2018/11/08

Lechia Dębowa



     Nasza Ojczyzna miała kiedyś dwie armie. Jedną stanowili najbitniejsi z ludzi, Lechici, drugą - niezliczone dęby. Zapędy wrogów, z Rzymem na czele, tłumiły powszechnie znane męstwo i krzepa lechickich wojowników. Jeśli w sukurs takim cechom szło niezwyczajne poczucie więzi słowiańskich rodów, a za nią mobilizacja wieńczona potężną w liczbę i oręż armią, brak zapału nieprzyjaciół jest zrozumiały. Ilu jednak z nich zdawało sobie sprawę, jaki wpływ na cnoty, jasność umysłu i witalność Lechów i siłę ich wojsk, miały hufce dębowe, między którymi żyli oni ze swymi szczęśliwymi rodzinami? Zapewne tylko wtajemniczeni rozdający karty, które zwykle określamy ciemnymi siłami.
     Ponieważ przypadek nie istnieje, nie przypadkiem aryjski naród osiadł w dębowym sercu Europy. To tu własnie mieli nasi przodkowie czerpać natchnienie do kreacji i spełnienia dla swych dusz. Tu mieli żyć w pełni sił i zdrowia, z adekwatnym wpływem na los kontynentu i całej planety, jako że taką rolę jako strażnicy Ziemi wraz z Indianami Słowianie przyjęli.
     Lechici żyli z dębami w objęciu. Do dębów szli zakochani po wsparcie dla swej wspólnej misji tworzenia, do dębów szli ranni po uleczenie, starsi po zasilenie, poszukujący po inspirację.
     Przed wyprawą i bitwą wojownicy Lechii naszej Dębowej udawali się pod dęby, by zasiąść pod nimi dla użyczenia siły i poczucia mocy. Woj idący ku walce spod dębu, jeśli nawet miał ulec ciałem, był niepokonany duszą. 
     Intuicja kierowała nasze Siostry i naszych Braci pod konary i nad korzenie, z których spływało wyciszenie, natchnienie i odprężenie. Wdzięczność i jasność były tym, z czym wracali do domów.
     Dąb był sojusznikiem Lechity.
     Dąb był przyjacielem lechickiej rodziny.

 

     Kraj tak wypełniony mocą i harmonią, chroniony przez wojsko ludzkie i wojsko dębowe, nie może zostać pokonany. Aby załamać równowagę Lechii i odebrać jej strażniczą rolę, czy wreszcie skutecznie pobić militarnie, trzeba było wyrachowanej strategii długo rozłożonej w czasie. Przeciwnik, któremu Słowianie natchnienie Wedami i przyjaźnią Przyrody stali na drodze do objęcia świata mrokiem, pojął, że demontowanie potęgi Lechii wymaga uderzenia we wszystkie jej generatory: w tradycje, świadomość kosmicznych praw, kobietę i jej moc boskiego łącza i owo bezcenne przymierze z dębami i całym życiem Przyrody. Sukces najeźdźców nie był ani szybki, ani łatwy, ale w końcu nastąpił, gdyż czyste i życzliwe dusze nie mogą zostać pobite mieczem, lecz manipulacją i truciem umysłu już tak.
     Dziś, po wielu wiekach, z mocy dębów czerpią bardzo nieliczni Słowianie, a dla samych drzew tych, dumnych, szczodrych, mocnych, nastały czasy ciężkie. Nie przypadkiem obca władza sterująca dziś losami Ojczyzny wydała wyrok na drzewostanie lechickim. Drzew w tym dębów tak koniecznych, pożytecznych, ubywa jak nigdy dotąd. I tak mało jeszcze lechickiego ruszenia, by bronić tych przyjaciół leśnych...
     Szczęśliwie kończy się i ten czas holokaustu na Przyrodzie, a wkrótce obudzony Naród zabroni dalszego niszczenia. Zbliża się czas odrodzonej Lechii, w której gęsto będzie od lasów, w tym hufców dębowych. Gdy wrócą dęby, wróci harmonia w umysły Narodu, wróci też harmonia w Przyrodę, której brak dębów dziś skutkuje zaburzeniami. Obsadzenie siedlisk ludzkich i sadów zakończy wiele kłopotu ze szkodnikami i plagami, które dziś, zamiast właściwie natchnąć urzędników i naukowców, pchają ich do poparcia wyrębu...
     A to wyrąb właśnie odbiera harmonię całej Naturze i jednym z efektów tego są choćby masowe ataki kleszczy. A przecież odstraszyć Słowianina od lasu, miejsca, gdzie ciało i dusza zdrowieją, gdzie umysł doczekuje odpowiedzi, to mocno go rozbroić. I o tym wiedzą ci, którym Lechickie Odrodzenie jest rosnącą zmorą.
     Wstajemy, Bracia i Siostry, bo czas nam odbudować dom i oczyścić ojczyste przestrzenie. Czas nam też odwdzięczyć się za piękną i wierną przyjaźń dębową, z której Naród nasz zaczerpnął więcej mądrości, i światła w duchu, i woli swego przetrwania, nim dziś się to wielu zdaje...
     Czas, by każdy z nas, każdy jeden zrodzony Lechita posadził choćby jeden tylko dąb. Niech każdy przyjmie sobie to zadanie, a szybko dębowe lasy zostaną odbudowane i znów będziemy czerpać z ich mocy. Jeśli nawet przyjąć, że mamy na to całe życie, spójrzmy, ile milionów dębów przybędzie w krótkim czasie naszym ziemiom... Hufce dębowe zaczną uzdrawiać Przyrodę, i jej niebo, i powietrze, i nas samych - bo tego nam trzeba w Odrodzeniu. Czy wracając do dębów zyskamy więcej pewności i więcej światła na ścieżkach do ukochanych a wciąż oddalonych dusz, do siebie samego? Tak. Czy dęby na nas czekają? Tak. Nigdy nie przestały.
     Wiosną zwołajmy wspólnie pospolite ruszenie - aby zacząć pierwsze dęby (lub inne drzewa) sadzić tam, gdzie wskaże nam serce.
        Dęby to lwy zielonych borów, to strażnicy równowagi małego i wielkiego świata,  to mosty do objęć Stwórcy. Powrót puszcz dębowych to nie tylko powrót harmonii do naszego wspólnego z nimi Domu. To jest powrót do więzi miedzy nami, a dębami. 
     Właśnie tego nam trzeba... Bo naprawdę mocni, bezpieczni, zdrowi i radośni będziemy właśnie w tym odzyskanym Domu: w naszej Lechii Dębowej.

     Wstajemy, Lechici! 
     Czcibor



A teraz wejdź, Lechito, między dęby, i przypomnij sobie!...


Znalezione obrazy dla zapytania дуб на картинке


































     Autor pięknych słowiańskich ballad, inspirujących do czynu i generujących nową rzeczywistość przestrzeni Lechii: Cezary VEDAMIR Stawski
     

20 komentarzy:

  1. Prawda to! Miałem kilka lat temu takie zdarzenie, gdy okres ten był dla mnie dość trudny i nerwowy; wybrałem się rowerem do lasu i w pewnym momencie podszedłem do dębu, aby zasięgnąć Jego mocy. Przytuliłem się doń, zamknąłem oczy i po chwili dosłownie usłyszałem głos w głowie: "zawsze mierz wysoko!"

    I od tego momentu zmieniło się moje życie...

    Ostatnio jakoś mniej tulę dęby, choć mam ten zaszczyt mieszkać na wyciągnięcie ręki od dębowego lasu. Po Twoim wpisie Gospodarzu wrócę do starego nawyku :)

    Biały Wilk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raduję się tym, że masz taką możliwość, i z smutnym wysiłkiem godzę się, że ja jej nie mam - ale możliwości jak drzewa, można nasadzać! ;))
      Czy Ty masz bloga, Wilku?

      Usuń
    2. Nie mam, miałem ale już nie mam - VVilczą POLanę :) Może niedługo wrócę do tworzenia bloga, choć chciałbym mu nadać inny ton, aniżeli było to poprzednio - chce się skupić na zdrowiu, zdrowym trybie życia, sławić to, o czym kiedyś popełniłeś artykuł o siłowni pod chmurką i rytuałach przy użyciu ćwiczeń w lesie; tak - tak, też można!

      Póki co dobrze mi tu. Nadajemy na podobnych falach i w podobnym klimacie.

      Biały VVilk

      Usuń
  2. W przeciwieństwie do Was nigdy nie korzystałam z dobrodziejstwa jakim jest przytulanie drzew...
    Ale... Obiecuję to zmienić!
    Pragnę "najarać" się cudowną energią, mocą i zapachem...
    Pragnę poczuć magię drzew :)

    J.W

    OdpowiedzUsuń
  3. Czcibor! te ballady, które wrzuciłeś-REWELACJA. "Sadzimy las" podoba mi się najbardziej no i... Widziałam, że ze specjalną dedykacją dla Ciebie :)

    J.W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ballady Vedamira ozłocą serca Lechitów i powiodą ich do czynu. :)

      Usuń
  4. https://www.youtube.com/watch?v=9Phsw_NaCIM

    Moja ulubiona (refren kopie tak mocno jak mógł kopać tylko lechicki wój :) )

    FRANCISZEK FENIKOWSKI - BYŁEM ONGI DĘBEM

    "NOCĄ ROZSZEPTANĄ, NA POCHMURNYM NOWIU,

    GDY Z ODRY NIE PATRZĄ SREBRZYSTE KSIĘŻYCE,

    ZACZAJONY W DRŻĄCYM, NADBRZEŻNYM SITOWIU,

    PODSŁUCHAŁEM LOSÓW SWOICH TAJEMNICE:



    BYŁEM ONGI DĘBEM - POGAŃSKIM PSALMISTĄ,

    ŚPIEWAŁEM - OSTATNI SWAROŻYCA ŻERCA,

    KORZENIAMI W ZIEMIĘ WRASTAŁEM PIASZCZYSTĄ ,

    WGRYZŁEM SIĘ DRAPIEŻNIE I SIĘGNĄŁEM SERCA!



    DLATEGO DZIŚ ŚPIEWEM PŁYNĘ NAD TĄ WODA,

    BUDZĄC W NIEJ KRĘGI CORAZ DALSZE, SZERSZE,

    A TRZCINY WPATRZONE W TOŃ CHÓR ZE MNĄ WIODĄ

    I MUZYCZNIE MOJE DEKLAMUJĄ WIERSZE.



    ZIEMIA KRĄŻY WE MNIE KRWIĄ SWOJEGO SERCA

    I Z UST MYCH WYRYWA SIĘ PIEŚNIĄ DĘBOWĄ,

    DLATEGO JA - ŚPIEWNY DĄB, POETA, ŻERCA -

    SIEJĘ TU PO WIEKACH ZNOWU POLSKIE SŁOWO.

    Biały VVilk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biały Wilku nie czuję tego...
      Zdecydowanie zbyt mocne granie-takie klimaty trzeba lubić :)

      J.W

      Usuń
    2. Słowa tej pieśni jak dla mnie... pulsują życiem. Może Święto Niepodległości Dębowej ustanowić trzeba i wyryć słowa w grubym pniu drzewa...

      Usuń
    3. Utwór muzyczny i nie w moich klimatach, lubię ballady głaszczące serce albo epickie tony pchające piechotę i jazdę Lechii do czynu, ale już rocky, hard-rocky nie ;)

      Usuń
    4. Przeczytałem wiersz i ciarki mnie przeszły i wzrosły ciągoty do dębowego przymierza. :)

      Usuń
  5. 2 dni temu wpadłem na ciekawy komentarz u Treboroka:

    "Te super kleje to kleje kohezyjno – adhezyjne (przynajmniej na polskim rynku takie kiedyś były, gdy pojawiły się w latach ’80 niechrzczone 100% kleje CYJANOPAN). Działanie tych klejów polega na: najpierw rozrywaniu wiązań atomowych na powierzchniach łączonych[stąd ten widoczny dymek](ingerencja we wzorzec energetyczny powierzchni przejawionego przedmiotu wykreowanego Mocą świadomości Człowieka), a następnie zastępowaniu rozerwanych wiązań atomami kleju i atomami materiałów klejonych. Tak, że soda powoduje krystalizację samego kleju – substancji niejako mającej kontakt ze światem nieprzejawionym, subtelnym. Podobne cechy i większe ma Świadomość Człowieka. Jesteśmy Solą Ziemi, czyli mamy dar krystalizacji, czyli urzeczywistniania Rzeczy(dualizm cząsteczkowo-falowy)"

    Dziś zaraz po przebudzeniu w łóżku wróciłem myślą do tego tematu - jakoś tak samo to przyszło, pojawiły się pytania - jak kurdę rozbić atomy i kreować skuteczniej rzeczywistość?

    Przyszła do mnie taka odpowiedź w myślach - dlaczego wiedźmy zawszę używały ziół do tworzenia eliksirów, czarów? Po co są i były kadzidła, dym, "magiczne kociołki" z wywarami. Po co korzystanie z ziół i płodów ziemi podczas rzucania zaklęć i rytuałów? albo krwi- choć to nie nasza bajka. Nie, nie chodzi tu o ofiarę - tylko o właśnie substancję, która rozpuszcza wiązania atomowe. Tak, wiem że sceptycy w tym momencie wyślą mnie do czubków, ale im daleko do zrozumienia tego, o czym piszę.

    Taka czynność odbywa się conajmnniej dwupoziomowo - na poziomie intencji świadomej i mniej(a w gruncie rzeczy znacznie bardzie) świadomej.

    Obecnie mamy bardzo gęstą przestrzeń, choć jak się nad tym chwile zastanowić to jest ona rozrzedzona - stąd odeszły już dawno możliwości sprawcze, jakie posiadali dawne ludziska. Rzucenie w przestrzeń garści ziół, odprawienie rytuału w dymie z ognia, kadzidła itp rozrywa te skostniałą przestrzeń, a poprzez wyrażanie naszej woli świadomej i tej mniej świadomej ale znacznie potężniejszej, wpływamy na rzeczywistość znacznie mocniej, aniżeli tylko cichym słowem.

    Ale żeby tego dokonać, musimy być mocno rozwinięci na tym 2 poziomie, być czyści, zestrojeni z hmmm... bogiem? bogami? Wszechświatem? RODem? Na tym polu, marzenia dość szybko się spełniają, a pewnie są tu też tacy, którzy wiedza o czym teraz piszę.

    Oczywiście mogę mieć rację, ale nie muszę :) Po prostu tak dziś do mnie to przyszło i chcę się z Wami podzielić tą wiedzą.

    Dlaczego? Bo jeśli mam rację lub nawet jej nie mam, to czytając ten komentarz wchodzicie na kolejny stopień rozwoju - zasieje to w Was ziarenko, które wykiełkuje. Wasz umysł to przefiltruje, weźmie to, co uzna za słuszne na ten moment Waszego rozwoju, część odrzuci, może odrzuci 99% ale zawsze to kolejny krok ku rozwojowi :)

    Biały VVilk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy dlatego dzisiaj 11.11 o 11:11 zapaliłam świecę? Tak nawiasem ... jestem numerologiczną 11 a więc korzystam intuicyjnie i wiem, że marzenia się spełniają <3

      Usuń
  6. POZDRAWIAM CZCIBORZE ... NIECHAJ SIĘ DARZY ... MÓJ KOMENTARZ DO TWOJEGO ARTYKUŁU ... TO PIEŚŃ NAPISANA DLA MARIANA NOSALA ... W DNIU PUBLIKACJI TWOJEGO ARTYKUŁU ...




    "SŁAWIANIN … ŻERCA SŁOWA"
    Sławni Słowem … Dzielni Rodem g/d
    Sławni … Wiarą i Honorem g/d
    Sławni … Ładą i Swarogiem C/d
    Sławni polem, lasem, borem g/C/d

    My Polanie … My Sławianie
    Nasyceni świtu światłem
    Cnem Lęhickiem zawołaniem
    Świat zmieniamy … głosu radłem

    Będziem orać, siać i zbierać
    Będziem młócić, mleć i piec
    Będziem słowem Boga wspierać
    Będziem wprost do słońca biec

    Duch Narodu … Genom Żywy
    Przeobrazi … niemoc w siłę
    Syty Prawdą … Spolegliwy
    Mówi … „Będę … Jako Byłem” …

    Nie zatrzyma mnie głupota
    Nie przeszkodzi … arogancja
    Mądrość droższa mi od złota
    A uczciwość ode draństwa

    I nie szkodzi że naiwne … to wydaje się i dziwne …
    Ważna w życiu jest prostota … a cel jasny … wyjść ze błota.

    Marianowi Nosalowi w podziękowaniu za ogrom wykonanej pracy i pasję wkładaną w odkrywanie prawdy o naszych Pra-Sławiańskich, Lęhickich korzeniach - Vedamir

    Słowa i muzyka: Vedamir 8-9.11.2018 w Żukowie

    NIECHAJ I TOBIE SŁUŻY TA PIEŚŃ ... JESTEŚ ŻERCĄ SŁOWA ... SŁAWIANINEM ... CZCIBORZE ... SŁAWA TWOIM DZIEŁOM ... VEDAMIR ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne! <3

      Biały VVilk

      Usuń
  7. Same słowa są piękne i zachwycają, a w towarzystwie gitary to już całkowicie trafia w mój gust...
    Uwielbiam dźwięki jakie daje ten instrument❤️

    J.W

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainspirowany wpisem Czcibora o dębach, a przypomniawszy sobie o moim doświadczeniu z dębem, postanowiłem, że dziś też poproszę dębowego d(r)ucha o wsparcie.


    Biegałem po lesie, jak na vvilka przystało :P i w pewnym momencie mą uwagę przyciągnął dąb - nie był wielki, ani przesadnie okazały, ale to był akurat ten, który miał być.

    Zbliżyłem się do niego, dotknąłem i przedstawiłem. Nie obejmowałem ale złapałem z obu stron niczym kobietę podczas tańca, gdy łapie się ją za talię, zas czoło zbliżyłem do kory (core - z angielskiego rdzeń, jądro, dusza).

    Oczy oczy...wiście miałem zamknięte. Czerń jaka miałem przed oczami zawirowała, ruszyła i zaczęła być wciągana jakby w głąb samej siebie (a może przez przez drzewo).

    Przedstawiłem dębu moją prośbę, pragnienie i potrzebę. Usłyszałem po chwili w głowie słowa (ale inne niż wtedy, gdy Wam to opisywałem -te były bardziej moje, jakby z wnętrza mojego JA) "Idź, pędź Biały VVilku! To czego chciałeś, już otrzymałeś"...

    Drzewo dostało oczywiście podziękowania i buziaka w core...

    Po kilkudziesięciu metrach biegu... poczułem i zobaczyłem, że wyrasta mi w brzuchu (oczywiście nie dosłownie) mały dąb! Dąb o bardzo zielonych liściach, takich wiosenno zielonych; każdy wie jaka to zieleń :)

    Pisz to, bo mam wrażenie, że każdy z NAS musi taki dąb w sobie zasadzić - aczkolwiek mam wrażenie, że dąb to drzewo Lechów. Laszki prawdopodobnie mają inne; oczywiście to tylko moje "mam wrażenie:, ale jeśli kogoś to interesuje, to prawdopodobnie jest to sosna albo świerk (wybaczcie, ale ich nie rozróżniam za bardzo)

    Brzoza to drzewo śmierci, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu; jest bardzo pozytywna, daje natchnienie, ale jest smutna, niesie nostalgię. Nie wiem do końca jak (kocham BRZOZY!), ale tak zawsze brzozy odbierałem :)

    Biały VVilk

    OdpowiedzUsuń
  9. Biały Wilku... masz ciekawe spostrzeżenia, ja jako Laszka kocham i uwielbiam brzozy... mają bardzo ciepłą energię. Będąc za granicą zawsze tęskniłam za widokiem brzózki z polskiego krajobrazu - szeleszczącej delikatnie pośród łanów zboża,gdzie widać cudne maki i chabry. To moje ulubione nostalgiczne ;) obrazy... Nic dziwnego, że w takim krajobrazie stawiano kapliczki maryjne ku czci Bogini Matki... bo taka jest pamięć duszy słowiańskich kobiet.
    A kora dębu...chroni serce i rdzeń drzewa, w języku polskim chyba nic nie jest przypadkowe. Jeszcze pomyślałam o lipie... ona też jest świętym drzewem Słowian, choćby drzewem pszczół, które nas karmią. Ktoś chyba celowo (!) nadał drzewu pejoratywne określenie .

    OdpowiedzUsuń
  10. Biały Wilku... masz ciekawe spostrzeżenia, ja jako Laszka kocham i uwielbiam brzozy... mają bardzo ciepłą energię. Będąc za granicą zawsze tęskniłam za widokiem brzózki z polskiego krajobrazu - szeleszczącej delikatnie pośród łanów zboża,gdzie widać cudne maki i chabry. To moje ulubione nostalgiczne ;) obrazy... Nic dziwnego, że w takim krajobrazie stawiano kapliczki maryjne ku czci Bogini Matki... bo taka jest pamięć duszy słowiańskich kobiet.
    A kora dębu...chroni serce i rdzeń drzewa, w języku polskim chyba nic nie jest przypadkowe. Jeszcze pomyślałam o lipie... ona też jest świętym drzewem Słowian, choćby drzewem pszczół, które nas karmią. Ktoś chyba celowo (!) nadał drzewu pejoratywne określenie .

    OdpowiedzUsuń