Gościnność Lachów to ujmująca zaleta wynikła ze szlachetności ich duszy tak samo jak bitność na polu walki o wolność i godność - własne albo cudze. Ale właśnie też i godność wyznacza rozsądną granicę dla tej gościnności. Dla zdrowego rozumu nie ma żadnych wątpliwości, że kiedy przekraczamy próg czyjegoś domu, krewnego czy obcego sobie domu, to nie ingerujemy ani w wystrój mieszkania, ani w obyczaje zobowiązujące domowników i przybyszów. I ten sam logiczny wzór postępowania dotyczy większej struktury: kraju przynależnego narodowi. To ten naród wyznacza wszelkie prawa, i ktoś przybywający z wizytą, a tym bardziej z pragnieniem osadzenia się na lata, musi w naturalnym zrozumieniu przyjąć cały kodeks praw i obyczajów - albo zrezygnować.
Jeśli ktoś tego nie rozumie, to powody są takie, że albo ma niski próg świadomości, albo złe intencje, albo jest zakodowany do poziomu biorobota. Albo wszystko to łącznie.
Jeśli ktoś ma rozterki co do granic wyznaczających granice gościnności, to przeniesienie hipotetycznych sytuacji na przykład z własnym rodzinnym domem będzie najlepszą drogą do rozstrzygnięcia wszelkich kwestii. Nietrudno przecież przyjąć, że fatalne skutki dla domu, dla jego spokojnej atmosfery, czystości, ładu, równowagi, zdrowia, ogólnego dobrostanu Rodziny sprawią takie czynniki jak:
- przepełnienie gośćmi,
- roszczenia i brak szacunku ze strony gości do nadrzędnej roli Gospodarza,
- brak taktu, kultury, patologiczne wzorce dla dzieci,
- przemoc i wandalizm.
Nikt nie zniósłby takich objawów w swoim domu, a goście zostaliby natychmiast wyproszeni.
Ale też nikt nie zapraszałby do swojego domu ludzi, po których można by się tego rodzaju rzeczy spodziewać - na tym polega rozwaga i prewencja w ramach ochrony godności i dobrostanu, własnych i Rodziny. I to oddaje wszystko w kwestii migracji preparowanej naszemu Narodowi przez zainstalowany magistrat chazarski.
To, co obecnie się dzieje - między innymi zuchwałe prowokacje i roszczeniowe przemowy Chazarów przybyłych z Ukrainy (większość ukraińskich Słowian jest wdzięczna i zaniepokojona zmajstrowaną eskalacją konfliktu), oraz jawna, tak samo zuchwała i niedorzeczna ich ochrona ze strony mediów i administracji krajowej (tak naprawdę okupacyjnej, chazarskiej) to coś, co zapowiadaliśmy już w książkach i artykułach jako nieuchronne stadium całego procesu (i czego nasze Lechickie Odrodzenie wymagało): ujawnienia się Chazarów farbowanych na Lachów.
To trudna faza, bo prawdziwego Polaka z Krwi i Kości gniew ogarnia (lub rozpacz), że na świętej ziemi skrwawionej przez dumnych i niezłomnych Przodków szarogęsi się i groteskowo żąda ktoś nie tylko obcy, ale też niewdzięczny i po samo dno nieetyczny. Oddalony o siedem gór, i siedem mórz od naszej lechickiej duchowości obcy - z którym symbioza jest definitywnie wykluczona. Zakomunikujmy to twardo, bo twarda jest tego logika, twarde prawo i twarda sprawiedliwość: żaden gość nie ma prawa czynić wyrzutów i roszczeń Gospodarzowi ziemi; taki akt zuchwalstwa to wołanie o wymówienie gościny. Obrona niepodległości nie zaczyna się od wyprowadzania czołgów, lecz od nieustępliwości w swej postawie godności, honoru i praw. Stójmy twardo na naszych gruntach, Lachowie.
Objawiona jednak przepaść to akt prawdy, którego już nigdy nic nie wymaże, nie ukryje. Będziemy to wszystko pamiętać, kiedy w Lechistanie nastąpi rozbiórka fałszywych struktur i rozciągane będzie prawo lechickie. Rozliczona będzie wszelka targowica, w tym szkalowanie imienia Ojczyzny, grabież i dewastacja naszych zasobów, mordowanie zwierząt, trzebienie lasów, rozdawnictwo obywatelstwa, ujawnianie i wyprzedaż broni, ściąganie Wojska Polskiego w pola wojenne, desanty emigrantów i ich przestępczość, wszelka korupcja i zdrada. Nie wszystko muszą rozliczyć lechickie ręce - wiele spraw rozstrzygnie "dziwne sprzężenie zdarzeń", co zrozumie każdy, kto jest świadom skutków i rezultatów przeobrażenia świata. Najwyższym Sędzią będzie nowy pułap energetyczny Ziemi.
Dodajmy coś jeszcze. Prawda o szlachetnej duszy Lachów eksploduje na całym świecie, jak przepowiedziano. Tak samo objawia się wyrządzona im nieprawość (spisek resetowy przed II Wojną Światową i po niej, i wiele innych), jak oparta na nienawiści strategia światowej Chazarii: między innymi tak zwane "Polish jokes", które aszkenazyjskie wytwórnie rozprowadziły przez kina i telewizję, a za które przebudzeni Amerykanie i Brytyjczycy biją się teraz w piersi. Osobiście wypatrywałem tej chwili od kilkudziesięciu lat.
Wielu z tych Amerykanów i Brytyjczyków (ale i Niemców, Francuzów i innych) przybywa do Polski, aby poczuć jej energię, aby strącić z siebie kody manipulacji, niektórzy już tu zostają. Co z nimi?
Tak jak z rodzinnym domem, tak samo w przestrzeni ojczystej liczy się zachowanie równowagi, a w niej liczą się nie tylko poziomy etyki i kultury, ale i proporcje. To my będziemy musieli je sobie i innym wyznaczyć poprzez narodowe wiece - bo rządzący (się) dywersanci mierzą proporcje na maksymalny chaos - nie wspominając o planie wojennym. Jesteśmy jednak gościnni ze swej natury: to szczodre dla gości, lecz odżywia także nasze dusze jak światło, jak każdy dar serca. To zrozumiałe. Obok serca stoi u świadomego i godnego Słowianina rozum. To równorzędne narzędzia przy wszelkim projekcie i każdej decyzji. Opinie cudzoziemców pełne zachwytu, podziwu, szacunku i wdzięczności zwracają nam zrabowane a przecież właściwe postrzeganie siebie. Nawet i tu warto jednak zachować dystans godny Gospodarza, który jest Strażnikiem swego Domu: rodzinnego i ojczystego. Nie będę tu wymieniać praw i ich konsekwencji na linii Gospodarz-Gość, bo już pisałem o nich w dawniejszych artykułach i książkach, skupię się tylko na komunikacji.
Zatem: jeśli turysta czyni zarzut, że ktoś w Polsce nie mówi po angielsku (taksówkarz, restaurator, policjant, uwaga: także urzędnik), to należytą postawą z naszej strony nie jest bicie się w piersi, tylko przypomnienie, że jeśli ktoś przyjeżdża do jakiegoś kraju, to przejawem właściwych manier, kultury i szacunku, i po prostu natury, jest przygotować się do komunikacji z Gospodarzami: wziąć "rozmówki", tłumacza, a nie liczyć na znajomość swego języka na miejscu. Który to język koduje się jako "światowy" (programowanie ego), upychając na pobocze wyższą, jeśli nie jedyną rację, że powinnością Polaka jest umiejętność mówienia po polsku, Francuza po francusku, a znajomość języka obcego jest czymś pożytecznym - to oczywiste - ale mającym mieć podłoże chęci i potrzeby własnej, a nie presji. Do reszty absurdalnym jest definiowanie poziomu inteligencji i kultury między Rodakami na podstawie tego, czy znają język obcy, czy nie. Jak wiemy, tego rodzaju podziały na "elitę" i "ciemnogród" z hukiem zawaliły się przy okazji promowania szczepionek w operacji C-19... W ruinach Matrixa ego przegrywa, serce wygrywa.
Jeszcze do niedawna pakowanie mini-rozmówek przed podróżą było oczywistością, a nawet przyjemną ambicją, dziś sprawę ułatwia dodatkowo technologia - więc oczekiwania niektórych gości postrzegam bardzo krytycznie. A już szczególnie tych, którzy przybywają tu jako osadnicy.
Podkreślmy: paszport i obywatelstwo nie czynią Polakiem, bo synów i córki tej ziemi wyznaczają dusza i linia rodowa Lachów z Krwi i Kości. A tych atrybutów nie da się kupić. Tym bardziej nie czynią Polakiem dokumenty wydane przez: nie-Polaków, tym bardziej przez wrogów Polaków, tym bardziej wbrew woli Polaków. Zgodę na życie w Lechii może/musi wydać tylko wiec Lechitów, w tym lokalny - z czystej logiki i jedynej sprawiedliwości, ponieważ bezpośrednie i długotrwałe skutki osadnictwa obcokrajowców nade wszystko dotyczyć będą lokalnej społeczności.
W naszym Domu możemy przyjąć Gościa z każdego kraju, jeśli oznacza to człowieka z duszą i sercem, lecz nigdy nie będzie Lachem. Z kolei może być zawsze przyjacielem z gwarancją pieczy i życzliwości, bo taki "chleb i sól" z radością przyjaciołom Polski sprawimy.
Szerokie omówienie praw na linii Gospodarz - Gość w zgodności z obyczajami Lachów (w tym dotyczące kwestii obywatelstwa i okoliczności przestępstw i wojny) znajdą Rodacy w moich wcześniejszych artykułach oraz w książkach Ja, Lach i Lach do Lacha. Dostępne tutaj: https://www.empik.com/ja-lach-semik-tomasz-czcibor,p1507371804,ksiazka-p#ReviewsBox
Z błogosławieństwem dla Rodów Lechickich,
Czcibor i Dobromiła
Nasze artykuły w ramach Kampanii Przeciw Anglicyzaji w dziale bloga Lechickie Odrodzenie: https://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/p/kampanie.html
Na jednym z rozpowszechnianych ostatnio filmów Marokanka z hiszpańskim obywatelstwem krzyczała do Hiszpanów, że nie mają prawa wyrzucać jej rodaków spod granic, że ona na to nie pozwoli, bo choć jest córką marokańskich migrantów, urodziła się w Holandii i ma holenderskie obywatelstwo, to w sercu jest Marokanką i zawsze nią będzie. Ten akt nieświadomie objawionej prawdy o iluzji integracji zbiega się z logicznym przesłaniem Muhhamada Alego:
https://www.facebook.com/groups/595121354539786/permalink/2019162378802336/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz