2017/12/13

Co dalej z tą telewizją, Lechici?

   
     Dwa dni temu zaszedłem do niedalekich sąsiadów w pewnej sprawie. Jestem wyczulony na energię mieszkań i domów, tak ze względu na układ przestrzeni i mebli, jak samą aurę wytworzoną przez ludzi. U tych sąsiadów byłem pierwszy raz. Od wejścia było wiadome, że to dom harmonii i dobrej energii, zżytej, pozytywnej rodziny.
     Po chwili zauważyłem z humorystyczną prowokacją:
     - Nie macie telewizora.
     - Od dwudziestu lat - wyliczył z zadowoleniem sąsiad.
     To była pozytywna wymiana słów, pozbawiona wszelkich niesłowiańskich nalotów: wypomnienia, zawiści, skrępowania, osądu i tłumaczenia.
     Po prostu.
     Dziś powiem tak: znam (od dwóch dni) jedną rodzinę ''na żywo'' i jakiś tuzin ludzi ''internetowo'' - którzy nie mają telewizora w swoim ognisku życia. Tak powiem dziś, bo za piętnaście lat to już nie będą wyliczone przypadki. Ani zaskakujące dla ogółu społecznego.
     Powoli wyrzucamy telewizory, Lechici...
     Telewizja to jeden z tych wynalazków ludzkości, który ewidentnie zdeterminował jej ewolucję. Każdy tak konkretnego z osobna narodu, jak człowieka jako takiego obyczaj, skłonność, potrzebę - oraz każdą kolejną udostępnioną technologię - iluminaci umieszczają na strategicznej mapie działań przeciwko wolnej ludzkości. Tak stało się z telewizją i uważam, że jej wpływ na moralność, duchowość, empatię i ''zmysł wolności'' okazał się dużo bardziej fatalny, niż dobry na ogólną wiedzę (jakiej bezsprzecznie dostarczają rozmaite programy geograficzne, kulturalne i inne).
     Zresztą o wartości tej ogólnej wiedzy można podyskutować. Co nam po tym, że z telewizji dowiemy się o kuchni narodowej czy gościnności Kirgizów albo Filipińczyków, jeśli sami osobiście nie doświadczymy tego, wchodząc w pola energetyczne tych narodów i ich ziem?
     Oczywiście jest to jakieś zaznanie - i nauka, ale w skrawkach i... czy właściwie potrzebna nam do czegokolwiek?
     Jaka jest wartość tej nauki, jeśli program medyczny ogranicza uzdrawianie do mechanicznych ingerencji albo chemicznych suplementacji, ukrywając ignorancję tejże medycyny co do zależności zdrowia ciała od zdrowia duszy na poziomie wielowcieleniowym oraz od łącza z Przyrodą?
     Jaka jest wartość programu kulinarnego, skoro podtrzymuje morderczy proceder hodowania zwierząt?
     Jaka jest wartość programu historycznego, skoro odsłania tylko mniejszą część naszych dziejów, a większej nie ujawnia nawet w formie słowiańskiej mitologii?
     Oglądamy w telewizji sport i z całego serca kibicujemy naszym wojownikom. To jest całkiem wciągająca (jak na razie dla większości narodu) rozrywka i nawet bardzo pożyteczna sprawa, ponieważ... to kolejne okazyjne spoiwo elektryzacji narodowego zjednoczenia i pobudzenia patriotyzmu i dumy. I pewien jestem - że wróg tego nie przegapia, a sukcesy naszych sportowców są mu nieznośną solą w oku właśnie z tej przyczyny.


     Sam jestem kibicem i zawsze jestem z naszymi, jednak znów mamy tu problem... Po pierwsze: gdyby wszyscy Lechici i Lechitki w czasie transmisji wszelkich rozgrywek wychodzili z domu, aby w tym czasie samemu trenować bądź kontemplować w Przyrodzie i pobierać z niej moce, cóż by się stało? Być może nasi mierzący się z rywalami piłkarze czy siatkarze mieliby mniej mocy zasilonej przez zbiorowy przesył kibiców (co ma swoje znaczenie), ale po czasie krzepa i witalność całego narodu wzrosłyby znacznie. Gra zatem byłaby warta świeczki... 😉 Logicznie bowiem - wielki naród, w nieomal całości zdrowy, energetyczny i wysportowany - zdolny będzie wystawić olimpijczyków nie do przejścia, ot, takich husarzy, co w czterystu odparli 40 000 tatarskich natrętów pod Hodowem w roku 1694.
    Niestety - jest większy ambaras. Szczególnie gdy wziąć pod uwagę, ile emocji wkładamy w kibicowanie naszym reprezentantom. Nie oszukujmy się, że w tym świecie, zmanipulowanym przez iluminatów i pozaziemskie rasy okupacyjne - istnieje coś takiego jak uczciwy sport. W cywilizacji skorumpowanej, chciwej polityki, administracji, nauki i medycyny? Byłby to prawdziwy cud, gdyby iluminaci pozostawili igrzyska bez zainfekowania.
     Nie zrobili tego oczywiście - co najmniej z trzech powodów:
     - sport generuje ogromne, kontrolowane przychody,
     - sport generuje wielkie, zbiorowe emocje, zatem energie, którymi można manipulować albo zwyczajnie czerpać z nich,
     - transmisje sportowe są zbiorowymi seansami hipnozy, odbierającymi ludziom czas, energię i wyciszenie, to jest wszystkie narzędzia potrzebne do wszczęcia procesu przebudzenia i dostrzeżenia świata takim, jakim on jest.
     Oczywiście bukmacherzy są zdyscyplinowanymi sierżantami polowymi tej wielkiej omamiającej machiny...
     Trzeba też zupełnie serio liczyć się z tym, że sportowcy Słowian, a zwłaszcza Lechii (jako narodu niebezpiecznego dla planów iluminatów) są okradani z potencjału i zwycięstw poprzez zakłócające emisje z dystansu w czasie rozgrywek.
     Dlatego, choć podkreślam stawianie na rozwój własnej i rodowej tężyzny, i podkreślam świadome obserwowanie sportu (i telewizji, jeśli w ogóle) - nie odciągnę nikogo od kibicowania. Jeśli bowiem nasze dziewczęta i chłopcy walczą gdziekolwiek o własny i narodowy triumf - nie szczędźmy im skupionej (bez emocjonalnego chaosu) myśli i łącza przekazującego wsparcie i moc.


     Jeśli przejrzymy obiektywnie filmy wyprodukowane przez ludzkość, sortując je na dziesięciolecia (można zacząć od lat 30. czyli Przedwojnia), to zauważymy wyraźną postępującą, i to całkiem jawną degrengoladę przekazu. W dosłownym znaczeniu - filmowy proces degenerowania widzów.
     Szczególnie duży, niesmaczny i bardzo przebiegle wykonany skok w tym procesie wykonała kinematografia i telewizja lat 80. Przebiegle - ponieważ ta dekada była wyjątkowa pod względem produkcji bardzo lekkiej, pozytywnej, generującej optymizm i radość życia muzyki - oraz filmów.
     Tyle że równocześnie z tą radością i lekkością ruszyła nasilona seksualizacja widzów. Włączyłem ostatnio dwie komedie z lat 80. i wprost uderzył mnie prostacki, w rzeczy samej inwazyjny humor seksualny.
     Wcześniej tego nie widziałem - teraz widzę.
     Z racji scenariusza i historii tych komedii i innych filmów tego rodzaju niesmaczne, nietaktowne, prymitywne wstawki nie są kompletnie potrzebne - a jednak są zawarte w filmach. Są - ponieważ film jest narzędziem programowania umysłów. I bronią wymierzoną w wolną ludzkość.
     Najnowsze filmy przekraczają już nieomal wszystkie granice przyzwoitości. Nieomal - bo granice taktu i etyki można, co niefortunne, przekraczać dość długo. Co gorsza, zauważam, że cichcem obniża się dopuszczalny wiek widza (i luzuje porę emisji) dla filmów, które zawierają nawet jedną, niepozorną scenę seksualną albo wulgarną wypowiedź. Jedną niepozorną - w rzeczy samej to tylko złudny eufemizm, albowiem każda taka scena, każde słowo jest nabojem wystrzelonym w umysł i duszę widza, szczególnie dziecka.
     Każdy przekaz odkłada się w dziecku, konstruując stopniowo w określone widzenie świata i jego norm - do których w zależności od potencjału, ochrony rodziny oraz innych czynników, dziecko się dostosuje.
     Szczerze mówiąc jestem zawiedziony tym, jak my, Lechici, daliśmy się wymanewrować i otumanić, biorąc za normę, a wręcz przyjemny element dnia prostackie telewizyjne przekazy. Efekty braku czujności i oporu społecznego są już szeroko widoczne - postępuje seksualizacja najmłodszych widzów, a ich język poraziłby naszych przodków sarmackich niczym strzały z łuków.
     Jesteśmy pod wielką inwazją degradacji języka ojczystego i jego elegancji, piękna, akcentu, a także czystej, energetyzującej wymowy - lecz co najgorsze, sami mierzymy do siebie z armat w tej inwazji. Ktokolwiek na portalu społecznościowym udostępnił nie wiadomo jak zabawny żart/demotywator/mem - z wulgarnym słowem czy obrazkiem - wypalił do narodu i siebie samego ku satysfakcji wroga.
     Taka jest prawda.
     Zauważyłem, że żarty bez wulgaryzmu już praktycznie nie istnieją. Co więcej - chamieje, i zresztą seksualizuje się nawet przekaz polskich kabaretów. Dlatego przestałem je oglądać.
     Tak nas podmyło zaprojektowane przez iluminatów kino - przy ścisłym uwzględnieniu (a niczego nie przegapiają) ludzkich słabości i skłonności (takich jak zmniejszenie czujności z przepracowania i przyzwyczajania do taniej, nie wymagającej energii myślenia rozrywki, i tak dalej).
     Kilka dziesięcioleci. I zmiana jest potężna.
     Bardzo dobrą odrutką jest, i naprawdę bardzo to polecam, obejrzenie polskiego filmu przedwojennego (zwłaszcza komedii). Różnica będzie uderzająca we wszystkim: niczym zaklęcie zauroczy każdego z was już sam śpiewnie słowiański język aktorów, energia wymowy, dźwięków, samych aktorów, emanujących zdrowiem i radością życia, oraz czysty, naprawdę zabawny humor.
     Pozbawiony brudu i pułapki.
     System działa skutecznie na cały nasz naród, ponieważ strategia wiązania polskich umysłów (ze swej natury wolnych i niepokornych jak najszlachetniejsze ptaki) w snopy nie zawarła żadnych przypadków, a przewidziała prawie wszystko. Dlatego Zachód nie dokonał militarnego natarcia (bo nic by nie wskórał), lecz zastawił pułapkę demokracji wymalowaną w kolory materialnego dobrobytu. To, że farba złazi z tej obietnicy bogactwa (dla większości z nas), widzimy wszędzie wokół. Dlatego - aby choć w miarę podgonić standardy życia zachodnich Europejczyków, Polacy pracują nadmiernie, ciężko, z nadgodzinami, delegacjami, na emigracji. To osłabia bezcenne pielęgnowanie potencjału dzieci, kruszy konstrukcję rodziny, i wreszcie - wysysa energię, której potrzeba do wszystkiego, zatem do dbania i bliskich, o siebie, o zdrowie, gimnastykę, i zastanawianie się, co jest nie tak z tym światem. I wreszcie - do wszczęcia oporu i przyłożenia swoich działań do naprawy.
     Tak to przewidziano.
     Nie przewidziano jednak - zawsze mieli z tym problem - że moc duchowa Słowian jest większa niż wszystkich innych ras, które tak szybko opanowali. Biorąc pod uwagę choćby groteskowo niedorzeczne naciski na Polskę w kwestii przyjęcia mas migranckich - nadal mimo historycznych lekcji, lekceważą oczywisty fakt, że im większy nacisk na Lechitę, tym większy jego opór.
     Tak właśnie zaczyna się przegrywanie z Polakami.
     Co możemy zrobić? Możemy działać, i to skutecznie. I to od teraz - bo każda chwila generuje rzeczywistość naszych potomków, to my ją im wykształcimy. Teraz, jutro, pojutrze. Albowiem zanim zlikwidujemy telewizję, możemy zmienić jej przekaz i wpływ.
     Nikogo nie namawiam do wyrzucenia telewizora. To bardzo dobry ruch, ale patrzę na takie sprawy po lechicku: każdy wykonuje swoje ruchy ewolucyjne w swoim naturalnym tempie i w zgodzie z własną duszą, potrzebą i intuicją. Niektórzy nie mają telewizora od dwudziestu lat, inni wyniosą go z domu za dziesięć. W porządku. Ja sam telewizor mam - bo lubię. Oglądam jednak telewizję świadomie i selektywnie. Każdy film z degenerującym, prymitywizującym, kretyńskim przekazem, amerykańską komedię lub cokolwiek innego, wyłączam natychmiast, gdy taki przekaz zauważam. Na razie jeszcze lubię obejrzeć sobie Porucznika Columbo, który nie dość, że mnie z energii nie okrada (wszak rzetelny policjant 😉), to oddziałuje wręcz terapeutycznie, relaksująco.
     Nie pozwalam rabować swojej energii  dokumentalnym ( i paradokumentalnym) programom żerującym na emocjach - pokazującym  prawdziwe przestępstwa, dramaty i krzywdy. Zwróćcie uwagę, że podkład w tych programach stanowi bardzo przygnębiająca, czasem dramatyczna muzyka, która ścina najlepszy nastrój i okrada z z radości życia. Czy w prawdziwym życiu potrzebujemy podkładu wzruszającej muzyki, aby współczuć ofiarom nieszczęść? Oczywiście, że nie i sprawa jasna; muzyka stanowi element manipulacji emocjami i poglądami widza.
     Nie uważam, że oglądanie takich programów pomaga maltretowanym zwierzętom, skrzywdzonym dzieciom, obywatelom oszukanym przez urzędy. Za to dokłada ofiar - jeśli tylko wycieka nasza własna pozytywna energia, a przecież są to programy kierowane do ludzi wrażliwych, zatem przemyślanym włamaniem do empatii.
     Znam ludzi, którzy regularnie oglądają takie przekazy - lecz nie wierzę w dobre intencje telewizyjnej machiny, gdzie wszystkie ogniwa są przemyślane, a strategia wyrachowana.
     Co więcej - jest możliwe, że oglądanie i współudział emocjonalny w programach o krzywdzie zwierząt i ludzi zasila i utrwala tę rzeczywistość.
     Polepszenia losu wszelkich istot w naszej Ojczyźnie dokona tylko czynne działanie, poprzez codzienne, nawet najmniejsze gesty wsparcia i życzliwości wobec wszystkich przejawów Życia, jakie spotkamy na swej drodze.
     Jeśli oglądać telewizję - to filtracyjnie. Bez szkody.
     Kiedy ubywa telewizorów - rośnie moc lechickich rodów.
 


     Na zakończenie ujmę sprawy krótko i dosadnie: Hollywood jest machiną wojenną wytoczoną przez iluminatów przeciwko wolnej ludzkości.      Mam podejrzenie, że największe gwiazdy Ameryki podpisują rodzaj cyrografu i w zamian za gwarancje bezpiecznego, luksusowego życia i sławę zobowiązują się odgrywać seksualizujące i nieetyczne sceny w niektórych filmach, a także uczestniczyć w propagandowych wiecach politycznego poparcia dla marionetek iluminatów (lub zajadłych ataków na ich przeciwników, jak to na przykład było z Trumpem). 
     Telewizja jest w stanie wykreować najbardziej zuchwałe oszustwo udające rzeczywistość, na przykład samoloty uderzające w wieżowce WTC i wyburzające je.
     Telewizja zakłada, że jesteśmy durniami bez gustu i godności, dlatego emituje programy i filmy o wartości szamba. Reagujmy - wyłączajmy filmy, mejlujmy do nadawcy, piszmy i dzwońmy do mediów, głośmy akcję na portalach społecznościowych. Działajmy najmocniejszym orężem Lechitów - pospolitym ruszeniem.

     Telewizja zniknie z ziemi Lechów, albowiem nie jest ona potrzebna ani pożyteczna tam, gdzie dusza odkrywa świat rozwiniętymi zmysłami. Z filmów można czerpać jakieś doświadczenie - lecz jest to doświadczenie kierowane, nieczyste, i półrzeczywiste. Ilekroć wolny Lechita wyjdzie z domu, zamiast włączyć telewizor, niezależnie od miejsca, czasu i okoliczności, zawsze zazna większego i prawdziwszego doświadczania życia.
     I tego życzę nam wszystkim.
   
      Czcibor 




     Podarte cyrografy czyli Charlie Sheen o WTC... 



...i Jim Carrey o iluminatach:


 
Janusz Zagórski i Sławomir Nowak o mistyfikacji WTC:



Jak TV i sport kontrolują ciebie i to, co robisz [ang.]


6 komentarzy:

  1. Niektóre podprogowe przekazy w przemyśle muzycznym widać "gołym" okiem, niektórym trzeba się przyjrzeć w stop-klatce. Jednak podświadomość zarejestrowała wszystko... Współczesne operacje fałszywej flagi z aktorami ulicznymi, bardzo żałosne i obnażające fałsz relacje z miejsc zamachów... Intuicja zapala mi czerwone światełko, uciekam, wyłączam pudło, ale jestem bezsilna jeśli chodzi o bliskich. Nie potrafię oderwać ich od tego propagandowego narzędzia. Dorośli mają swój wybór. To samo ma się z bajkami dla dzieci... niewinne obrazki noszą przekaz bardzo często zdeprawowany. Tworzenie zmyślonych postaci jest w bajkach naturalne, ale ostatnio zastanowiła mnie ... bohaterka rycerka w bajce, którą oglądała córka. Od kiedy to kobiety były RYCERZAMI? Nie pamiętam, nie uczono mnie tego w szkole. Może wojowniczki, ale żeby zaraz kobiety-rycerze w pełnym rynsztunku bojowym? Bajki dla dzieci programują mózgi i najgorsze jest to, że kłamstwo powtórzone X-razy staje się prawdą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rycerka Maszko to jeszcze pół biedy. Te pindrzenie się i intrygi pokazywanie ze dziewczyny to umalowane debilki myslace tylko o ciuchach. Mam tez problem bo nie ogladamy tv ale dzieci czasem bajki na dvd tak. Nie pozwolic to beda bardziej chcialy pozeolic to tez niedobrze. Nie jest latwo lawirowac w matrixie. Jest jeszcze problem ksiazek tego co w szkole ucza itd. Mozna tylko nauczyc maluchy samodzielnego myslenia. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękna idea przyświeca temu blogowi, przez odwołanie się do chlubnej lechickiej tradycji, wzmocnienie sił witalnych i duchowych naszych rodaków. O już najwyższy czas powstać z kolan i powitać nowe czasy,bo te które właśnie tak ciężko nas doświadczają to jednak nie zabiły w nas nadziei. :-) Chylę czoła dzielny Czciborze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Im szybciej ludzie przestaną wierzyć w kłamstwa w TV tym lepiej. Niestety pokolenia 40+ w znacznej większości niestety są raczej stracone. Jak dla mnie telewizja mogłaby w ogóle nie istnieć. Nie jest mi niezbędna do życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TV odejdzie powoli, ale charakter TV trzeba zmienić dynamicznie, pierwszym prawdziwym polskim rządem. I tak, zgadzam się - warto wywalić odbiorniki precz...

      Usuń