2022/07/02

Lato 2022 jest przełomowe dla upadku procedur koszenia traw i uśmiercania pszczół

 

    Po kilku latach działań świadomych Polaków oraz tendencji światowych, z którymi niestety nasze ratusze czasem liczą się bardziej - są już widoczne wyraźne efekty zredukowania bezmyślnego, mechanicznego koszenia miejskich traw i naturalnych łąk. Praca przyniosła więc efekty, jest już umocowany wyraźny przyczółek i nie ma z niego odwrotu do starej tendencji demolowania Przyrody bez rezonansu społecznego.

    Oczywiście nadal tak w polskich miastach widoczne są całe połacie do cna wykoszonych i oszpeconych traw, jednak zmiany w nastawieniu są wreszcie widoczne przynajmniej w części Regionów Lechistanu. Coraz mniej ludzi upomina się o koszenie, coraz więcej przyznaje, że kwiaty i zielona trawa jednak bardziej cieszą oczy niż ziemiste place pokryte martwą, wysuszoną trawą. Jeszcze kilka lat temu argument o zabijaniu pszczół i innych owadów był dla wielu ludzi niepoważny, dziś jest wpływowy. To oznacza, że nasza Lechitów wrażliwość i praca przynosi pożytek i wspiera transformację świata i tego za oknem, i tego oddalonego. 

    Osiągnięcie porozumienia jest zazwyczaj sporym wyzwaniem i tu jest podobnie. Bo może się zdarzyć tak, że w jednym bloku mieszkalnym żyją wymieszani zwolennicy koszenia z przeciwnikami. Że po jednej stronie ulicy willowej są zwolennicy, a po drugiej przeciwnicy. Łatwiej tu o spór niż zgodę, lecz nic lepszego nad sprawdzony sposób słowiański nie wymyślono i takie też rozwiązanie zaproponowaliśmy zarządowi wspólnot mieszkaniowych URBIS w Gnieźnie w roku 2020: głosowanie mieszkańców, to jest - wyrażenie ich woli w tej sprawie. Czy powinno to dotyczyć pojedynczych bloków czy osiedla w całości? Takie kwestie rozstrzygną rozmowy Lacha z Lachem. Zapewne będzie różnie w przestrzeni Kraju, lecz ostatecznie, postępując krok po kroku, pojmiemy, że życzliwość wobec Rodaków i szacunek dla wspólnych dóbr wynagradza wszystkich i wnosi harmonię całej Ojczyźnie.

    Oczywiście proces trwa. Topory wciąż są wymierzane w pnie, a kosiarki budzą o świcie tak jak kiedyś Lato z Radiem. Nie mniej - zmiany postępują. Czyńmy swoje, i niech nam Matka Ziemia błogosławi tak, jak my błogosławimy jej. 

    Czcibor i Dobromiła

    E-MAIL DO ZARZĄDU ZAKŁADU ZIELENI MIEJSKIEJ W GNIEŹNIE:

    Nie przegapiamy zmian zachodzących w traktowaniu zieleni na obszarze Miasta Gniezna: redukcji uległa częstotliwość i zasięg obszarów poddanych koszeniu, na przykład pozostawiono w spokoju część poboczy dróg czy łąk miejskich. Doceniamy te przemiany, mając jednakże przekonanie, że znaczący wpływ na ich wprowadzenie miały postawy i działania gnieźnian poruszonych traktowaniem drzewostanu i łąk w ostatnich latach. 

    Uważamy za uzasadnione, by zwrócić uwagę, że jest dość specyficznym choćby wyłączenie ulicy Poznańskiej z koszenia w maju, po czym wykoszeniem jej poboczy z dorodnego rozkwitu do kompletnego zera u progu upałów czerwcowych. Warto rozważyć przynajmniej podniesienie linii koszenia przynajmniej o kilka centymetrów w górę, co ocali większość owadów i część zasobów wodnych roślinom. 

    Powtarzamy stanowisko zasygnalizowane już w roku 2017, że dla dobra ptactwa składającego jaja w pasie brzegowym jeziora Jelonek pod Wzgórzem Lecha - należałoby obszar ten wyłączyć z procedury koszenia. Tym bardziej - że skoszona trawa wygląda szczególnie sztucznie i ubogo w tego rodzaju otoczeniu. 

    Zarząd Stowarzyszenia Lechistan Gniezno - Serce Rodu,

    Gniezno, lipiec 2022

 

E-MAIL DO ZARZĄDU GNIEŹNIEŃSKICH WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH URBIS:

    Rok 2022 przyniósł kolejne publikacje świadczące o zachodzącej zmianie w świadomości gnieźnian i innych Rodaków - i postrzeganiu tak praw jak ochrony Przyrody.

    Rok 2022 przyniósł też ponowne upały, co stawia miejskim trawom i łąkom duże wyzwanie w kwestii przetrwania, a redukuje je prawie do zera wobec utrzymanego mechanicznego koszenia do samego podłoża.

    Chcemy także wnieść dodatkowy argument do rozważenia przez Członków Zarządu, zwłaszcza decydujących o zakontraktowaniu firm koszących. Ścinanie traw osiedlowych w przypadku upałów powoduje, że z ziemi starczą ostre i twarde fragmenty łodyg i źdźbeł roślin. Nie tylko odbiera to przyjemność z chodzenia boso, ale i naraża na zranienie tak zwierzęta jak dzieci biegające boso po trawie. Praktyka chodzenia boso nie tylko nie odeszła z poprzednim stuleciem, ale przeciwnie - nabiera nowego życia i zaczyna wracać do Polski jako zdrowa, naturalna, odziedziczona po Przodkach praktyka lecznicza i relaksująca. Proszę wziąć i ten argument pod uwagę.

    Zważywszy wszystko powyżej, zwracamy się o uwzględnienie woli mieszkańców gnieźnieńskich osiedli, pozostających pod opieką URBIS-u, w kwestii koszenia lokalnych traw i poddanie tej praktyki pod ich głosowanie. Może mieć to formę, którą ustaliliśmy w roku 2022. 

    Dziękujemy za współpracę w słowiańskim duchu porozumienia,

    Zarząd Stowarzyszenia Lechistan Gniezno - Serce Rodu

    Gniezno, lipiec 2022 

    E-maile w celu zapoznawczym zostały także rozesłane do Miejskiego Konserwatora w Gnieźnie, Urzędu Miasta Gniezna i profesora Łukasza Łuczaja.  

    Dotychczasowe działania Stowarzyszenia Lechistan Gniezno - Serce Rodu w kampaniach przeciw koszeniu miejskich traw i łąk i wycinaniu drzew w dziale bloga: https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/p/blog-page_23.html

Powrót rodowych dusz Lechitów. Kilka słów o Witoldzie

 


    Długo zastanawiałam się od czego powinnam zacząć ten artykuł, zacznę więc od tego, o czym ostatnio pełno w Sieci. Mam tu na myśli opisy dusz dzieci kryształowych. Nasz Milan jest dzieckiem kryształowym. Tak jak pisaliśmy w jednym z artykułów, przejawia wszystkie cechy tych niezwykłych istot. Dlatego kiedy okazało się, że spodziewamy się kolejnego dziecka, zastanawiałam się jakie ono będzie. Tak jak z Milankiem, staraliśmy się zrobić wszystko, by zapewnić maleństwu pełen potencjał. Od początku jednak czułam, że ta dusza jest inna. Nie myliłam się. Chłopcy mają zupełnie inny rodzaj energii, a ja ją czuję. Światło ich duszy jest inne u obydwu. Dziś rozumiem już, dlaczego. 
    Witek dał mi wyraźny sygnał w dość niezwykły sposób, kiedy nosiłam go pod sercem. Pamiętam tę chwilę bardzo dobrze. Stałam, trzymając dłonie na brzuchu i skupiając się na połączeniu ze Źródłem. Wypowiadałam słowa błogosławieństwa dla naszego syna. W tym momencie poczułam przenikający mnie dreszcz od czubka głowy po palce stóp. Stałam tak otoczona Światłem jeszcze przez chwilę. Wiem, że Witold poczuł to, co ja. Niezwykłe doznanie.
     Na miesiąc przed porodem zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Beata to piękna świetlista istota o niezwykłej intuicji. Tak jak i mnie, odwiedzają ją dusze bliskich zmarłych w celu skomunikowania się czy ostrzeżenia. Beata opowiedziała mi swój sen. Otóż śniło jej się, że urodziłam dziecko u niej w domu. Nie to było jednak najważniejsze. Celem przekazu było imię. Usłyszała wielokrotnie imię Zosia. To na nie był ogromny nacisk. To dziecko to Zosia - powtarzano.
    Kiedy Beata opowiedziała mi o tym, zamarłam. Nie mogła przecież wiedzieć, że jest to imię mojej zmarłej babci. Babci, która jest moim opiekunem rodowym po tamtej stronie. Zawsze przychodziła do mnie, kiedy potrzebowałam wsparcia. Zaczęłyśmy się zastanawiać nad przekazem z tego snu. Nie trwało to jednak długo i zagadka została rozwiązana, a sytuacja stała się jasna kilka dni później. Ja również miałam sen.
    Śnił mi się dom moich dziadków. Dokładnie taki sam, jaki widziałam w każdym śnie, w którym spotykałam moją babcię. Dom pachniał miodem i zatopiony był w promieniach słońca. Energia w nim panująca dawała poczucie ukojenia i harmonii. Czas w nim zatrzymywał się nagle i można tak było trwać w jego wnętrzu bez końca. We śnie przechadzałam się, zaglądając do każdego z pomieszczeń. Wszystko wyglądało jak za czasu, gdy żyli moi dziadkowie. W werandzie stały kwiaty, które babcia sadziła by odstraszyć komary, w kuchni czuć było zapach świeżego upieczonego placka, splatający się z zapachem miodu. Weszłam do pokoju; nigdzie również nie było mojej babci. 
    W pewnym momencie moją uwagę przykuło bicie starego zegara na ścianie. Był to przedwojenny stary zegar z kukułką. Spojrzałam w jego stronę. Wtedy otaczający mnie obraz zniknął. Był tylko zegar, jego bicie i ja. Odmierzał czas, czas jaki został mi do przyjścia na świat dziecka. Obudziłam się. Wtedy zrozumiałam co chciała mi przekazać babcia. To jej dusza zeszła do naszego Rodu w ciele naszego syna. To na jej przyjście mieliśmy czekać i doczekaliśmy się. Witold urodził się 28 maja. Jest żywym świadectwem na to, że dusze przodków chcą schodzić na Ziemię i rodzić się w swoich Rodach. Czy są gorsze od dusz kryształowych? Nie, są inne. Są częścią nas samych. Uzupełnieniem wszystkiego, co dobre w każdej linii rodowej. Wspierają Ród w tym czasie przemian. Dla nas wielki dar. 
    Jeśli rodowe dusze wracają, to znaczy że Weda i wartości Słowian okazały się ponadczasowe, a ciemność poniosła kompletną klęskę. 
    Wierzymy w to, że to Milan wezwał duszę mojej babci, a ona odpowiedziała. Witek mając już dwa tygodnie wodził wzrokiem za Milanem. Wiem, że On widzi światło Jego duszy. A Milan pochyla się nad bratem i całuje go w czoło, powtarzając: Ituś, Ituś. Jest bardzo czujny i reaguje na każde kwilenie brata. A my z rozczuleniem przyglądamy się naszym chłopcom. Milan to numerologiczna 9, a Witek to 3. Mająca ogromne znaczenie dla Słowian. Przypadki nie istnieją...
9+3=12=1+2=3
  
    Nasze dzieci były nam pisane. Ich dusze nas wybrały. A nasz ''kryształek'' ewidentnie przyczynił się do pojawienia się w Rodzie Witolda. 

    Symbolika cyfry 3:
 
    Uważa się, że cyfra 3 symbolizuje jedność ciała, duszy i umysłu, a więc harmonię. Liczba ta bywa także postrzegana jako uosobienie doskonałości, symbol niebiańskiej opatrzności i jedności człowieka z naturą. Oboje z Czciborem, kilka miesięcy przed narodzinami Witolda, mieliśmy to samo odczucie - że będzie on wręcz ostoją spokoju, harmonizującą wszystko i wszystkich wokół siebie. Witold potwierdza od pierwszej chwili, w której do nas dołączył.

    Dobromiła 
     
    Ilustracja - triskelion ze strony https://www.artstation.com/artwork/68d3eO

Michael Jackson - Delfin pośród Ludzi


     Żyjemy w pięknych czasach, w których spotykamy niezwykłych ludzi niosących prawdę, pobudkę i inspirację - choć zarazem właśnie dlatego przychodzi też nam wielu z nich pożegnać. Michael Jackson jest jedną z takich dusz, które dysponując talentem, ekspresją i Mocą przekazu, zdecydowały nie tylko spełniać się, doświadczać i kreować jako artyści, ale właśnie z tego pola pokrzepiać, inspirować i wyprowadzać ludzi z niewoli. Z platformy rozrywki. Z tłumu najemnych i nieetycznych celebrytów, gdzie prawi i zdeterminowani dla wskazania prawdy artyści są samotnymi komandosami, wysoko narażonymi i zazwyczaj ostatecznie wyeliminowanymi przez siły ciemności. John Lennon, Bruce Lee, Michael Jackson i inni - jeśli odeszli, to jednak nie tak, jak chciałby tego mroczny system. Ich przekaz i energia, błękitna, rozświetlająca prawdy, nieusuwalna - są ciągle z nami. 

    Dusza Michaela Jacksona dokonała wyboru na chwałę boską, ponieważ było jasne, co to dla niej oznacza. Pierwszą pułapką pełną przeciwności i bólu było dzieciństwo, drugą - przestrzeń tworzenia. Michael Jackson przeszedł obie próby jako Istota oplątana jednocześnie w  cierpienie i w radość życia. To drugie osiągnął w najlepszy możliwy sposób: otaczając się dziećmi i ich energią. Wyjątkowo wrażliwa dusza ma kłopot z funkcjonowaniem w świecie tak skonstruowanym, aby dawał nieomal nieprzerwane poczucie zagrożenia. Energie rywalizacji, presji i agresji są wszędobylskie i dzieciństwo w miarę pozwala ich jeszcze unikać. Potem jest gorzej. Michael dysponował arsenałem, który pozwolił mu przejść kolejne lata w gąszczu drapieżników: dynamizmem scenicznym, talentem kreatora i wewnętrznym wezwaniem do działania przeciw ciemności. Dlatego przezwyciężył traumy i lęki na tyle, że pozostawił po sobie inspirującą muzykę i słowa prawdy. 

    Kiedy człowiek dorosły otacza się dziećmi, ratuje swoje światło, ale dla systemu ustawia się w pułapce i oczywiście została ona wykorzystana z okrucieństwem i perfidią. Kłamstwa, pomówienia, oskarżenia i zdrady nie były wszystkim, co spotkało Michaela za to, że nie stał się rozrywkową kukłą zachęcającą młodzież do destrukcji, i że zamiast tego, pozyskawszy rekordowe liczby fanów, zaczął podkreślać wartość świata, prawa dzieci i wpływy zła. Sprawiono mu najgorsze możliwe upokorzenia rękami sądu i policji. Odebranie godności Istocie Ludzkiej powinno być w prawie, nie tylko Słowian, traktowane jako zbrodnia. Jest to bowiem atak na Stwórcę i niszczenie światła w duszy ludzkiej. 

    Michael Jackson wybrał swoją drogę jako posłaniec prawdy i dobrej nowiny. Wiedział, jaki czeka go koniec, ale pozostał do końca, niezmiennie, prawdziwym, choć rannym i obolałym, to jednak niezniszczalnym słonecznym Dzieckiem. Zważywszy stopień jego wrażliwości, empatii, czułości i bezinteresownego oddania sprawom Ludzkości, Świata i nade wszystko Dzieci, dla których to spraw poświęcił nawet kwestię własnej godności (nietykalności) - możemy go nazwać Delfinem Pośród Ludzi.

    Słowo Prawdy i Inspiracji pozostawione w naszej Przestrzeni przez Michaela Jacksona trwa i wibruje w synchronizacji z Matką Ziemią i z nami wszystkimi. Muzyka Michaela pozostaje elektryzująca i można przyjąć, że niejedną duszę wycofała znad urwiska.

    Czcibor i Dobromiła

 

    Chazarowie i iluminaci w bezlitosnym spisku przeciw Michaelowi Jacksonowi oraz jego przekaz z duszy, świadomej i promiennej, dla nas wszystkim w tym wyjątkowym materiale:

https://www.youhippo.com/video/713/michael-jackson---jego-historia?channelName=Mayster

 

Czas spędzony z Dziećmi karmi duszę, bo radość sprawiana Dzieciom karmi ją boską strawą - ale też czas spędzony z Dziećmi czyni cud ocalenia Dziecka w sobie:


 Kiedy wchodzisz w ten świat wiedząc, że jesteś kochany i kiedy opuszczasz go z tym samym przekonaniem, to jesteś w stanie znieść wszystko, co wydarzy się w międzyczasie.

Michael Jackson 


Wieczorne rajdy - apel do Komendy Powiatowej Policji w Gnieźnie

 

    Wiosna i lato to tak zwany sezon dla motocyklistów. Niestety jest to także dla wielu mieszkańców Gniezna (i innych polskich miast) "sezon hałasu". Jest to już stałe zjawisko od co najmniej kilku lat, że kierowcy wielu motocykli, ale także samochodów i quadów naruszają przyjęte normy decybeli poprzez regulacje lub demontaż tłumika oraz styl jazdy. Jest też niestety regułą, że zjawisko to dotyczy szczególnie pory wieczornej (czasem nocnej) i tym samym jest dokuczliwe dla mieszkańców wielu ulic. Odbiera to cenny wypoczynek i regenerację ludziom pracującym i starszym, ale co gorsza - zakłóca sen dzieciom, w tym niemowlętom. W przypadku tych ostatnich oznacza to wyrywanie ze snu albo w ogóle uniemożliwia zasypianie, co przy okazji dodatkowo obciąża rodziców. 

    W przypadku niemowląt i kilkulatków mamy dodatkowe negatywne efekty. Gwałtowne i hałaśliwe dźwięki budzą są źródłem przestrachu i mogą wywołać traumy i dłuższe stany niepokoju i lęku. Co więcej, zaburzanie snu oznacza destabilizację dla takich maluchów, będących w procesie regulacji swoich rytmów biologicznych. 

    Zwracamy się do Komendy Powiatowej w Policji w Gnieźnie o zapoznanie funkcjonariuszy kierowanych do pracy patrolowej z opisanym problemem oraz sugerujemy dodatkowe nieoznakowane patrole wieczorne. Nie chodzi o to, by ścigać bezmyślnych, często bardzo młodych kierowców jak przestępców i karać ich dotkliwymi mandatami, lecz o stosowanie upomnień oraz rozmów uświadamiających czym jest i jak skutkuje agresywny dźwięk dla najmłodszych Polaków. Dzieci są nadzwyczaj wrażliwe i jest w dobrym, prastarym obyczaju Słowian, aby traktowano je jako dobro wspólne, wręcz narodowe, podchodząc z troską i odpowiedzialnością nie tylko do dzieci własnych, lecz po prostu do wszystkich. 

    Zjawisko agresji dźwiękowej pojazdów nie dotyczy wszystkich kierowców, jednak jest dość mocno, codziennie zaznaczone w całym kraju i oznacza tak brak wyobraźni, wiedzy, szacunku i troski, jak i prawdopodobny brak wiedzy na temat zasad ochrony dzieci przed hałasem i wszelkimi innymi zagrożeniami. Dlatego naszym zdaniem ta istotna kwestia powinna stać się częścią szkolenia kierowców. Nie doświadczyliśmy dotąd ani jednej interwencji policji w sytuacji wieczornych i hałaśliwych rajdów, z kolei doświadczyliśmy przestrachu dzieci i zwierząt z tego powodu. 

    Naszą intencją nie jest dzielenie Narodu na zwolenników i przeciwników motoryzacji, i pasji rajdowej, lecz połączenie wszystkich w świadomej współpracy, aby upodobanie do motocykli i innych pojazdów nigdy nie stało w separacji z taktem i troską o dobro dzieci. Mamy przekonanie, że drogą do prawdziwej jedności Narodu Lechitów tak we wzajemnym poszanowaniu i wzajemnym wsparciu ochrony dzieci - nie są nasilone restrykcje lecz aktywność na polu wiedzy, uświadamiania, i dotyczy to tak funkcjonariuszy Policji i Straży Miejskiej, jak instruktorów i wreszcie wszystkich bez względu na status zawodowy. Ponieważ szkolenie młodego kierowcy zazwyczaj jako pierwszy rozpoczyna jego ojciec, powinno ono być nie tylko techniczne, lecz nie mniej etyczne.

    Naszą intencją jest Kraj Narodu Zgody i Życzliwości i wszystkim życzymy wypracowania i doczekania takiej właśnie Ojczyzny. 

    Zarząd Stowarzyszenia Lechistan Gniezno - Serce Rodu

    Kontakt: lechistangniezno@gmail.com

    Apel kierujemy także do Prezydenta Miasta Gniezna, Straży Miejskiej w Gnieźnie, Wojewódzkiej Komendy Policji w Poznaniu, Komendy Głównej Policji w Warszawie, Rzecznika Praw Dziecka, do Wojewódzkich Zarządów Ligi Ochrony Kraju i do gnieźnieńskich ośrodków szkolenia kierowców - w celu informacyjnym, sygnalizującym problematyczne zjawisko, dotyczące wszak nie tylko Gniezna, lecz całej Polski

    Wszelkie działania, interakcje i korespondencja Stowarzyszenia Lechistan Gniezno - Serce Rodu są publikowane na forach lokalnych i ogólnopolskich. 

2022/06/12

Nasz lotosowy Witold

 



 Z położną czy bez?...

    Pierwszy poród lotosowy przeprowadziliśmy w zupełnej zgodności z naszymi decyzjami i przygotowaniami: w świętym słowiańskim rytuale uczestniczyliśmy tylko my dwoje - i nasz syn Milan. Tym samym przyjęcie Milana do Rodu miało harmonijny i hermetyczny przebieg dzięki odizolowaniu się od energii zewnętrznych, w ścisłej przestrzeni i wibracji rodowej. Przy okazji filmu nagranego dla naszego Druha i barda Lechitów, Jaruhy, zaznaczaliśmy jednak, że dopuszczenie do porodu położnej jest korzystne, zwłaszcza dla pierworódek, ale i zważywszy na to, że operowanie noworodkiem pozostającym w połączeniu z łożyskiem jest utrudnieniem. W takim wypadku dodatkowa para rąk, zwłaszcza kogoś doświadczonego i mającego serce dla święta narodzin jest dobroczynne i odciążające dla żony i męża. Jedyne, co zalecamy w takim przypadku, to odszukanie położnej z duszą, Istoty pozytywnie wibrującej i zharmonizowanej - ponieważ będzie mieć ona wpływ na równowagę nie tylko Rodziców, ale przede wszystkim Dziecka, a porodowe doznania Dziecka będą rezonować w nim już zawsze. Oczywiście niezmiennie uważamy, że poród jest rytuałem przeznaczonym energii żeńskiej - nie licząc męża, jeśli chce w nim uczestniczyć, bo i nie musi (to tylko kwestia woli i ustaleń małżeństwa, a nie warunek słowiańskich reguł porodowych). Obecność mężczyzn spoza Rodu jest niewskazana.

    Kiedy swego czasu zapisywaliśmy w Przestrzeni intencję Powszechnej Narodowej Adopcji Sierot, sami otworzyliśmy w sercu plan - aby przyjąć przynajmniej jedną sierotę do Rodu i otoczyć wszystkim, do czego zdolne są tylko dusze. Tymczasem okazało się, że do naszego Rodu miał przybyć kolejny lotosowy mężczyzna. Przyjęliśmy to z poruszeniem, bo mężczyźni wracają do Ziemi Lechów, aby odtworzyć Rody, oczyścić linie rodowe, zharmonizować energię męską, roznieść w ojczystej przestrzeni zrównoważenie, siłę ducha i charyzmę kreatorów. Dla Rodziców oznacza to splecenie radosnego wyróżnienia ze zobowiązującą do czujności i odpowiedzialności postawą. 

    Tym razem szybko uznaliśmy, że w drugim rytuale narodzin asysta położnej będzie dobrym posunięciem, przede wszystkim ze względu na Milana, który jest żywym, wręcz eksplozywnym srebrem i to nie tylko odebrało nam część sposobności do kontemplacyjnego przygotowania kolejnego porodu, ale stawiało pod dużym znakiem zapytania samą harmonię tego rytuału. A jest to - priorytetem ponad inne. Oczywiście konsekwentnie nie uznajemy żadnej opieki zastępczej dla naszego Malucha i zgodnie z Wedami, ale i z własnym wewnętrznym przekonaniem nie narzucamy Dzieciom rozłąki - dopóki same nie okazują do niej gotowości.

    Rozpoczęliśmy zatem poszukiwania położnej lub douli, co okazało się dobrą okazją do poczynienia obserwacji na temat tego, jak rozwinęła się w Polsce sytuacja w temacie porodu lotosowego i domowego w ogóle. Mamy zatem już mocno osadzony i obiecujący przyczółek w tym drugim, z kolei lotos w jednych kręgach położnych i regionach Kraju wyraźnie był odbierany z rezerwą, a innych ze zrozumieniem albo zainteresowaniem. Dało się zauważyć, że indywidualnie było jeszcze trudniej, z kolei szkoły rodzenia, których mamy już w Kraju sporo, niekoniecznie oferują otwarte pole współdziałania, którego oczekiwałyby świadome Słowianki. O tym napiszemy szerzej w osobnej publikacji, dość powiedzieć, że położna z duszą znalazła się - kilka tygodni przed terminem porodu. Była to położna dokładnie taka, jakiej życzymy każdemu Rodowi w Ojczyźnie i każdej Istocie, która się w nim ma pojawić i w harmonii zadomowić. Link do szkoły rodzenia i bloga tej pięknej duszy podajemy pod artykułem. 

    Przygotowania

    Przebieg ciąży był tym razem trudniejszy dla Dobromiły, która mierzyła się jeszcze z rezonansem dolegliwości, będących pamiątką po chorobach, która przezwyciężyła, a Milan jako aktywny i zajmujący eksplorator nie pozwalał na takie spektrum przygotowań w wyciszeniu, na jakie sam mógł liczyć, gdy się do naszego świata wybierał. Dobromiła zatem przeszła owe 9 miesięcy heroicznie, mierząc się z wieloma trudnościami, ale - przepowiedzieliśmy to oboje - sam poród miał to wszystko wynagrodzić i tak też się stało. W cyklu przygotowań, poza komunikacją z duszą, pamiętaliśmy o bosędze, ponieważ afirmacje i błogosławieństwa czynione w połączeniu z Matką Ziemią mają szczególną siłę odczucia i realizacji. Jest to zatem istotne dobrodziejstwo w przypadku kreowania harmonii okresu ciąży i pomyślności porodu. W tej intencji wypaliliśmy także mnóstwo białych świec. Bosakowanie jest zresztą szczególnie cenne teraz, w czasach skoków częstotliwości Ziemi, nie tylko równoważy matkę i dostraja ją do tych częstotliwości, ale to czyni z Maluchem szykującym się do narodzin.

    Bosęga stała się naszą główną platformą przygotowania duchowego. Typowych medytacji tym razem nie zrobiliśmy wiele. Ale łącze z Matką Ziemią było silne i codzienne, nawet zimą. Afirmacje kierowaliśmy na rzecz sił i opanowania Czcibora w rytuale narodzin, na rzecz sił i witalności Dobromiły oraz błyskawicznego, łagodnego dla niej porodu - i na rzecz dobra samego Witolda. Pod koniec ciąży zmęczona Dobromiła wypatrywała narodzin,  nie mniej oboje wiedzieliśmy, że Witold miał doskonale obrany moment wejścia w naszą przestrzeń, obliczony idealnie co do jego potencjałów i planów życiowych. Dotyczy to zresztą wszystkich schodzących dusz i dzieje się tak, o ile cały poród nie jest niczym zakłócony - a jak wiemy, w szpitalach nadal jest to niestety praktycznie przesądzone. Co prawda różne są szpitale, różni lekarze i położne - jest coraz więcej otwartych choćby na poród lotosowy - ale energia szpitala, żeby choć w połowie osiągnęła poziom harmonii domowej, wymagałaby niewyobrażalnych zabiegów oczyszczających. Zakłócenia to nie tylko stresy i burze wokół samej ciąży - tu jeszcze wbrew pozorom wiele maleństw może mieć osłonę ze strony opiekunów, na przykład dusz Przodków i dlatego warto ich przyzywać i im wdzięcznie błogosławić. 

    Każde starania dla spokojnego przebiegu ciąży są ważne i owocne, choć trudno w pełni uniknąć gorszych chwil. Najbardziej decydujący jest moment narodzin. Można powiedzieć, że konstruuje on w szczególnym stopniu platformę odporności psychicznej Malucha, co między innymi przejawia się spokojem, którym wręcz emanuje niczym Istota absolutnie ufna i przekonana o otaczającej ją miłości i ochronie.  

    Jakiś tydzień przed porodem Czcibor zaszedł do tej samej wierzby, pod którą prawie dwa lata wcześniej zakopał łożysko Milana. Ponownie objął ją i poprosił o wsparcie, afirmując:

    Użycz mi swej siły i napełnij spokojem

    Odbierz trudy Dobromile i wspomóż ją swą energią

    Chroń Witolda i nasz Ród

    Dziękuję Ci za to i błogosławię

    Trwaj tu nietknięta, chroniona, silna, czerp ze świata, trwaj ile zechcesz. 

    Afirmacji z Matką Ziemią było sporo, w miarę upływu czasu wypełniało nas coraz bardziej odczuwalne opanowanie, niepokoje i gorsze nastroje rozpłynęły się, aż w dziewiątym miesiącu byliśmy tak gotowi i spokojni, jakby nie czekało nas odpowiedzialne i złożone zadanie, lecz prosta, codzienna czynność.

Matko Ziemio, 

której wdzięcznym dzieckiem jestem i wiernym strażnikiem

chroń mnie i mój Ród jak ja chronię Ciebie i Twoje owoce i dobra

użycz mi swej siły i otocz ulgą i ochroną Dobromiłę i narodziny Dziecka

Wypełnia mnie Twoje światło i Moc, 

Dziękuję Tobie, stało się, stało się, stało się.

    Naturalnie niektóre afirmacje w połączeniu z Matką Ziemią - zwykle w ciszy późnego wieczoru i zawsze boso - były bardziej rozbudowane i połączone z wizualizacjami i wyraźnymi, poruszającymi odczuciami. To czyni Moc kreowania.

    W piątek, 27 maja tknięci przeczuciem, nasi przyjaciele i Towarzysze Drogi, Jaruha ze swą wiedźmą Beatą, o czym dowiedzieliśmy się potem, błogosławili nam i przesłali intencje na pomyślny poród. Tego samego dnia, późnym wieczorem, wyszliśmy oboje do pobliskiego zagajnika brzozowego i w objęciu tak naszym, jak z drzewami, wykonaliśmy swoje rytuały, uzyskując ostateczną gotowość i absolutny spokój. Następnego dnia rano urodził się Witold.

Narodziny Witolda

    Praca czyni owoce, intencje i energie włożone w projekt czynią kreację. Długotrwałe afirmacje, wizualizacje i błogosławieństwa urzeczywistniły przebieg porodu po prostu we wszystkim. Okazał się niespotykanie szybkim - trwał godzinę - i nie odebrał Dobromile ani połowy sił w porównaniu do poprzedniego. Był w każdym aspekcie łagodniejszym i stało się tak, jak afirmowaliśmy i kreowaliśmy, jak prosiliśmy u Przodków, u Wierzby, u Matki Ziemi, jak błogosławili nam przyjaciele - zgodnie z naszymi życzeniami wynagrodził tym samym Dobromile trudy samej ciąży. Sam Witold zawitał do nas w pełni Mocy i Równowagi, spokojny i w doskonałej kondycji. Wszystko to potwierdza, jak wielką magię sprawia skupienie energii na celu dzięki koalicji kilku źródeł - od własnej boskiej zdolności poprzez wsparcie przyjaciół i Przodków do Matki Ziemi, Przyrody, Stwórcy. Oczywiście wymaga to zasadniczej platformy: czystych, życzliwych intencji, naturalnie splecionych z wdzięcznością. Nie jest to trudne. W pewnym momencie, za którymś zakrętem duchowej drogi, wdzięczność za Życie staje się odczuciem codziennym, stałym, przenikającym duszę na wskroś i niosącym jak silnik napędzany światłem. 

    Wdzięczni i tak mocno wspierani, wykreowaliśmy wszystko - w tym podział porodu na dwie piękne części: przyjęcie syna przez ojca, i przejęcie rytuału przez położną. Wszystko ułożyło się idealnie - zatem za zgodą samej duszy Witolda i za błogosławieństwem Źródła. I bez najmniejszych wątpliwości to wiemy, że to także za sprawą Witolda i Źródła w odpowiednim czasie przygotowań do porodu, i w odpowiednim czasie samego porodu, pojawiła się u nas...

...Karolina - położna z duszą

    Poszukiwania położnej, która na w sobie światło i równowagę konieczne dla zsynchronizowania z energią Rodu i miejscem narodzin lotosowego Dziecka, nie były łatwe i szybkie. Wiedzieliśmy jednak, że choćby w ostatnim momencie, stanie się tak, jeśli będzie to dobre dla nas wszystkich i dla syna. Byliśmy gotowi także na powtórkę z porodu Milana i budowaliśmy w sobie spokój. Karolina Stećko znalazła nas - a my ją, bo tak to trzeba ująć w "przeznaczeniu dusz" kilka tygodni przed narodzinami. Zanim jeszcze spotkaliśmy się po raz pierwszy, było jasne, że jest to właśnie ta dusza, która zapewni Witoldowi harmonijne zamocowanie w naszym świecie. Dobromile wystarczy spojrzeć na zdjęcia ludzi, aby zobaczyć  - lub nie - światło wychodzące z ich dusz przez oczy. Wiedzieliśmy od razu i poszukiwania - które choć długie, nie były jakieś usilne i zdeterminowane, ustały. 

    Po godzinie Czcibor trzymał Witolda na rękach. Chwilę po tym Karolina była z nami. Czy 100 kilometrów to za duży dystans, aby położna asekurowała poród? Nie. Trzeba tu przeniknąć wszystkie aspekty. Porody trwają kilka godzin, to sporo czasu. Tu zawarliśmy świętą umowę między duszami. Czcibor był gotów przyjąć syna w świat i w Ród tak jak poprzedniego, i tak afirmował - "tylko jeśli będzie to dobre dla Witolda i nas wszystkich. Niech tak się stanie". Kiedy zaczął się poród, Czcibor błogosławił żonie, po czym rzekł: "Synku, chodź już do mnie, chodź do nas, czekamy tu na Ciebie". Po chwili Maluch był na jego rękach. 

    Biorąc to wszystko pod uwagę, Karolina przybyła w najlepszym, wykreowanym momencie - zresztą naprawdę szybko - i wzięła na siebie drugie stadium, to jest łożysko oraz oprawę noworodka, zgodną z Naturą. Uczyniła to wszystko z nadzwyczajnym opanowaniem i dosłownie odczuwalną pozytywną aurą. Nie tylko że nie zakłóciła energii domu i spokoju Rodziców i Dziecka, ale je wręcz zasiliła własnym światłem wynikłym z wewnętrznej mądrości, spokoju, doświadczenia i czułości. Dlatego nie tylko będziemy już zawsze wdzięczni Karolinie, Pierwszej Cioci Witolda, za doskonałe współtworzenie naszego święta narodzin - ale z pełnym przekonaniem polecać ją wszystkim Rodzicom.

Co mogliśmy przekazać?

    Narodziny Witolda są tak samo radosne, jak zobowiązujące. Żyjemy przede wszystkim sercem, które chce projektować dobrostan naszym Dzieciom i zapewnić im najlepsze pole kreowania i spełnienia. Jednocześnie mamy poczucie misji przyjętej przez nasze dusze, aby wraz z innymi zaangażowanymi w takie intencje duszami przywrócić domowy, naturalny, harmonijny poród jako powszechny, jako najlepszą możliwość dla Dziecka, Rodziców, Rodu, Regionu, Ziemi - jeśli tylko nic nie stoi temu na przeszkodzie. Mamy za sobą dwa słowiańskie porody lotosowe. Jeden ściśle rodowy, bez asysty położnej, drugi z położną. Oba piękne, duchowe, szczęśliwe. Zapisaliśmy w przestrzeni, że można urodzić dwóch zdrowych, silnych, szczęśliwych Lechitów po czterdziestym roku życia na diecie bez mięsa i bez nadmiaru suplementów, które ograniczyły się do witaminy D, K, C, B12 i żelaza. Resztę uczyniły soki wyciskane z warzyw i owoców oraz Moc Dobromiły i sprzyjających dusz.

    Doświadczenia tych lotosowych narodzin niech służą wszystkim - acz jednocześnie okazały się i naszym cennym poznaniem. Weda nigdy nie jest zamkniętą księgą, wciąż wszystkim zapisuje nowe kartki. Czerpiemy z tego z inspiracją i wdzięcznością. Odczuwamy głębokie spełnienie. Mimo mnóstwa projektów i niegasnącej motywacji dzielenie się tym doświadczeniem będzie do tego spełnienia dokładać. 

    Poród słowiański, w domu lub w plenerze, bez szpitalnych energii nacisku i chaosu, przynosi wiele nagród i cudów. Odkryje je wiele Matek i wielu Ojców, którym błogosławimy. Wielu Rodziców będzie zaskoczonych, kiedy okaże się, że niezbyt dobre wróżby i przestrogi bliskich i znajomych się nie spełnią. Niemowlęta nie będą płakać po nocach i dniach. Jeśli będzie je trzeba karmić z butelki, okaże się, że uznawana za przesądzoną zmora kolek jelitowych wcale się nie zjawi. Tak czynią cuda spokoju przestrzeni porodowej i uchronienie noworodka od szczepionek. Zamiast burzyć spokój i radość Rodziców, tak urodzone Dzieci same są wręcz generatorami spokoju.

 Ostatnie wskazówki

    Najważniejsze są spokój i równowaga Rodziców i Dziecka. W te wartości trzeba najbardziej emitować intencje i energie. Estetyka i czystość są ważne, ale nie decydujące - nie chodzi o laboratoryjną sterylność, lecz wysokie i zrównoważone wibracje miejsca porodu. My dwóch synów przyjęliśmy na świat w bloku, w salonie. 

    Oprócz codziennej pracy nad własną siłą ducha, warto mieć w domu koty, które regularnie oczyszczają przestrzeń Domu i podnoszą częstotliwość. Warto odpierać zakusy ciemnych bytów lub negatywne myślokształty i energie nieżyczliwych ludzi amuletami, afirmacjami, płukankami z czarciego ziela lub soli, co dotyczy wszystkich domowników. Miejsce porodu doskonale wyizoluje i ochroni krąg z soli. 

    Jeśli nawet bardzo ukochani krewni, zamiast pokrzepiać, wnoszą zaburzenie spokoju lub myśli lękowe swoimi słowami, należy się od nich odciąć przynajmniej na kilka tygodni przed rytuałem narodzin. Powinni to przyjąć i zrozumieć. 

    Tak samo jak najlepsi nawet Rodzice Rodziców - niech przyjmą ze zrozumieniem, jeśli na kontakt fizyczny lub wzrokowy z wnukiem przyjdzie im poczekać 5- 10 dni, bo ich Dzieci uznają taki okres izolacji za korzystny dla równowagi noworodka dostrajającego się do nowych energii.

    Równowaga jest kluczem.


Podziękowania
 
    Z całego serca dziękujemy ponownie wszystkim wspaniałym i szczodrym lechickim duszom, które wsparły wyprawkę Witolda, a wcześniej Milana i nasz Ród. Rozwiniemy te podziękowania w książce.
    Dziękujemy za mocne wsparcie w czasie tych 9 miesięcy, szczególnie dla Dobromiły i spraw rodowych, Lachom i Przyjaciołom z najszlachetniejszego światła: Małgorzacie i Piotrowi Lechicie, Beacie i Jarusze, Danielowi i jego mamie Bernadetcie, Beacie i Witoldowi, Kasi i Krzesławowi, Słowi-Ance, i innym. 
 
BŁOGOSŁAWIMY WAM WSZYSTKIM!
 
    Dobromiła i Czcibor 
     
     Rysunek ze strony https://www.portraitsbydana.com/. Wózek Milana i Witolda :)

    W następnym artykule - Jak odszukać położną i ustalić z nią umowę w słowiańskim duchu?
    Położna z duszą, Karolina Stećko, na Facebooku: https://www.facebook.com/stopkiwdrodze
 
 
    Czas przygotowań do porodu, same narodziny i adaptowanie noworodka w nowej przestrzeni  znakomicie wspierają pieśni i mantry w harmonijnych częstotliwościach (na przykład 432 Hz). Polecamy dostępne na kanałach:

Jara Wiedza...
 



...i Bez Chaosowania: