2026/05/24

Lachowie a Smoki, część pierwsza: Kiedy wojna zastąpiła przymierze

 

    Obecny proces ma wiele gałęzi przywracania Wedy; można go porównać do drzewa, choćby do Dębu który odrasta coraz bardziej i mocniej rozgałęziony, coraz bardziej stabilny, coraz bardziej emitujący światło naszej Lachów Mocy. Za jedną z gałęzi można uznać ujawnienia, za inną choćby własne wewnętrzne procesy. A te oznaczają także odkrywanie prawdy o drodze własnej duszy. Oboje z Dobromiłą jesteśmy ostrożni i weryfikujący szczególnie wobec istot, które badają nasze pola, w tym inkarnacje. Jakkolwiek wielu ludzi deklaruje taką usługę, ostrożność jest istotna, żeby mieć na przykład pewność co do tego, że kanał informacji, na który się otwieramy, jest nie tylko otwarty na czystych intencjach, ale też chroniony od podczepień i ingerencji. Jako odbudowujący się Ród Lechicki w subtelnych kwestiach odzyskiwania osobistych  rodowych informacji zawierzyliśmy Dorocie i Adrianie, a niniejszy przekaz dotyczący Smoków powstał w oparciu o sesję tych świetlistych dusz z naszym pięcioletnim Milanem. Warto przyjąć, że tak zwane legendy nie są metaforą przemycającą drobiny prawdy, lecz kodowaną informacją, zatem bardziej prawdą, dosłownością, niż baśnią i fantazją. 

    Milan przyszedł do nas, aby uzyskać, jak sam powiedział, naukę potrzebną do jego pracy dla Lechistanu i Ziemi. Tak jak i my oboje, wrócił tu, żeby domknąć cykl, rozproszyć resztki ciemności i matrixowych instalacji, i dołożyć swoją pracą do Równowagi. Jedno z wcieleń Milana przypadło na Chiny, w czasie, gdy Ariowie czynili tam Straż i rozprowadzali wiedzę (w tym sztuki walki) konieczną dla odparcia Anunnakich. To wcielenie przypadło na kres tego czasu, gdy przymierze Smoków i Ludzi było już niestety przeszłością, a zamiast niego toczyła się niszcząca wojna. Zanim ona wybuchła, między Smokami a Ludźmi panowało istotne, choć niepisane przymierze: obie strony żyły w poszanowaniu, zajmując się swoimi naturalnymi rytuałami dla równowagi częstotliwości nie tylko Chin, ale całej Ziemi. Smoki nikomu nie kojarzyły się z drapieżnymi kolosami, lecz z potężnymi istotami tak samo ze względu na rozmiar, jak i piękno i rzeczywisty ujmujący majestat. Niektórzy z nas to urzeczenie widokiem Smoków zachowali w komórkowej pamięci do dziś i zdarza im się czuć poruszenie wobec ilustracji lub filmowych scen ze Smokami. 

    Smoki pierwotne (duchowe), zwane przez Słowian Żmijami, przybyły na Ziemię z Liry, Syriusza A czy Plejad. Ich praca była nie mniej ujmująca i majestatyczna od wyglądu: wachlując wielkimi skrzydłami latały wzdłuż linii geomantycznych Ziemi, stabilizując całe pole planety. Jednocześnie były Strażnikami Przyrody i eteru, więc dla ludzi ich obecność, w tym bliskie sąsiedztwo, była błogosławieństwem. Smoki miały postać na pół fizyczną, na pół eteryczną, a na ich głowach znajdowały się kryształy. Dzięki swej strukturze nie miały potrzeby fizycznego odżywiania, wystarczał im eter. 

    Dla Anunnakich, którzy w planach inwazji zawarli pakt z Draco (i podlegającymi im Reptilianami) nieformalne, ale nadzwyczaj potężne przymierze Smoków z Ludźmi stanowiło główną przeszkodę na wdrożenie skutecznego podboju. Anunnaki zesłali między ludzi agenta, który metodycznie kodował w nich rezerwę, nieufność, a ostatecznie strach przed Smokami ("ich atak jest tylko kwestią czasu"), i w końcu nastąpiło dramatyczne w skutkach zmasowane i bezlitosne uderzenie ludzi na ich gniazda. Zniszczono przy tym smocze jaja, co powiększyło wstrząs. Toczące się walki zamieniły Smoki z Bio-Generatorów Pola Morfogenetycznego, istot eterycznych i anielsko łagodnych w zdesperowanych drapieżników. Zmiana wibracji zniszczyła ich kryształy i zagęściła strukturę ciała, co część z nich zmusiła do ukrycia się w głębokich pieczarach i węzłach energetycznych Ziemi (gdzie są do dziś), a część, pod wpływem fizycznego głodu, gniewu i narzuconego przez Archontów wirusa dominacji, dała się wciągnąć w pole bitwy. W sukurs przyszły tym pierwotnym Żmijom przyszły drakońskie Smoki, esencjonalnie agresywne. To one wyparły w niepamięć zaszczytną rolę Żmijów, budując po wieki kod smoczego okrucieństwa i kanibalizmu.

    Milan w czasie tej wojny pełnił w Azji rolę Korektora Częstotliwości, był  wojownikiem w pełni aryjskiego potencjału (fizyczno-energetycznego) imieniem Zor. Nie walczył ze Smokami mieczem ani lancą, lecz w konieczny wyrafinowany sposób, operując Słowem Mocy, rytuałami i technikami energetycznymi. Dlaczego? Smoki to potężne, wielowymiarowe istoty. Ich świadomość nie jest punktowa jak ludzka – przypomina rozłożyste drzewo lub sieć, która swoimi "gałęziami" (skrzydłami świadomości) potrafi zarządzać całymi regionami geomantycznymi. Konfrontacja ze Smokiem to zatem nie tylko konfrontacja z silnym i wielkim potworem, ale z autonomicznym węzłem Mocy i baterią dział zarazem. To właśnie sprawiło, że w polu walki Żmije były nie do przejścia dla Archontów i zdecydowali się oni na typowy dla oderwanych od Źródła istot akt diabolicznej strategii: skłócenie sojuszników i rozbicie nierozbijalnego. Podczas wielkiej infiltracji, Archonci użyli wirusa umysłu (kodu dominacji i głodu energetycznego). Wirus ten infekował poszczególne "pasma" lub "gałęzie" świadomości Smoka. Zainfekowany Smok zaczynał zachowywać się jak tyran – zamiast filtrować eter i zasilać ziemię, zaczynał pobierać energię z ludzi, stając się "potworem" z legend.

    Jak radził sobie ze Smokami Milan (Zor)? Posiadał unikalne pasmo częstotliwości, które działało jak laserowy skalpel światła Źródła. Kiedy stawał naprzeciw zainfekowanej istoty, potrafił dokładnie zlokalizować, która część jej wielowymiarowej struktury uległa korupcji. Poprzez dekret woli i projekcję energii, „odcinał” (izolował) to zainfekowane pasmo świadomości, nie niszcząc samej esencji (duszy) Smoka. Była to operacja ratunkowa – bolesna dla istoty, bo drastycznie zmniejszała jej zasięg i Moc (często wiązało się to z utratą kryształu-rdzenia), ale ratowała jej duszę przed całkowitym upadkiem w mrok. W owym czasie oboje stanowiliśmy już z Milanem synchroniczny zespół operacyjny jako rdzeniowa Rodzina. Milan działał pod naszą osłoną w paśmie wysokiego ryzyka. 

    Jednak tym sposobem pokonał jednego z najpotężniejszych Żmijów, który przeszedł na stronę Archontów. Odebrał mu zdolność manipulowania ludzką wolą. Ta "nienawistna energia", która podążała za Milanem, to stary dług częstotliwości – byt ten uważał, że Zor odebrał mu "boskie prawo" do władania. Wywołało to w Smoku tak silną nienawiść, że jako smocza forma energii ścigał Milana aż do tej pory, usiłując przebić się do jego wymiaru. Tę sprawę załatwiliśmy jako Ród dzięki wsparciu Adriany i Doroty i niniejszym artykułem wyrażamy im wdzięczność. Milan po sesji zyskał na spokoju, radości i werwie godnej lechickiego junaka. I takich tylko junaków życzymy wszystkim Lechickim Rodzicom. 

    Z błogosławieństwem, 

    Czcibor i Dobromiła  

     W drugiej części: kim był Smok Wawelski, co łączyło go z Krakiem i kto stał za jego likwidacją...

 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz