2021/09/08

Słowiańska swaćba - czyli ślub dwojga dusz według Wed ery starożytnej i... ery wschodzącej

 


     Rok przed spotkaniem... Dobromiła zauważa zdjęcie Czcibora na jednym z forów lechickich. Od tego momentu wie, że jest to mężczyzna, którego kocha i którego zna. Wkrótce potem doznaje wizji podczas medytacji, która ją utwierdza w przekonaniu, że ich dusze znają się z poprzedniego wcielenia. Wizję kończy spotkanie obojga na moście, wtulenie się w siebie i stopienie w symbol yin-yang.

    Tydzień przed pierwszą rozmową na forum lechickim... Czcibor kontempluje krążąc po mieszkaniu i czuje zbieranie w sobie specyficznej energii. W końcu staje, patrzy w przestrzeń i głośno mówi: No dobra. Jestem gotowy. Niech moja Wyższa Jaźń ześle mi już tę, na którą tak długo czekałem.

    Liczby mają znaczenie - zasilają swoją energią wszystkie procesy, zatem i wszystkie rytuały i kreacje. Ponieważ mamy - nareszcie czasy - w których odnajdują się dusze bardzo długo i z premedytacją rozdzielane, Przestrzeń wysyła dużo sygnałów i wskazówek pomagających się odszukać i utwierdzić w tym właściwym połączeniu. Należą do nich także liczby liczby; gdy się zaznajomić z numerologią, to szybko można się przekonać, ile znaczy dla każdej sfery Życia. Nam od samego początku towarzyszy cyfra 8. Ósemka to odwrócony znak nieskończoności, synonim Równowagi. Jej przejaw w życiu to błogosławieństwo, a każdy oparty o jej energię projekt zyskuje na trwałości. Poznaliśmy się 8 stycznia. Styczeń to pierwszy miesiąc kalendarzowy, czyli mamy 8+1=9, zaś 9 jest cyfrą numerologiczną naszego syna Milana. Data naszego ślubu cywilnego to jest 26 września, czyli znowu 2+6=8. Wrzesień to 9 miesiąc kalendarzowy. 8+9=17, a 1+7=8. Datę tego ślubu można by uznać za przypadek - gdyby w takie wierzyć. Był to intuicyjny wybór dusz, albo zrządzenie zesłane z poziomu Wyższej Jaźni.

    Czy nasz syn był nam pisany? Nasze cyfry numerologiczne to 1 i 5, a Milana 9. Spójrzmy na efekty połączeń cyfr naszych z cyfrą Milana:

5+9=14=1+4=5

1+9=10=1+0=1

...czyli dwa razy powrót do źródła rodzicielskiego Milana. Co więcej, głęboka i magiczna mądrość numerologii pokazuje, że nasz syn był nam pisany, zanim jeszcze się urodziliśmy.

    Datę swaćby wyznaczyliśmy z pełną świadomością na dzień 08.08. 2021 roku. Oznaczało to czas silnego nowiu w znaku Lwa (tak zwana Brama Lwa). Energia tego dnia mocno zasila życzenia, intencje i pragnienia. 

    Dlaczego zdecydowaliśmy się na ślub mimo zawartego małżeństwa systemowego? To pierwsze zostało sformalizowane dla ułatwienia życia w systemie - który jeszcze generuje niebagatelny wpływ na status Rodów Lechii. Mimo to także do tego ślubu podeszliśmy z sercem i wykorzystaliśmy ceremonię do afirmowania swego małżeństwa.

    Z kolei ślub słowiański jest czymś więcej i przygotowaliśmy się do niego jak do tego czym jest - czyli jak do jednego z najświętszych rytuałów w boskiej Przestrzeni. Jeśli chodzi o rangę, to można go porównać tylko z rytuałem narodzin/porodem. Każdy ślub między duszami powinien być traktowany tak samo radośnie, jak poważnie - złączenie obojga dusz to odebranie najwyższego aktu szczodrości Stwórcy. Jeśli Bóg tworzy dusze i pozwala im się łączyć w szczęśliwą nieskończoność - jeśli jej pragną - to cóż może być większym darem i dobrodziejstwem? Tak powstaje prawdziwy yin-yang, a z takiego yin-yang rodzą się Dzieci o pełnych potencjałach. Można zapytać, po co nam, ludziom, śluby i po co rytuały? Tak naprawdę każdy projekt poparty afirmacjami, modlitwami, medytacjami, intencjami, amuletami czy wielkim wysiłkiem jest rytuałem. Charakter rytualny wspiera siłę i trwałość projektu. W przypadku małżeństwa oznacza to dodatkową energię chroniącą łącze dwojga dusz, ich zdrowie, stabilność związku i dobrostan, Dzieci i sprawy Rodu. Wszechświat bazuje na szczodrości Stwórcy i błogosławieństwach Boskich Istot - i zawsze odpowiada. 

    Dlaczego nasza swaćba odbyła się bez udziału pośrednika słowiańskiego (swata, żercy)? Jak wiadomo, śluby kościelne oznaczają pośrednictwo kapłanów i my także takie śluby już w przeszłości przeszliśmy. Taki pośrednik jak ksiądz katolicki nie tylko wnosi w energię rytuału przysięgających sobie ludzi swoje intencje i aurę (o których nie trzeba się rozpisywać), ale też podtrzymuje podczepienie do egregora babilońskiego, który żeruje na ich energii i świadomości. Kościół watykańsko-babiloński odcięliśmy, natomiast z pracy żercy nie skorzystaliśmy nie z tego powodu, by wątpić w jego intencje i znaczenie starych obyczajów. W naszym odczuciu natomiast wschodzi nowa era - Bliżej Stwórcy, era sczytywania łącza ze Źródłem i wszelkich informacji dzięki sobie samemu dzięki światłu otwartego i czystego serca. Jako Istoty Boskie, wspierające się o prawo naturalne i prawo boskie, Wolną Wolę i o własne odczucia i wdzięczność oraz ufność wobec Stwórcy, postanowiliśmy ślubować sobie bez pośrednika. Nie mniej na świadków, zgodnie z prastarym słowiańskim obyczajem, wzięliśmy samego Boga, duchy Przodków i Przyrody, i krąg najbliższych Krewnych, Przyjaciół i Lechickich Towarzyszy Drogi.

    Jakie miejsce wybraliśmy? W rytuale ślubu ważne jest wszystko, każdy element - zresztą każdy sam w sobie w takim dniu jest rytuałem generującym energię dla siły, ochrony i harmonii małżeństwa i Rodu. Poszukiwaliśmy zatem miejsca cierpliwie i dość długo, od początku wiedząc, że nie chcemy żadnych "modnych", systemowych budynków i sal, tak jak nie chcieliśmy ich "modnej" atmosfery i niekorzystnego oddziaływania na dusze uczestników wesela. W końcu w Internecie wyszukaliśmy gospodarstwo agroturystyczne w Łubowie, tuż za Gnieznem. Miejsce natychmiast chwyciło za serce: urzekającą rodzimą Przyrodą, pejzażami, zwierzyną, silną i zdrową energią miejsca, i, jak szybko się okazało, serdecznością gościnnych, mądrych i prostolinijnych gospodarzy, Lachów z dziada pradziada. Cieszyło to nasze dusze - bo myśleliśmy od razu o tym, jak takie widoki, aurę i Moc miejsca odbiorą nasi Goście... Chcemy zatem podkreślić dla Rodaków planujących swaćbę, że energia miejsca jest niezwykle ważna. Ziemia gospodarzy, którzy nas ugościli, ma tak czystą energię, że nasi Przyjaciele, Beata i Jaruha, stwierdzili, że nie muszą wykonywać zabiegów oczyszczania, którymi chcieli nas wspomóc.

    Tym samym dochodzimy do kolejnej ważnej rzeczy różniącej ślub słowiański od ceremonii katolickiej - to jest kwestii ochrony i zabezpieczenia miejsca. Świadomość szuka miejsca do swaćby, ale intuicja nie mniej. To połączenie gwarantuje powodzenie. Idealne zabezpieczenie rytuału ślubu nie różni się zbytnio od choćby zabezpieczenia rytuału porodu. Dobrze jest wytyczyć krąg dla dwojga, dzięki usypanej soli (prastara i niezmiennie skuteczna metoda przeciw wszelkiej ingerencji ludzkiej i demonicznej). My taki krąg wytyczyliśmy na małej wysepce na stawku, co dodało kolejne walory ochronne i rytualne. 

    Oprócz soli użyliśmy lawendy, która także ma własności ochronne, a jej aura zasila oczyszczenie i długowieczność. Oczywiście najbardziej oczyszczający był i pozostaje ogień, dlatego warto wkomponować w krąg świece. Co do świec, to pierwszy rytuał z ich użyciem warto przeprowadzić jeszcze dzień czy dwa przed weselem; zapalić takie świece i taką ilość, jakie podpowie intuicja. My zapaliliśmy trzy: fioletową w intencji błogosławieństwa, wsparcia i ochrony Źródła, czerwoną w intencji wzmocnienia i utrwalenia naszych uczuć oraz białą w intencji oczyszczenia. Jak widać, ślub Słowian naprawdę jest rytuałem, na który składa się wiele zabiegów.

    Trzeba jednak zaznaczyć, że niezabezpieczony rytuał ślubny może być narażony na szkodliwe skutki negatywnych intencji i energii nieżyczliwych ludzi albo ciemnych sił. Ma to oczywiste przełożenie na trwałość i harmonijność związku, nawet jeśli nie od razu widoczne i niepowiązane z czymś takim, jak brak lechickich środków ochronnych... My sami doznaliśmy takiej próby sabotażu, którą odparliśmy, ale szerzej wspomnimy o tym w innym artykule.

    Wysepka dała nam kolejną barierę ochronną: woda nie tylko jest przekaźnikiem informacji i oczyszczenia, ale też w tym przypadku zapewniła nam odcięcie. Czcibor zanurzył dłoń w ziemi i afirmował pozostawienie w niej starych spraw, kłopotów, przeciwności. Matce Ziemi możemy oddawać wszystko, co nam ciąży. 

    Jakich Gości zaprosiliśmy? Oprócz najbliższych Krewnych i Przyjaciół, chcieliśmy mieć obok siebie w tak ważnym momencie, także tych, którzy okazali się w naszym życiu prawdziwymi sojusznikami, a także Towarzyszy Lechickiego Odrodzenia, z którymi od pierwszego poznania czuliśmy łącze przez serce i Wspólny Szlak. Powitaliśmy zatem z radością Piotra Lechitę z Żoną Małgorzatą - z Małopolski, Vedamira z Żoną Mirosławą oraz Jaruhę z Żoną Beatą - z Pomorza, no i nie możemy nie wspomnieć, że Przyjaciel Czcibora z dzieciństwa, Jarosław, przybył ze swoją Rodziną aż z Dubaju. Naturalnie nie zabrakło Towarzyszy z naszego Stowarzyszenia Lechistan Gniezno, w tym Przyjaciela naszego Rodu, Daniela z Rodem, i innych bliskich nam osób.

    Na weselu, jako świętym rytuale determinującym przyszłość Rodu, i siłę małżeństwa, nie może być przypadkowych osób, ani tym bardziej takich, którzy nam nie rezonują czy są wątpliwi w intencjach. To trzeci z najważniejszych aspektów udanej, radosnej i szczęśliwej w skutki swadźby: wokół nowożeńców tworzyć się musi krąg złożony z wyłącznie życzliwych osób, uczciwych w intencjach, cieszących się z uczestnictwa w czymś wyjątkowym, a przez to dobrze życzącym i wnoszącym rzeczywistą Moc w stabilność małżeństwa i w jego dobrostan

    Czy my takich Gości mieliśmy na naszym ślubie? Tak, już od chwili powitania naszych Przyjaciół i Towarzyszy odczuliśmy pozytywną energię, którą wnieśli w naszą przestrzeń i w ten szczególny dla nas dzień. Otoczyła nas radość, życzliwość i promienna aura naszych weselników, zaznaliśmy też z ich strony wielkiej szczodrości w darach, w tym od Przyjaciół, którzy nie mogli przybyć: od wspierającej nasz Ród SłowiAnki i od współdziałającej z nami w sprawach lechickich Basi Sławianki. Za to też pozostaniemy im wszystkim na zawsze wdzięczni i zawsze też będą na nas mogli liczyć w każdej sprawie Życia. 


 

    Czym cechowało się nasze wesele i jak ugościliśmy naszych Przyjaciół? Słowianie nie są z natury niewolnikami szablonów, szczególnie nie powinni nimi być w kwestii świętych rytuałów i uroczystości (a to programował system i Kościół). Dlatego nie ma, jak oboje czujemy, jednej nienaruszalnej reguły na swaćbę. Nikt nie musi organizować jej pod presją żelaznego pilnowania wedyjskich zasad Przodków (które to zresztą są w jakiejś części nieodkryte lub przekręcone) - jedno wesele może być bardziej huczne i taneczne, inne kontemplacyjne i tak dalej. Zatem każda swaćba jest jedyna w swoim rodzaju, ponieważ łączy tak obyczaje słowiańskie, jak indywidualne potrzeby konkretnej pary ślubującej sobie. Tak też było i z nami: nasza ceremonia zawierała tak dla nas samych, jak i Gości wszystko, do czego przywiodły nas odczucia. Zgodnie ze słowiańską naturą nie chcieliśmy niczego narzucać zaproszonym osobom, jedynie sugerowaliśmy, że mile widziane będą ubiory rodzime, słowiańskie, a także, zgodnie z wedyjskim duchem kobiecości, długie suknie - lecz każdy postąpił wedle swego upodobania. Mimo, iż publikujemy zachęty dla Lachów, by odeszli od nawyku picia alkoholu, przygotowaliśmy takowy, by Goście mogli sobie pobiesiadować według swego wyboru. Nie wydaje się, by odrobina wybornego staropolskiego miodu zaszkodziła komukolwiek...

    Natomiast nie podaliśmy mięsa, przygotowując cokolwiek rewolucyjne zaopatrzenie w jadło wegetariańskie. Miało to zresztą dla nas dodatkową satysfakcję - to był to pierwszy taki rodzaj usługi dla gnieźnieńskiego hotelu Pietrak, zapewne pierwszej tego typu w Regionie dla takiej uroczystości, i zaznaczyło w Przestrzeni, że bez niewoli i cierpienia zwierząt można bogato i smacznie nakarmić Gości. Ba, do syta - czemu hotel sprostał znakomicie. Jedzenie wzbudziło powszechny, zapewne dla niektórych zaskakujący, zachwyt. 

        Samego rytuału poślubienia dokonaliśmy po obiedzie, prowadząc Gości za sobą pod wysepkę, na którą weszliśmy już sami. Tam powiedzieliśmy sobie wszystko to, co było istotne dla naszych dusz i naszej miłości. Nie przygotowaliśmy jakoś tego szczególnie wcześniej, ani tym bardziej nie szukaliśmy formuł przysięgi w przekazach Przodków - było oczywiste, że powiemy sobie to, co będzie dla nas właściwe. Bo przecież w takiej chwili tak naprawdę nie chodzi o szablony i powtarzalne mantry, lecz bardziej o impuls płynący z serca - i to ma największą Magię i największą Moc sprawczą. Było to bardzo poruszające, siłę odczuć można tylko porównać do momentu, gdy przyjmuje się Dziecko na świat, do Rodu. Niewiele jest chwil tak wyjątkowych i na wskroś przenikających. Gdy chwilę potem wróciliśmy do oczekujących Przyjaciół i Krewnych, przeżyliśmy kolejne wzruszenie, odbierając ich życzenia, błogosławieństwa i oczywistą radość. Widzieć w takiej chwili promiennych ludzi, skupionych na naszym szczęściu, to przyjąć kolejny cenny i niezapomniany dar. 


    Czas między przysięgą małżeńską, a kolacją umilili nam nasi lechiccy bardowie, Vedamir i Jaruha, wykonując swoje przejmujące lechicką duszę pieśni. Tego właśnie chcieliśmy na naszym weselu - pierwiastka i energii rodzimych dźwięków, czegoś, co wznosi duszę i rozjaśnia serce, a nie otumania czy obniża wibracje obcymi tonami. Śpiew naszych Przyjaciół był prezentem szczególnym, który wpisał się w magię weselnego dnia i pozostaje nieusuwalnym udziałem w trwaniu naszego małżeństwa. Dużo radości sprawił nam mały Milan, który z właściwą sobie sensytywnością odczuł wibracje słowiańskiej muzyki i na swój sposób się w nią włączył. Tu musimy podzielić się wyjątkowym odczuciem co do twórczości naszych Druhów: magia ich pieśni, ballad i mantr nie ogranicza się do samej muzyki, lecz dotyczy też urzekającej swady, z jaką piszą oni Słowo do swych utworów. Takie słowotwórstwo możemy porównać do wykwintności najlepszych rzeźbiarzy w drewnie; Słowo Vedamira i Jaruhy cofa nas w czasie do boskiej ery harmonii między Słowianami, a Przyrodą. 

    Jaruha zaszczycił nas bardzo premierowym wykonaniem swojej nowej Mantry Wolności, zaś Vedamir jeszcze przed weselem napisał dla nas Życzenia szczęśliwej swaćby (oczywiście wykonując ją także i na weselu, z właściwą sobie werwą):


    Wesele zamknęło nie mniej magiczne rytualne zjawisko Lechitów - ognisko. To nasze zapłonęło w pięknym brzozowym zagajniku. Vedamir sięgnął po gitarę i przy wsparciu Gości odśpiewał wszelakie rodzime piosenki. Ten wieczorny krąg mógłby dla nas trwać do świtu, ale choć nasz mały chwat Milan dzielnie bawił się jak reszta, to w końcu zmorzył się i Rodzicom nie pozostało nic innego, niż dopełnić swych obowiązków względem swego Laszątka. Mimo to zdążyliśmy odczuć energię tego wspólnego kręgu ognia, a jak wiadomo kręgi zawsze uruchamiają pewne moce. I zawsze czyszczą serce Słowianina z trosk, umysł ze znużenia, i dają radość, której próżno szukać we współczesnych formach wspólnej rozrywki. I za tę czarowną część, wieńczącą nam swaćbę, pozostajemy tak samo wdzięczni, jak za wszelkie inne dary tego dnia.


    8 sierpnia sami odczuliśmy Moc swaćby, Moc połączenia z błogosławieństwem naszych Towarzyszy Życia i Sił Wyższych. Nasze wesele było takie, jak chcieliśmy. Ale każda zakochana para Słowian uczyni je po swojemu, zresztą... nie ma identycznych rytuałów i ceremonii, ponieważ każda dusza emanuje swoim osobistym światłem i energią. To, co naprawdę się liczy - to intencje i życzliwość Gości tworzących krąg wokół nowożeńców. Liczy się energia miejsca i zdrowa, radośnie wibrująca muzyka. Wesele to święto boskiego wymiaru. Kiedy zatem jedziemy na czyjś ślub, spotyka nas wyróżnienie, i już tylko dlatego winniśmy wnieść tam ze sobą radość i wdzięczność. Naturalnie działa to w obie strony - otoczona taką aurą para młoda także będzie wdzięczna i to całe życie. 

    Tak jak będziemy zawsze my. Bardzo Wam dziękujemy...

    ...i wszystkim młodym parom życzymy radosnej swaćby i trwałego małżeństwa. Niech Wasze Rody rosną w siłę i dobrobyt. 

    Dobromiła i Czcibor

Materiał filmowy i zdjęciowy dzięki pracy Jaruhy, Beaty, Daniela, Marcina i Mariusza. Dziękujemy 🔥

    

 

Ludzie w pewnych epokach tej planety ślubowali sobie przy pomocy kapłana - w innych bez niego. Niezależenie od tego, tak u Słowian, jak u Celtów, czy Indian, i innych ludów, tak ślub z pośrednikiem, jak bez niego, okazywał się radosnym, szczęśliwym rytuałem potężnej Mocy, gdy tylko wszyscy jego uczestnicy mieli czyste intencje i z serca błogosławili młodej parze... 

...wesele to czas cudów, ponieważ nie tylko łączy dwie dusze najwyższym błogosławieństwem -  ale też odkrywa tym duszom, ile wsparcia i zasilającej Mocy oznacza dla nich serdeczne towarzystwo oddanych Przyjaciół...

 

Naszym Przyjaciołom, Wojom i Bardom Lechickiego Odrodzenia, Jarusze i Vedamirowi, dziękujemy z głębi serca za atmosferę, którą wyczarowali swoimi pieśniami i graniem. Wasza muzyka sprawia, że czas staje w miejscu, a dusze złączone w zgromadzeniu zdają się wibrować w jednym rytmie:


Siła naszej miłości, aura niezwykłego miejsca, a także pewne zesłane nam znaki, które można dostrzec na filmie, wszystko to jest wynikiem kunsztu Jaruhy i sensytywności jego Wiedźmy, a także tego, jak bardzo w tę pracę zaangażowali swoje serca...


 

GALERIA ZDJĘĆ:





































































PODZIĘKOWANIA...

    Z całego serca, niezmiennie trwając w wibracjach tamtego sierpniowego dnia, dziękujemy wszystkim, którzy uczynili nam ten dzień Pełnią:

    - Jakkanich, za piękne rodzime ubiory: https://www.facebook.com/jakkanich

    - firmie Adrian Migdał Art za unikalne drewniane obrączki: https://adrianmigdalart.pl/drewniane-obraczki.html

     - Hotelowi Pietrak z Gniezna za nie tylko pionierską w Regionie, ale i wykwintną wegetariańską ucztę (zwaną w branży jako catering): https://gniezno.pietrak.pl/

    - Gospodarzom agroturystycznego zakątka Kózka w Łubowie za pozytywną energię i wspólne towarzystwo przy ognisku: https://ekokozka.pl/

    - naszym Gościom, którzy dali nam najważniejsze ze słowiańskich darów: życzliwość,  serdeczność i szczodrość...

11 komentarzy:

  1. Piękna Para , piękna Swaćba , słodki Potomek ❤ Błogosławieństw dla Was ❤
    Indygo

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze wzruszeniem Wam dziękujemy! ❤️🔥😃

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrowia i Miłości, Piękna Paro Lechicka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki by było zawsze tak jak tego sobie życzycie.
    Siostrzyczko.....dbaj o tego łobuza bo dobry człowiek z niego 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Titku, Druhu, jak wiesz, my wszyscy lechiccy Woje jesteśmy łobuzami bez naszych Wiedźm... ;)
      POTRZEBUJEMY ICH. :D
      Dużo słońca od nas! C. i D.

      Usuń
  5. To niezwykle , że się odnaleźliście. Ja ponad 20 lat temu też spotkałam kogoś , kogo musiałam znać z poprzedniego życia , co prawda nie pamiętam nic z przebiegu naszej poprzedniej znajomości , ale pamiętam , (z tego życia )jak pierwszy raz spojrzeliśmy sobie w oczy , to coś jakby piorun mnie strzelił , nigdy wcześniej mi się to nie przytrafiło . Wiedziałam , że go znam , serce waliło jak szalone , ale wtedy tłumaczyłam sobie to zjawisko miłością od pierwszego ...
    Jego matka często korzystała z usług wróżek i powiedziała mi , po jednej z wizyt u tarocistki , że to związek karmiczny , ja nie wiedziałam o czym mówi , ale gdy czytałam jak się poznaliście , to przypomniała mi się moja historia , która zakończyła się dość burzliwie
    . Nie mamy ze sobą żadnego kontaktu , ale dla mnie od wielu lat nie ma to żadnego znaczenia i myślę , że dla niego też nie. Więc to w sumie historia ze szczęśliwym zakończeniem 😀
    Indygo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli uznać słowa wróżki za przekaz zgodny z tym, co czujesz, może było to spotkanie, żeby dopełnić i zamknąć pewną sprawę z innego życia. A teraz to pora sobie kreować, a nie odrabiać. :)

      Usuń
  6. 👍.od pierwszego spotkania miałam silne poczucie że go znam, ale sprawa zakończona na wszystkie następne wcielenia.

    Czcibor i Dobromiła ❤ znaczy CD
    Ciąg Dalszy

    Indygo

    OdpowiedzUsuń