyniony w tym samym celu - anihilowanie duchowych wzniesień, generowanie energii negatywnych.

    Czy jednak na pewno straciliśmy słońce, które wyśpiewała nam Anna Jantar? Czy jej piosenki, ich treści, melodie, tony porywające dusze, wibracje głosu wznoszącego do poczucia sił i optymizmu - przepadły, a cała magia rozwiała się? Nie - i wie, i czuje to każdy Lach, który słucha nadal jej piosenek. Dar, który otrzymaliśmy, nie poszedł na marne mimo tylu wstrząsów i zwiedzeń, które nam sprawiono w międzyczasie. Anna Jantar nadal dla nas śpiewa i jej głos nadal będzie niczym słońce wchodzące nam w sercu, i niczym wolny świat wschodzący na horyzoncie.

    - pamiętajmy, że nastał czas, w którym według własnego tempa i odczucia odchodzimy od wsłuchiwania się przy każdym wyborze i każdej rozterce - w liderów czy to kosmicznej duchowości, czy lechickiej Wedy, a zaczynamy słuchać ufnie i pewnie własnego wewnętrznego głosu. Jesteśmy boscy - i to jest prawda. Kończąc zaś o duchu polskiego ruchu oporu, o duchu naszego umiłowania w wolności, to okazał się on niezniszczalnym z oczywistego powodu. Wiemy już, że ostatnie akty obcej okupacji, od wojen i egzekucji po kłamstwo Covid-19 i satanistyczne operacje szczepionkowe nie zdołały unicestwić tego ducha wystawionego na najwyższą próbę. I też nie mogły, skoro okazał on się być cechą boską. I to jest prawdziwe zwycięstwo Stwórcy.

    Z całego serca dziękujemy Annie Jantar.

    Czcibor i Edyta

 

 

     W głosie Anny Jantar zawsze wschodzi słońce:


...dlatego słuchanie go budzi Dzieci zamarłe w naszych duszach i stymuluje boskie cechy przydane od Stwórcy:

 

 Śpiew Anny Jantar wspiera oczyszczanie duszy i umysłu z programów i traum, i rozświetla czakrę serca:


Tak się stanie: ...Nastanie dzień jak w dobrym śnie i z rannym brzaskiem odsłoni świat przebudzonych...:


2021/07/04

Słowiański poradnik letniej regeneracji duszy i ciała

 


    W trudnym z wielu względów lecie 2021 skupienie się na wypoczynku i odnowie jest szczególnie ważne. Na nasze szczęście już sama Przyroda uczyni dla nas - jak zawsze - dobroczynne, szczodre cuda, jeśli tylko się po nie sami zgłosimy

    W tak decydującym i tym samym obciążającym roku, zregenerujemy ciało i duszę, powiększymy Moc osobistą i Rodu, jeśli sięgniemy po najskuteczniejsze środki "wczasowania" w epoce transformacji. Aktywność sportowa i dieta oparta o owoce to naturalne praktyki. Wszechświat to struktura cykliczna, dlatego warto zasilać się teraz rodzimymi owocami okresowymi. Nie mniej, poza tymi oczywistościami, warto rozważyć inne działania właśnie ze względu na specyfikę obecnych przeobrażeń ciała, duszy, planety:

     - niezmiennie podstawową tarczą ochrony naszej świadomości, zdrowia psychicznego i biologicznego, a także obranej drogi, pozostaje bosęga. Tak prosta, a zarazem skuteczna forma aktywności jest istnym darem Stwórcy, który nas projektował, ale i samej planety. Ziemia nigdy nie odmówi łącza z Istotą Ludzką, która zdejmie buty i zechce zaczerpnąć wyciszenia i sił. Chodzenie boso daje poczucie wręcz ulgi wyzwoleńczej i zasila wszystkie procesy duchowe i fizyczne. Korzyści te wymieniliśmy w kilku artykułach w ramach Lechickiej Kampanii Dla Przywrócenia Powszechnej Narodowej Bosęgi.

     - okazji do bosakowania jest latem siłą rzeczy wiele, i na pewno nie warto ograniczać się tylko do czasu urlopowego, lecz praktykować je co dzień. Nawet pod domem, nawet, gdy pada deszcz. Woda to wyjątkowy przenośnik informacji. Przypomnijmy sobie dzieciństwo, gdy z urzeczeniem i magnetyzmem biegaliśmy boso po ulicach zalewanych deszczem, po kałużach, a nawet błocie. Taki kontakt z wodą nie tylko daje frajdę, odświeża umysł i dziecięce pokłady duszy - ale też otwiera świadomość na nowe łącza informacji. Pozwólmy dzieciom hartować się i nabierać Mocy.

     - obecne lato jest wyjątkowe. Jest wśród nas wielu patriotów lechickich bardzo aktywnie zaangażowanych w wyzwolenie Kraju od kilku lat. Mimo że nie dla każdego jest to łatwe do przyjęcia, to toczące się teraz procesy sugerują zredukowanie pracy dla wyzwolenia i Wedy Narodu, aby bardziej skupić się na osobistym i rodowym odnowieniu i zasileniu. Każdy boryka się z wewnętrznymi przemianami i odpinaniem programów - co miewa ciężkie lub mozolne przejawy. Dlatego warto więcej czasu i energii poświęcić na te sprawy, a trochę mniej na - nadal oczywiście istotne - sprawy Rodaków. Uruchomionej transformacji nic nie zatrzyma - nie ma powodów do obaw, zwątpienia i wyrzutów. Każda mała praca wykonana dla Pobudki, i dla zdrowia planety, wschodzi w głębinach duszy jak słońce, żaden wysiłek dla siebie samego, dla Rodu i Ojczyzny, nie poszedł na marne. Wyizolowanie się na jakiś czas, wyciszenie i podniesienie spokoju, przenikliwości i Mocy, oznacza jedynie korzyść i to nie tylko osobistą, ale wręcz dla całego porządku kosmicznego.

     - odpinanie programów jest mozolne i chwiejne dla wielu z nas. Możemy zaobserwować większe skłonności do rozterek, weryfikacji, rozliczeń, refleksji, rewolucyjnych decyzji - niż kiedykolwiek przedtem. Bardzo pomocne będą przy tym rytuały oczyszczające, dzięki wsparciu Przyrody. Polecamy takie rytualne zanurzenie w morzu lub jeziorze, przy intuicyjnie dobranych, i odczuwanych całym sercem intencjach.

     - wszystko to wspiera izolacja od osób i skupisk ludzkich mogących zachwiać naszą Równowagą i procesem podnoszenia wibracji. Nie jest to dobry czas na zjazdy, imprezy i wielkie centra, w których zresztą nie tylko ludzi możemy spotkać. Jest to na pewno znakomity czas na wtapianie się w ciszę, albo w dźwięki Przyrody. Praktykowanie typowych medytacji, na przykład z misami tybetańskimi, nie jest taką koniecznością, jeśli same ptaki oferują nam bardzo duże dobrodziejstwo swoim śpiewem. Ich dźwięki leczą depresję, neutralizują odczucia samotności i lęku, regenerują nasze słowiańskie DNA. 

      - jeśli rzeczywiście nie mamy prawdziwej potrzeby noszenia okularów przeciwsłonecznych, związanej ze zdrowiem czy bezpieczeństwem - polecamy rozważyć porzucenie ich na zawsze. Nasi przodkowie sprzed tysięcy lat posiadali o wiele lepsze technologie, a mimo to nigdy nie założyli na nos takich okularów (tak jak nie smarowali ciał olejkami z filtrami). Wiedzieli bowiem, że światło słoneczne to bardzo ważny dla szyszynki (generator świadomości) i organizmu nośnik informacji, zdrowia i Mocy. Ograniczanie szyszynce dostępu do światła słonecznego znacznie redukuje nie tylko "szerokość horyzontów" rozumu ludzkiego, ale też zdolności samoochrony organizmu, choćby do zwalczania komórek rakowych. Tymczasem manipulacje systemowe uczyniły okulary dobroczynnym narzędziem i ozdobą. Dla naszych Przodków nie byłaby to żadna ozdoba, raczej coś podejrzanego, jeśli nie budzącego współczucie. Nikt u dawnych Słowian nie zasłaniał twarzy ani oczu - czystość intencji, pozdrowienia między duszami czy przekaz osobistej siły to nic innego niż wymiana spojrzeń. Nie jest to możliwe w przypadku chowania oczu (okna duszy) za okularami przeciwsłonecznymi. Niejeden z nas od wielu lat czuł, że coś z tymi okularami jest nie do końca w porządku, że mu nie rezonują, a chowający się za nimi celebryci mogli się nawet zdawać bezduszni i drażniący. To były po prostu wskazówki duszy. Jeśli zaś chodzi o korzystny czas wystawiania ciała na promienie słoneczne - zwłaszcza przy obecnych manipulacjach pogodowych) - wypada nam po prostu wrócić do czytania z naturalnych środków: odczuć ciała i intuicji. Jest to w rzeczy samej bardzo proste i bezpieczne.

     

 

     Wszystkim Rodakom życzymy, aby to lato podniosło ich siły i Moc kreacji. To czas dla samego siebie jako przejawu Boga Stwórcy, zatem Istoty stworzonej do harmonijnego tworzenia i uwalniania energii spokoju i miłości. To czas na uzdrawianie, odtwarzanie lub zakładanie małżeństw dusz i Rodów Lechickich. 

      Nasze kompendium na temat korzyści z bosęgi zawarliśmy w artykule: Bosęga 2021, czyli uwalniamy umysł, wzmacniamy ciało, przyspieszamy pozytywną transformację Lechistanu https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2021/05/bosega-2021-czyli-uwalniamy-umys.html

     Czcibor i Edyta

 

Chroniąc nasze Dzieci wedle prawa bożego i potrzeby serca - pozwólmy im sięgać po radosne sposoby poszerzania świadomości i osobistych Mocy:

,.

Duch i energia zawarte w Bałtyku czekają na każdego Lacha, aby dobroczynnym rytuałem wspomóc Odrodzenie tak jego, jak całego Rodu:

2021/06/20

Wychowywanie dzieci w tradycji słowiańskiej. Weda od Braci Rosjan w ramach Kampanii Dla Wzmocnienia Wzajemnego Braterstwa

    


    W ramach naszej Kampanii Dla Wzmocnienia Braterstwa Polaków i Rosjan udostępniamy cenny przekaz dotyczący tradycyjnego wychowywania dzieci zgodnie z wedyjskim postrzeganiem praw kosmosu i wartości duchowych i rodowych.

    Nie piszemy już: "dla przywrócenia braterstwa", piszemy "dla wzmocnienia", ponieważ tak naprawdę nasze braterstwo mimo okrutnych spisków i manipulacji nigdy nie wygasło. Między naszymi Narodami przetrwało zafascynowanie i magnetyzm, i w miarę oczyszczania czakry serca i energetycznych linii rodowych odkrywamy wzajemną miłość, której antyboskie siły nie zdołały usunąć.

    Zapraszamy do lektury:

 Wychowywanie dzieci w tradycji słowiańskiej

    Dzieci są kluczowym zobrazowaniem i zarazem wskaźnikiem każdej kultury. Jest to zatem podstawowa cecha, która lepiej charakteryzuje dany kraj lub narodowość, niż jakiekolwiek podręczniki czy wyliczenia statystyczne. Dlatego, jeśli chcemy zrozumieć, jak fundamentalnie różnili się od nas nasi dalecy Przodkowie, wystarczy, przynajmniej ogólnie, zastanowić się nad procesem wychowywania dzieci wśród Słowian. 

    Na początek należy zauważyć, że nasi Przodkowie uważali za dziecko członka wspólnoty w wieku poniżej 12 lat. Gdy tylko dziecko (a tak Słowianie nazywali dzieci, bez względu na płeć) przekroczyło barierę dwunastu lat, nie było już uważane za dziecko o słabej woli, które powinno być stale monitorowane. Dziecko otrzymało imię (proces nazywania), w razie potrzeby przeszło odpowiedni rytuał inicjacyjny i stało się pełnoprawnym członkiem społeczności, w pełni zdolnym do odpowiedzi za swoje czyny.

    Czym zatem różni się słowiańskie wychowanie dzieci od naszego, nowoczesnego? Nie ma sensu rozwodzić się nad banalnymi i oczywistymi punktami, o których można po prostu wspomnieć. Oczywiście nasi Przodkowie nie mieli ani telewizorów, ani Internetu, ale powodem tego nie był niski poziom rozwoju technologicznego, jeśli mówimy o epoce, która sięga „w głąb wieków” przynajmniej na kilkadziesiąt tysięcy lat. Wprowadzone z premedytacją środki masowego przekazu, do których szybko i łatwowiernie przywykliśmy, zastąpiły wcześniejsze elementarne umiejętności telepatii, a także (w razie potrzeby) stacjonarne „instalacje”, które znacznie zwiększają naturalne zdolności człowieka. Takie „instalacje” były (i nadal są) obiektami znanymi współczesnej nauce pod określeniem dolmenów. Również w tej kategorii znajdują się seidy, sztuczne obiekty megalityczne z odpowiednich skał kamiennych, które są zasadniczo rezonatorami mentalnymi.

    Tak czy inaczej wychowanie dzieci wśród Słowian oznaczało brak negatywnego wpływu jakiejkolwiek technologii, w szczególności zniekształcających pola elektromagnetyczne. W przeciwieństwie do innych ludów, które pierwotnie zamieszkiwały Mirgard/Midgard - (starożytna nazwa Ziemi), nasi Przodkowie byli świadomi szkodliwych skutków technologii i przedkładali rozwój duchowy, energetyczny nad klasyczny postęp mechaniczny, który w istocie jedynie ułatwia życie, czyniąc nas bardziej i bardziej niedoskonałymi. Jest to pierwsza i główna różnica między wychowywaniem dzieci w tradycji słowiańskiej a procesami charakterystycznymi dla całej społeczności współczesnego świata.
    
    Dzieci Słowian od dzieciństwa uczyły się rozumieć przyrodę, szanować ją i zarządzać nią (ostatnie stwierdzenie należy traktować z najwyższą ostrożnością). Dzieci starożytnych Słowian nauczyły się „czuć” rośliny, zrozumiały podstawowe prawa biologiczne rządzące wszystkimi procesami Wszechświata. Oczywiście dzieci miały mentorów jak dzisiejsi nauczyciele. Ale nie tyle uczyli oni Dzieci, co budzili je, pozwalając im samodzielnie odkrywać otaczający ich świat we wszystkich jego przejawach. Chociaż w tym samym czasie nadal istniały klasyczne metody nauczania wiedzy, ponieważ są produktywne i wygodne - to nie były ani priorytetem, ani programatorem świadomości jak to się ma z dzisiejszymi szkołami i akademiami. Podstawowe przedmioty obejmowały astronomię, geometrię, fizykę, biologię i historię. Nasi przodkowie, podobnie jak później Pitagoras, czcili matematykę jako matkę wszystkich nauk, ale tutaj mówimy o znaczącym ukłonie w stronę fizyki. Naturalnie fizyka na poziomie świadomości Wolnych Słowian była kompletnie inna, niż obecna, uformowana na podtrzymanie Matrixa.
   
    Należy zauważyć, że mentorzy (naszym zdaniem słowo opiekunowie pasuje tu bardziej) - wołchwowie, żercy, w Świątyniach zaczęli uczyć dzieci w bardzo młodym wieku, średnio od czwartego roku ich życia. Ale jednocześnie warto wziąć pod uwagę, że nasi Przodkowie pierwotnie obsługiwali przenośny system przekazywania informacji, w tym pisemnych (Drop Letters, Molvitsy, Tyragi, Karuna), więc dla dziecka, nawet bardzo małego, było to znacznie łatwiejsze , aby przyswoić nauczane informacje. Łatwiej niż w nowoczesnym systemie UNDO. Nawiasem mówiąc, jednym z niewielu języków, które zachowały to najbardziej figuratywne dziedzictwo, jest sanskryt, ale to temat na inną rozmowę.
 
    Oczywiście ogromną rolę w wychowaniu Dzieci wśród Słowian odegrali rodzice, a nie szkoły i inne „uniwersytety”. Dziecko było stale albo z ojcem, albo z matką, albo z innym członkiem Rodziny. Dlatego współczesna sytuacja, w której rodzice dosłownie „żyją w pracy”, nie mając najmniejszego pojęcia o nałogach swojego dziecka, była dla naszych Przodków zasadniczo niemożliwa. Gdyby ojciec cały dzień pracował w polu, mógł zabrać ze sobą syna. Matka, zajęta domem, zawsze trzymała przy sobie córkę. Wszystko jest proste – tak dzieci obserwując rodziców nauczyły się od nich najbardziej elementarnych rzeczy, przyswoiły sobie codzienne umiejętności, bez których życie w społeczności jest w zasadzie niemożliwe.
 
    Jeśli chodzi o mentorów, tutaj wszystko jest nieco bardziej skomplikowane. Najczęściej dziecko adoptowało rzemiosło swoich rodziców, a jeśli ojciec był wielkim wojownikiem, kowalem lub rzeźbiarzem, to w większości przypadków dziecko otrzymywało tę samą specjalność, odkrywając w sobie odpowiednie predyspozycje we wczesnym dzieciństwie. Z jednej strony linia krwi, pamięć genetyczna odgrywa znaczącą rolę. Jednocześnie dziecko, które dorasta w otoczeniu rzeźbionych dzieł sztuki stworzonych mocną, lecz opiekuńczą ręką ojca, nabierze prawdopodobnie tej samej miłości do drewna, którą cechowali jego przodkowie. Stąd - ogólne rzemiosło. Pierwotnie określone wagi i daniele (obszary) były cenione przez rzemieślników w swoich specjalnościach.
 
    Ale jeśli dziecko wykazywało dość niezwykłe zdolności w sferze nie charakterystycznej dla jego linii przodków (np. oczywista wiedźma dorastała w rodzinie kowala lub oburęczny wojownik w rodzinie oracha), takie dziecko było wysyłane do wołchwa (słowiańskiego "mistrza Jedi"), który wyznaczał mu mentora. Mentorem może być uznany mistrz, który naprawdę miał okazję rozwinąć w dziecku pewne talenty. W rzeczywistości samo dziecko zawsze decydowało o swoim losie, który, mówiąc w przenośni, został potwierdzony i utrwalony podczas obrzędu nadawania imienia (o tym obrzędzie można się dowiedzieć w odpowiednim artykule).

    Co robiły dzieci starożytnych Słowian? Oczywiście oni, tak jak my w dzieciństwie, byli psotni, byli w ciągłym ruchu, poznawali otaczający ich świat, powiedzmy, w dynamice. Ale to wszystko działo się poza kamiennymi dżunglami miast, horyzontu nie pokrywała szara mgiełka smogu, a po drogach nie biegały zbiorniki z trującymi spalinami. A jeśli uważasz, że takie „wyrównanie” w odpowiednio korzystny sposób odbiło się tylko na zdrowiu fizycznym naszych przodków, to głęboko się mylisz.
 
    Bliskość natury zawsze czyni człowieka mądrzejszym i bardziej wnikliwym. Dziś boimy się iść do lasu, „bo są kleszcze, węże i inne obrzydliwości”. Słowianie wychowywali swoje dzieci w bliskim sąsiedztwie, w rzeczywistości wraz z tą „ohydą”, która nie była postrzegana jako taka za wroga. Nasi Przodkowie uczyli swoje dzieci, że każdy element wszechświata jest jego organiczną częścią, naturalną i niezbędną. Tak, nawiasem mówiąc, nie było stonki ziemniaczanej ani kilkudziesięciu sztucznie stworzonych gatunków, więc układanka była idealna.
 
    Dzieci dosłownie oddychały naturą, wiedziały, jak wyczuć linie energetyczne ziemi, które teraz nazywane są siatką Hartmana. Różdżkarstwo jest prymitywnym i bardzo późnym dziełem sztuki, które nasi przodkowie uważali za pewnik. Znalezienie punktu Mocy jest jak mycie rąk w strumieniu. Nie trudniej. A ten ciężar pochodzi z bliskości z naturą, z naturalności relacji. Wszak główną tezą, którą można wykorzystać do scharakteryzowania wychowania dzieci w tradycji słowiańskiej, jest bezpośrednia interakcja Dzieci i Rodziców (często w szerszym sensie przekraczająca pokrewieństwo). Dziecko nie uczyło się z ksiąg/podręczników (choć z nich też), opanowało rzemiosło bezpośrednio, że tak powiem, z pierwszej ręki. A każde działanie było sensowne, uwarunkowane i zajmowało określone miejsce w ideologicznej koncepcji Rodziców.
 
    Wychowanie dzieci wśród Słowian było dość „spokojne”. Oczywiście bili rózgą na ławce, ale tylko w wyjątkowych przypadkach, na przykład, gdy dziecko głupio zabiło bydło (w sensie - zwierzę). To już poważne przestępstwo, które może zaszkodzić całej Rodzinie. Potem bez pobłażania wychłostali. Generalnie do bicia i przemocy nigdy nie zachęcano, ponieważ oznaczało potężny przypływ negatywnych emocji, a w efekcie hormonów (w przypadku rózg mówimy o hormonie strachu, adrenalinie) ma destrukcyjny wpływ na organizm, zwłaszcza na ciało dziecka.
    Było to oczywiste wobec ówczesnej Wedy i czystych odczuć serca, więc żaden zdrowy na umyśle Rodzic nie wyrządziłby dziecku takich szkód. Chociaż znowu w szczególnych przypadkach taka metoda może stać się prawdziwą koniecznością, słowiańskie rodzicielstwo oznacza, że ​​rodzice przede wszystkim wpajają dziecku szacunek. Szacunek dla dosłownie wszystkiego - dla siebie, dla otaczającego nas świata, dla rodziców, dla bliskich, dla świata zwierząt i roślin, ale przede wszystkim dla Bogów i Przodków. Głupotą jest wierzyć, że bogowie Słowian są uosobieniem sił natury. Jeśli ktoś uważa, że ​​jego przodkowie byli tak słabo rozwinięci, że identyfikowali grzmoty i błyskawice jako głosy czy pogróżki bogów, to jest to jego osobisty problem. Słowianie uczyli swoje dzieci na przykładach wielkich Przodków, legendarnych bohaterów przeszłości, którzy stali się Asami - bogami na ziemi i wstąpili do doskonalszych światów (wielowymiarowych światów Świetlistej Nawii). Tutaj ucieleśnia się stosunek Słowian do śmierci, jako do naturalnego procesu, który nie powinien przynosić smutku, ponieważ jest naturalny i konieczny, jak narodziny (czyli fizyczny, trójwymiarowy świat).
 
    Szacunek dla starszych, szacunek dla Rodziców i własnego Rodu, tego dziecko nauczyło się w pierwszej kolejności. I to jest logiczne, bo pomyślność klanu/Rodu/szczepu/plemienia jest kluczem do stabilnego rozwoju każdego jego członka. Ostatecznie klan słowiański to kilkaset, jeśli nie tysiące ludzi. Nie da się porównać z nowoczesną koncepcją Rodziny, która obejmuje co najwyżej dziesięć osób, prawda?
    I to są główne różnice w wychowaniu dzieci w tradycji słowiańskiej. Oczywiście w końcu w wieku 12 lat te Dzieci mogły równie dobrze być pełnoprawnymi członkami społeczności, ponosiły całkowitą odpowiedzialność za swoje czyny. Wiedziały, jak uprawiać ziemię, wiedziały, jak utrzymać ciało, umysł i ducha w optymalnym, produktywnym stanie. Wiedzieli, jak przetrwać iw razie potrzeby walczyć o siebie i swoich bliskich. W wieku lat 12 właściwie wychowane potomstwo miało Wedę i odpowiedzialność za czyny na proporcjonalnie wysokim, zrównoważonym poziomie.
 
    Teraz trudno powiedzieć, jak doskonałe było wychowanie dzieci wśród Słowian. Ale fakt pozostaje faktem - nowoczesny, na wskroś okrutny system edukacyjny (a raczej jego całkowity brak) jest potwornie daleki od tego, co było charakterystyczne dla społeczeństwa naszych Przodków. Być może właśnie tego brakuje - wychowania dzieci w tradycji słowiańskiej. Być może, gdybyśmy teraz trzymali się naszych pierwotnych podstaw, wszystko byłoby inaczej. A świat byłby lepszy, a słońce - jaśniejsze, trawa - bardziej miękka, a świt - bardziej szkarłatny ...
 
    Artykuł poddaliśmy subtelnej stylizacji. Weda ze strony - https://nashideti.temaretik.com/1036756921678302023/vospitanie-detej-v-slavyanskoj-traditsii/
 
Posłowie Czcibora i Edyty:
 
    Z radością przekazujemy cenną Wiedzę od Braci Rosjan naszym Rodakom, Rodom, Rodzicom, niech niesie się w Kraj. Naturalnie nie ma już przekazu nieobjętego ryzykiem przeinaczenia i manipulacji, jak wiemy nasi wrogowie wraz z umiejętnościami czarnej magii i zaawansowanej technologii mieli wpływ na ewolucję Słowian. Potrafili podrzucać artefakty, podstawiać liderów i władców, przenikać umysły lub po prostu likwidować "zbyt światłych" reformatorów i całe społeczności (reset). Dlatego każdy przekaz warto przyjmować z szacunkiem i wdzięcznością, a zarazem z ostrożnością i odwagą weryfikacji. Co nam zgrzyta, nie rezonuje, odrzucamy. Co czujemy, że z nami współgra, rezonuje, przyjmujemy. To jest właśnie esencją słowiańskiej ewolucji. 
    Chcemy podkreślić, że wolni od pierwszych porażek i manipulacji Przodkowie z pewnością nie bili Dzieci, tak jak nie zabijali zwierząt ani dla strawy, ani tym bardziej dla rytuałów. Byli bowiem bardzo długo zjednoczoną siłą nie do przejścia, nie do złamania, siłą opartą nie tylko na wspólnocie ducha i świadomości, ale hyperborejskiej Mocy dwunastu helis DNA. 
    Należy też raczej przyjąć, że zasadnicze uznanie "dorosłości" - a raczej "dorosłej odpowiedzialności" dawnego dwunasto- trzynastolatka miało sens, ponieważ, jak mówi artykuł, taka Istota była już, mimo braku doświadczenia, uformowana etycznie, świadomościowo, i fizycznie (zdolność do walki). Dziś, jak wokoło widać, nastolatkowie ukształtowani przez system są w większości nie tylko obrabowani z wiedzy i postrzegania właściwych wartości, ale po prostu fizycznie ułomni, przy uczciwym porównaniu potencjałów.
    Powyższy przekaz Braci Rosjan jest bardzo cenny - nie tylko potwierdza, że Dzieci Słowian były pod silną ochroną i ich edukacja polegała nie tyle na programowaniu, co prowadzeniu. Ponadto definitywnie odrzuca wmanipulowane farmazony wciąż powielane nawet na forach rodzimowierców (a tym bardziej katolickich czy chazarskich) - że nasi Przodkowie byli głupolami modlącymi się do bóstw o łaskę i osłonę. Gdy tymczasem byli mędrcami na poziomie, do którego my dziś po wiekach wracamy. Czym innym jest wszak szacunek do drzew i wód za to harmonijne współistnienie, za zasilanie zdrowiem i informacją, a czym innym traktowanie takowych jako sędziów ludzkich losów.
    Darz nam Bór wszystkim, i Lachom, i Rosjanom, i wszelkiej Braci Słowiańskiej, i całemu światu ludzi,
    Czcibor i Edyta
 
     O nadchodzącym całkowitym przeobrażeniu nauczania Dzieci Lechickich pisaliśmy w artykule 
Upadek szkolnictwa babilońsko-masońskiego, a reformy nauczania według wartości i praw słowiańskich https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2020/09/upadek-szkolnictwa-babilonsko.html


    Ilustracja - w ochronie i prowadzeniu Dziecka uczestniczył cały Ród, oraz w taktownym i życzliwym wsparciu, cała wspólnota. Słowianie mieli świadomość na poziomie zależnym od aktualnych ataków i manipulacji, jednak bardzo długo, tysiące lat, wiedzieli, że ich rzeczywistym przeciwnikiem nie są ludzkie rasy, lecz pozaziemscy najeźdźcy i sataniści. Ochrona Dzieci była zatem prowadzona na trzech liniach: magazynowanej (Wedy od Przodków), energetycznej (afirmacje, rytuały, tarcze, amulety) i fizycznej (zdrowa dieta, ćwiczenia, tężyzna, oręż).